Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 22 gości
S T A R T arrow Inne polityczne arrow Mord[a] Bestii arrow Dwie próby generalne przed Covid - 11.09.2001 w NYC oraz 10.04.2010 pod Smoleńskiem, w Moskwie i...
Tuesday 09 March 2021 01:01:12.32.
migawki

         19 marca 2021 Męska Droga Krzyżowa

Nie podają statystyki zgonów na covid osób, które już zaszczepiono i nabrały rzekomej odporności.

   My obecnie zachowujemy się często jak w ariergardzie pobitej armii, a to Awangarda Zwycięstwa, kiedy nastąpi ten przełom - zależy od nas.

                                                                                                     Ja mam zamiar się zaszczepić. Ale tylko przez telefon. Tak, jak mnie leczą, tak będę się szczepił
 
W Y S Z U K I W A R K A
Dwie próby generalne przed Covid - 11.09.2001 w NYC oraz 10.04.2010 pod Smoleńskiem, w Moskwie i... Drukuj Email
Wpisał: Marek Tomasz Chodorowski, Tomasz Pernak   
19.02.2021.

Dezinformacja to jest dokładnie to, co ma nas ostatecznie zniewolić

i pogrzebać żywcem.


Dwie próby generalne przed Covid - 11.09.2001 w NYC oraz 10.04.2010

pod Smoleńskiem, w Moskwie i w Warszawie.

========================

Z książki: Marek Tomasz Chodorowski, Tomasz Pernak

Dziennik czasu zarazy, wyd. Bolinari, dostępna w internecie, od 27 zł


SARS-CoV-2 to jedno, socjotechniczne zmagania ze społeczeństwami Zachodu drugie.

Postawiono przed nami do wyboru opcje:

- wirus był i jest prawdziwy, zmutował w sposób naturalny i bez ingerencji człowieka,

- wirus był i jest prawdziwy, ale powstał w laboratorium,

- wirus był i jest prawdziwy, niejasne jest, jak powstał, za to jest jasne, że

wszystkie stopniowo uwalniane mutacje będą służyły do manipulacji

politycznej i społecznej,

- wreszcie są i tacy, którzy od początku twierdzili z przekonaniem,

że żadnego wirusa nigdy nie było, a wszystko, czego staliśmy się uczestnikami i świadkami, to była wyłącznie jedna wielka mistyfikacja. Mistyfikacja służąca glajszachtowaniu i totalnemu zniewalaniu społeczeństw Zachodu.

Odrzucam wariant ostatni, z którego wynika, że żadnego wirusa od początku nie było, a jeżeli nawet był, to tylko wirus grypy, jakich mnóstwo mutuje w przyrodzie i których potencjał do zabijania jest każdego roku podobny. Ostatni wariant wymagałby bowiem zatrudnienia tak wielu aktorów i aktorek, i to na całym świecie, tak wielu ludzi zakłamanychdo szpiku kości - naukowców, lekarzy, sanitariuszy i pielęgniarek, polityków i ekspertów - że uformowanie równie potężnego międzynarodowego zespołu, nauczenie setek tysięcy ludzi ról, wreszcie utrzymanie gigantycznej mistyfikacji w tajemnicy, uważam za niemożliwe. Brak wirusa tak niesłychanie podnosi koszty spektaklu, który obserwujemy, że niewątpliwie tańsze było wyprodukowanie i uruchomienie odpowiedniego wirusa. Reszta działa się i dzieje niejako sama.

Odrzucam również wariant pierwszy, o prawdziwości którego przekonuje nas zdecydowana większość naukowców występujących w mediach. A to dlatego, że nie ufam w 100% współczesnym mediom. Co więcej twierdzę, że przeciętnie inteligentny człowiek nie może im zaufać, nie wolno mu, byłoby to nieodpowiedzialne. Czy panowie naukowcy słyszycie, jakie głupstwa w telewizji i w niezliczonych rozgłośniach, często wygadujecie? Naturalny wirus, ponieważ białka zainstalowane w tym wirusie są zbyt inteligentne i zbyt dobrze skorelowane z ludzkimi?

Oczywiście, możemy się domyślić, że politycy sugerują naukowcom dyskrecję. Tylko że politycy udzielają tego typu sugestii wyłącznie z powodu własnego infantylizmu. Opowiem to może na polskim przykładzie.

- Po raz pierwszy posłuchaliście ich, panowie naukowcy, gdy po zbrodni z 10.04.2010 roku kojarzonej ze Smoleńskiem pogodziliście się od ręki z ich absurdalną decyzją pt. „niczego społeczeństwu nie mówimy”.

