Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 30 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow Prawo 20 arrow Przed niezawisłym Sądem Ostatecznym
Friday 28 February 2020 06:59:09.28.
W Y S Z U K I W A R K A
Przed niezawisłym Sądem Ostatecznym Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
09.02.2020.

Przed niezawisłym Sądem Ostatecznym


Stanisław Michalkiewicz

9.02.2020 https://prawy.pl/106674-przed-niezawislym-sadem-ostatecznym/


Wybiła godzina, ścina się rodzina.

Brat brata, wuj ciotkę, a kuzyn – kuzyna.

Bulgoce saganek, dochodzi bratanek.

Żre podagra szwagra, kat mu zaraz zagra.

Idzie wnuczek, idzie teść,

ja cię uczę, jak ich grześć.

Lewą tnij, prawą kłuj,

bo tu stryj, a tam wuj.

Wybiła godzina, gadzina rodzina,

na kogo wypadnie, na tego się wspina. (…)

Sam się ukryj wszędzie.

Nie schowasz się wcześnie,

pochowają we śnie.” -

głosiła wróżba ze starej szafy wróżebnej, którą w ciekawości, a na swoją zgubę uruchomił król Murdas w „Bajce o królu Murdasie” Stanisława Lema.

Przypominam ten utwór bo jest on kolejnym przykładem, że literatura znacznie wyprzedza życie, zwłaszcza polityczne. Król Murdas uwierzył we wróżbę ze starej szafy, że rodzina knuje spisek, toteż zaraz wszystkich wymordował, oprócz stryja, który uciekł, przebrawszy się za pianolę. Niestety Murdasa nękały złowróżebne sny, na które nie było rady, bo cóż policja, czy tajniacy mogą poradzić przeciw snom? Toteż żeby jakoś zneutralizować złe sny, zapowiadające mu zgubę, Murdas postanowił wyśnić sen patriotyczny, z rozwianymi sztandarami, w którym poddani dawaliby wyraz swemu uwielbieniu dla króla. Niestety zamiast tego snu przyśniła mu się śrubka. Początkowo nie wiedział, co to znaczy, aż wreszcie poraziła go myśl straszliwa, że to rym do trupka!

 8 lutego odbyła się w Warszawie manifestacja poparcia dla Trybunału Konstytucyjnego i reformy sądownictwa, którą kilka dni wcześniej zatwierdził swoim podpisem pan prezydent Andrzej Duda. Myślę, że ta sobotnia manifestacja jest odpowiedzią na manifestacje poparcia dla Sądu Najwyższego, który powziął uchwałę, będącą początkiem bolszewickiej rewolucji w systemie prawnym. Uchwała ta bowiem odwróciła o 180 stopni zasady leżące u podstaw systemu prawnego: że nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie, zasadę odpowiedzialności indywidualnej, a nie zbiorowej, zasadę domniemania niewinności i ogólne domniemanie dobrej wiary.

Dokładnie to samo zrobili w Rosji bolszewicy, wskutek czego miliony ludzi przypłaciły to życiem. Nasi bolszewicy, dla niepoznaki poprzebierani w togi może aż tacy krwiożerczy nie są, bo w odróżnieniu od Rosjan, którzy łatwo popadają w skrajności, Polacy są narodem raczej safandulskim, co się objawia m.in. w tym, że u nas nic, albo prawie nic, nie dzieje się naprawdę, że przeważnie mamy do czynienia tylko z imitacjami. Ale nawet imitacja rewolucji bolszewickiej może okazać się groźna, bo jej ofiary mogą już być prawdziwe. Mamy zatem z jednej strony realną groźbę, wokół której polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza mobilizuje mikrocefali, a z drugiej – próbę rekonstrukcji historycznej przedwojennej sanacji, której cechą było uzależnianie wszystkich dziedzin życia społecznego od politycznej władzy. Wyrażała to konstytucja z 1935 roku, wskazując w art. 4, że „w ramach państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. W przełożeniu na język ludzki oznacza to, że poza państwem nie ma i nie może być życia. Poza państwem, to znaczy – poza ramami arbitralnie wyznaczonymi przez prezentującą się w charakterze „państwa” biurokrację. Zatem z jednej strony mamy perspektywę rewolucji bolszewickiej, która – jak uczy doświadczenie – prowadzi do najstraszniejszej despotii, a z drugiej – perspektywę dyktatury łagodniejszej, właśnie safandulskiej, niemniej jednak dyktatury, sprawowanej na przemian przez polityczne watahy. O tym, żeby nie było ani despotii, ani dyktatury łagodnej nie ma mowy.

