Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 75 gości
S T A R T arrow Inne polityczne arrow Dłuuga agonia UE...19 arrow Nie da się zrobić z UE "Europy ojczyzn".
Monday 14 October 2019 22:18:14.27.
migawki
Człowiek, kapłan, który w Ogrodach Watykanu przyjmuje błogosławieństwa szamanek, tańczy i kiwa się wokół „świętego Ognia” czy „śniętego Węża”, nie jest katolikiem, nie jest heretykiem. Jest APOSTATĄ, czyli kapłanem Szatana.
A w Polsce w wielu parafiach obchodzi się "święto kremówki". Nie dziwi więc, że realizacja proroctw, rewolta w Watykanie umyka uwadze owieczek i co głupszych pastuchów. Hermeneutyka ciągłości ?
 
W Y S Z U K I W A R K A
Nie da się zrobić z UE "Europy ojczyzn". Drukuj Email
Wpisał: prof. Jerzy Chodorowski   
17.07.2019.

Nie da się zrobić z UE "Europy ojczyzn".

 

https://wolna-polska.pl/wiadomosci/nie-da-sie-zrobic-z-ue-europy-ojczyzn-2019-07?fbclid=IwAR3SYf0QtoUFyV-VXFTSgexJcIR0nYXMlv56kf92hoJNvqMElZiASFE0cMQ



Gdy 15 lipca 2019 roku wpisująca się w unijną chadeckość euro-posłanka PiS-u Beata Szydło nie została znowu wybrana na stanowisko szefowej komisji zatrudnienia i spraw społecznych Parlamentu Europejskiego, prezes Kaczyński powiedział PAP-owi, że mamy do czynienia z „repulsywnym odruchem wobec osoby, której system wartości jest inny niż bardzo wielu obecnych parlamentarzystów – zarówno z formacji skrajnie lewicowych, jak i liberalno-lewicowych”.

Tymczasem, zmarły osiem lat temu badacz i krytyk „eurosocjalizmu” i „opartej na nim Unii Europejskiej” prof. Jerzy Chodorowski, przedstawił już w 2001 roku wszystkim politykom i kandydatom na polityków dwa zasadnicze wnioski:

Po pierwsze, dzisiejsza Unia Europejska jest tworem masońskim, zaprogramowanym zgodnie z filozofią i zasadami politycznymi wolnomularstwa i zbudowanym według jego planów. Z konieczności do współdziałania zostali dopuszczeni lub zaangażowani również nie-masoni. Nie wszyscy byli pozbawieni świadomości, z kim podejmują współpracę, jak np. niektórzy chadecy w czołowych demokracjach europejskich. Dzieło kosztowało wiele wysiłku, cierpliwości, determinacji, zbrodni i ofiar. I nic nie wskazuje na to, że masoni są skłonni do choćby koniunkturalnego rozluźnienia kontroli nad nim. Wręcz przeciwnie, zmierzają do jej zacieśnienia z uwagi na liczne sygnały o zagrożeniu demokracji i laickości ze strony Frontu Narodowego we Francji, biskupów europejskich czy nawet Watykanu. Nie są niezwyciężalni, ale dziś są silni.

Po drugie, pojawiająca się jeszcze ciągle w poglądach pewnych kręgów kościelnych i ugrupowań politycznych w Polsce nadzieja, że wejście naszego kraju do Unii może zaowocować przeobrażeniem jej z masońskiej w chrześcijańską lub co najmniej chrześcijaństwu życzliwą – nie ma żadnych podstaw. Jest po prostu złudzeniem towarzyszącym być może dobrotliwości, ale na pewno naiwności. Jedyną rozsądną postawą wobec członkostwa Polski w UE jest postawa kilkakrotnie już prezentowana na łamach „Nowego Przeglądu Wszechpolskiego”, a ostatnio bodaj przez p. Jerzego Wieluńskiego, – kategorycznego „nie”. Wyklucza ona jakikolwiek kompromis, nie dopuszcza żadnych „ale”, „jednak”, „pod warunkiem”, gdyż konsekwencje jego mogą być dla Polski nieodwołalne i zgubne, a partner nie jest wiarygodny. Zjednoczenie Europy może być chrześcijańskie, ale wpierw Europa musi być chrześcijańska.”

