Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 91 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow Spirala strachu i bzdury arrow Celebryci z nożem w plecach
Friday 18 January 2019 17:30:41.26.
W Y S Z U K I W A R K A
Celebryci z nożem w plecach Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
11.01.2019.

Celebryci z nożem w plecach

Stanisław Michalkiewicz

https://www.magnapolonia.org/celebryci-z-nozem-w-plecach/



        Ale obciach, ale zamieszanie! Takiego noża w plecy chyba nikt się nie spodziewał, a już zwłaszcza celebryci ze wszystkich siedmiu płci, którzy gotowi są na wszystko, by choć na chwilę pojawić się w światłach rampy. Dotychczas świat wydawał się prosty; z jednej strony Jasnogród pod dyrekcją żydowskiej gazety dla Polaków, która codziennie informuje mikrocefali, o czym i jak myślą, a z drugiej – Ciemnogród z faszystami, kseno – i homofobami, a przede wszystkim – z antysemitnikami. 

       Tych antysemitników trzeba zwalczać wszystkimi środkami, a w ostateczności – zgotować im ostateczne rozwiązanie. Bo – jak poucza Adam Mickiewicz – „dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia”, a jakaż sprawa może być lepsza od posłania wszystkich antysemitników do gazu, by w ten sposób naprawić świat?

Na razie oczywiście nikt z takim radykalnym programem nie występuje, ale któż może zagwarantować, że gdzieś tam, w mrokach podziemia, nie jest wykuwana Wunderwaffe, która raz na zawsze oczyści świat z elementów niepożądanych? Na razie jednak mamy do czynienia z nieśmiałymi próbami wysondowania, jak dalece cel uświęca środki. Mam oczywiście na myśli pana Rafała Gawła, funkcjonariusza Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Taki monitoring kosztuje, zwłaszcza, że zwalcza się tam rasizm i ksenofobię przy pomocy tańcowania i organizowania specjalnych „warsztatów antydyskryminacyjnych”. Nigdy w takim warsztacie nie byłem, ale mogę sobie wyobrazić, że jest tam bardzo wesoło, bo w końcu któż ma się weselić, jeśli nie bojownicy o Słuszną Sprawę, zwłaszcza kiedy już zejdą się we własnym gronie i każdy coś tam ze sobą przyniesie? Na takie rzeczy pieniądze muszą być, toteż zarówno administracja rządowa, jak i samorządowa futruje rozmaite „organizacje pozarządowe”, których funkcjonariusze dzięki temu mogą i sobie wypić i smacznie zakąsić. Zwłaszcza organizacje tropiące antysemitników – bo gdyby tak któraś została pominięta w rozdzielniku, to już następnego dnia „prasa międzynarodowa” zrobiłaby z takiego zapominalskiego marmoladę. Toteż wszyscy starają się jak mogą, żeby nie padło na nich podejrzenie i organizacjom pozarządowym nie potrafią niczego odmówić. Aliści już w Starym Testamencie mamy zanotowane spostrzeżenie, że „nie zawiążesz gęby wołowi młócącemu”, toteż nie można się dziwić, że w tej sytuacji taki jeden z drugim funkcjonariusz próbuje sobie to i owo sprywatyzować. I taki właśnie casus pascudeus przytrafił się panu Rafałowi, który potrafił wydymać nawet Fundację Batorego, futrowaną przez starego żydowskiego grandziarza finansowego. Co tu gadać; w haśle „Polak potrafi”, była sama najczystsza prawda! Toteż niezawisły sąd w pierwszym odruchu (jeszcze za komuny Janusz Wilhelmi napominał, by wystrzegać się pierwszych odruchów, „bo mogą być uczciwe”) skazał go na 4 lata więzienia, ale potem ktoś starszy i mądrzejszy musiał niezawisłemu sądu zwrócić uwagę, że taka surowość jest dopuszczalna, a nawet zalecana w stosunku do faszystów, czy antysemitników, ale przecież nie wobec płomiennych szermierzy postępu! Z drugiej jednak strony wydymana została Fundacja Batorego, a tego żaden niezawisły sąd płazem puścić nie może, to chyba jasne? Tedy rada w radę uradzono, by wilk był syty i owca cała. W rezultacie panu Rafałowi zmniejszono karę o połowę. Jak widzimy, również na nieubłaganym gruncie postępu droga ku świetlanej przyszłości najeżona jest różnymi niebezpieczeństwami, o czym informuje angielskie przysłowie, że life is brutal, plugaws and full of zasadzkas.

