Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 54 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow Kolejny SUKCES arrow Rocznicowy wyścig w workach. Stracona okazja i złudzenia
Friday 27 November 2020 09:30:54.31.
migawki
 

                                                                                                                              29.11.20 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy

Ci niby-rządzący - prezes, premier [nie liczmy dokooptowanych urzędników, jak Niedzielski itp.] w panice miotają się, zachowują się jak przerażeni idioci czy wariaci podczas pożaru na strychu, gdy schody już się spaliły. Piszą o tym nawet ich sojusznicy. Kto wie, co - czy kto - ich tak przeraża? [proszę o krótkie sugestie, ale bez sloganów].

=================

                                                                         Przeoraty i kaplice Bractwa Świętego Piusa X w Polsce

                                                                         ==================

Koniecznie: Godzinnik czyśćcowy

 
W Y S Z U K I W A R K A
Rocznicowy wyścig w workach. Stracona okazja i złudzenia Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
15.08.2020.

 

 

Stracona okazja i złudzenia


Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4762

Felieton  •  miesięcznik „Moja Rodzina”  •  15 sierpnia 2020

Wybory prezydenckie nie tylko przyćmiły wszystkie inne wydarzenia, ale nawet można było odnieść wrażenie, że poza nimi żadnych innych wydarzeń na świecie nie było. Ale tak bywa, kiedy niezależne media głównego nurtu skierują swoje reflektory na jeden punkt. Ludzie widzą tylko ten oświetlony krąg, co sprzyja wrażeniu, że w otaczających go ciemnościach nic się nie dzieje. Tymczasem dzieją się tam różne rzeczy, często ważniejsze od tych oświetlonych reflektorami – ale o tym można się przekonać dopiero po bolesnym powrocie do rzeczywistości, kiedy się okaże, że koniec świata, jaki miał nastąpił po, niekorzystnym wyniku tych wyborów, został właśnie odwołany i życie toczy się dalej, jakby nigdy nic. U nas zresztą ostatnie słowo nie zostało jeszcze powiedziane, bo do niezawisłego Sądu Najwyższego napłynęły liczne protesty, a żydowska gazeta dla Polaków już 13 lipca nawoływała, by uznać wybory za nieważne. Toteż w obozie zdrady i zaprzaństwa, który popierał Rafała Trzaskowskiego, zarysowały się dwa stanowiska; jedno, że wybory od samego początku były nielegalne i drugie – że wprawdzie były legalne, ale towarzyszyło im tyle nieprawidłowości, że nie można uznać ich za ważne. Każde z tych stanowisk ma plusy dodatnie, ale i ujemne. Plusem dodatnim pierwszego stanowiska jest to, że nie potrzeba powoływać się na żadne nieprawidłowości, ani niczego udowadniać. Jednak ma ono poważny plus ujemny, bo skoro wybory od samego początku były nielegalne, to dlaczego w takim razie Rafał Trzaskowski nie tylko sam wziął w nich udział, ale w dodatku podżegał miliony ludzi, by zrobili to samo, to znaczy – by wzięli udział w nielegalnej operacji? Jak powiedział Major Płut z „Pana Tadeusza” - „za takową psotę pójdziecie już to najmniej w sybirną robotę”, bo przecież nie można wtedy liczyć na żaden immunitet. Plusem dodatnim stanowiska drugiego jest to, że sybirnego niebezpieczeństwa ono za sobą nie pociąga, ale plusem ujemnym jest nie tylko konieczność dowodzenia zasadności tych wszystkich protestów, ale i podjęcie ryzyka, że jeśli niezawisły Sąd Najwyższy dostanie od starych kiejkutów rozkaz, by wybory zatwierdzić, to nawet stwierdziwszy zasadność wszystkich zastrzeżeń orzeknie, że nie miały one wpływu na wynik wyborów i tyle. Bo gdyby uznał je za nieważne, to w najgorszym razie doszłoby do ulicznych przepychanek, a może nawet walk między aktywistami obydwu obozów, a przywracać porządek musiałoby wojsko i policja, co stworzyłoby pretekst do zastosowania wobec Polski przez władze Unii Europejskiej przewidzianej w traktacie lizbońskim „klauzuli solidarności”, czyli „bratniej pomocy” według doktryny Breżniewa, a w najlepszym – do powtórzenia wyborów, co wymagałoby ponownego wprowadzenia milionów obywateli w stan białej gorączki, w którym mogliby nie zauważyć nawet tego, że państwa polskiego już nie ma.

