Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 123 gości
S T A R T arrow Społeczeństwo arrow szczepienia 18 arrow Szczepienia, czyli Bunt NAS.
Saturday 24 October 2020 20:12:30.30.
migawki
 

24.10.20 Bielsko-Biała Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy od 14-tej

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”.

Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

 
W Y S Z U K I W A R K A
Szczepienia, czyli Bunt NAS. Drukuj Email
Wpisał: Rafał Ziemkiewicz   
07.11.2018.

Szczepienia, czyli Bunt NAS.


Rafał Ziemkiewicz

19 października https://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiewicz/news-szczepienia-czyli-bunt-nas,nId,2646523



Zaskoczę państwa, ale ostatniego przed wyborami samorządowymi felietonu nie zamierzam wcale poświęcać tym wyborom. Partie, żrące się o miejsca w sejmikach i ratuszach, zwyczajnie sobie na to nie zasłużyły, zmieniając wybory samorządowe w kolejną odsłonę centralnej młócki "kto z PiS, kto za PO" – na dodatek przy użyciu tych samych co zawsze cepów. Jeśli głównym wątkiem kampanii okazały się taśmy nagrane u Sowy w 2013 roku, a na sam finał główny drukowany biuletyn „opozycji totalnej” wywala dziś na pierwszej stronie sprawę przejęcia przez Porozumienie Centrum nieruchomości w Warszawie w roku 1991 – ta ja skreślone, komentowanie tego zwyczajnie mnie jako komentatora politycznego obraża!

Dużo ciekawszą sprawą jest bunt przeciwko obowiązkowi szczepień, który tak naprawdę przebił się do mediów słabo, i tylko o tyle, o ile próbowano go wykorzystać w wyżej wspomnianej młócce. Media PO próbowały społeczny projekt ustawy antyszczepionkowej przypisać partii Kaczyńskiego, tak jak wcześniej udało im się to zrobić z również społecznym projektem zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Chyba się nie udało, bo media PiS skutecznie prześcigały się z nimi w miotaniu gromów na ciemnotę, zacofanie i głupotę tych, co to dzieci nie chcą szczepić i straszeniu epidemiami, które wrócą, jeśli średniowiecze zatriumfuje.

Oczywiście, umknęło wszystkim, że cały spór ma charakter symboliczny. Co z tego, że w Polsce teoretycznie wciąż obowiązuje przymus szczepień, skoro realizuje go tylko 85 proc. rodziców? Obowiązek jest, ale nie ma żadnych sankcji za niewywiązanie się z niego - więc tak naprawdę wcale go nie ma, i czy go Sejm utrzyma, czy usunie, w praktyce zapewne na ludzkie zachowania wpływu mieć to nie będzie.

Dla porównania - w Wielkiej Brytanii, gdzie przymusu szczepień nie ma (wiedzieliście Państwo o tym?) szczepi swoje dzieci 90 proc. obywateli. Chyba uprawniony wydaje się więc wniosek, że kluczem do sprawy nie jest ustawowy przymus? 

Kluczem do sprawy jest brak zaufania przeciętnego człowieka do establishmentu, w tym wypadku medycznego. Przez media przewija się korowód profesorów i różnego rodzaju "autorytetów", które starają się ludziom wmówić, że szczepienia to sprawa e-le-men-tar-na, matoły, absolutnie nie-do-dys-kus-ji, że mamy XXI wiek, jak w ogóle można i tak dalej. I im bardziej ów przeciętny człowiek jest takim przekazem bombardowany, z im większą pewnością siebie i wyższością jest taki przekaz przez "autorytety" formułowany - tym bardziej w ten przekaz nie wierzy.

Wystarczy zerknąć w media społecznościowe. I, nie, drogie autorytety, szczepień dzieci nie odmawiają wcale niewykwalifikowani robotnicy rolni, analfabeci i mieszkańcy przysiółków, do których nie dotarła jeszcze elektryfikacja, straszący się przy bimbrze opowieściami, że doktory dzieckom diabła wstrzykujom. Jest on odrzucany przez młodych, wykształconych i dobrze sytuowanych mieszkańców miast, którzy swoją niewiarę w pouczenia "autorytetów" potrafią bardzo logicznie i przekonująco uzasadnić i korzystając z nowoczesnych mediów tworzą prężne społeczności, w których przekaz mediów elektronicznych rozbijany jest skutecznie w puch i pył.