 Dramatyzmu sytuacji dodaje okoliczność, że bolszewicka rewolucja proklamowana przez Sąd Najwyższy, jest tylko fragmentem rewolucji przewalającej się przez Europę na podobieństwo tornada. Ta rewolucja nie jest skierowana przeciw instytucjom państwa, to znaczy – nie wbrew państwu, a z wykorzystaniem dla jej celów instytucji państwowych – co promotorzy tej rewolucji zapowiadali jeszcze w 1968 roku w postaci długiego marszu przez instytucje. W rezultacie mamy sytuację, niczym w wierszu Tuwima „Rewolucja w Niemczech, gdzie czytamy, jak to „władza w zapale ludności dynamit dawała na kartki; przy każdej karteczce był plan demonstracji.” Ale komuna – swoją drogą – a narody – swoją. Podobnie jak podczas I wojny światowej niemiecki sztab generalny zainfekował Rosję komunizmem, żeby wyeliminować ją z wojny, tak i teraz rewolucyjny chaos jest wprzęgnięty w służbę tworzenia europejskiego imperium z Niemcami, jako jego przywódcą.

Widoczne jest to już gołym okiem, między innymi dzięki wykorzystaniu tak zwanej zasady lojalnej współpracy z traktatu lizbońskiego. Stanowi ona, że państwa członkowskie muszą powstrzymać się od wszelkich działań, które „mogłyby zaszkodzić celom Unii Europejskiej”. Toteż gwoli stworzenia pozorów legalności dla wsparcia unijnych instytucji dla pogłębienia chaosu w Polsce, używa się sloganu, jakoby celem UE była praworządność. Mikrocefale – jak to mikrocefale – myślą, że z tą praworządnością to wszystko naprawdę, więc niesiony tą falą Sąd Najwyższy przekroczył Rubikon i cofnąć się już nie może, podobnie jak i rząd po podpisaniu przez prezydenta Dudę nowelizacji ustaw sądowych. Mamy zatem sytuację rewolucyjną, która powstaje, kiedy spełnione są jednocześnie trzy warunki: kiedy są powody do niezadowolenia (a gdzie ich nie ma?), kiedy to niezadowolenie uzewnętrznia się w widoczny sposób i wreszcie – kiedy jakieś wpływowe państwo jest zainteresowane w wywołaniu w innym państwie przewrotu.

 Sytuacja jest, jak widać, dramatyczna, ale nigdy nie jest tak, żeby nawet takie sytuacje były pozbawione elementu komicznego. To są właśnie demonstracje i kontrdemonstracje. 8 lutego odbyła się manifestacja poparcia dla rządu, więc teraz nieprzejednana opozycja powinna wyśnić jeszcze większą manifestację antyrządową. Co jednak będzie, kiedy – jak to się przytrafiło królowi Murdasowi – przyśni się jej tylko śrubka? Wtedy w sukurs opozycyjnym snom może przyjść jawa w postaci Sądu Najwyższego, który na tę okoliczność mianuje się Sądem Ostatecznym i podejmie kolejna uchwałę o końcu świata, a jeśli nawet nie całego świata, to w sprawie finis Poloniae.

Zmieniony ( 09.02.2020. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.