Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 127 gości
S T A R T arrow Kościół arrow Kazania Księdza Jana arrow Stultorum infinitus est numerus
Thursday 28 January 2021 14:42:00.31.
migawki
 

31.01.2021 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

                                 30.01.2021 Kielce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

My obecnie zachowujemy się często jak w ariergardzie pobitej armii, a przecież to Awangarda Zwycięstwa, kiedy nastąpi ten przełom - zależy od nas.

To całe aj-waj o szczepieniach celebrytów celowe: By ludziki poczuły zazdrość i zaczęły się pchać do szczepień.

rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz: "mówimy o pewnym zbiegu czasowym zgonu i szczepienia".

Ja mam zamiar się zaszczepić. Ale tylko przez telefon. Tak, jak mnie leczą, tak będę się szczepił.

Była "pomroczność jasna", teraz jest "dobrowolność obowiązkowa"

Skuteczność penicyliny nie została udowodniona w kontrolowanych badaniach klinicznych, lecz w praktycznym jej stosowaniu w leczeniu rannych żołnierzy podczas II wojny światowej.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Stultorum infinitus est numerus Drukuj Email
Wpisał: Ks. Jan Jenkins   
11.10.2007.

Ks. Jan Jenkins

Stultorum infinitus est numerus   [Ecclesiates 1,15]

            Drodzy Czytelnicy, wszelkie informacje, jakie do nas nieustannie docierają, powinny nakłonić nas do bardziej dogłębnego studiowania naszego katechizmu. Każdego dnia zalewani jesteśmy fałszywymi doktrynami, zwłaszcza w kwestiach dotyczących religii. Niech nas nie dziwi, że świat nie rozumie Chrystusa Pana! Już św. Paweł powiedział: „Gdyż i sekty być muszą, aby się wśród was ujawnili ci, co są wypróbowani” (1 Kor 11,19). Wydaje się więc być rzeczą użyteczną śledzenie tego, co pisze się na łamach współczesnej prasy oraz interpretowanie bieżących wydarzeń w świetle naszego katechizmu. Staniemy się w ten sposób silniejsi i bardziej czujni w stosunku do tych, którzy wypaczają naszą wiarę.

„Liczba głupców jest niepoliczona”, mówi Pismo św. „a nierozumni trudni są do poprawy” (Eccl.1,15). Możemy więc być pewni, że nigdy nie zabraknie materiałów do naszego comiesięcznego artykułu!

W tym miesiącu zajmiemy się tekstem, który ukazał się w piśmie Choisir, miesięczniku wydawanym przez jezuitów w Genewie. Zauważmy, że pismo to przyjęło nazwę „Choisir”, co po francusku znaczy „wybierać”. Jest to odpowiednik greckiego „hairein”, od którego z kolei pochodzi słowo „hairetikos” – „heretyk”, termin, którym można śmiało określić redaktorów owego pisma!

Przejdźmy jednak do samego artykułu.

W numerze 522 wspomnianego miesięcznika znajdujemy artykuł o Eucharystii, zatytułowany Dire la messe [Odprawiać Mszę] autorstwa ks. Michaela Salamolarda, osobistości dobrze znanej szwajcarskim mediom. Niemal każde zdanie tego tekstu prosi się o komentarz, skoncentrujmy się jednak jedynie na kilku perełkach pokazujących, że autor artykułu nie ma absolutnie intencji wyznawania wiary katolickiej, pomimo posiadanego dyplomu ​z teologii:

„[Termin] Transubstancjacja nie ma sensu poza systemem Arystotelesa, który nie jest już filozofią wyznawaną przez większość nam współczesnych. Pragnienie wyjaśnienia przemiany chleba i wina stało się powodem [formułowania] twierdzeń, które były prawdziwe w obrębie tej filozofii, ale są absurdalne poza nią. Mówi się, że konsekrowany chleb nie jest już chlebem, pomimo dowodów na to, że jest przeciwnie” (Choisir nr 522, s. 15).

Jest to język używany przez wielu współczesnych ludzi. Ich celem jest „wyzwolenie” doktryny katolickiej z terminologii, która została w przeszłości usankcjonowana przez Tradycję. Pragną „oddzielić” Boskie Objawienie od pojęć filozoficznych, którymi posługiwali się niegdyś Doktorzy Kościoła. Pojęcia te, jak twierdzą, są „zewnętrzne” w stosunku do Objawienia. Ich zdaniem powinniśmy zadowolić się terminologią Biblii oraz Ojców Kościoła. Dogmaty, „oczyszczone

z tych zewnętrznych elementów, staną się w ten sposób bardziej otwarte dla tych, którzy odeszli od jedności Kościoła. Wedle tej mrzonki trzeba jedynie zredukować doktrynę katolicką do owych „zasadniczych faktów”, by mogły one stać się „w pełni przyswajalne” przez świat współczesny, przez co urzeczywistniona zostanie jedność będąca celem ekumenizmu.