Źródło: Jerzy Chodorowski, Solve et coagule [sic!] – dziel i łącz. U źródeł wolnomularskiego wariantu zjednoczenia Europy /w:/ Tenże, Kto kogo prowadzi? Szkice o zjednoczonej Europie i globalizmie, Wydawnictwo WERS, wydanie 1, Poznań 2003. Pierwodruk: „Nowy Przegląd Wszechpolski” nr 9-10/2001, s. 12-15. http://www2.kki.pl/piojar/polemiki/novus/solve/solve.html

Zignorowanie tych wniosków doprowadziło dziś do sytuacji, w której prezes PiS-u zmuszony był, według PAP, przyznać: „Doszło do bardzo poważnego rozprzężenia w UE i to jest zjawisko niedobre”. Kiedyż jednak p. Kaczyński przyzna, że niedobry był – i to od samego początku – pomysł „dobrowolnego” przejścia Polski od stanu z trudem odzyskanej suwerenności do stanu podporządkowania nie-polskim celom?

Grzegorz Grabowski

https://wolna-polska.pl/wp-content/uploads/2019/07/eurosojuz-jean-monnet-i-robert-schuman-1951.jpg



„Doszło do tego, że całe elity polityczne, których głównym obowiązkiem jest ochrona suwerenności własnych państw i narodów, stają się dla tej suwerenności największym zagrożeniem.” (prof. Jerzy Chodorowski, 2001). Na zdjęciu: Jean Monnet i Robert Schuman (1951).

*

Kto kogo prowadzi?

Realizacja każdej utopii osiąga pewien punkt, w którym okazuje się jasno, że cele jej nie mogą być urzeczywistnione. Werdyktu  tego nie przyjmują – i to także jest prawidłowością – rzesze rozczarowanych, a więc ludzie, którzy związali się emocjonalnie z wizją lepszego świata, byli świadkami krystalizowania się jej fundamentów ideologicznych i zaangażowali się w jej propagowanie oraz realizację. Teraz nie chcą uznać, że rozwianie się ich nadziei opartych na tej wizji jest skutkiem jej utopijności, i dlatego odpowiedzialność za doznanie niepowodzenia zrzucają na tych polityków,  którzy przejęli władzę od pierwszych realizatorów utopii, ale odeszli od ich założeń ideologicznych i metod działania.

Starsze pokolenia Polaków pamiętają, jak rozpowszechniona była w Związku Radzieckim opinia, że wszystkie niepowodzenia socjalizmu i jego nieludzkie oblicze wynikały z odejścia od ideologicznej i politycznej linii Lenina. Gdyby Lenin żył i rządził dłużej, socjalizm zostałby już dawno zrealizowany jako ustrój doskonały, głęboko osadzony w zasadach etyki humanistycznej. Trzeba więc – dowodzono – nawrócić do początków walki i tam szukać zgubionej drogi. (Złudzenie to rozwiał Aleksander Sołżenicyn w swym „Archipelagu Gułag”, wykazując niezbicie, że stalinizm był tylko kontynuacją spuścizny Lenina).

Podobną nostalgię za okresem „burzy i naporu” można było zaobserwować w PRL i późnych latach kadencji Gierka, kiedy to wielu członków partii i sympatyków socjalizmu-komunizmu wiązało krach ustroju z odejściem od „surowych i czystych zasad” doby zakładania jego fundamentów, czy nawet z odstępstwem od „socjalizmu siermiężnego” Gomułki i jego przemianą w „socjalizm frakowy”. I także wtedy widziano ratunek w nawrocie do źródeł, do początków, do pierwocin utopii socjalistycznej.

