Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 35 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Nalaskowski arrow Białystok i okolice
Saturday 21 September 2019 15:53:45.27.
W Y S Z U K I W A R K A
Białystok i okolice Drukuj Email
Wpisał: Aleksander Nalaskowski   
11.09.2019.

Białystok i okolice

Aleksander Nalaskowski


              Widać ogromne wzmożenie środowisk promujących doktrynę LGBT będącą de facto silnie antychrześcijańskim, a wręcz neopogańskim „ramieniem zbrojnym” ideologii gender. Mechanizm wydaje się tu być dość czytelny. Oto w dużym mieście będącym stolicą regionu, znanego z nastawień konserwatywnych (np. wyniki wyborów), regionu bardzo religijnego oraz patriotycznego, organizuje się – w ogromnej mierze przy pomocy desantu z innych obszarów Polski – tzw. marsz równości. To tak jakby dolewać wodę do kwasu albo wkładać rękę do klatki z tygrysem. Nikt mający odrobinę wiedzy chemicznej czy zdrowego rozsądku takich eksperymentów robić nie będzie.

Zatem sam pomysł urządzenia progejowskiego marszu w Białymstoku był działaniem o z góry przewidywalnym skutku i dlatego można go bez specjalnego ryzyka uznać za prowokację lub jego organizatorów (i tych którzy wydali na to zgodę) za skończonych głupców. Szanse, że uda się przenieść na ulice stolicy Podlasia atmosferę ze zblazowanej Warszawy były od początku zerowe. Uderzenie w najczulszy punkt, jakże często wcześniej poniewieranego i wyszydzanego regionu polski (Polska C, kacapy, śledzie, ruscy), w jeden z najwrażliwszych punktów jego tożsamości była działaniem otwierającym wzmożoną ekspansję tej skrajnej wersji antychrześcijaństwa kamuflowanej szyldami tolerancji. Jeśli spontaniczną reakcję, często niebezpieczną, a chwilami nawet chuligańską, nazwiemy ekstremizmem, to nie wywiniemy się od konieczności nazwania ekstremizmem także publicznego propagowania haseł homoseksualnych.

Nie było tak, że łagodność i barwność spotkały się z naziolami i kibolami. Bo z jednej strony nie była to wcale łagodność, a z drugiej nie byli to naziole czy wyłącznie chuligani. Jeśli już, to ekstremizm był po obu stronach.

Odpowiednie pokazanie w telewizji i Internecie zajść w Białystoku zbudowało opowieść o krzywdzonych homoparadowcach i zbydlęconych białostocczanach. Byłem w tym czasie na Podlasiu i przyglądałem się wydarzeniom z bliska. Liczba „fucków” pokazywanych przez maszerujących tęczowych, wyśmiewanie strony przeciwnej, a nawet udawanie seksu damsko-damskiego, wyrafinowane całowanie się mężczyzn były częste i miały charakter prowokacyjny. Nie służyły porozumieniu lecz drażnieniu przeciwnika zza kordonu policji. Na zasadzie „i co nam zrobicie?!”.

Z pochodu leciały też pomidory i jajka w stronę obserwatorów i adwersarzy. To nie był bynajmniej anielski przemarsz! Jakkolwiek w świat poszła wersja, że bandyci z Podlasia bardzo skrzywdzili uczestników radosnego pochodu wesołków. Do tego dorzucano fejki o kilkorgu zabitych uczestnikach marszu, o ciężko ranionych policjantach, o trwającej do nocy „łapance” na tęczowych. Nic takiego nie miało miejsca. Ale tych fałszywek już nie prostowano. Stworzono w ten sposób atmosferę szantażu emocjonalnego. Nie wolno krytykować wyznawców LGBT, bo są permanentnie krzywdzeni, bici i poniewierani.