Od tej decyzji polityków rozpoczął się psychologiczny oraz cywilizacyjny zjazd polskiego społeczeństwa w dół. Prawda zniknęła, w jej miejsce weszło mentalne zniewolenie na wszystkich szczeblach drabiny społecznej i nieograniczony brak odpowiedzialności rządzących oraz opozycji. W każdej sprawie i bez względu na rodzaj popełnianych przestępstw czy zbrodni. Po czym rozpoczął się - wówczas tylko w Polsce - festiwal kolejnych pochówków, ekshumacji i powtarzania pochówków. Jakiś upiorny cyrk, którego nikt nawet nie próbował społeczeństwu wytłumaczyć, ani nikt nie poniósł z tego tytułu najmniejszej choćby odpowiedzialności. Sekwencja informacji w mediach była wówczas taka: polscy funkcjonariusze uczestniczyli w Moskwie w przygotowywaniu zwłok oraz w uroczystym umieszczaniu zwłok w trumnach, następnie polscy politycy rządzący podjęli decyzję - bez uzasadnienia - o nieotwieraniu trumien w Polsce, bo niby muszą szybko (dlaczego?) odbyć się pogrzeby, pogrzeby odbywały się bez wymaganych aktów zgonu, czyli bez podstawy formalnej pozwalającej uznać kogoś za osobę zmarłą, ale nikt już nie wyjaśniał, na jakiej podstawie prawnej dochodziło w Polsce do pogrzebów, a tak naprawdę do grzebania zalutowanych trumien o nieznanej zawartości; po wielu miesiącach polscy funkcjonariusze stwierdzili na podstawie przysłanych przez Rosjan aktów zgonu, że nie bardzo wiadomo, jaka jest prawdziwa przyczyna śmierci osób uznanych za zmarłe, jaka jest zawartość pogrzebanych, w Moskwie zalutowanych trumien oraz kogo i gdzie pochowano; zarządzono najpierw kilka ekshumacji, po których opinia publiczna była informowana niezwykle oszczędnie, po nich odbyło się kilka powtórzonych pogrzebów, następnie zarządzono kilkanaście ekshumacji, znowu bez żadnej informacji kierowanej do opinii publicznej o ich wynikach, po których powtórzono kolejnych kilka pogrzebów, wreszcie zapadła - po 6 latach - decyzja o ekshumacji wszystkich trumien, jakie przybyły do Polski z Moskwy, ale o wynikach tych ekshumacji oraz o zakresie prowadzonych badań nikt opinii publicznej nigdy nie informował. „Niczego społeczeństwu nie mówimy” obowiązywało w dalszym ciągu. Polacy obserwowali w milczeniu i bez żadnej wiedzy zgodną współpracę rządzących i opozycji w realizacji tego jednego wspólnego zamiaru. Niczego nikomu nie mówimy, ale - co najważniejsze - nikt nigdy nie będzie za nic odpowiadał. Rządzący i opozycja obiecali sobie wieczny immunitet na wszystko, śledztwa w sprawie przyczyn śmierci 96 osób ze szczytów polskiego, politycznego establishmentu świecznika nie ukończono do dzisiaj.

Tymczasem 9 lat wcześniej, 11.09.2001 roku, przećwiczono wariant równoczesnego mordowania i ogłupiania społeczeństwa na całkowicie niedoświadczonej - jeżeli chodzi o bycie zniewalaną - społeczności Nowego Jorku. Z punktu widzenia reszty świata Nowy Jork jest daleko, dlatego problem z zagadką 11.09. pozostawiliśmy Amerykanom. I to oni, a dokładniej nowojorczycy, polegli pierwsi.

10.04.2010 i w kolejnych latach sprawdzono już wariant równoczesnego mordowania i ogłupiania społeczeństwa w Polsce, w kraju doświadczonym komunizmem, z pamięcią pokolenia „Solidarności”, dla którego pojęcie prawdy stało się głównym postulatem. Dlatego po tych dwóch próbach generalnych można było dokonać odsłony globalnej. Skoro Amerykanie zostali już mentalnie sparaliżowani i skoro Polacy, to znaczyło tylko jedno - sparaliżować można wszystkich; wszystkie społeczeństwa na globie. A świat podda się bez specjalnych protestów całkowitemu, oczywiście stopniowo wprowadzanemu, zniewoleniu.

Po 10.04.2010 zadecydowali zatem za was naukowców i za nas społeczeństwo infantylni konformiści, wieczne lizusy - obywatele i równocześnie politycy najmniej świadomi i dojrzali, a zdecydowali tak, bo w gruncie rzeczy próbowali w ten sposób ukryć własne tchórzostwo, własny konformizm i nierzadko własną podłość. No i ukryli.

