Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 104 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Kozak arrow NURTEM DWÓCH RZEK. ---Sierra-Papa-Lima-Victor... zgłoś się!
Monday 26 October 2020 08:52:11.30.
migawki
 

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”.

Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

 
W Y S Z U K I W A R K A
NURTEM DWÓCH RZEK. ---Sierra-Papa-Lima-Victor... zgłoś się! Drukuj Email
Wpisał: Sławomir M. Kozak   
18.08.2020.

 

 

NURTEM DWÓCH RZEK


Fragment książki „Sierra-Papa-Lima-Victor… zgłoś się!”

Sławomir M. Kozak, Oficyna Aurora, 2021


Hiranmoy Ghoshal. Nurtem dwóch rzek”, to tytuł filmu dokumentalnego, wyreżyserowanego w roku 2019 przez Tadeusza Śmiarowskiego. Opowiada historię dwojga osób. Tytułowego hinduskiego pisarza pochodzącego z Bengalu Zachodniego, dyplomaty, tłumacza i językoznawcy oraz jego córki Miry Ghoshal, muzykologa i znawczyni muzyki hinduskiej.


Tytułowa postać, to osoba równie barwna i związana z Polską, co zupełnie w niej zapomniana, o której dziś pamiętają tylko ludzie związani z kulturą Indii i historią minionego, XX wieku. Ghoshal urodził się w kaście braminów roku 1908 w Kalkucie, gdzie dwie dekady później ukończył studia historyczne, filozofię i romanistykę. Krótko potem udał się do Anglii, gdzie studiował także prawo. Jego niewiarygodne przemieszczanie się po krajach ówczesnego, gorącego przedwojennego i zimnego powojennego świata, zasługują na odrębną książkę, ale dla tej opowieści, z racji wymaganej tutaj zwięzłości, zmuszeni jesteśmy się skupić na suchych faktach.

Musi więc nam wystarczyć wiadomość, że całkowitym zbiegiem okoliczności, w roku 1934, po krótkim pobycie w Szwajcarii, znalazł się w Polsce. Rozpoczął tu pracę w charakterze wykładowcy i lektora języków obcych na Uniwersytecie Warszawskim. W owym czasie szczycił się ten młody człowiek znajomością wielu języków, ponoć poznał ich w swym życiu aż 26! W stolicy znalazł narzeczoną, z którą w lutym 1940 roku, po wielu niesamowitych perypetiach, uciekając przed okrucieństwem wojny, ostatnim pociągiem jadącym do Włoch wyruszył w podróż do Indii. Kiedy młodej parze udało się tam wreszcie dotrzeć, Hiranmoy zajął się spisywaniem swoich niezwykłych przejść, zarówno z tej wolnej jeszcze, przedwojennej, jak i późniejszej, spętanej okupacją Polski. W Indiach ożenił się z Haliną Nowierską, z którą los połączył go w Warszawie. Z tego związku narodził się syn Bogdan.


Aby naszej historii przydać zwięzłości, zacytujmy w tym miejscu Wikipedię:

Od 1943 roku pracował w bombajskim biurze Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej, gdzie zajmował się sprawami polskich uchodźców. W 1946 przeniósł się do Delhi, gdzie podjął pracę w Ministerstwie Informacji i Radia oraz w All India Radio.”

Z filmu dowiemy się, że Ghoshal zyskał po powrocie do Indii dużą przychylność premiera Jawaharlal’a Nehru, który patronował jego karierze. Polityka Nehru, która zresztą doprowadziła do realizacji planu ostatniego wicekróla Indii Brytyjskich, lorda Louis’a Mountbatten’a, czyli podziału kraju na Indie i Pakistan, opierała się na współpracy z ZSRR i przekonaniach socjalistycznych. Stąd dla premiera Indii niezwykle ważnym zadaniem było utworzenie w roku 1947 ambasady tego kraju w Moskwie, dokąd skierował swą siostrę wraz z Ghoshalem, który oficjalnie został attaché kulturalnym i pierwszym sekretarzem tej placówki.