Analogiczne prawidłowości pojawiają się również we współczesnej nam i głośnej utopii paneuropejskiej. Można je spotkać we wszystkich krajach Europy Zachodniej, w których jest ona realizowana już od półwiecza, a także w państwach Europy Środkowej, które – jak np. Polska – przygotowują się do zainstalowania jej u siebie. Oto wśród dużej liczby uczestników tzw. prawej strony polskiej sceny politycznej, a nawet wśród niektórych eurosceptyków, utarł się pogląd, że pierwotni „twórcy-architekci” czy „ojcowie-założyciele” zjednoczonej Europy mieli zupełnie inną wizję integracji i pragnęli jej nadać inny kształt niż ten, który przybrała obecna Unia Europejska. Początki bowiem wspólnot europejskich powstałych w latach pięćdziesiątych, z których rozwinęła się dzisiejsza UE – argumentuje się w tych kręgach – były chrześcijańskie: ich twórcami byli trzej politycy chadeccy: Konrad Adenauer (kanclerz RFN), Alcido de Gaspari (premier Włoch) i dzisiejszy kandydat na ołtarze Robert Schuman (minister spraw zagranicznych Francji). Oni byli autorami idei zjednoczenia Europy, któremu chcieli nadać formę luźnej integracji ojczyzn. To z ich powodu socjaliści i komuniści wołali histerycznie o „Europie podporządkowanej Watykanowi”. Wynegocjowane przez nich trzy traktaty powołujące do życia trzy wspólnoty gospodarcze (Europejską Wspólnotę Węgla i Stali – 1951, Europejską Wspólnotę Gospodarczą – 1957, Europejską Wspólnotę Energii Atomowej – 1957) ograniczały integrację Europy do sfery gospodarczej, do gospodarczej Europy ojczyzn, i nie zawierały żadnych przesłanek do rozciągnięcia jej na sferę polityczną. To dopiero następcy i kontynuatorzy dzieła owej trójki chadeckiej odeszli od jej założeń. Trzeba więc wrócić do korzeni chrześcijańskich, do początków integracji owianych duchem chrześcijańskim samej idei i jej twórców. Na opinię tę powołują się w dyskusjach niekiedy nawet osoby nie odrzucające przystąpienia Polski do Unii Europejskiej.

Jest to jednak opinia całkowicie mylna. Opiera się na kilku błędach i nieporozumieniach.

Po pierwsze, nie jest prawdą, że trzej wymienieni politycy chadeccy byli twórcami-architektami zjednoczonej Europy. Osiągnięcie każdego wielkiego celu społecznego wymaga zaangażowania się w to dzieło trzech rodzajów ludzi: ideologów, „twórców-architektów” oraz realizatorów. Ideologowie muszą stworzyć doktrynalną podstawę postulowanych zmian i innowacji w instytucjach społecznych i w życiu społeczeństwa; muszą znaleźć racjonalne przesłanki tych zmian i ubrać je w formę emocjonalnych apeli, słowem, położyć ideologiczne podwaliny pod wysunięty cel. „Twórcy-architekci” mają zaś za zadanie przełożenie ogólnikowego obrazu celu na konkretny i szczegółowy plan; mają zaproponować zestaw aktów prawnych niezbędnych do utworzenia nowych instytucji społecznych, mają wybrać, zmobilizować, przekonać i uaktywnić odpowiednie osoby oraz przedstawić im cały plan do realizacji. Do realizatorów należy już tylko wprowadzenie tego planu w życie.

Otóż żaden z trzech wymienionych polityków chadeckich nie był w pełnym tego słowa znaczeniu ideologiem zapoczątkowanego w połowie lat pięćdziesiątych zjednoczenia Europy. Może do pewnego stopnia i z dużą licencją dałoby się przypisać tę rolę R. Schumanowi, aczkolwiek była to rola marginalna. Natomiast bez wyjątku nikt z nich nie był „twórcą-architektem” zjednoczenia. Wszyscy byli wyłącznie realizatorami planu otrzymanego do wykonania od kogoś innego.

Po drugie, ideologami i  „twórcami-architektami” zjednoczenia Europy, o którym tu mowa, były dwie osoby: Ryszard Coudenhove-Kalergi (1894-1972) oraz Jan Monnet (1888-1979). Obaj byli masonami. Trudno więc  mówić o chrześcijańskich początkach jedności europejskiej. (Jeszcze w drugiej połowie XX w. wybitny mason, Jakub Mitterand, nazywał wolnomularstwo antykościołem). Obaj też pozostawili ślady posługiwania się chrześcijańską demokracją do realizacji ich planów paneuropejskich.

