Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 88 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Michalkiewicz 18 arrow Osobliwe materii pomieszanie, "tak samo i w wojsku".
Monday 17 December 2018 20:55:20.26.
migawki
 ---- Jest już później, niż myślisz -----
Mosbacher Żorżeta – persona non grata. W mediach - przykro rzec – reżimowych - CAŁKOWITY ZAKAZ informowania o petycji do Białego Domu. By każdy z Was umieszczał ten adres w pro-polskich portalach. Musimy babsko wyrzucić! MAŁO CZASU [do 27 grudnia]. 11 grudnia jedynie 5600 podpisów !!

====================

 Cztery tygodnie super- obniżki cen na moje książki - z okazji Bożego Narodzenia

Książki zamówione  do niedzieli -Poooszły ! Z dedykacją autora. Teraz wszystko jest w rękach konia [poczty].  Powinny dojść przed Wigilią.

=======================

Nasz korespondent terenowy donosi: Ksiądz Predykant oznajmił wiernym, że teraz najgroźniejsze dla człowieka są gazy AZOT I CEODWA. I trzeba z nimi walczyć.

===================

 

19.12. OPOLE, Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Osobliwe materii pomieszanie, "tak samo i w wojsku". Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
12.10.2018.

Osobliwe materii pomieszanie, "tak samo i w wojsku".

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4324

Felieton  •  tygodnik „Polska Niepodległa”  •  12 października 2018



No nie, to chyba za dużo szczęścia naraz! Tym bardziej, że jedno szczęśliwe wydarzenie można przypisać rządowi, a skoro można – to z pewnością zostanie mu przypisane, podczas gdy drugie – raczej opozycji.

Mam oczywiście na myśli zdobycie przez Polskę złotego medalu na mistrzostwach świata w siatkówce mężczyzn z jedne strony, a z drugiej -75 urodziny naszego Kukuńka, czyli byłego prezydenta naszego i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju, Lecha Wałęsy. Że zwycięstwo polskiej drużyny siatkarskiej na mistrzostwach świata można a właściwie trzeba przypisać rządowi pana premiera Morawieckiego, to rzecz oczywista. Chodzi bowiem o to, że wszystko, co wydarzy się w naszym kraju dobrego, jest zasługą rządu, podczas gdy całe zło, którego przecież tu i ówdzie jeszcze sporo pozostało, pochodzi od opozycji, a przede wszystkim – od Donalda Tuska.

Właściwie można by na tym zakończyć, ale co to komu zaszkodzi, jeśli temat trochę rozwiniemy i pogłębimy? To nikomu nie zaszkodzi, przeciwnie – może umocnić wiarę wyznawców Jarosława Kaczyńskiego. Z tym zwycięstwem sportowym jest podobnie, jak ze zwycięstwami militarnymi żołnierzy, którym sztandarowa postać naszego literackiego kapitalizmu czyli Stanisław Wokulski z „Lalki” Bolesława Prusa, dostarczał mąki. Dzięki tej mące od Wokulskiego żołnierze mieli tyle wigoru i męstwa, że wróg uciekał przed nimi w popłochu. Powierzchowny obserwator mógłby te zwycięstwa przypisać wyłącznie żołnierzom, ale obserwator głębszy natychmiast zauważyłby związek przyczynowy między wigorem i męstwem, a mąką. Według niektórych filozofów, człowiek jest bowiem tym, co zjadł, bo podczas jego życia następuje wielokrotna przemiana materii, to znaczy – wszystkich atomów tworzących organizm - no a skąd ta materia? Ano – z tego, co człowiek zje i wypije, to znaczy – co wypije i czym zakąsi. Dlatego związek między mąką od Wokulskiego i zwycięstwami militarnymi żołnierzy, którzy z tej mąki jedli chleb i kluski, jest oczywisty już na pierwszy rzut oka, a najlepszym tego dowodem jest fakt, że żołnierze nieprzyjacielscy, którym mąkę na chleb i kluski dostarczał inny dostawca, ponosili klęskę za klęską.

Tak samo i w Polsce (na Studium Wojskowym UMCS w Lublinie mieliśmy oficera, który każdą kwestię, bez względu na to, czego dotyczyła, kończył uwagą: „tak samo i w wojsku.”), gdzie kondycja poszczególnych organizmów ludzkich w coraz większym stopniu zależy od rządu. Zaczęło się od dzieci, który rząd przyznał „500 plus”, ale to dopiero początek i podobnymi dobrodziejstwami zostaną obsypani ludzi starsi, co jest o tyle uzasadnione, że część z nich dziecinnieje, a potem przyjdzie też kolej na osoby w sile wieku, czyli również – na sportowców. Rząd krok po kroku weźmie na swoje utrzymanie cały naród, to znaczy – cały mniej wartościowy naród tubylczy – bo starszym i mądrzejszym, którzy z woli Naszego Najważniejszego Sojusznika będą stanowili tu szlachtę, trzeba będzie co roku płacić haracz tytułem rosnących kosztów obsługi długu publicznego.

