Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 12 gości
S T A R T arrow Społeczeństwo arrow Zdrowie - od 2010r. arrow Uratowali komary, umierają ludzie
Friday 15 November 2019 03:44:57.28.
migawki
Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz"
 
W Y S Z U K I W A R K A
Uratowali komary, umierają ludzie Drukuj Email
Wpisał: Tomasz Teluk   
10.10.2010.

Uratowali komary, umierają ludzie

Tomasz Teluk

http://www.naszapolska.pl/index.php/component/content/article/53-absurdy-postpu/1601-uratowali-komary-umierali-ludzie

Według danych Fundacji Pomocy Humanitarnej “Redemptoris Missio”, malaria na świecie zabija ok. 3 mln ludzi. 90 proc. z nich to mieszkańcy najuboższych rejonów Afryki, przeważnie najsłabsze organizmy: malutkie dzieci, matki z wielodzietnych rodzin, kobiety w ciąży. Na malarię każdego rok choruje 0,5 mld ludzi. Roczne straty z powodu zapadalności na tę chorobę Światowa Organizacja Zdrowia szacuje na 12 mld dolarów.

Gdy w roku 1948 r. szwajcarski chemik prof. Paul Hermann Mueller otrzymał nagrodę Nobla “za odkrycie wysokiej skuteczności DDT w zwalczaniu wielu rodzajów stawonogów”, wydawało się, że problem chorób zakaźnych przenoszonych przez owady, został raz na zawsze rozwiązany.

DDT to specyfik niezwykle skuteczny. Populacja złośliwych owadów w Stanach Zjednoczonych i Australii została praktycznie zdziesiątkowana. Epidemie malarii, roznoszonej przez komary, i tyfusu plamistego, rozprzestrzenianego przez wszy, w tych krajach przeszły do historii.

Niestety lata 60. przyniosły także intelektualny terror ze strony pokolenia “Dzieci Kwiatów”. Ekologiczny ekstremizm i zarazem naiwność, zawładnęły umysłami decydentów. Zewsząd zaczęto straszyć potwornymi efektami ubocznymi z racji powszechnego stosowania “chemii” w rolnictwie.

Według radykalnych zwolenników ochrony środowiska. DDT miało odkładać się w ciele ludzkim prowadząc do wielu groźnych chorób. Sęk w tym, że nie przeprowadzono wówczas wiarygodnych badań ukazujących szkodliwość tego pestycydu, natomiast wiele wskazuje na to, że specyfik wyeliminowano “na wszelki wypadek” na fali ekologicznej poprawności.

Pomyłka Rachel Carson

“Jest ironią naszych czasów, że podczas, gdy koncentrujemy się na obronie kraju przed działalnością zewnętrznych wrogów, musimy jednocześnie na tych, którzy zniszczą go od środka” – pisała Rachel Carson, w latach 60. w jednym ze swych ekologicznych manifestów.

Rachel Carson była wrażliwą pisarką, z wykształcenia biologiem. Po ukończeniu studiów została urzędniczką. Potem pisała do wielu gazet artykuły na temat konieczności ochrony środowiska naturalnego. Sławę przyniosły jej publikacje o biologii oceanów. Jednak prawdziwego spustoszenia wywołała jej książka pt. “Milcząca wiosna” z 1962 r., w której Carson napisała, że DDT może wywoływać nowotwory i niekorzystnie wpływa na zdrowie ptaków. Sprawą zainteresował się rząd. Carson wzywała do nowej polityki rolnej, natychmiastowego wycofania pestycydów z produkcji i poszukiwania nowych form ochrony środowiska.

Wszystko wskazuje na to, że Carson nie prowadziła w tym kierunku żadnych wiarygodnych badań. Miała natomiast “ekologiczną wizję”, była wpływową pisarką, wrażliwą humanistką. Przypuszczenia, że DDT może powodować chorobę Heinego-Medina, zaburzenia koordynacji ruchów, czy nawet bezpośredni zgon na skutek obrzęku płuc, pozostały wyłącznie w sferze spekulacji. Jednak na podstawie tych spekulacji, skaje skandynawskie: Norwegia i Szwecja zakazały stosowania tego pestycydu, a w 1972 r. uczyniły to Stany Zjednoczone.