Pomiędzy Indiami i Pakistanem rozpoczął się zresztą wkrótce konflikt o podłożu religijnym, którego głównym zarzewiem był spór o terytorium Kaszmiru. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że Pakistan postawił wówczas na silny sojusz z ogólnie pojętym Zachodem, zacieśniony później zwłaszcza z USA. Z dziennikarskiego obowiązku musimy w tym miejscu przypomnieć, że właśnie w tym czasie, w efekcie poszukiwań władz Pakistanu osób zdolnych do zastąpienia wycofujących się pomału z tego terenu oficerów brytyjskich sił powietrznych, na zapotrzebowanie to odpowiedziało około 30 lotników polskich. Po wojnie, niechciani, niepotrzebni, często bezrobotni, nie mieli szans na powrót do ojczyzny, a dotychczasowy sojusznik stracił zainteresowanie ich niezwykłymi umiejętnościami i doświadczeniem. Misji tworzenia, właściwie od podstaw struktur pakistańskiego lotnictwa wojskowego, podjął się Władysław Turowicz. Jego początkowo trzyletni kontrakt zamienił się w dzieło życia, o zaangażowaniu polskich wyższych oficerów i techników lotniczych w budowę sił powietrznych należałoby napisać odrębną książkę. Pod budowę silnego Pakistanu położyli solidne podwaliny, zarówno ucząc rzemiosła pilotów, jak i też biorąc wraz z nimi udział w wojnie z Indiami o Kaszmir w roku 1949.

Jednak Turowicz i jego żona Zofia, instruktorka szybowcowa, stali się w Pakistanie niemal narodowymi bohaterami, o czym w Polsce mało kto w ogóle wie. Turowicz, już po odejściu z PAF w randze generała, został komendantem SUPARCO (Space and Upper Atmosphere Research Committee), gdzie szkolił pakistańskich astronautów i inżynierów astronautyki. Przekonał kierownictwo NASA do szkolenia pakistańskich specjalistów rakietowych, a przy współpracy z Amerykanami współtworzył projekt rakiet balistycznych. Zaangażował się również w budowę i rozwój pakistańskiego programu nuklearnego, a także bezzałogowych lotów orbitalnych.

Tymczasem, bohater naszego rozdziału Hiranmoy Ghoshal, w 1951 roku, na skutek tarć ze swym przełożonym, opuścił placówkę w ZSRR i, jak dowiadujemy się z filmu „wyjechał do Londynu”, gdzie wkrótce podjął współpracę z BBC.

Jak podaje Wikipedia „w 1956 roku powrócił do Indii i zajął się opisywaniem języków szczepów żyjących w pasie granicznym między Indiami, Chinami i Birmą. Do Polski powrócił w roku 1957 i objął posadę lektora, a później wykładowcy.”

W roku 1958, kilka lat po samobójczej śmierci żony, ożenił się ponownie, również z Polką - Haliną Kosinkiewicz. Z tego właśnie związku, narodziła się w roku 1959 druga bohaterka filmu – Mira. Pozycja Hironmaya Ghoshala była już wtedy w Polsce ugruntowana. Ludzie, którzy go pamiętają, wspominają o jego bezbłędnym opanowaniu naszego języka i niezwykle zajmujących wykładach. Studenci do niego lgnęli. W swym imponującym dorobku miał kilka książek w języku bengalskim, angielskim, był autorem opowiadań i artykułów. W 1962 roku otrzymał dyplom doktora nauk humanistycznych za rozpoczętą jeszcze przed wojną pracę na temat Antoniego Czechowa. To dzięki jego pracy klasyczne pozycje literatury polskiej, jak „Quo Vadis” Sienkiewicza, „Chłopi” Reymonta, czy nowele Prusa, mogli czytać jego pobratymcy w swym ojczystym języku.


Nic zatem dziwnego, że kiedy ten ponad pięćdziesięcioletni intelektualista spotkał na swej drodze osobę niezwykle utalentowaną i pochłoniętą podobną pasją, wywarła ona na nim niebywałe wrażenie. Tym bardziej, że była trzydzieści lat od niego młodszą, piękną kobietą, która w sercu nosiła odległe i nieznane sobie Indie. W wieku dwudziestu paru lat pisała już prace naukowe, a na drugim roku studiów tłumaczyła na polski z języka bengalskiego laureata nagrody Nobla, Rabindranatha Tagore. Jej dążenia do możliwości ujrzenia kraju, któremu poświęciła lata studiów, starała się urzeczywistnić w jedyny możliwy wówczas sposób. Po ukończeniu studiów została stewardessą.