No i właśnie okazało się to w całej straszliwej postaci. Zresztą nie po raz pierwszy, bo jeszcze w latach 90-tych „Gazeta Wyborcza” podała informację, że w Nowym Jorku Murzyni biją Żydów. Jak biją Żydów, to oczywiście bardzo źle, podobnie jak źle jest, gdy biją Murzynów. Ale jak jest, gdy Murzyni biją Żydów? Jak to zdefiniować, jak to ocenić? Redakcyjny Judenrat powstrzymał się tedy od wszelkich komentarzy, co wskazywało nie tylko na zaskoczenie, ale i potężny dysonans poznawczy. Podobnie i teraz, kiedy to krwawy reżym Jarosława Kaczyńskiego, któremu najwidoczniej nie wystarczy, że „morduje papugi” – podniósł zbrodniczą rękę na dziki z zamiarem sprawienia im holokaustu. Takiej zbrodni żaden człowiek mądry, roztropny i przyzwoity, z tych, co to rozpoznają się po zapachu, nie mógł puścić płazem, toteż w miejsce Komitetu Obrony Demokracji powołany został Komitet Obrony Dzików, do którego jeden przez drugiego zaczęli garnąć się celebryci ze wszystkich siedmiu płci. Na mieście pojawiły się pogłoski, jakoby pani Kinga Rusin zamierzała bronić dzików własną piersią, a pani „Kasia” Nosowska napisała i nawet zaśpiewała dla dzików specjalną piosenkę. Podobno dziki słuchały tego, jak zaczarowane, co pokazuje, że prawdziwa sztuka pokonuje wszelkie bariery, również te, jakie Ciemnogród wzniósł między ludźmi, a „istotami czującymi” – bo dziki, ma się rozumieć, są „istotami czującymi”.

I kiedy wydawało się, że wajcha została przestawiona prawidłowo, niczym grom z jasnego nieba gruchnęła wieść, że Komisja Europejska pochwaliła Polskę i to w dodatku nie za desperacką obronę dzików przed holokaustem ze strony krwawego reżymu, a przeciwnie – za zbrodniczy zamiar ich zholokaustowania. Dotychczas Komisja Europejska, na czele której stoją dwa niemieckie owczarki: Jan Klaudiusz Juncker i Franciszek Timmermans, uchodziła za najtwardsze, a jeśli nawet nie najtwardsze, to w każdym razie za jedno z najtwardszych jąder nieubłaganego postępu, a tu ni stąd, ni zowąd, opowiedziała się, wbrew stanowisku postępaków ze wszystkich siedmiu płci, po stronie krwawego reżymu. Takiego noża w plecy nikt się nie spodziewał i teraz nie wiadomo, czy pani „Kasia” Nosowska za swoją piosenkę dostanie Nagrodę im. Karola Wielkiego, czy też będzie mogła liczyć wyłącznie na order krzyża zbolałego, zwłaszcza gdy i dzikom jej twórczość przestanie się podobać?

Najwyraźniej w obozie nieubłaganego postępu wystąpił brak koordynacji, a w takiej sytuacji należy przyjrzeć się przyczynom tego stanu rzeczy i rozebrać je sobie z uwagą. Już na pierwszy rzut oka narzuca się jeden wniosek – że mianowicie tubylczy Komitet Obrony Dzików nie uzgodnił swoich działań, ani nawet swojej inicjatywy z Komisją Europejską. A przecież powinien zrozumieć, że Komisja Europejska nie będzie tolerowała żadnych samowolek, nawet w słusznej sprawie, bo gdy chodzi o władzę, to wszystkie inne względy schodzą na plan dalszy. Zauważył to jeszcze w XVIII wieku Franciszek Maria Arouet bardziej znany jako Voltaire, pisząc, że „kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się o to, jakie wygody mają myszy na statku.” Rozumiał to doskonale Król z książki Antoniego de Saint-Exupery „Mały Książę.” Jak pamiętamy, jest tam scena, gdy Mały Książę przybywa na planetę zamieszkałą przez Króla, który przedstawia mu się jako władca absolutny, nie tolerujący najmniejszego sprzeciwu, toteż Mały Książę prosi go, by mu zarządził zachód słońca. Król bynajmniej nie odmawia, tylko zagłada do kalendarza i powiada: „zarządzam zachód słońca na godzinę 19,15 – i zobaczysz, jaki mam posłuch!” Najwyraźniej tubylczy celebryci ze wszystkich siedmiu płci padli ofiarą uderzenia do głosy wody sodowej, zapominając nawet o polskim przysłowiu, że „co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie!”

Zmieniony ( 11.01.2019. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.