Uwaga mediów, także „prawicowych”, skupiła się głównie na chuliganach i „chuliganach” oraz dzielnej postawie policji. Palikot dobrze odczytał tę metodę i wręcz nakazywał, aby prowokować i dawać się bić, szarpać i poniewierać. Tak też było. Tym samym lobby gejowskie zepchnęło swoich oponentów do narożnika i ruszyło do ofensywy. Tydzień po zajściach zjechał do Białegostoku Biedroń z akolitami. Wystraszeni „bandyci” już nawet nie protestowali. Przynajmniej nie było ich widać. Pojawiły się jakieś rachityczne akcje protestacyjne, ale na wiecu dominowali zwolennicy LGBT (znów dowiezieni autokarami z Polski) bez skrępowania demonstrując swoje zwycięstwo. Białystok przegrał. Nie obronił się tak, jak obroniła się Jasna Góra. Moim zdaniem prezydent tego miasta zasłużył na to, aby go wywieźć na taczkach. Nie tylko nie zrozumiał tego miasta, ale pozwolił mu przegrać. Pozwolił na dorobienie mu gęby ośrodka ciemnej i nieobliczalnej agresji i to w skali międzynarodowej. Tak to jest gdy intelektualny karzeł pcha się na zbyt wysoki fotel. Bodaj Kononowicz byłby lepszy. Wycofany, miejmy nadzieję na niedługo, przeciwnik ustąpił pola LGBT, które coraz bardziej rozpościera swe opiekuńcze i zatroskane skrzydła nad tą nieznośnie katolicką, ciemniacką i konserwatywną Polską. To jako się rzekło szantaż - „Milcz, bo Ci przypomnę Białystok”. Trwa akcja żałosnych coming outów (ciekaw jestem ile zatrudniono heterotrolli aby na użytek tej hucpy stali się homosiami), szykowane są pozwy sądowe przeciwko samorządom, które odrzuciły deklarację LGBT, zaczynają już kursować „lotne oddziały” homoseksualne mające przekonywać do tolerancji mieszkańców mniejszych ośrodków w Polsce, a politycy (także prawicy) nabierają w usta wody poprawno-politycznej, bo przebierają nóżkami do parlamentu, diet i mediów. Zatem zaczyna już obowiązywać porzekadło, że „nie ma kota, to myszy harcują”. Może kot i jest, ale wyraźnie wystraszony i nie bardzo wiedzący co ma robić.

Zdarzają się jeszcze „autorytety”, które pogardliwie mówią, że zamiast dyskutować o gospodarce czy relacjach międzynarodowych zajmujemy się światopoglądem. Mój Boże, jakby światopogląd nie był istotnym elementem życia społecznego, jakby nie wywierał wpływu na nasze funkcjonowanie, jakby nie wyrastał z Dekalogu, Ewangelii i przestróg o Siedmiu Grzechach Głównych.

To światopogląd dla lwiej części społeczeństwa generuje uczciwość, rzetelną pracę, wierność małżeńską, pohamowanie przemocy ale też rewolucyjny terror, rozkułaczanie czy zgodę na eugenikę. Światopogląd stworzył zarówno Pawkę Morozowa jak i św. Maksymiliana Kolbe. Tak się składa, że dwa największe totalitaryzmy hołdowały rozpasaniu obyczajowemu, a w tym seksualnemu. Tutaj dwa cytaty: Religia chrześcijańska to perwersyjna ideologia obca życiu, ponieważ uznaje prokreację za uprawnioną tylko, gdy ksiądz udzieli parze małżonków swojego błogosławieństwa”, „Płeć człowieka stanie się źródłem takiej samej przyjemności jak jedzenie czy rozrywka. Trzeba ją tylko uwolnić od ograniczeń małżeństwa i wieku”.