Jak świadczą wspomnienia Coudenhovego, gdy przyjeżdżał do jakiegoś kraju celem założenia oddziału Unii Paneuropejskiej, szukał kontaktów przede wszystkim z prawicą chrześcijańską, by zademonstrować ponadpartyjny i ponadświatopoglądowy charakter ruchu paneuropejskiego. W ten sposób w wiedeńskim oddziale Unii przewodniczącym został ks. prałat prof. dr Ignacy Seipel, przywódca Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej, a jego zastępcą znany socjalista i były minister spraw zagranicznych, dr Karol Renner. O Seiplu i Rennerze Coudenhove wyraził się, że oba te nazwiska ułatwiły mu pozyskanie innych przywódców różnych ugrupowań katolickich i socjalistycznych we wszystkich ośrodkach życia umysłowego Europy.

Podobnej linii działania trzymał się również i J. Monnet. Jak  świadczą z kolei jego pamiętniki, w których szczerze przedstawił się w roli „szarej eminencji” (termin równoznaczny z „twórcą-architektem” działającym zza kulis) ruchu zmierzającego do zjednoczenia Europy, tzw. plan Schumana, powołujący do życia pierwszą europejską wspólnotę gospodarczą (Europejską Wspólnotę Węgla i Stali), był faktycznie planem nie Schumana, a Monneta. Monnet sporządził go wraz z kilkoma przyjaciółmi w swej podparyskiej posiadłości Hourjarry w 1950 r., a chadek Schuman, piastujący podówczas stanowisko ministra spraw zagranicznych w rządzie francuskim, otrzymał go już tylko do realizacji. Monnet nigdy nie zakwestionował „autorstwa” Schumana (w tym tkwi siła każdej szarej eminencji) i w ten sposób Schuman zdobył sławę twórcy EWWiS, a Monnet swój (i swoich mocodawców-braci) cel w postaci powstania zalążka przyszłego ponadnarodowego państwa europejskiego. Był to jednak zalążek daleki od chrześcijańskiej wizji luźnego związku państw narodowych.

Wspomniani zatem trzej politycy chadeccy nie byli architektami podstaw jedności europejskiej, [a] jedynie wykonawcami jej planów, powstałych w kręgach bardzo odległych od chrześcijaństwa: masońskich i socjalistycznych.

Po trzecie, nie da się również utrzymać tezy, że według „ojców założycieli” zjednoczenie Europy miało się ograniczać wyłącznie do życia gospodarczego. Jeśliby nawet dopuścić na chwilę, że jednym z nich był Konrad Adenauer, to i jego świadectwo przeczy tej tezie. W swych wspomnieniach bowiem napisał wyraźnie: „Już w czasie urzeczywistniania EWWiS w 1952 r. partnerzy układu byli jednomyślni co do tego, że będą musiały być kontynuowane wysiłki zmierzające do utworzenia gospodarczo i politycznie zjednoczonej Europy poprzez zwiększenie liczby wspólnych instytucji”.

Adenauer nie był „ojcem-założycielem”, ani architektem zjednoczenia Europy, ale opinię jego potwierdzili już w trzy lata po powstaniu w 1957 r. Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (EWG) współpracownicy i ideowi komilitoni faktycznego twórcy integracji europejskiej, J. Monneta. Na Kongresie Unii Europejskiej (Lozanna 1960) jeden z nich, H. Luthy, oświadczył:

„To nie ośrodki ekonomiczne powołały ją (EWG – J. Ch.) do życia, to nie imperatywy rozumu ekonomicznego pobudziły polityków, ale to raczej idealiści polityczni uczynili z rozumu ekonomicznego swą dźwignię. (…) Gospodarka kroczy w tyle, ona nie przewodzi, albo przewodzi tylko wówczas, gdy nie ma polityki. (…) I to, że promotorzy europejscy zabrali się wpierw do zjednoczenia ekonomicznego, a nie do jedności politycznej Europy, (…) wskazuje na to tylko, że kółka ekonomiczne są bardziej ruchliwe i zwinne niż struktury polityczne; gospodarowanie jest bowiem procesem ciągłej adaptacji, podczas gdy polityka – to instytucje, obrzędy i spetryfikowane formy.”

