Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 55 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Michalkiewicz 20 - I arrow Wędzone półgęski polityczne
Saturday 31 October 2020 07:46:57.30.
migawki
 

30/31.10 Jasna Góra – comiesięczne Czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

Wielce Czcigodny Premierze i Ministrze „Zdrowia” ! Demonstranci przeciw kłamstwom kowidowym pytali : „Premierze, czy istnieje sranie bezobjawowe?” . A po karetkach policji skakał wasz prowok - zdjęcia mogę dostarczyć.

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”. Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

A fekalia Trzaskowskiego systematycznie, po cichu dalej ubogacają Wisłę.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Wędzone półgęski polityczne Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
26.01.2020.

Wędzone półgęski polityczne


Stanisław Michalkiewicz https://www.magnapolonia.org/wedzone-polgeski-polityczne/

Trawestując słynny bon-mot zapomnianego dziś literata Józefa Ozgi-Michalskiego z roku 1967, można powiedzieć, że w dymach bijących z krematoriów wszyscy próbują dzisiaj uwędzić swoje półgęski polityczne. Możemy się o tym przekonać nie tylko obserwując burzliwy rozwój przemysłu holokaustu, ale choćby na przykładzie obchodów 75 rocznicy wkroczenia Armii Czerwonej do opuszczonego już przez Niemców obozu w Oświęcimiu – Brzezince. Ja wiem, ze padł rozkaz, by mówiąc o tych obozach nazwom miejscowości, w których je zlokalizowano, nadawać brzmienie niemieckie. Intencja była taka, żeby w ten sposób położyć kres opowieściom o „polskich obozach zagłady”, ale warto przypomnieć, że Oświęcim został wcielony do Rzeszy i podobnie jak inne miejscowości obszarów wcielonych, otrzymał niemiecką nazwę „Auschwitz”. Łódź została nazwana „Litzmanstadtem”, Ciechanów – „Zichenau” – i tak dalej. W tej sytuacji upieranie się przy niemieckim nazewnictwie wygląda trochę dziwacznie, jakby ktoś upierał się nazywać Katowice „Stalinogrodem” – bo przecież tak się to miasto przez kilka lat nazywało.

Ale mniejsza z tym, bo ważniejsze wydają się wnioski płynące z rocznicowych obchodów.

Jak wiadomo, 27 stycznia Armia Czerwona „wkroczyła” do Oświęcimia oraz do tamtejszego obozu. Armia Czerwona, w odróżnieniu od takiego np. Wehrmachtu, nigdy bowiem nie „napada”, tylko zawsze „wkracza” – co prezydentowi Putinowi stworzyło okazję do wyłącznego eksponowania misji wyzwolicielskiej tej Armii – podobnie jak w 1939 roku Józefowi Stalinowi. Mówił on, ze Armia Czerwona „wyzwoliła” tamtejszą ludność spod polskiego jarzma. Tymczasem „wkroczenie” Armii Czerwonej na terytorium Rzeczypospolitej było zwyczajną napaścią, w dodatku dokonaną w kolaboracji z Adolfem Hitlerem. Trochę to podważa rolę Armii Czerwonej i jej wyzwoleńczej misji. W tej sytuacji prezydent Putin wylansował pogląd, że drogę do II wojny światowej otworzył nie pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku, tylko pakt monachijski z 1938 roku.

I tak jest powściągliwy, bo przecież mógł powiedzieć, że drogę do II wojny światowej utorował traktat wersalski z 1919 roku – ale nie traćmy nadziej, ze w miarę postępującej integracji rosyjskiej polityki historycznej z polityką historyczną niemiecką i żydowską, dojdziemy i do tego. Rzecz w tym bowiem, że Rosja, która w 1917 roku podpisała z Niemcami separatystyczny pokój w Brześciu, w konferencji wersalskiej udziału nie brała, więc za traktat wersalski żadnej odpowiedzialności ponosić nie może. Co więcej – w tym kontekście lepiej rozumiemy przyczyny charakterystyki, jaką w 1939 roku wystawił Polsce Wiaczesław Mołotow, nazywając ją „pokracznym bękartem traktatu wersalskiego”. Jeśli tedy sytuacja będzie rozwijała się w tym kierunku, to z pewnością doczekamy się i takiej rewelacji ze strony Rosji, a także – jej podżyrowania ze strony żydowskiej, która przyłączenie historycznej polityki rosyjskiej do skoordynowanych polityk historycznych niemieckiej i żydowskiej powitała z ledwie skrywaną radością, wyrażającą się m.in. w powierzeniu prezydentowi Putinowi roli głównego celebransa rocznicowych uroczystości w Jad Waszem w Jerozolimie.