Autorem pierwszego cytatu jest Himmler, a drugiego Trocki. Dwa Belzebuby z przeszłości. Jakub Pacan swego czasu na łamach dodatku do Rzeczpospolitej przywołał poglądy Herberta Marcuse’a, głównego ideologa rewolty 1968 roku: „/Marcuse -AN/ przekonywał, że do rewolucji potrzebna jest totalna destrukcja społeczeństwa, a tę można osiągnąć poprzez seksualizację wszystkich sfer ludzkiej egzystencji. Ambicją przedstawicieli szkoły frankfurckiej było unicestwienie religii, rodziny i zachodniej cywilizacji. Przedwojenny komunista Willi Munzenberg tak podsumował cel zachodnich rewolucjonistów : >Zachód zrobimy tak zepsutym, że będzie śmierdział<.”. Skoro Zachód już w rozkładzie, to przyszła pora na resztę Europy?

Często w dyskusjach pojawia się argument miłości bliźniego i wytykanie, że właśnie chrześcijanom jej najbardziej brakuje. Najchętniej szermują nim przedstawiciele lewej strony i zwolennicy homo-parad. Idzie o to, że Jezus nakazywał miłość do każdego, także do grzesznika. Tym samy każdy chrześcijanin winien bezwzględnie kochać każdego, nawet wroga. O wzajemności jakoś się tu nie wspomina i wśród harcowników homodoktryny tej wzajemności nie widać. Jednakowoż warto tu przypomnieć, że Jezus bywał realistą i /-/sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał.” (J 2, 13-15) Bo istnieje różnica pomiędzy tolerancją, miłosierdziem a przyzwoleniem do grania sobie na nosie i pospolitym frajerstwem. Gdy kończy się sprawczość negocjacji, dialogu, perswazji, próśb czy kompromisu wówczas nieuchronnie jako argument pojawia się siła.

Strona patriotyczna i konserwatywna ma sejm, senat, rząd i prezydenta, ale bicza jakoś nie splotła i na zgorszenie milcząco przyzwala. A to się mści. Bo im władza jest bierniejsza wobec tęczy tym częściej przykleja się jej do gęby faszyzm, zamordyzm, autorytaryzm i łamanie praw człowieka. To klasyka - „Cnotę straciła, rubla nie zarobiła”. Może i rządzący owego rubla nie zarobili, ale cnotę pomału tracimy wszyscy. I to boli.

W kwestii LGBT ostatnio wstrząsnęły mediami dwa fakty. Pierwszym jest podniesione przez Gazetę Wyborczą larum, że oto w Polsce trwa krucjata przeciwko LGBT, a drugi to homilia abpa Marka Jędraszewskiego, której fragment był poświęcony „tęczowej zarazie” jak to ujął duchowny trawestując słowa poety-powstańca. Do tego można by dodać wypowiedź prof. Zdzisława Krasnodębskiego, w której zaprzecza jakoby taka krucjata trwała i nazywa tego typu doniesienie „chorymi urojeniami”. Gdybym wierzył „Wyborczej” to ucieszyłbym się bardzo i nawet westchnął „nareszcie”.



Niestety prof. Z. Krasnodębski wyprowadził mnie z błędu i z radości nic nie wyszło. Pokrywa się to z moimi obserwacjami. Żadnej krucjaty niestety nie ma. A być od dawna powinna. I nie przeciwko homoseksualistom jako osobom! To była bowiem specjalność resortu Kiszczaka, który prowadził sławetną operację „Hiacynt”. Krucjata ma być skierowana przeciwko obecności w przestrzeni publicznej wszelkiej homopropagandy, łącznie z marszami i innymi akcjami i postulatami o związki partnerskie czy homoseksualną adopcję dzieci. Z bezwzględnym zakazem wstępu do szkół „edukatorów” od „równości” i „tolerancji”. Od tego są wyłącznie zatrudnieni w placówkach nauczyciele! Ideologia LGBT winna być obok faszyzmu i komunizmu prawnie zakazana i trwale usunięta z przestrzeni publicznej. I nic mnie nie obchodzi, że Putin czy inny watażka robi tak samo. Zarzut, że to putinizacja życia jest jak stwierdzenie, że mamy wojsko, bo Hitler też je miał.