Jak dowiedziałem się od jego córki Miry Ghoshal, mający rozległe koneksje Hiranmoy postanowił pomóc w realizacji marzeń ślicznej kobiety i sprawił, że zdecydowano się jej powierzyć posadę dyrektora pierwszego w historii przedstawicielstwa Polskich Linii Lotniczych „LOT” w Delhi.

20 sierpnia 1965 roku weszła na pokład samolotu, by odbyć swą ostatnią podróż w charakterze stewardessy, w locie z Belgii do Polski, którą miała wkrótce reprezentować w odległych Indiach. Niestety, samolotem tym był lotowski Viscount 804, o znakach rejestracyjnych SP-LVA, który runął z wysokości kilku tysięcy metrów na pola uprawne niedaleko miasteczka Jeuk. Piękna stewardessa nazywała się Jadwiga Kowalczuk i miała zaledwie 28 lat. Musiała być osobą niebywale ciepłą i czarującą. Mira Gholish, która ją pamięta, mówiąc o niej „Wiga”, nawet dziś, po 55 latach, zanosi się płaczem.

Hiranmoy Gholish zmagał się z tą tragedią cztery lata, by odejść w rozpaczy i żalu w roku 1969. Spoczywa na warszawskich Powązkach. Szczątki Wigi, jej współtowarzyszy tragedii i resztki samolotu, zbierane skrzętnie w dniu wypadku, leżą w zapomnianym przez Polskę grobie, który uformowali okoliczni mieszkańcy Jeuk. Pamiętają nieliczni, którzy z tą ciszą pogodzić się nie potrafią.

==========================

mail:

W ubiegłą sobotę miała miejsce w belgijskim Yeuk niezwykła uroczystość - 55 rocznica katastrofy samolotu Viscount 804 SP-LVA. Na pokładzie znajdowała się tylko czteroosobowa załoga, samolot wracał do kraju bez pasażerów, a były nimi dzieci lecące w tamtym kierunku na kolonie. Doleciały i zostały bezpieczne na miejscu.

Załoga wracała samolotem bez pasażerów.


PLL LOT miał w owym czasie trzy takie samoloty. Załogi były świetnie przeszkolone. Dwa lata wcześniej, podobny samolot rozbił się w locie z Brukseli - Berlina do Warszawy. Rozbił się kilometr od pasa. Zginęły 33 osoby. 


O tych wypadkach nie mówi się prawie w ogóle, na obchodach kolejnych rocznic w Yeuk, przy symbolicznym grobie, zbierają się najbliższe rodziny ofiar. Jeśli już pojawiają się przedstawiciele władz polskich, to jest to niestety drugi garnitur. Obawiam się, że na warszawskich Powązkach leżą nie wszystkie szczątki poległych w tych katastrofach.


Podjąłem decyzję o napisaniu książki, która spróbuje przybliżyć zarówno te samoloty, jak i atmosferę cywilnego lotnictwa tamtych lat, wspomnę o paru osobach.

W sobotę odbyła się, dzięki osobistemu zaangażowaniu polonijnej dziennikarki Yvette Popławski msza święta, przelot samolotu nad miejscem wypadku oraz dyskusje obecnych gości. Zachęcony tematem przesłałem zgromadzonym urywek swej książki, która ukaże się zapewne dopiero w roku przyszłym. Nie ukrywam, że bezpośrednią inspiracją był film o wybitnym człowieku hinduskiego pochodzenia, którego losy były niezwykłe, a do tego połączyły się w sposób niesamowity z tym wypadkiem. Do filmu prowadzi link w tytule, w pierwszym akapicie.


Trzeci z posiadanych przez PLL LOT samolotów tego typu został wkrótce po drugiej tragedii sprzedany do Nowej Zelandii.

A ja spróbuję Państwu przybliżyć ich losy.


Pozdrawiam


  Sławomir M. Kozak


www.oficyna-aurora.pl

Zmieniony ( 18.08.2020. )
 
następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.