Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 55 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow W POLSCE III arrow żenujące prostactwo prezydenta
Wednesday 26 February 2020 22:38:23.28.
W Y S Z U K I W A R K A
żenujące prostactwo prezydenta Drukuj Email
Wpisał: lukasz warzecha   
09.11.2010.

żenujące prostactwo prezydenta

Intelektualne prostactwo prezydenta [ gdzie pan widzi tu "intelekt", p. ŁW?  md]

http://lukaszwarzecha.salon24.pl/247808,intelektualne-prostactwo-prezydenta

Nie wiem, czy prezydentowi Komorowskiemu zdarzyło się do tej pory powiedzieć coś wykraczającego poza kompletnie beztreściowe banały. Ja w każdym razie na taką wypowiedź nie trafiłem.

Ale banał to jeszcze pół biedy. Gorzej, gdy prezydent sprowadza istotne problemy polityczne do poziomu pseudoanalizy jak u cioci na imieninach. Czytam opisy jego wizyty u Tomasza Lisa i znajduję takie zdanie: „To co się działo z rocznym przetrzymywaniem Traktatu Lizbońskiego, nieukończeniem procesu ratyfikacji, nikt tego na świecie nie rozumiał. (...) Wystarczy przejrzeć prasę, która komentuje polityczne wydarzenia w Europie i nie ma tu niestety żadnych wątpliwości jak świat widział te harce wokół krzesła, wokół samolotu, wokół niespójności politycznych, wokół braku nominacji ambasadorskich przez długi okres czasu. Świat patrzył na to ze zdziwieniem i z niesmakiem, a niektórzy patrzyli na to z satysfakcją”.

Tu faktycznie nie wystarczy już stwierdzić, że to ujęcie zbyt proste; ono jest zwyczajnie prostackie. Takiego podejścia można by oczekiwać od sołtysa małej wioseczki, a nie prezydenta sporego państwa.

Pierwsze zdanie z tego krótkiego passusu to oczywiście bzdura wynikająca z niezrozumienia, niewiedzy lub zwykłe kłamstwo. Po pierwsze – traktat lizboński leżał nie tylko u nas, ale też w Niemczech i Czechach. Po drugie – powody, dla których Lech Kaczyński go nie podpisywał, były jasne, oczywiste i wielokrotnie przez prezydenta przedstawiane (mówi o nich także w mojej książce). Po trzecie – jest jasne, że ci z naszych partnerów, którym zależało na wejściu traktatu w życie (zwłaszcza Niemcy i Francja), mogli się w oficjalnym dyskursie posługiwać korzystną dla siebie retoryką („Nie rozumiemy, o co chodzi Polsce”), ale to nie znaczy, że tego naprawdę nie rozumieli – jest to raczej mało prawdopodobne, musieliby być kompletnymi idiotami – a także nie znaczy, że tę retorykę ma przejmować polski prezydent i przyznawać jej rację bytu. To był normalny spór o interesy, w którym chodziło o możliwość skutecznego naciskania przez silniejszych (Niemcy, Francja) na słabszych (Irlandia, Polska), a nasze w nim stanowisko było jasne, logiczne i zgodne z naszym interesem. Można się z tym stanowiskiem nie zgadzać, jeśli uważa się, że polski interes dało się realizować inaczej i jeśli umie się to twierdzenie uzasadnić, ale nie wolno – zwłaszcza prezydentowi – wpisywać się w retorykę, służącą obcym interesom.

Drugie zdanie: Bronisław Komorowski jako wyznacznik statusu Polski i skuteczności naszej polityki bierze zagraniczną prasę??? To już doprawdy zadziwiające. Czy polscy politycy mają się w swoich działaniach kierować komentarzami FAZ lub „Le Figaro”? Jeśli tak Bronisław Komorowski pojmuje politykę zagraniczną, to ja zaczynam się bać.

Kolejna sprawa: sformułowanie „harce wokół krzesła” jest wyjątkowo kompromitujące. Nie były to żadne harce, ale poważny spór polityczny i konstytucyjny, który przybrał momentami groteskową formę, jednak jego treść była niezmiernie ważna i rozkładała się na dwie płaszczyzny: konstytucyjną właśnie – kto odpowiada za co w polityce zagranicznej – oraz czysto polityczną – próby obronienia swojego miejsca przez Lecha Kaczyńskiego i zepchnięcia go do narożnika przez Donalda Tuska. Jakiego byśmy nie zajmowali w tej sprawie stanowiska, sprowadzanie tego sporu do jakichś „harców” to już nawet nie poziom imienin u cioci, ale budki z piwem.

I ostatnie zdanie: czy dla prezydenta Komorowskiego probierzem naszej pozycji jest to, czy nas chwalą czy nie? Jeśli tak, to myli chwalenie z szanowaniem (pisałem o tym w „Rzeczpospolitej”). Zastanawiające jest, jak wiele miejsca w tym wywodzie prezydenta zajmuje obca opinia o nas, podczas gdy rasowy polityk powinien doskonale rozumieć, że opinię się kreuje i często jest ona narzędziem realizacji interesu danego kraju. Ważna jest nasza skuteczność i to, co naprawdę udaje się zrobić, a nie to, czy jakiś redaktorzyna z „Die Welt” napisze o nas dobrze.

Chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że nie obwiniam tu Bronisława Komorowskiego o to, że ma poglądy inne niż jego poprzednik (czy raczej: nie obwiniałbym, gdyby prezydent głosił te poglądy, a nie wspomniane na początku banały). Komorowski wygrał wybory, ma pełne prawo prowadzić taką politykę, jaką uważa za słuszną. Obwiniam go o to, że spór, który jest poważny i dotyczy spraw zasadniczych, sprowadza na poziom przedszkola – zapewne trochę z niewiedzy, trochę dla zdeprecjonowania poprzednika – na którym nie da się nawet dyskutować. Uprawia, krótko mówiąc, żenujące intelektualne prostactwo.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.