Mi chodzi wyłącznie o Polskę, bo Niemiec, Holandii czy Szwecji nic już nie uratuje. Może jedynie cud. Homilia abpa Marka Jędraszewskiego była natomiast absolutnym minimum, którego mamy prawo oczekiwać od Kościoła. Żaden hierarcha, żaden ksiądz nie musi być poprawny politycznie, jeśli tylko doczytał, że Wasza mowa niech będzie: Tak - taknie – nie”. (Mt 5, 33-37) Fala krytyki i medialnie pobłogosławionego, zwykłego hejtu pod adresem Arcybiskupa obnażyła też nieuctwo, samych krytyków czyli lewicowych naprawiaczy Kościoła. Otóż abp Marek Jędraszewski, profesor filozofii, mówił o „tęczowej zarazie”. Sama zaraza jest nieco archaicznym określeniem epidemii chorobowej. Czy ktoś słyszał, aby walka z epidemią była walką z chorymi? Czy walka z „zarazą alkoholizmu” wiązałaby się z wrzucaniem pijaków do morza? Niestety dla takich tuzów intelektualnych jak Boni (TW „Znak”), Senyszyn, Żakowski czy o. Gurzyński prawidłowe zrozumienie tej frazy jest najwyraźniej niedostępne.

Homo-propaganda dokonuje prób demontażu chrześcijaństwa nie tylko poprzez zamach na obyczajowość czy ostentacyjne prowokowanie zgorszenia, ale także przez zawłaszczanie języka i nadawanie zupełnie nowych znaczeń pojęciom. Tak więc już nie wiadomo co oznacza tolerancja. Znaczenie tego słowa tak znacząco zdeformowano, że w zasadzie oznacza już tylko bezgraniczną miłość i bezwarunkową akceptację dla wszelkich odmienności z naciskiem na odmienności seksualne. Podobnie z różnorodnością. Obecnie termin ten oznacza uległość wobec konfliktu wartości. To tak jakby ogrodnikowi zakazać wyrywania chwastów spośród warzyw właśnie w imię różnorodności upraw. Miłość ewangeliczna jest interpretowana jako seks. Jeszcze trochę a przykazanie „Byście się wzajemnie miłowali” zostanie zinterpretowane jako zachęta do wzajemnej masturbacji. Szczególnemu wypaczeniu uległy pojęcia stosowane jako inwektywy. Naziści, brunatni, faszyści, bolszewia, dyktatura, katole to tylko niektóre z nich. Pierwsze z nich mają generować skojarzenia historyczne z faktami, procesami, które są jednoznacznie oceniane jako złe. Przy czym istnieje tu nierówność odpowiedzialności. Nazwanie homoseksualisty zboczeńcem czy dewiantem albo „pedałem” skutkuje odpowiedzialnością z par. 212 KK, nazwanie w komercyjnej telewizji kogokolwiek faszystą czy naziolem, zamordystą, stalinowcem niczym nie skutkuje.
Natomiast w drugą stronę owszem. Pokazuje to proces Michnika przeciwko Zybertowiczowi. Wolno propagować i domagać się tzw. związków partnerskich, ale przypadek Zofii Klepackiej, sportsmenki, pokazuje, że nie wolno krytykować, ani podważać zasadności ich postulowania. Ten wątek zasługuje na obszerniejsze opracowanie. Tutaj go tylko sygnalizuję.

