Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 11 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow HISTORIE ponure, których skutki się wloką. arrow Na ogół nie wiedziano o tym w Polsce między wojnami.
Wednesday 20 January 2021 05:29:40.31.
migawki
 

My obecnie zachowujemy się często jak w ariergardzie pobitej armii, a przecież to Awangarda Zwycięstwa, kiedy nastąpi ten przełom - zależy od nas.

To całe aj-waj o szczepieniach celebrytów celowe: By ludziki poczuły zazdrość i zaczęły się pchać do szczepień.

Ja mam zamiar się zaszczepić. Ale tylko przez telefon. Tak, jak mnie leczą, tak będę się szczepił.

Yes! Yes! Yes! Polska ma pierwszą kobietę GMO! POLSKA WIELKI PROJEKT rozpoczęty!  

Była "pomroczność jasna", teraz jest "dobrowolność obowiązkowa"

Skuteczność penicyliny nie została udowodniona w kontrolowanych badaniach klinicznych, lecz w praktycznym jej stosowaniu w leczeniu rannych żołnierzy podczas II wojny światowej.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Na ogół nie wiedziano o tym w Polsce między wojnami. Drukuj Email
Wpisał: Jędrzej Giertych   
21.07.2020.

Na ogół nie wiedziano o tym w Polsce między wojnami.



Jędrzej Giertych, O Piłsudskim, wyd. OSTOJA 2013. str. 151 inn .



Piłsudski spodziewał się, że wybory [1922 md] przyniosą mu druzgocącą większość i że Sejm przejdzie do porządku nad uchwaloną przez poprzedni Sejm konstytucją i że nie tylko obierze go na głowę państwa, ale także udzieli mu uprawnień o charakterze dyktatorskim. Ale było jasne, że Sejm nie obierze go na prezydenta Rzeczypospolitej, nawet takiego, który miałby tylko uprawnienia przyznane mu przez konstytucję. W tych warunkach nie zamierzał nawet na Prezydenta kandydować. Natomiast postanowił Sejm i konstytucję obalić i stać się w Polsce dyktatorem niekonstytucyjnym.

Na ogół nie wiedziano o tym w Polsce między wojnami.

Ale liczne fakty, ujawnione już po wojnie, głównie drogą ogłoszenia na emigracji wspomnień tych, którym różne zakulisowe informacje były znane, sprawiły, że stało się rzeczą wiadomą, iż Piłsudski w roku 1922 i 1923 usiłował zdobyć w Polsce władzę dyktatorską drogą rewolucyjnego przewrotu, co mu się nie udało, ale co jednak osiągnął w maju 1926 roku drogą zamachu stanu i krótkiej wojny domowej.

Do powodzenia jego zamierzeń przyczyniły się w niemałym stopniu błędy popełnione przez zbyt zaufaną w sobie większość sejmową. Wprawdzie tuż przedtem prawica i obóz ludowców Witosa działały w zgodnym porozumieniu: przy wyborze marszałków Sejmu i Senatu oba obozy głosowały na wspólnych kandydatów i obrały ludowca Rataja w Sejmie (252 głosami przeciwko 177 głosom na kandydata lewicy) i narodowca Trąmpczyńskiego w Senacie.

Ale zaraz potem w głosowaniu (łącznym Sejmu i Senatu) na prezydenta Rzeczypospolitej narodowcy i ludowcy nie wysunęli wspólnego kandydata. Narodowcy wysunęli kandydaturę hrabiego Maurycego Zamoyskiego, który był wówczas posłem (ambasadorem) w Paryżu.

Ludowcy wysunęli kandydaturę Stanisława Wojciechowskiego. Gdy przy kolejnych głosowaniach kandydatury, które uzyskały najmniej głosów odpadały, zostało w końcu tylko dwóch kandydatów: Zamoyski i Narutowicz. Ludowcy Witosa ostatecznie zdecydowali się rzucić swe głosy na Narutowicza. W rezultacie Zamoyski uzyskał 227 głosów (wszystko głosy polskie), a Narutowicz 289 głosów (w czym 186 głosów polskich i 103 głosy żydowskie, ukraińskie, niemieckie i białoruskie), przy czym 27 posłów (Narodowej Partii Robotniczej) wstrzymało się od głosowania. Tym sposobem obrany został Narutowicz.

Było ze strony narodowców wielkim błędem, że wysunęli kandydaturę Zamoyskiego. Wprawdzie był to kandydat znakomity: był to jeden z najmądrzejszych, patriotycznych a umiarkowanych polityków jego epoki. Był to także człowiek wielkiej zasługi. To pod jego osobistą gwarancją finansową uzyskana została od rządów francuskiego i angielskiego pożyczka, która umożliwiła działalność Polskiego Komitetu Narodowego w Paryżu. Zamoyski był w czasie wojny wiceprezesem tego Komitetu i zastępował prezesa Romana Dmowskiego w chwilach jego nieobecności, co było szczególnie ważne w chwilach, gdy Dmowski przebywał w Ameryce, a wojna właśnie się kończyła. Dokonał on w tym charakterze kilka decydujących historycznych rozstrzygnięć i zarządzeń. Jego obiór byłby demonstracją ścisłych związków Polski z obozem antyniemieckim w polityce europejskiej. Zarazem uczyniłby w Polsce głową państwa człowieka wysoce doświadczonego, sprawiedliwego i szlachetnego.

Ale miał on jedną wadę: był najbogatszym Polakiem, hrabią, ordynatem ordynacji zamojskiej. Kandydatura jego była nie do przyjęcia dla większości członków stronnictwa ludowego Piast, którzy byli dobrymi Polakami i patriotami, ale jednak nie byli wolni od chłopskich uprzedzeń i nie mogli się pogodzić z myślą, że głową państwa w Polsce będzie hrabia i najwybitniejszy w Polsce „obszarnik”.