Nie chcę się wypowiadać co do meritum sporu, obie strony mają w nim argumenty, z którymi skłonny jestem się zgodzić. Trudno zresztą nawet wskazać strony, bo tak naprawdę temat nie jest "zerojedynkowy", szczepić albo nie szczepić - raczej kiedy i przeciwko jakim chorobom lepiej szczepić, a kiedy lepiej nie. Z całą pewnością nie wszystkie szczepionki, które się dziś dzieciom podaje, służą uniknięciu zagrożenia epidemicznego, i nie wszystkie są bezpieczne. Z całą pewnością lobbing koncernów medycznych idzie za daleko, a medycy, którzy agitując za szczepionkami są jednocześnie na garnuszku tychże koncernów, a takich jest większość, z całą pewnością nie mają moralnego prawa przedstawiać się jako bezstronni eksperci. A ponieważ to robią - nie ma się co dziwić, że ich pouczenia są tym bardziej odrzucane, im więcej w nich pogardy i wynoszenia się ponad "ciemnotę i zacofanie".

Chciałbym natomiast zwrócić Państwa uwagę na to, że mamy tu do czynienia z fragmentem ogólnej tendencji, ogólnego procesu, który zmienia dziś postdemokratyczny świat Zachodu - procesu, który można nazwać buntem mas, a jeszcze lepiej - buntem nas.

To samo dzieje się w polityce. Establishment przywykły do panowania, czujący się demokratyczno-liberalno-rodową arystokracją naszych czasów (proszę mi nie zwracać uwagi, że to sprzeczność i nonsens - oni się tak czują) jest odrzucany, kontestowany i traci grunt pod nogami. Od kilku pokoleń ci ludzie przywykli, że demokracja polega na tym, że oni, władcy naszych umysłów, mówią nam, co mamy myśleć i robić - a my myślimy i robimy to, co oni nam mówią, i tak oto rządy większości są w istocie rządami panujących nad większością nielicznych Oświeconych.

Teraz ci ludzie wyją, spazmują i tupią, bo - weźmy za przykład Amerykę - taki de Niro, wielki gwiazdor, krzyczy "p***lić Trumpa!", cała sala gromadząca "crème de la crème" artystycznej elity USA urządza mu za to "standing ovation", a tymczasem ludzie p***lą wcale nie Trumpa, tylko de Niro i tych, co mu biją brawo.

Chamy nie słuchają panów! Świat stanął na głowie, po prostu. Stąd krzyk, histeria, pogarda i nienawiść wylewana na wspomnianego Trumpa, czy u nas na Kaczyńskiego i PiS. O tyle bez sensu, że oni nie są wcale sprawcami tego procesu, a jedynie jego czasowymi beneficjentami. W sprawie szczepionek na przykład pisowcy są tym, czym w polityce salon Michnika - podlegają takiemu samemu odrzuceniu i kontestacji, bo też mądrzą się tak samo, jak o polityce mądrzył się odrzucony za ten pełen wyższości ton półświatek celebrycko-profesorski.

Nihil novi sub sole, jak mawiali starożytni. Zjawisko powtarza się regularnie, i zawsze oznacza to samo: nadchodzi koniec epoki. Bardzo pouczające analogie do obecnego przerażenia liberalnych elit "populizmem" znajdziemy w czasach tzw. fin de siecle’u, schyłku ładu Wiedeńskiego w Europie. Kto ciekaw, proszę sobie poczytać, z czego wynikła i jak przebiegła afera Dreyfussa we Francji, albo jakie były powody dla których rząd cesarsko-królewskich Austro-Węgier wolał przymknąć oczy na szpiegowskie dokonania płk. Redla i zadowolić się jego cichym usunięciem, choć w praktyce oznaczało to straszliwe klęski w pierwszych miesiącach nadchodzącej wojny.

Ani w jednej, ani w drugiej sprawie nic się tonącym elitom nie udało zrobić i niczego uratować - koniec ich świata nastąpił. Wrzask dzisiejszych beneficjentów "demokracji liberalnej" jest podobnie kontrproduktywny, i podobnie groteskowy, jak przemowy generałów z "Przygód dzielnego wojaka Szwejka". Im więcej pogardy "autorytetów" dla niesłuchających ich mas, tym silniejsze poczucie ich "naszości" i tym silniejsze owych autorytetów odrzucenie.

Jeśli ktoś chce przekonać Polaków do czegokolwiek - musi się do nich pofatygować, wysłuchać, postarać się zrozumieć i znaleźć argument. Mądrząc się z telewizyjnego studia, "bo ja przecież wiem lepiej", i słuchając tylko swoich akolitów, zagrzewających "świetnie pan im dowalił, panie profesorze" uzyskuje się efekt odwrotny od zamierzonego.

Ta prawidłowość dotyczy zarówno przymusu szczepień, jak polityki i w ogóle wszystkiego.
Czytaj więcej na https://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiewicz/news-szczepienia-czyli-bunt-nas,nId,2646523#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Zmieniony ( 07.11.2018. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.