W rezultacie skupienia uwagi na tych wszystkich prezydentach, zaprzepaszczona została okazja światowej promocji Polski w setną rocznicę zwycięstwa w wojnie bolszewickiej. Bo ustawienie w Warszawie pomnika w kształcie śruby, czy nawet rekonstrukcje historyczne 15 sierpnia, to nie jest żadna promocja. Rzecz w tym, że i ten cały pomnik i te wszystkie rekonstrukcje są przedsięwzięciami obliczonymi na oddziaływanie w Polsce.

Tymczasem – oczywiście poza polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą, czyli potomstwem „funków” Komunistycznej Partii Polski, potomstwem członków PPR i PZPR, potomstwem funkcjonariuszy UB i SB, a także innych bezpieczniackich watah, w których nowa generacja znalazła przytulisko, poza wychowanymi przez Michnika mikrocefalami, którzy gotowi są obsrywać Polskę i Polaków za rzekome mordowanie Żydów – normalnych Polaków nie trzeba na temat wojny bolszewickiej specjalnie uświadamiać. Wprawdzie Andrzej Bursa w wierszu o wujku Teofilu i jego siostrzeńcu pisze, że „szczeniakami dziś rząd, jak chce, kręci. Co, usłyszy taki, zaraz leci, żeby tego... prawda... do Bezpieki. Tobie wierzę. Były, chłopcze, czasy. Pamiętają szablę wujka Żydzi i Rusini, byki, panie, krase. Milczy chłopiec. Chłopiec nienawidzi.” - to jednak nie tylko komunie, ale i historycznemu narodowi polskiemu wyrosło nowe pokolenie, które ze zwycięstwa w wojnie bolszewickiej czerpie dumę. O ile tamtych, którzy gotowi są wysługiwać się każdemu, kto im obieca możliwość pasożytowania na historycznym narodzie polskim, nic nie przekona, o tyle tych drugich do niczego przekonywać, ani zagrzewać nie trzeba.

Zatem promocja Polski przy okazji setnej rocznicy tego zwycięstwa, powinna być skierowana na poinformowanie o tym zagranicy, która albo niczego na ten temat nie wie, albo – jak to pisze Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Bania w Paryżu” - wie, że „Polacy to nacjonaliści! Antysemici! To faszyści! A ten ich cały Konopniki, to pewnie jest watażka dziki, tak jak Pilsuki, co zdradziecko zaatakował powstający Kraj Rad młodziutki, prawie dziecko!

Trzeba by zatem przygotować dla nich inną, naszą wersję historii, w duchu poematu generała Franciszka Morawskiego „Giermek”: „Był czas, gdyśmy za przedmurze, za tarcz ludom światu stali”, kiedy to „lasem polskich dzid narody zasłaniane od podboju, wynuciły pieśń swobody, pieśń miłości, pieśń pokoju.” Tak właśnie było również w roku 1920 i dlatego zarówno Europa, jak i reszta świata, zwłaszcza ta jego część, która na własnej skórze komunizmu nie doświadczyła i właśnie próbuje z nim eksperymentować, powinny się o tym dowiedzieć. Ale chyba się nie dowiedzą, bo przecież promowanie Polski nie leży w ich interesie. W ich interesie leży promowanie siebie, zatem Polskę mogą promować tylko Polacy, którzy w tym celu powinni móc wykorzystać możliwości swojego państwa. Niestety nie mogli, bo państwo zostało opanowane przez środowisko zazdrośnie strzegące swojego monopolu na patriotyzm, żeby dla celów wewnętrznych mogło uprawiać partyjniacki szantaż moralny.

Toteż nie słychać, by za granicą były z tej okazji projektowane jakieś promocyjne przedsięwzięcia, chociaż jestem pewien, że stosowne pieniądze pod tym pretekstem zostały porozdzielane, a po roku będziemy mogli przeczytać w sprawozdaniach finansowych, że za jakieś ciężkie miliony promotorzy Polski zorganizowali rocznicowy wyścig w workach.

Zmieniony ( 15.08.2020. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.