Wróćmy jednak do naszego, wciąż aktualnego, wirusa i jakże aktualnej pandemii. Otóż ze wszystkich analiz wyłaniają się wyłącznie dwie możliwości - albo wirus powstał i został zaprogramowany w sposób sztuczny, po czym uwolniono go, prawdopodobnie w dwóch szczepach mutacyjnych, albo wariant drugi - wirus był prawdziwy, powstał i został zaprogramowany w sposób sztuczny, w tej wersji również w minimum dwóch szczepach mutacyjnych, tylko że jego termin aktywności również został zaprogramowany i dlatego w pewnym momencie jego aktywność dobiegnie na naszych oczach końca. Nie zdziwmy się zatem, gdy nagle okaże się, że tego wirusa już nie ma. Był i jakby zniknął. Wirus miał przecież odegrać swoją rolę wyłącznie w przeprogramowaniu funkcjonowania społeczeństw, w dokonaniu kilku istotnych przesunięć na mapie geopolitycznej globu oraz w wykonaniu kilku największych operacji finansowych i taką rolę w najbliższych tygodniach spełni. A gdy spełni, przestanie być potrzebny. Tylko że nawet gdyby wirus przestał być reżyserom historii potrzebny, to niewątpliwie w dalszym ciągu potrzebna będzie dezinformacja. Tak było po 11.09.2001 i identycznie to przebiegało po 10.04.2010 roku, czyli po zamachu - przez nieustalonych do dzisiaj sprawców i w całkowicie do dzisiaj nieustalony sposób - na niemal całą polską elitę. Stolarz posiada swój młotek, pianista fortepian, malarz swój pędzel ale reżyser historii - czyli manipulant, mściwa bestia i finansista w jednym - dezinformację. Której twardo się trzyma i trzymał jej się będzie zawsze.

Mieliśmy zatem dwie próby generalne przed zaplanowanymi wydarzeniami z początku roku 2020-tego - 11.09.2001 w NYC oraz 10.04.2010 pod Smoleńskiem, w Moskwie i w Warszawie.

W pierwszej próbie testowano stopień penetracji oraz podporządkowania „niedefiniowalnym” siłom amerykańskich służb wywiadowczych, amerykańskich mediów i amerykańskich polityków. A ponieważ pierwsza próba, ze służbami amerykańskimi w roli głównej, wypadła zadowalająco, zaś poziom dezinformacji w mediach amerykańskich i światowych w sprawie przyczyn i przebiegu „ataku na WTC i Pentagon” przebił kosmos, zdecydowano się na próbę drugą, tym razem z udziałem całego polskiego społeczeństwa. Współczesne polskie społeczeństwo było dla reżyserów historii do pewnego stopnia zagadką, co świadczyłoby z jednej strony o tym, że panowie naszej cywilizacji mieszkają od Polski daleko, z drugiej zaś - że mają głęboką pamięć historyczną związaną z Polakami i przed zorganizowaniem tego wszystkiego, co obserwujemy w roku 2020-tym, woleli sprawdzić, jakie są nasze - spadkobierców Powstania Warszawskiego - współczesne reakcje. W tej drugiej próbie testowano zatem zwykłych Polaków, a czołową rolę w pacyfikowaniu nas i w paraliżowaniu naszych sposobów myślenia mieli odegrać ci co zawsze - tzw. „polskie” służby specjalne działające na umowę zlecenie, z dodatkiem polskich polityków wszystkich opcji oraz polskich mediów.

Niestety, wstrzymany na prawie tydzień ruch lotniczy w całej Europie, zamrożone wszystkie lotniska i pasażerowie na tych lotniskach - co dokonało się po 10 kwietnia 2010 roku - nie otrzeźwiły Polaków. Nie wywołały głębszej refleksji, nie zmusiły nikogo do namysłu, przeszły niemal niezauważone. Polacy zostali przez socjotechników - posługujących się Andrzejem Wajdą oraz ludźmi Michnika - podzieleni na dwa wrogie obozy, równie szybko podstawiono obydwu grupom społecznym odpowiednich „przywódców” oraz odpowiednie „autorytety”, po czym cyrk medialny nie tylko nie osłabł, ale wręcz się nasilił i przyjmował coraz bardziej abstrakcyjne formy. Okazało się, że dzisiejszych Polaków można okłamywać brutalnie, bezczelnie, codziennie, bez cienia finezji, a nawet bez zwracania uwagi na pozory. Wystarczyło wcześniej tychże Polaków podzielić i ustawić ich przeciwko sobie. Następnie obdarzyć obydwa zwalczające się obozy silnymi, skrajnie sprzecznymi emocjami. Gdy ognisko emocji dogasało, natychmiast uruchamiano jeden z tercetów egzotycznych - opozycyjny lub prorządowy. W tym drugim przypadku Michnika z jakimś dyżurnym Żydem silącym się na bycie intelektualistą, do pary z kolejnym żydowskim eksponatem z okolic Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, czyli polskiego Wolanda, a przy nim Fagota-Korowiowa, - osobnika z kilkoma nazwiskami i „naukowca” z PAN-u w jednym - z kotem Behemotem do towarzystwa. Charakterystyczne dla „ustawek” XXI wieku było przede wszystkim to, że egzotyczny tercet prorządowy miał już zawsze, tym razem na scenie umieszczonej po przeciwnej stronie widowni, swój egzotyczny odpowiednik opozycyjny; w identycznym zresztą składzie, z opozycyjnym Wolandem, opozycyjnym Fagotem-Korowiowem oraz z opozycyjnym, dlaczegóżby nie, kotem Behemotem. A ponieważ Polacy w drugiej próbie generalnej, przeprowadzonej 10 lat wcześniej, potwierdzili swój stan pełnej już podatności na socjotechniczną manipulację, w tym na toporne, siłowe, pozbawione jakiejkolwiek finezji kłamstwo, zostawało nam czekać na akt ostatni. Na wiosnę 2020 roku. Niestety, za ten ostatni spektakl poważną cenę zapłacą tym razem nie tylko Polacy. To już nie jest tylko polski „Smoleńsk”.