Ale nie tylko w tym – bo podczas pobytu w Izraelu, prezydent Putin w obecności premiera Netanjahu odsłonił pomnik ku czci ofiar blokady Leningradu, którą premier Netanjahu wielkodusznie uznał za porównywalną z holokaustem. A ponieważ według strony żydowskiej holokaust był wydarzeniem bez precedensu w historii Wszechświata, no to część tego splendoru spływa także na blokadę. Oczywiście wszystko to blaga, ponieważ precedensy były i to liczne. Żeby nie wdawać się w szczegóły, warto przypomnieć kolektywizację w Związku Sowieckim, którą przypłaciło życiem co najmniej 11 milionów chłopów. Gdyby dodać do siebie podawaną do wierzenia liczbę 6 milionów żydowskich ofiar holokaustu i 2 miliony ofiar blokady, to i tak nie dorównuje ona liczbie śmiertelnych ofiar kolektywizacji, podczas której wymordowany został trzon rosyjskiego narodu, a w tej eksterminacji brali udział nie tylko Rosjanie, ale i bardzo liczni Żydzi, którym się wydawało, że przy pomocy skomunizowania świata, zdobędą nad nim upragnione panowanie.

W tej sytuacji nic dziwnego, że prezydent Putin, który wielokrotnie dawał wyraz nieutulonej tęsknocie za Związkiem Radzieckim, przyjął to żydowskie wyróżnienie z wielką skwapliwością, bo w nagrodę za przyłączenie rosyjskiej polityki historycznej do skoordynowanych polityk żydowskiej i niemieckiej, również Rosjanie zostali zaproszeni do roli ofiar II wojny światowej, na drugim miejscu za Żydami.

Co tu ukrywać – to bardzo apetyczny polityczny półgęsek, a smaku dodaje mu okoliczność, że został uwędzony w dymach bijących z oświęcimskiego krematorium. Myślę, że w ten sposób zarówno strona żydowska, jak i strona rosyjska wycisnęła z Oświęcimia wszystko, co się tylko dało. Niemcom taka ostentacja wprawdzie nie przystoi, ale pamiętamy, że i Niemcy były pierwszym krajem okupowanym przez „nazistów”, więc obecność niemieckiego prezydenta Waltera Steinmeiera w Jad Waszem obok prezydenta Putina nie tylko ilustruje strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, ale delikatnie daje do zrozumienia, że Niemcy też są ofiarami złych nazistów, a jako ofiary, mogą bez obaw pławić się w pierwotnej niewinności w towarzystwie Żydów i Rosjan.

Szkoda, że rządowa propaganda w Polsce ograniczyła się do podniesienia jazgotu i wymyślania Putinowi, a pominęła milczeniem cały polityczny kontekst przyłączenia rosyjskiej polityki historycznej do polityk historycznych żydowskiej i niemieckiej. Inna sprawa, że jakże tu mówić o jakimś politycznym kontekście, kiedy rząd „dobrej zmiany” nadskakuje Żydom bez względu na to, czego by nie zrobili? W domu wisielca nie wspomina się o sznurze.

Ale nie tylko dlatego, bo wygląda na to, że rząd „dobrej zmiany” padł ofiarą własnej propagandy, w którą najwyraźniej sam uwierzył. Tymczasem w naszą propagandę maja wierzyć inni, ale nie my! Toteż z refleksem szachisty Naczelnik Państwa ogłosił swoją gotowość do rozmowy z zimnym, ruskim czekistą Putinem. Rychło w czas, kiedy Polska Rosji nie może zaoferować niczego, czego by nie zaoferowali jej już Niemcy i Żydzi. Toteż rocznicowe obchody, jakie 27 stycznia odbędą się w Polsce, idą po linii żydowskiej polityki historycznej, zgodnie z którą monopol na wojenną martyrologię ma strona żydowska, która od czasu do czasu może dopuścić do towarzystwa Rosję.

Obawiam się, że pan prezydent Duda będzie przekonywał świat, że Polacy ratowali Żydów – ale obawiam się, że świata, który jest informowany przez żydowską „prasę międzynarodową” niewiele to obchodzi. Nie mówię, żeby Oświęcim pomijać milczeniem, ale przecież w styczniu 1945 roku rozpoczęły się deportacje w głąb Rosji AK-owców, którzy po „wkroczeniu” Armii Czerwonej na Lubelszczyznę, zostali wtrąceni do chwilowo nieczynnego obozu koncentracyjnego na Majdanku. Podobnie na przełomie stycznia i lutego 1940 roku rozpoczęła się fala aresztowań i deportacji polskich mieszkańców Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej, w których, obok Armii Czerwonej i NKWD, brali masowy udział również członkowie tamtejszej społeczności żydowskiej, która gremialnie przeszła na stronę wroga.

Ale o tym – sza! – bo jakże tu wspominać o ofiarach spośród własnego narodu, kiedy w dymach bijących z krematoriów kto inny wędzi sobie swoje polityczne półgęski

Zmieniony ( 26.01.2020. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.