Integracja zatem gospodarcza miała służyć celowi zbudowania integracji politycznej. W Europie powojennej nie było zrozumienia dla integracji politycznej, ani atmosfery jej sprzyjającej. Narody były wyczulone na punkcie niepodległości i odzyskanej suwerenności. Stąd plan politycznego zintegrowania Europy został skryty za kulisami integracji gospodarczej,  gdzie miał czekać stosownej dla realizacji chwili i gdzie tę realizację przygotowywano.

I na koniec, po czwarte: nie ma przekonującego uzasadnienia także w pewnych kręgach prawicowych lansowany pogląd, że jeśli nawet niektórzy z pierwotnych budowniczych wspólnot europejskich myśleli o politycznym zjednoczeniu Europy, to w ich zamiarach i planach nie miało to być zjednoczenie państw w jedno państwo federalne, w jeden ponadnarodowy organizm państwowy, ale w „Europę ojczyzn”, rozumianą jako luźny związek suwerennych państw europejskich.

Tezie tej jednak przeczą różne wypowiedzi twórców pierwocin integracji europejskiej. Wystarczą dwa przykłady: R. Coudenhove, którego działalność paneuropejska osiągnęła szczyt w dwudziestoleciu międzywojennym, już w swej pierwszej pracy-orędziu pt. „Pan-Europa” (Wiedeń 1923) ogłosił, że ukoronowaniem wszystkich działań paneuropejskich będzie utworzenie Stanów Zjednoczonych Europy na modłę Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Po wojnie zaś, w 1946 r. wystąpił z projektem utworzenia federacji europejskiej (a więc jednego państwa) w ramach ONZ. Podobnie wyraził się J. Monnet w przekazanym prasie komunikacie z obrad nad projektem utworzenia EWWiS (1950):

„Poza i ponad węglem i stalą traktat kładzie fundamenty pod federację europejską (…) Władza ponadnarodowa jest nie tylko najlepszym środkiem rozwiązywania problemów ekonomicznych: jest także pierwszym ruchem w kierunku federacji.”

Nie ma zatem żadnych podstaw, ani żadnych szans na realizację nadziei, że Polska, wszedłszy do Unii Europejskiej, będzie mogła ją razem z chadekami europejskimi zreformować, tzn. nawiązując do chrześcijańskich korzeni, zawrócić ją na drogę, którą chcieli pójść jej pierwsi promotorzy. A więc uczynić Unię „Europą ojczyzn”, związkiem suwerennych państw i narodów, respektującym ich tradycje i odrębności kulturowe.

Iluzja. Najlepszą rekapitulację wytoczonych przeciwko niej kontrargumentów daje zamieszczona fotografia. Poza tym jest ona niemal symbolicznym skrótem wielu informacji na temat obecnie realizowanego modelu zjednoczenia Europy: mówi o jego początkach, treści, celu i kierunku dalszej ewolucji.

https://wolna-polska.pl/wp-content/uploads/2019/07/chodorowski-jerzy-chodorowski-kto-kogo-prowadzi-szkice-o-zjednoczonej-europie-i-globalizmie-wydawnictwo-wers-wydanie-3-poznan-2006.jpg



A więc przede wszystkim jest to zdjęcie historyczne: dokonane zostało tuż po narodzinach pierwszego tworu integracyjnego w Europie – Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, tzn. po podpisaniu 18 kwietnia 1951 r. przez sześć państw europejskich traktatu powołującego ją do życia. [*] Kogo przedstawia? Jej architekta Jana Monneta (po lewej) i realizatora jego planu – Roberta Schumana. Kim są z poglądów filozoficzno-społecznych i politycznych? Monnet – masonem i socjalistą, Schuman – chrześcijańskim demokratą. Odpowiedź ta zawiera w sobie dalsze informacje na temat przyszłości integracji europejskiej: będzie musiała być zgodna z celami masonerii, z jej wizją zjednoczenia świata, a przede wszystkim z jej stosunkiem do Kościoła katolickiego; chadecja utrzyma się przy współwładzy tylko pod warunkiem podporządkowania się tym celom. I pytanie kluczowe: kto w tym „tandemie” przewodzi, kto prowadzi, a kto jest prowadzony. Zdjęcie informuje, że prowadzi J. Monnet: wprawdzie delikatnie, ale zdecydowanie; prowadzony natomiast jest R. Schuman; spełnia swą rolę z ociągającym się przyzwoleniem, jakby z zawstydzeniem, ale daje się prowadzić. Gra rąk, ich układ mówi o wszystkim: o ich genezie i o przyszłości, która czeka Unię, jako że są to siły współdziałające od początku jednoczenia Europy, a szczególnie związane ze sobą od pierwszych wyborów europejskich z 1979 r. do Parlamentu.