Doktryna LGBT nawet przy pobieżnym rozpoznaniu wydaje się nie budzić czysto empirycznych wątpliwości. Bez wątpienia uderza w fenomen ludzkiej rodziny, w jej transmisyjny i prokreacyjny charakter. Tym samym jest, czy chce czy nie, działaniem ingerującym w przyrost naturalny. Homoseksualiści chcący wychowywać dzieci oczekują, że ktoś im je urodzi, ktoś je powoła do życia (surogatka, in vitro). Argument, że lepiej aby sierota wychowywał się z parą homoseksualistów niż w domu dziecka oparty jest na fałszywej alternatywie. Nie ma bowiem żadnego uzasadnienia dla zastępowania jednej nienormalność jakąś inną. To eksperymentowanie na żywym organizmie, którego efekt zawsze stanowić będzie niewiadomą. Wychowanie to coś więcej niż zapewnienie pożywienia, ciepłego kąta i zabawek lepszych jak w domu dla sierot. Wychowanie nie znosi pozoru, a tym samym nie zniesie pozornej rodziny. Piszę to odpowiedzialnie jako profesor pedagogiki.

Dla swojej sprawczości i (nomen omen) ucieleśnienia LGBT potrzebuje odpowiedniej otuliny, właściwych warunków wzrostu i ekspansji. Nieodmiennie pojawia się tu więc mechanizm czyszczenia przedpola, „odchwaszczania” gleby pod zamierzoną uprawę. Tak działały wszystkie doktryny ideologiczne. Szela wyrzynał szlachtę, Rewolucja Francuska ród królewski i arystokrację, faszyści komunistów, a bolszewicy i komuniści wszystkich, także bolszewików i komunistów. Zatem LGBT „wyrywa chwasta” religii (m.in. przez akty agresji i lżenie symboli), która jawi mu się jako opresja, usuwa perz rodziny, która jest bezczelnie heteronormatywna, domaga się praw i ochrony jakie nie są dobrem żadnej innej mniejszości. Czy Romowie, Litwini, Niemcy zamieszkujący Polskę mają takie prawa?

Skok LGBT na powszechnie uznawane wartości jest de facto przedstawiany jako reakcja na nietolerancję. Wypowiedzenie agresywnej wojny światopoglądowej zatem ma być odbierane jako obrona konieczna. Kolejna zmiana znaczeń. Homoseksualna tęcza nie jest wielobarwna, ale całkiem monochromatyczna, tolerancja ma bowiem dotyczyć dziwactwa (drag queen, trans, queer), ale już nie łapią się na nią krytycy tych „odmienności”.

Czy ktokolwiek trzeźwo myślący i w miarę wykształcony tego nie widzi? Czy osoby o zdecydowanej orientacji hetero, a niekiedy obsesyjnie zainteresowane płcią przeciwną, po trzech rozwodach, licznych romansach, zaspokajaniu chuci w agencjach towarzyskich, naprawdę mówią o homoseksualizmie to co w rzeczywistości myślą?

Zupełnie pojąć nie potrafię jak wychowani w etosie pracy i prawdy uczeni, z namaszczeniem przywdziewający tradycyjne (!) togi, birety i łańcuchy, mogą milczeć wobec widocznej gołym okiem ofensywy obcej, siejącej spustoszenie, agresję, przemoc i budzącej niesmak samobójczej (demografia) doktryny? Jak wyczuleni i wrażliwi społecznie dziennikarze mogą udawać, że nie dostrzegają u Biedronia&Co. manipulacji na dużą skalę? Jak liczni eksperci medialni, którym wszak rozumu czy wiedzy nie brakuje, są w stanie dorabiać ex post nieszczerą „wyjaśniającą teorię” do tego, co nieuchronnie muszą widzieć naprawdę?



Mam jeszcze inne przypuszczenie. Może ta wyraźna ofensywa LGBT, liczne prowokacje, prawdziwy terror tęczowych haseł i sztandarów to tylko przygotowanie przedpola? Kiedy będziemy już zmęczeni homopropagandą, kiedy Arcybiskup zostanie ukamienowany przez postępowych polityków, działaczy i dziennikarzy, kiedy już groźba indoktrynacji dzieci stanie się realna, to może łatwiej nam będzie przełknąć „małżeństwa” homo i adopcję? Byle dali nam już spokój. I wówczas wszyscy udamy się na swój marsz równości, bo będziemy mniejszością.

Zmieniony ( 11.09.2019. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.