Ale choć to dopiero świetlana przyszłość, to przecież samo przeczucie tego luksusu uskrzydla każdego człowieka, a człowiek uskrzydlony łatwiej odnosi sukcesy – również w piłce siatkowej, to chyba jasne? Zatem chociaż zwycięstwo odnieśli siatkarze, to tak naprawdę prawdziwym, chociaż oczywiście dyskretnym jego autorem, jest rząd „dobrej zmiany”, przy którym już jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej zwłaszcza, gdy jego zwolennicy obsadzą większość synekur w samorządach terytorialnych, gdzie będą poświęcać się dla Polski, w najgorszym razie za 36 tysięcy złotych rocznie.

Skoro tedy wyjaśniliśmy sobie jedno, to pora zająć się 75 urodzinami Kukuńka, które stały się okazją do pokazania manifestacyjnego poparcia, jakiego korpus dyplomatyczny akredytowany w naszym nieszczęśliwym kraju, dostarcza opozycji. Jej przedstawiciele w osobach pana Grzegorza Schetyny, który pojawił się tam w otoczeniu dwóch kobiet: pulchnej pani Katarzyny Lubnauer i szczuplejszej pani Barbary Nowackiej, niczym trójbuńczuczny basza, bardzo wysoko podnosili zarówno zasługi Lecha Wałęsy w obaleniu komunizmu na świecie, jak i obecne zaangażowanie w obronę demokracji i praworządności. Oczywiście ani w jednej, ani w drugiej sprawie Lech Wałęsa nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i chociaż w okolicznościowym przemówieniu dał wyraz pewnej bezradności, to przecież „koncepcje” oraz „warianty na rozwiązania”, lęgną mu się w głowie na podobieństwo królików, a skoro tak, to nie jest wykluczone, że Lech Wałęsa znowu przeskoczy przez płot, tylko w odwrotną stronę, co zapoczątkuje recydywę komunizmu nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju, ale i na ogromnych obszarach Europy Środkowej i Wschodniej.

Czy przypadkiem nie obawa przed takim obrotem sprawy skłoniła zarówno ambasadoressę USA w Warszawie, panią Żorżetę Mosbacher, jak i ambasadora Republiki Federalnej Niemiec do pielgrzymki do Opery Bałtyckiej, w której uroczystość urodzinowa się odbywała? Przecież gdyby tak Lech Wałęsa przeskoczył przez płot w drugą stronę, to pod znakiem zapytania stanęłaby nie tylko rotacyjna obecność ciężkiej amerykańskiej brygady w Europie Środkowej, ale również – a może nawet przede wszystkim - projekt Fortu Trumpa? Na wszelki tedy wypadek korpus dyplomatyczny próbuje przedrzeć się przez mroki tajemnic, jakie Lech Wałęsa skrywa w swojej głowie, a w razie czego stara się być w pobliżu, gdyby trzeba było przytrzymać naszego Kukuńka przed jakimś nieprzemyślanym skokiem za nogawki, albo nawet – za pasek od spodni. Co tu ukrywać; dola obcego ambasadora w naszym nieszczęśliwym kraju jest co najmniej tak samo ciężka, jak dola chłopa, a kto wie, czy nie cięższa? Dodatkową poszlaką była nieobecność na urodzinowej uroczystości przedstawiciela Węgier, a tamtejszy premier Wiktor Orban, wbrew poprzednim doniesieniom, nie złożył swego podpisu pod hołdowniczym adresem.

Podobnie jak w głowie Lecha Wałęsy buzują „koncepcje” oraz „warianty na rozwiązania”, żydowska gazeta dla Polaków pod redakcją pana red. Adama Michnika, obmyśla coraz to nowe sposoby melioracji Kościoła katolickiego. Pretekstem jest film pana Smarzowskiego „Kler”, w którym reżyser nieubłaganym palcem wytyka złowrogiemu „klerowi” sprośne błędy Niebu obrzydłe, ale gdyby takiego filmu nie było, to znalazłby się pretekst jakiś inny. Skoro bowiem Żydzi zajęli się Kościołem katolickim, to nie spoczną, dopóki nie przekształcą go w jakąś synagogę.

Zresztą niekiedy zainteresowanie Żydów sprawami kościelnymi miewa charakter bezinteresowny. Przykładu dostarcza zachowanie Leo Belmonta, warszawskiego adwokata. Kiedy po śmierci Leona XIII konklawe długo nie mogło wybrać nowego papieża, mecenas Belmont zdradzał objawy coraz większego zdenerwowania. Zaczepiał na ulicy znajomych i zadręczał ich pytaniami: „kiedyż wreszcie będziemy mieli Ojca Świętego?” Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że mecenas Belmont z metryki był wyznania mojżeszowego, a z przekonań – ateistą. Myślę jednak, ze w tym przypadku o żadnej bezinteresowności nie może być mowy, skoro za meliorację Kościoła wzięła się „Gazeta Wyborcza”, która – podobnie jak współwłaściciel wydającej ją spółki „Agora” stary żydowski grandziarz finansowy Jerzy Soros – bez przerwy angażuje się w jakieś interesy.

Zmieniony ( 12.10.2018. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.