Przystąpienie Polski do Unii niczego tu nie zmieni. Jej posłowie będą musieli wybrać jedną z dróg: albo reprezentowaną przez osobę po lewej stronie („architekta”), albo przez osobę po prawej („budowniczego”), bez względu jednak na wybór pójdą w tym samym kierunku. I pewne jest,  że nie będzie to kierunek polski.

Jerzy Chodorowski

Źródło: Jerzy Chodorowski, Kto kogo prowadzi? Szkice o zjednoczonej Europie i globalizmie, Wydawnictwo WERS, wydanie 1, Poznań 2003. Pierwodruk: „Nowy Przegląd Wszechpolski” nr 7-8/2000. http://npwmag.pl/archiwum/ARCHIWUM_NPW/2000_07_08/HIW-Chodorowski_Kto-kogo-prowadzi.html

Z „Przedmowy”: „Zamieszczone w niniejszym zbiorze teksty są rozszerzoną wersją moich artykułów opublikowanych w latach 2000-2002 w „Nowym Przeglądzie Wszechpolskim”. Artykuł pierwszy „Kto kogo prowadzi?” dał tytuł całemu zbiorowi (…). J. Ch.”

[*] – „Traktat paryski – umowa międzynarodowa dotycząca utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Podpisało go w Paryżu 18 kwietnia 1951 roku sześć państw: Francja, RFN, Włochy, Belgia, Holandia i Luksemburg. Traktat wszedł w życie 23 lipca 1952 r. Został zawarty na okres 50 lat. Wygasł 23 lipca 2002 roku.” Traktat ten został poprzedzony tzw. „planem Schumana przedstawionym 9 maja 1950 r. [w Paryżu] przez ministra spraw zagranicznych Francji Roberta Schumana we współpracy z Jeanem Monnetem”, a rocznice ogłoszenia tegoż planu są obchodzone, zgodnie z uchwałą Parlamentu Europejskiego, jako tzw. Dzień Europy, czyli dzień odgórnie zadekretowanej radości z przyłączenia do UE. – zob.: https://pl.wikipedia.org/wiki/Dzień_Europy

=============================

Doc. dr hab. Jerzy Chodorowski (1920–2011) – doktor praw, docent w Instytucie Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego. „Jerzy Chodorowski urodził się 10 września 1920 r. w Krakowie w rodzinie inteligenckiej. Do szkoły podstawowej i gimnazjum im. Piotra Skargi uczęszczał w Rohatynie (woj. stanisławowskie) i tam złożył egzamin maturalny w 1938 r. Następnie wraz z rodzicami przeniósł się do Lwowa, gdzie rozpoczął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza. Na pierwsze wakacje przed studiami, jak sam opowiadał, pojechał z książką Romana Dmowskiego „Polityka Polska. Odbudowanie Państwa Polskiego” i lektura ta stała się drogowskazem Jego Patriotyzmu i późniejszych poglądów politycznych. Studia ukończył na tajnych kompletach w 1944 r. i każdy z czterech egzaminów końcowych zdał na ocenę bardzo dobrą. We wrześniu 1939 r. był świadkiem wkroczenia wojsk sowieckich do Lwowa i wiwatów części jego mieszkańców na cześć Armii Czerwonej, jak sam pisał, obrazu tego nie zapominał do końca życia.  Jerzy Chodorowski był pracownikiem naukowo-technicznym w Instytucie R. Weigla we Lwowie w latach 1942–1944. Zakład Weigla był w tym czasie doskonałym miejscem „przechowania” młodej polskiej inteligencji. W czasie okupacji działał również w ruchu oporu w wydziale propagandy AK okręgu lwowskiego. Następnie pracował w Instytucie Epidemiologii i Mikrobiologii we Lwowie jako starszy laborant oddziału tyfusu plamistego. Jego przełożony dr H. Mosing w opinii podsumowującej 17-letni okres pracy Jerzego Chodorowskiego pisał o nim m.in. iż: „okazał się człowiekiem kryształowego charakteru, nadzwyczaj pilnym i obowiązkowym, wielce sumiennym w pracy, zaś dzięki taktowi i wyjątkowym zaletom umysłu zyskał sobie powszechną sympatię”.