W tej chwili jeszcze nie wiemy, czy sensowne byłoby omawianie tych wszystkich technik dezinformacyjnych, jakie uruchamiane były i w dalszym ciągu będą na życzenie światowych reżyserów przez lokalne służby specjalne, lokalnych polityków i przez lokalne media we wszystkich punktach globu. Uruchamiane rzadko - jak choćby w początkach roku 2020-tego - ale zawsze w zaskakująco podobny sposób we wszystkich krajach równocześnie.

Spójrzmy przez moment na owo wieczne powtarzanie - przez reżyserów historii - tych samych zestawów manipulacyjnych, składających się z:


  1. dezinformacji saute, uderzającej czymkolwiek i w kogokolwiek; dlatego że jej celem nigdy nie było przekonanie kogoś do czegoś, jej celem było od zawsze wywołanie w nas widzach mentalnego zagubienia i poczucia chaosu. Przykładem takiej dezinformacji mogłaby być choćby hipoteza, uporczywie podtrzymywana przez wiele platform blogerskich i przez wielu internetowych „intelektualistów”, jakoby wirusa dawno już nie było, ponieważ w gruncie rzeczy nie było go nigdy. W tej wersji zamiast groźnego wirusa mieliśmy do czynienia wyłącznie z kolejną mutacją wirusa grypy oraz z totalną dezinformacją, połączoną z równie wielką manipulacją, a o kolejnej mutacji zwykłej grypy z niewielką „śmiertelnością” nie będziemy przecież w poważnym gronie rozmawiać. 


- dezinformacji „naukowej”, kierowanej przez „autorytety” w stronę prostych ludzi zagubionych w obliczu tego, co się stało; takim rodzajem dezinformacji jesteśmy bombardowani za pośrednictwem mediów, przy czym nie zawsze dezinformacja naukawa musi być wcześniej planowana.

W większości ten typ dezinformacji wynika z bezmyślności, z głupoty bądź nonszalancji panów naukowców. Po prostu, pan/pani naukowiec bredzi nieprzytomnie, nie zdając sobie sprawy z tego, że to robi. Wystarczy zatem zapraszać odpowiednich prelegentów oraz wcześniej odfiltrowane „autorytety” - tą nieprzeliczalną w skali globalnej armię Fagotów- Korowiowów - do studia, by poziom bredni utrzymywać na stałym i z góry zaplanowanym pułapie. Żyjemy bowiem w czasach, w których każde z mediów mainstreamowych, sympatyzujących z dowolną stroną sceny politycznej, posiada ustalony z góry poziom absurdu. Redaktorzy prowadzący, publicyści i wszelkie pozostałe dziennikarskie hieny dobrze ów poziom znają i starają się ustalonych wcześniej reguł nie łamać. Pierwszą ofiarą ich zawodowej solidarności staje się zawsze prawda.

- Dezinformacji naukowej kierowanej z samego środka świata nauki w stronę pozostałych naukowców; przy czym do tej pory wystarczyło, że pod dezinformacją naukową podpisał się jakiś naukowiec z jednego z czołowych ośrodków amerykańskich czy brytyjskich, a dezinformacja zamieniała się z automatu w prawdę objawioną. W taki oto sposób wirus wyhodowany w konkretnych amerykańskich (i w jednym chińskim) ośrodkach stał się - jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki - naturalnie zmutowanym wirusem pochodzenia odzwierzęcego, zmutowanym na łuskowcach, czy innych nietoperzach.

Ot magia.

Niezwykle podobna do tej z uderzeniem potężnego Boeinga w amerykański Pentagon 11.09.2001 roku, czy z równie pamiętną rzekomą „katastrofą” polskiego prezydenckiego Tupolewa rankiem 10.04.2010 roku.

Zmieniony ( 19.02.2021. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.