Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 4 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Ewa Działa-Szczepańczyk arrow Czy Polska dołączy do świata aberracji?
Monday 20 May 2019 04:31:29.27.
migawki

 

 

    Ostatnie parę wieków satanizmu, magii i zboczeń u władzy.

Regina Poloniae, Mater Gratiarum, ora pro nobis

 
W Y S Z U K I W A R K A
Czy Polska dołączy do świata aberracji? Drukuj Email
Wpisał: Ewa Działa-Szczepańczyk   
12.05.2019.

 

 

Czy Polska dołączy do świata aberracji?

Ewa Działa-Szczepańczyk http://www.naszapolska.pl/nowosci,main,0,1,czy_polska_dolaczymy_do_swiata_a,240.html

 

Obserwując ostatnie wydarzenia w Polsce obejmujące m.in. „spontaniczne” pochody promujące elementy ideologii marksizmu kulturowego (czyli walkę o szczególne traktowanie osób LBGT i inne tęczowe wymysły typu GENDER) wydaje się, że sprawnie posuwamy się w kierunku zaplanowanym przez decyzyjne elity świata.

 A kierunek jest jeden – doprowadzić do totalnej destrukcji świat cywilizacji łacińskiej oparty na dekalogu.

Zostawiam na boku temat, kto tak bardzo nienawidzi etyki chrześcijańskiej, komu tak bardzo zależy by ją zniszczyć. Nie będę również analizować jakie korzyści płyną dla autorów tej destrukcji i co oni na niej zyskują. Inteligentny czytelnik sam się domyśli, jeżeli kieruje się we wnioskowaniu zasadą „ten sprawcą , który odnosi korzyści”.

Ważniejsze jest byśmy prawidłowo rozpracowali metody, jakimi się posługują ideowi spadkobiercy Marksa i Engelsa. Jest ich kilka, ale większość z nich uchodzi uwadze ludzi, na których przeprowadza się ten eksperyment – co najważniejsze, eksperyment zwieńczony sukcesem w zdecydowanej większości krajów tzw. Zachodu. Powoli (choć ostatnio operacja „oświecania” społeczeństwa polskiego znacznie przyspieszyła) ten proces ogarnia i naszą ojczyznę. Odbywa się on wprawdzie bez specjalnego entuzjazmu ze strony naszych rodaków, niemniej kilkunastu dyżurnych naiwniaków, tudzież kilku cynicznych, płatnych wyrobników cyklicznie pojawia się w różnych miastach Polski na „spontanicznie” organizowanych spędach i pochodach pod wezwaniem „walki o wolność, miłość, równość itp.”.

Trochę to sztucznie i zabawnie wygląda w polskich realiach, niemniej proces posuwa się do przodu (oczywiście z punktu widzenia kreatorów tego procesu). Przysłowie powiada: "przyzwyczajenie drugą naturą człowieka". Na Zachodzie również gotowano żabę powoli na wolnym ogniu, a nie rzucano ją prosto na wrzątek. Bogatsi o to doświadczenie ci „mądrzejsi z definicji” będą ten proces przeprowadzać w naszym kraju bardziej profesjonalnie. I już widać tego pierwsze efekty.

Po pierwsze - pieniądze i jeszcze raz pieniądze - przeznaczone na ten cel, które płyną do naszego kraju wartkim strumieniem poprzez różnego rodzaju fundacje i organizacje pozarządowe hojnie wspierane przez zagranicznych propagatorów tego przedsięwzięcia.

Po drugie szantaż i polityczna presja. Nasi umiłowani przywódcy pozostają pod ciągłą presja i szantażem i nie widzą metody jak z tych „miłosnych” objęć-kleszczy się wyrwać. Skutek jest taki - pełna bierność naszych włodarzy, którzy wprawdzie deklarują publicznie pełne przywiązanie do wartości chrześcijańskich i że nie pozwolą na to by np. polskie dzieci były seksualizowane w szkołach i przedszkolach, ale na tych obietnicach niestety się kończy. Jeżeli mają wybór - ugiąć się pod presją marksistowskich elit decyzyjnych Unii Europejskiej, a trzymaniem się twardo tradycji i zasad panujących w naszym kraju – wybierają tę pierwsza opcję.

Toteż, oglądając relacje telewizyjne ciągle doznajemy jakiegoś dziwnego schizofrenicznego rozdwojenia postrzegania polskiej rzeczywistości. Rząd jedno, a działania szkół i przybytków kultury odpowiedzialnych za kształtowanie umysłów i postaw naszych rodaków – drugie. Nawet jeżeli założymy, że nasi umiłowani przywódcy są związani wcześniejszymi umowami (w ramach UE) dotyczącymi omawianej kwestii, jakie Polska podpisała za czasów rządów PO, to i tak pozostaje pytanie: Dlaczego politycy PIS nie wykorzystują tej wiedzy do walki ze swoim oponentem politycznym? Czyżby działała tu cicha umowa: "MY nie ruszamy waszych, Wy nie ruszacie naszych". Takie myślenie samo nasuwa się, gdy obserwujemy polską scenę polityczną. Taka gra ze społeczeństwem - "mówimy jedno, a sprawa i tak toczy się swoim torem"  jest bardzo niebezpieczna. Nieprzyjęcie lub przyjęcie tych neomarksistowskich "nowinek"  z Zachodu -  to jest nasze narodowe być albo nie być.

Nawiasem pisząc, nie bardzo rozumiem czym nasi umiłowani przywódcy w tej akurat kwestii ryzykują? Przecież i tak, obecny nasz rząd ze względu na przywiązanie Polski do „strategicznego” sojuszu, jest „zakałą” dla "Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego" – niekwestionowanego zarządcy UE i co by nie zrobił, to i tak ma „przechlapane”. Chyba, że naciski w tej sprawie wywierane są również przez „strategicznego” partnera (a raczej dzisiaj można napisać „dwóch strategicznych partnerów”). O, to co innego! - rząd musi się ugiąć w imię "strategicznej przyjaźni". Wówczas przyjaźń z własnym narodem schodzi na drugi plan. A, może to tylko nasze przypuszczenia, wynikające z braku rzetelnej informacji w polskiej przestrzeni publicznej? A ten obserwowany przez nas dualizm naszej władzy w omawianej kwestii, to taki nasz zbiorowy narodowy OMAM, któremu ulegamy niemal każdego dnia.

Zmieniony ( 12.05.2019. )
 
następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.