W styczniu 1960 r. wrócił ze Lwowa do Polski jako jeden z ostatnich repatriantów, najpierw do Skarżyska-Kamiennej, następnie do Wrocławia, a cały jego repatriowany majątek mieścił się w jednej walizce. Po latach twierdził, iż jego przyjazd do Wrocławia był błędem, bo Jego rzeczywiste miejsce było w Galicji Wschodniej, konkretnie we Lwowie, którego polskości powinien chronić przez nieprzerwane pozostanie tam.  Pracy naukowej nie zakończył po przejściu na emeryturę, kiedy to przynajmniej raz w tygodniu przychodził do czytelni naukowej. Opublikował wówczas pięć książek: „Czy zmierzch państwa narodowego?”, Poznań 1996; „Przynęty i pułapki w europejskich traktatach integracyjnych. Teksty i komentarze”, Rzeszów 2001, „Kto kogo prowadzi: szkice o zjednoczeniu Europy i globalizmie”, Poznań 2004; „Rodowód ideowy Unii Europejskiej”, Krzeszowice 2005; „Wiesław Samecki 1927–2007. Zarys poglądów ekonomicznych”, Krzeszowice 2011. Nad nową książką pracował do ostatnich chwil, kiedy to w przeddzień śmierci korzystał ze zbiorów Biblioteki Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii.

Jerzy Chodorowski był erudytą: teoretykiem ekonomii, doskonałym znawcą doktryn ekonomicznych, integracji europejskiej, międzynarodowych stosunków gospodarczych, był historykiem – znawcą historii polskiej, zwłaszcza okresu międzywojennego, był prawnikiem – znawcą ustroju Polski.  Ujmujący był to człowiek, podobnie jak A. Smith, o którym pisał, przeszedł przez życie cicho między datami i miejscami, które w nim coś znaczyły.

Nie należał nigdy do żadnej partii politycznej, nigdy nie był wyznawcą ideologii marksistowskiej, nie zabiegał nigdy o stanowiska i zaszczyty. Był człowiekiem żelaznych zasad, wielkiej dobroci i szlachetności. Był wybitnym uczonym, humanistą, który swoją pracę i życie traktował jako wypełnienie misji. Do jego śmierci można zastosować sentencję hiszpańską, która głosi, iż „umarli otwierają oczy żyjącym”. U ludzi, którzy go znali, pozostanie o nim wspomnienie jako o człowieku o niespotykanej wiedzy i kulturze, takcie, delikatności, dzięki czemu cieszył się powszechną sympatią wśród współpracowników i studentów. Pozostawił w nas wiarę w czystość nauki i głęboki sens dochodzenia do prawdy poprzez prowadzenie badań naukowych.”

Źródło: Prof. Jerzy Chodorowski http://www.bibliotekacyfrowa.pl/dlibra/collectiondescription/183

Zob. także:

Jerzy Chodorowski, Rodowód ideowy Unii Europejskiej, Dom Wydawniczy „Ostoja”, Krzeszowice 2005. http://www.bibliotekacyfrowa.pl/publication/36081

Jerzy Chodorowski, Kłopotliwy Antenat. W osiemdziesiątą rocznicę powstania doktryny paneuropejskiej, „Nowy Przegląd Wszechpolski” nr 9-10/2003 https://www.npwmag.pl/archiwum/ARCHIWUM_NPW/2003_09_10/PIS-Chodorowski-klopotliwy-antenat.html

Polska znowu w „obozie ograniczonej suwerenności” https://wolna-polska.pl/wiadomosci/polska-znowu-w-obozie-ograniczonej-suwerennosci-2019-05 (19.05.2019).

Wybór Urszuli Leyen wzmocni Bundeswehrę, a nie Unię https://wolna-polska.pl/wiadomosci/wybor-urszuli-leyen-wzmocni-bundeswehre-a-nie-unie-2019-07 (07.07.2019).


Zmieniony ( 17.07.2019. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.