Dramatyczne konsekwencje

Trwałość DDT okazała się jego przekleństwem. Ponieważ DDT rozkłada się nawet 15 lat, środek stał się łatwym celem krytyki ekologów. Niemniej polityka bazująca na dogmacie ekologii, pomijająca wartość życia ludzkiego, pokazała doskonale, jak kierując się szczytnymi intencjami, można łatwo wylać dziecko z kąpielą.

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat malaria stała się znów wrogiem publicznym numer 1 w krajach najuboższych. W państwach, gdzie ludzie umierają z głodu i chorób, dywagacje nad potencjalnymi długotrwałymi skutkami ekologicznymi, zakrawają na cynizm. Gdy umiera człowiek, należy go ratować wszelkimi możliwymi sposobami, a nie dywagować, czy zabicie komara, spowoduje odkładanie się w pestycydu w trawie.

Malaria stała się, obok gruźlicy oraz HIV/AIDS, jedną z najgroźniejszych współczesnych chorób zakaźnych na świecie. Ubóstwo i brak opieki zdrowotnej wyklucza skuteczne radzenie sobie z chorobą przez kraje afrykańskie. Na tradycyjnym leceniu farmakologicznym, wspomaganym przez międzynarodową biurokrację, zarabiają głównie koncerny farmaceutyczne.

Najskuteczniejszą metodą jest eksterminacja populacji komarów poprzez spryskiwanie zagrożonych obszarów DDT. Współcześnie aplikacja tego środka może być znacznie bardziej precyzyjna niż przed 50 laty. DDT to środek niezwykle skuteczny i tani. Dlatego WHO rozpoczęła rehabilitację pestycydu i rozpoczęła jego masowe stosowanie.

Afryka błaga o DDT

W dokumentalnym filmie “Not Evil, Just Wrong”, który wszedł niedawno do dystrybucji w USA, krytykującym politykę ekologiczną Stanów Zjednoczonych, aktywiści z krajów afrykańskich, błagają o urzędników o umożliwienie stosowania pestycydów w walce z komarami.

WHO od września 2006 r. rozpoczęła trzydziestoletni plan walki z malarią, który obejmuje także stosowanie tego środka owadobójczego, ale tylko do spryskiwania budynków tzw. techniką IRS (ang. Indor Residual Spraying). Metoda polega na spryskiwaniu ścian i dachów domów raz do roku.

Szef ogólnoświatowego departamentu ds. walki z malarią Światowej Organizacji Zdrowia Arata Kochi uważa, że: “DDT przy właściwym stosowaniu nie zagraża zdrowiu”. Strategia WHO nie obejmuje jednak stosowanie DDT w rolnictwie. Przeciwni stosowaniu pestycydów pozostają wciąż eksperci pozostający pod wpływem środowisk lewicowych i ekologicznych.

Walka z malarią za pomocą dichlorodifenylotrichloroetanu jest prowadzona obecnie w 10 krajach Afryki Subsaharyjskiej m.in. w RPA, Namibii, Zambii, Zimbabwe i Tanzanii i 30 innych krajach.

Jeśli jest to najskuteczniejszy środek zwalczania śmiertelnej choroby, dyskutowanie o tym, czy lepiej chronić ludzkie życie czy narażać organizmy żywe na kontakt z “chemią” jest pozbawione większego sensu.

Historia DDT powinna być też lekcją dla decydentów o tym, że szlachetnymi intencjami jest wybrukowane piekło. Gdyby nie ekologiczna histeria wokół pestycydów, prawdopodobnie uratowano by życie wielu ludzi i świat wyglądałby inaczej.

Tomasz Teluk
Autor jest prezesem Instytutu Globalizacji www.globalizacja.org

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.