Witos osobiście był zwolennikiem obrania Zamoyskiego na Prezydenta Rzeczypospolitej. Wiemy o tym z ogłoszonych po wojnie jego pamiętników. Narodowcy w Sejmie przypuszczali, że gdy się okaże, ze istnieje tylko wybór między hrabią Zamoyskim a kandydatem lewicy, masonem i ateistą (zresztą osobiście człowiekiem szlachetnym i politycznie doświadczonym), chłopi z partii Witosa zdecydują się na poparcie hrabiego Zamoyskiego. Stało się jednak inaczej. Rzucili oni swoje głosy na Narutowicza. Został on wskutek tego obrany.

Stworzyło to nieoczekiwaną sytuację.

Delegacja ludowców z Witosem na czele, udała się do Narutowicza z prośbą, by jednak wyboru nie przyjął. Narodowcy urządzili szereg manifestacji ulicznych, z nich największą w sam dzień zapowiedzianej przysięgi prezydenta w Sejmie, głównie ze studentów, wzywających Narutowicza, by odmówił przyjęcia urzędu Prezydenta na tej zasadzie, że ma przeciwko sobie większość Polaków, a został wybrany dzięki poparciu Żydów, Niemców i separatystów ruskich. Narutowicz odmówił zastosowania się do tych apelów. Osobiście nie chciał być Prezydentem, uważał jednak, że byłoby z jego strony tchórzostwem uchylić się od włożonego na niego przez Sejm i Senat zadania. Wybór przyjął i przysięgę prezydencką złożył. Stał się więc prawomocnym prezydentem. Przyjęli to do wiadomości też i jego przeciwnicy. Prezes Klubu Narodowego w Sejmie, Głąbiński złożył mu wizytę i zadeklarował w imieniu sejmowej prawicy lojalną, polityczną współpracę.

Powstała sytuacja, która stworzyła dla Piłsudskiego warunki do zrobienia zamachu stanu i objęcia w Polsce władzy wbrew większości polskiego narodu.

Piłsudski był w istocie przeciwnikiem Narutowicza i nie życzył sobie zostania przez niego prezydentem. Ale polski ogół tego nie wiedział. Prezydentem został człowiek, który robił wrażenie przywódcy obozu Piłsudskiego i mniejszości narodowych, a doszedł do władzy wbrew woli większości polskiego społeczeństwa. Pozwoliło to na operację polityczną Piłsudskiego, polegającą na tym, że opozycja przeciwko prezydenturze Narutowicza wyrazi się w morderczym zamachu na Narutowicza i w wywołaniu przez to takiego oburzenia opinii publicznej, że porządek legalny, polegający na uchwalonej przez sejm konstytucji i dokonanych wyborach sejmowych, zostanie zmieciony z powierzchni życia i na miejsce tego konstytucyjnego porządku pojawi się rola dyktatora pacyfikatora który zaprowadzi w Polsce porządek i ukróci wywołane oburzeniem objawy anarchii.

Tym pacyfikatorem będzie Piłsudski. Do takiego toku wydarzeń potrzeba było tylko jednego: by Narutowicz został zamordowany. I to zamordowany koniecznie przez „endeka”.

Taki „endek” został znaleziony. Nie był on członkiem żadnej „endeckiej” organizacji, ale znany był z tego, że miał „endeckie” poglądy. A był dość niezrównoważony i nieodpowiedzialny, a na swój sposób odważny. Był on byłym urzędnikiem Oddziału II Sztabu „Dwójki”, a więc ludzie z obozu Piłsudskiego znali go i mieli do niego łatwy dostęp.

To nie „endecy”, to ludzie z obozu Piłsudskiego namówili go do tego, by się dołączył w sposób czynny do protestu przeciwko obraniu w Polsce głowy państwa przez Niemców, Żydów i separatystów ukraińskich oraz polską lewicową mniejszość, wbrew woli polskiej większości i by swój protest poparł zabiciem niefortunnego wybrańca.

Człowiekiem tym był malarz i literat, Eligiusz Niewiadomski.

Zabójstwo zrobiło w Polsce wstrząsające wrażenie. Wydawało się ono dalszym ciągiem demonstracji ulicznych sprzed kilku dni, które wzywały Narutowicza do nie przyjęcia wyboru, a których Narutowicz nie usłuchał.

W Polsce w ciągu jej blisko tysiącletniej historii nie było wypadku królobójstwa. Zabicie prawowitej głowy państwa było w odczuciu moralnym polskiego społeczeństwa straszliwą zbrodnią. W przeciwieństwie do niektórych innych narodów i państw, gdzie zabijanie królów i prezydentów było zjawiskiem częstym (np. W Stanach Zjednoczonych Ameryki, gdzie trzej prezydenci zostali zamordowani jeszcze przed Narutowiczem w Polsce - Lincoln W 1865 roku, Garfield w 1881 i Mackinley W 1901, a jeszcze jeden, czwarty, Kennedy później niż Narutowicz, bo w roku 1963). W Rosji nie licząc czasów dawniejszych, car Paweł I zamordowany przez spiskowców [żonę… md] w 1801 roku, a car Aleksander II zamordowany przez rewolucyjnego zamachowca w 1881.

W Polsce nigdy królobójstwa nie było, jeśli nie liczyć zabójstwa popełnionego przez wrogów Polski, np. Przemysława II zamordowanego w 1296 roku przez Brandeburczyków.

Zmieniony ( 21.07.2020. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.