Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 54 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow powolutku tę żabę podgrzewają arrow Portowa agencja towarzyska wita radośnie Wehrmacht. "Złe słowo było Polaka przeciwko innemu narodowi
Wednesday 18 September 2019 09:11:31.27.
W Y S Z U K I W A R K A
Portowa agencja towarzyska wita radośnie Wehrmacht. "Złe słowo było Polaka przeciwko innemu narodowi Drukuj Email
Wpisał: Janusz Sanocki   
22.08.2019.

Portowa agencja towarzyska wita radośnie Wehrmacht.

To złe słowo było Polaka przeciwko innemu narodowi.

Janusz Sanocki https://konserwatyzm.pl/sanocki-portowa-agencja-towarzyska-wita-radosnie-wehrmacht/



Zbliża się rocznica wybuchu II Wojny Światowej i przynajmniej tym razem nie będzie to rocznica obchodzona w sposób sztampowy.  Bo też – przyznacie Szanowni Czytelnicy – to ciągłe wspominanie ofiar, bombardowań, zbrodni  może w końcu stać się nudne. W dobie pojednania w ramach Unii Europejskiej, w czasie gdy wręcz wymogiem staje się „tolerancja” dla każdej mniejszości, szacunek dla każdej grupy czy to etnicznej, czy zawodowej czy erotycznej trzeba wreszcie odejść od sztampy tych narodowych zaduszek i zwrócić uwagę na dobre strony ówczesnych wydarzeń. I inaczej świętować rocznicę 1 września – wybuchu tej, tam… wojny.

I oto naprzeciw tym oczekiwaniom wyszła prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, która na pamiątkę wybuchu wojny, postanowiła w dniu 1 września zorganizować “radosne” obchody. Będą tańce, korowód przebierańców, wesoła muzyczka, a ulicami Gdańska przejdą kolorowi przebierańcy – niewykluczone, że pod wielobarwnymi flagami. Radość będzie międzynarodowa bo polsko-niemiecka.

Ma się rozumieć, że w szeregach polskich ponuraków zapanowało oburzenie.

Jak to – mówią ci nudni patrioci – rocznica strasznej wojny, bombardowań, mordowania ludzi na masową skalę, a tu będą radosne korowody?  Pogięło babę czy co?

Nie, nie! Nie bądźmy tacy jacyś „nienormalni”. Trzeba wychodzić naprzeciw nowoczesności. W naszym wspólnym europejskim domu, nie ma już miejsca na ciągłe wypominanie jeden-drugiemu, jakichś krzywd. Była wojna, owszem ale wiecie jak to było? Jeden Polak coś powiedział Niemcowi, coś tam się nie zrozumieli i od słowa do słowa zaczęła się bombowa rozmowa. Ale wina leży przecież i tu, i tu. Nie tylko Niemiec był winien, bo jak on miał rozumieć co ten Polak do niego po swojemu gada? A nawet bardziej wina leży po naszej stronie – odważnie przyznał to wiceprezydent Gdańska Piotr Grzelak, który świetnie opisał jak to było: „Na początku było słowo, złe słowo. Słowo jednego przeciwko drugiemu. I to złe słowo było Polaka przeciwko innemu narodowi. Europa została tym złym słowem podzielona.”

Sami widzicie! Skoro wiceprezydent Gdańska odważnie uderzył się w nasze narodowe poczucie winy, musimy z tego wyciągnąć wnioski. Już nie tylko Jedwabne, gdzie Polacy mordowali żydowskich sąsiadów, a Gestapo niestety przyjechało za późno i nie zdążyło obronić żydowskich braci. (Powszechnie przecież wiadomo, że Niemiec i Żyd to dwa bratanki).  Ale także – jak odkrył to wiceprezydent Grzelak także i Gdańsk, i Stutthof i Auschwitz to nasza, polska robota. No bo skądby Niemcy na taki pomysł wpadli?

Wróćmy jednak jeszcze do tego radosnego korowodu jaki pani Dulkiewicz – prezydentka Gdańska zorganizuje w dniu 1 września na pamiątkę wybuchu wojny. Ktoś powie – nieważne Polacy, Niemcy, złe słowo  czy co tam, ale jednak te 60 mln ludzi w wyniku wojny rozpętanej 1 września – zginęło. Czy to aby wypada tak fikać koziołki i tańcować w „radosnym korowodzie” ulicami Gdańska, którymi we wrześniu 1939 maszerowały kolumny Wehrmachtu? Czy to nie jest jakiś nietakt, jakaś pogarda dla tych co cierpieli, ginęli od bomb, ginęli za drutami  obozu w Stutthofie?

I tu też trzeba wytłumaczyć panią prezydent Dulkiewicz. Bo kto ginął, ten ginął, kto płakał ten płakał, a były przecież grupy społeczne (i zawodowe) nawet w polskim społeczeństwie, które czy to w Gdańsku, czy w Gdyni radośnie witały wkraczających żołnierzy Wehrmachtu. Jakie? Ano choćby panienki z portowych agencji towarzyskich, które z całą pewnością cieszyły się, że oto w szeregach niemieckiej armii, wkraczają nie jacyś tam okupanci, a po prostu nowi, spragnieni miłości klienci w gustownie skrojonych zielonych mundurach. Portowe dziewczyny na pewno się cieszyły i to – jak przypuszczam – na ich cześć ta wesoła parada organizowana przez Aleksandrę Dulkiewicz.

Ciągłość tradycji musi być zachowana.

Zmieniony ( 22.08.2019. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.