Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 9 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Izabela Brodacka 19 arrow U Pana Boga w ogródku...
Monday 16 December 2019 04:09:09.28.
W Y S Z U K I W A R K A
U Pana Boga w ogródku... Drukuj Email
Wpisał: Izabela BRODACKA   
30.11.2019.

U Pana Boga w ogródku…

Izabela BRODACKA

Wiele lat temu oglądałam pełen uroku film pod tym właśnie tytułem, zrozumiałam go jednak chyba do końca dopiero kilka dni temu. Otóż na zaproszenie działaczy Akcji Katolickiej wybrałam się 9 listopada na Suwalszczyznę, do Przerośli z referatem na temat sytuacji szkolnictwa polskiego. Wiele razy o tym mówiłam i pisałam, jednak z oczywistych przyczyn moje tezy  spotykają się z większym zrozumieniem u ludzi, którzy doświadczyli na własnej skórze paradoksów naszego systemu oświatowego niż u mieszkańców wielkich miast. Paradoksalny jest przede wszystkim fakt, że ludzie niezamożni, z małych ośrodków studiują najczęściej na uczelniach prywatnych natomiast ludzie zamożni z dużych miast na uczelniach publicznych. Uczelnie prywatne prezentują przy tym na ogół o wiele niższy poziom niż uczelnie publiczne. Przyczyny tego są proste. Ludzi niezamożnych nie stać na korepetycje i kursy przygotowawcze, które są obecnie podstawą przygotowania do matury na poziomie rozszerzonym. Warto nie zapominać o łapówkach a nawet o  prezentach będących formą łapówki. Znajomi mają przecież prawo dawać sobie prezenty. A znajomi znajomych? Znajomi znajomych są też znajomymi. Nie miałoby sensu gdyby prawo wkraczało w prywatne relacje między ludźmi i regulowało wybór prezentów imieninowych. A takie prezenty mogą mieć duże i to nie tylko towarzyskie znaczenie. Wyjaśnię to na przykładzie. 

Za głębokiej komuny szara eminencja Czytelnika Irena Szymańska zamawiała sobie u znajomych literatów imieninowe prezenty. Jak słyszałam były to najczęściej antyki. Pani Szymańska jak wiele dam ze środowiska komunistycznego miała nieposkromioną słabość do przejawów życia dawnych klas wyższych. Całe środowisko literackie doskonale wiedziało o tych prezentach. Cóż, jeżeli od dobrego humoru Szymańskiej zależał choćby nakład wydawanej książki. Pani Szymańska, jak podają oficjalne źródła, ściśle współpracowała z Jerzym Borejszą zwanym powszechnie „Borejsza najważniejsza”. Dla osób pamiętających tamte czasy ten fakt tłumaczy wiele jeżeli nie wszystko. Nie przypominam sobie żeby o tym charakterystycznym przejawie obyczajów środowiska literackiego z czasów realnego socjalizmu ktoś napisał. Ta wszechwładna omerta utrudnia rozumienie historii.

Rodziców  nie stać również na utrzymywanie dziecka w wielkim mieście będącym najczęściej siedzibą uczelni publicznej. Ogromnym wysiłkiem finansowym opłacają zatem studia w najbliższej placówce oświatowej, prywatnej szkole „ tańca i różańca”, która najczęściej funkcjonuje jako maszynka do produkowania dyplomów. Za ciężko zapracowane pieniądze młodzież z małych ośrodków kupuje sobie niewiele znaczący papier aby jak mówią  „zatkać gębę” kadrowemu w zakładzie pracy. Efektem ubocznym tego zjawiska jest fakt nie wykorzystywania talentów przez bardzo zdolną lecz niezamożną młodzież. Sito gubi diamenty ze szkodą dla społeczeństwa. 

W  Przerośli nie brakuje zdolnej młodzieży, na szczęście ich rodzice należą do samodzielnej części społeczeństwa i są w stanie im pomóc.  Na przykład Władek, jeden z uczniów liceum w Suwałkach studiuje jednocześnie na drugim roku Politechniki Warszawskiej i to na prestiżowym wydziale jakim jest MEL. 

W spotkaniu jak i później w kolacji brał udział proboszcz parafii w Przyrośli. Mieszkałam u pana Jana który wrócił do swojej rodzinnej miejscowości ze Stanów Zjednoczonych, rozmawiałam z wieloma osobami, które również opuściły wielkie miasta i wróciły do siebie, do Przerośli.  Zauroczyła mnie atmosfera tego spotkania, serdeczność i otwartość  ludzi, ich wzajemne relacje. Poczułam się dokładnie jak „ u Pana Boga w ogródku”. Ten film był kręcony zresztą w pobliskich miejscowościach: Sokółce, Supraślu, Tykocinie, Królowym Moście, Białymstoku i Wierzchlesiu. Gdzie indziej niż na kresach nie udałoby się odtworzyć tej wyjątkowej atmosfery. Nie jest to  bynajmniej atmosfera sennego miasteczka z pogranicza. Przerośl to miasto o długiej i bogatej  historii.

Potwierdzenie tego znalazłam w książkach które otrzymałam w prezencie od  organizatorów spotkania. Były to: „Przerośl Dzieje miasta i gminy” Jarosława Szlaszyńskiego oraz „Przeroślanie i Przerośl na starej fotografii” wybór i opracowanie Jarosława Szlaszyńskiego i Jarosława Rynkiewicza. Najciekawsze są dla mnie zdjęcia z lat pięćdziesiątych XX wieku. Przede wszystkim dlatego, że te brązowawe, w kolorze sepii  fotografie mają niepowtarzalny klimat.  W dawnej fotografii efekt sepii był to efekt uboczny zabiegów podnoszących trwałość odbitki.  Obecnie zdjęcia świadomie się postarza, sepia spełnia rolę dekoracyjną. Zdjęcia z albumu poświęconego Przerośli są autentyczne, nie są sztucznie dla efektu postarzane. Tak jak autentyczna jest atmosfera miasta i jego okolic. 

To ciekawy problem- deklarujemy, że poszukujemy autentyczności, ale najczęściej wybieramy „cepelię”. Cepelia to kryptonim podszywania się pod inną kulturę, kryptonim imitacji. Eleganckie kobiety chodzą w podartych na kolanach spodniach jakby pasały konno krowy na prerii. Młodzi ludzie używają więziennej grypsery choć ( na szczęście) nie znają z autopsji uroków zakładu karnego. Inteligenci popisują się w Zakopanem  góralską mową, a górale przez wrodzoną uprzejmość tego nie komentują.

Problem nie jest nowy, podobne podszywanie się pod cudze wzorce, w tym przypadku młodopolską chłopomanię, ukazał Wyspiański w Weselu. Cepelia to synonim tandety. To „Jezusik frasobliwy” z seryjnej produkcji, przydrożne kawiarnie pod strzechą z plastikowej słomy, kafle podłogowe imitujące stare zniszczone deski podłogowe i plastikowe drzwi z dziurami po rzekomych sękach.

W Przerośli wszystko jest autentyczne. Ludzie są samodzielni w myśleniu i pozbawieni kompleksów. Śmiesznym byłoby podejrzewać o kompleksy kogoś kto wrócił do swych korzeni, do Przerośli po wieloletnim pobycie w USA, albo w Warszawie. Trudno podejrzewać o kompleksy hodowcę stada krów rasy limousine, który swój sukces osiągnął wyłącznie własną pracą. 

Takie miejsce jak Przerośl budzi nadzieję, że Polska jest i zawsze będzie Polską.

Zmieniony ( 30.11.2019. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.