Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 76 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Historia 19 arrow Nadejście Rosjan zwiastował straszny smród. Przed Armią Czerwoną szedł potworny zapach.
Tuesday 12 November 2019 15:26:19.28.
migawki

Na ekrany polskich kin wszedł film "Nieplanowane" i rozległo się... wycie

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę poprowadzi modlitwę różańcową na początku Marszu Niepodległości

W głównym wyd. Wiadomości TVP ani słowa o jutrzejszej wielkiej manifestacji patriotycznej - Marszu Niepodległości. Wstyd, Prezesie. Mały przywódca. Więc i mali ludzie.

======================

Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz

 
W Y S Z U K I W A R K A
Nadejście Rosjan zwiastował straszny smród. Przed Armią Czerwoną szedł potworny zapach. Drukuj Email
Wpisał: Adam Macedoński   
18.09.2019.

Nadejście Rosjan zwiastował straszny smród. Przed Armią Czerwoną szedł potworny zapach.

https://wpolityce.pl/historia/464258-swiadek-historii-wspomina-179-przed-rosjanami-szedl-smrod

Świadek historii wspomina 17/9/1939 r.: „

Bardzo dobrze pamiętam 17 września 1939 r. we Lwowie, gdzie urodziłem się i mieszkałem w dzieciństwie. Nadejście Rosjan zwiastował straszny smród. Przed Armią Czerwoną szedł potworny zapach - wspomina zdradziecką napaść Sowietów na Polskę we wrześniu 1939 r. rozmowie z portalem wPolityce.pl Adam Macedoński urodzony w 1931 r. we Lwowie. W 2013 r. ukazała się jego książka pod tytułem „Pod czerwoną okupacją”.

        To był gorszy zapach, niż ten, który czujemy w tramwaju lub w autobusie od bezdomnego, który dawno się nie mył. Sowieci nie wyglądali jak armia. Wielu nie miało butów albo miało dwa różne buty. To była horda wynędzniałych i dzikich głodomorów. Nie szli w szeregu, poruszali się masą. Byli niskiego wzrostu. Moja matka zawołała: przecież oni dzieci do wojska biorą. Ich niski wzrost był wynikiem głodu - podkreśla działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, który w 1978 r. w Krakowie założył Instytut Katyński.
    Lwów był miastem zieleni i kwiatów. To jedno z najładniej położonych miast w Europie, leży na siedmiu pagórkach. Nie przypadkowo został nazwany polską Florencją. Wszędzie były szerokie chodniki z trawnikami. Było pełno ogródków. Zapach kwiatów był charakterystyczny dla miasta - wspomina swoje dzieciństwo we Lwowie Adam Macedoński, który mieszkał z rodzicami i siostrą przy ul. Dobrzańskiego 1 na rogu Łyczakowskiej.
    Jak Sowieci weszli do miasta ze swoim wielkim smrodem byli bezkarni. Nic im nie groziło za kradzieże i zabójstwa. Ludzie, którzy zgłaszali przestępstwa popełniane przez żołnierzy Armii Czerwonej byli zabijani przez milicjantów, których o tym informowali. Armii Czerwonej nie wolno było krytykować. Później ludzie już wiedzieli, że nie można się skarżyć, tylko należy dawać, co chcą. Żołnierze Armii Czerwonej nawet dzieciom zabierali jedzenie. A nam matki dawały kromki chleba z masłem czy co akurat było, bo już zaczęła się bieda. Nie mogliśmy wychodzić pojedynczo z domu. Musieliśmy poruszać się w grupie, bo napadały na nas rosyjskie dzieci, które były niezwykle agresywne. One przyszły za hordą żebraków, z których każdy miał spiczastą czapkę i karabiny na sznurkach. Żaden z żołnierzy Armii Czerwonej nie miał karabinu na skórzanym pasku. Oficerowie mieli drewniane kabury do pistoletów, które przy otwieraniu i zamykaniu wydawały charakterystyczny dźwięk. Kiedy było słychać dźwięk „klap-klap” wiadomo było, że za chwilę będzie strzelał mówi Adam Macedoński.
Za wojskiem autami przyjechało NKWD. Wiedzieliśmy, że funkcjonariusze z fioletowymi otokami są najgorsi. Byli lepiej ubrani i odżywieni niż sowieccy żołnierze. Ich kobiety nosiły czerwone berety, miały makijaże jak prostytutki i używały mocnych perfum.
Rosjanie ogłosili, że wszyscy policjanci mają zgłosić się na rogatce Zielonej po odbiór dokumentów. Większość ufając im, stawiła się w tym miejscu. Mój ojciec znał naród rosyjski, ponieważ brał udział w marszu na Kijów w 1920 r. Podejrzewał, że coś się za tym wezwaniem kryje. Poszedł przed określoną w zawiadomieniu godziną, żeby sprawdzić miejsce. To była ślepa ulica, a po jej bokach były ustawione karabiny maszynowe. Szybko uciekł i dał znać kolegom, żeby tam nie szli. Uratował życie im i sobie. Mój ojciec ukrywał się od początku wejścia Sowietów. Był posterunkowym Policji na 10 komisariacie na ul. Kurkowej. Czasem wpadał do domu, żeby umyć się i przebrać. Dostarczał żołnierzom żywność i rozkazy. Raz przyszedł zapłakany, bo studentka, która broniła Lwowa strzelając z okopów została ranna. Ojciec chciał, żeby się wycofała i poszła do szpitala. Odmówiła. Powiedziała, że będzie strzelała drugą ręką.
     Dobrze pamiętam również pierwszy dzień wojny w moim rodzinnym Lwowie. 1 września 1939 r. chodziłem do trzeciej klasie szkoły podstawowej. Dowiedzieliśmy się w szkole, że wybuchła wojna i nie będzie lekcji, wybiegliśmy z kolegami z radością wołając: wojna! wojna! Byliśmy pewni, że będziemy bronić Lwowa, jak dzieci w 1918 r. i zwyciężymy wrogów.
    Musimy wyciągać wnioski z naszej historii i czerpać doświadczenia. A doświadczenie mówi: nie ufać Rosjanom, Niemcom i Ukraińcom - podkreśla Adam Macedoński w rozmowie z portalem wPolityce.pl
Zmieniony ( 18.09.2019. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.