Dlatego właśnie tak wielu współczesnych ludzi trzyma się historycznego znaczenia słów. Sam fakt, że pewne słowo używane było w doktrynalnym konflikcie jest dla nich wystarczającym powodem, by je odrzucić jako adekwatne wyjaśnienie pewnej rzeczywistości nadprzyrodzonej; w przeciwnym wypadku – według nich – jedność doktrynalna (zniszczona przez konflikt) nigdy nie zostanie odbudowana. Dla współczesnego teologa możliwe jest, a nawet konieczne, usuwanie z naszego słownictwa wszelkich „zatrutych konotacji”. Czytelnicy Choisir wzywani są więc do odejścia od posługiwania się terminem transsubstancjacja:

„Sposób mówienia o Eucharystii, a nawet pojęcie transsubstancjacji oraz filozofia, która je zrodziła, znaczenie posiłku i zgromadzenia, doświadczenie obecności, związek pomiędzy symbolem a rzeczywistością, muszą zostać skonfrontowane z naszą współczesną kulturą. Jest to wielkie zadanie, do którego przyczynić się mogą wszystkie wyznania chrześcijańskie poprzez wkład ich wrażliwości oraz różnych tradycji teologicznych - zamiast okopywania się na swoich pozycjach”. (op.cit. 14).

Moderniści wierzą bowiem, że słowa nie mogą wyrazić prawdy Objawienia. Według nich, historyczne czy filozoficzne uwarunkowania słowa (znana) są ważniejsze niż (nieznana) rzeczywistość, którą ono wyraża. Prawda zastępowana jest więc „dialogiem” - można powiedzieć, że rodzi się ona z dyskusji pomiędzy owymi „tradycjami teologicznymi”. Pojęcie czy znaczenie posiłku (Ostatniej Wieczerzy) musi zostać skonfrontowane ze współczesną wrażliwością, a w ten sposób w jakiś sposób uformowana zostanie prawda. To ekumeniczne podejście prowadzi nas do kompletnego relatywizmu, a nawet negacji wszelkich dogmatów. Pozostaną jedynie „tradycje teologiczne”, mające mało lub zgoła nic wspólnego z rzeczywistością.


 

Nikt nie neguje faktu, że terminologia Kościoła i słownictwo, jakiego używał on dla wyrażenia depozytu Objawienia, zmieniały się na przestrzeni wieków. Nawet Doktorzy Kościoła i scholastycy różnili się między sobą w metodach i sposobie mówienia, nie jest to jednak dla nas niczym zaskakującym. Język, jak wszystko co ludzkie, zdolny jest do udoskonalania. Na tym właśnie polegała praca wszystkich Doktorów Kościoła na przestrzeni wieków – na ustaleniu precyzyjnej terminologii zdolnej do przekazywania nam prawdziwego znaczenia tego, co Bóg nam objawił. I to nie w oparciu o jakieś efemeryczne systemy filozoficzne, ale o prawdziwą wiedzę o rzeczach stworzonych. Kościół nie może nauczać swojej doktryny posługując się fałszywą filozofią. Bóg jest autorem wszelkiej prawdy, naturalnej i nadprzyrodzonej; a nadprzyrodzoność buduje na naturze oraz ją udoskonala. Co więcej, skoro Kościół zdefiniował dogmat, jest on z konieczności niezmienny, jak tego naucza I Sobór Watykański (sesja IV).

Tak więc, wzgarda dla „philosophia perennis” Kościoła i terminów, które składają się na definicje objawionej doktryny, oznacza de facto wzgardę dla władzy nauczycielskiej Kościoła, a nawet wskazuje na odejście od wiary katolickiej. Autor cytowanego artykułu wyznaje niekiedy wiarę katolicką, jednak opierając się na błędnej podstawie, posługując się językiem, którego nie używał nigdy żaden Doktor Kościoła. Oto przykład: „Normalnym podejściem do tajemnicy Eucharystii jest doświadczenie posiłku. Wynika to jasno ze słów Chrystusa, wypowiedzianych właśnie podczas posiłku: ’bierzcie i jedzcie’, ‘bierzcie i pijcie’ (...) Posiłek wymaga obecności jedzących (...)” (op.cit. 15).

Jaki rodzaj obecności miał ma myśli tych słów autor? Jak kontynuuje: „Obecność danej osoby wobec innej wyrażana jest przez słowa, które są wymieniane”. Słowa Pana Jezusa odnaleźć można w Ewangelii – ale obecność Zbawiciela w Jego słowach jest czymś całkowicie różnym od Jego fizycznej i substancjalnej obecności. Słowa wypowiadane przez osobę, nawet najbardziej wzruszające, nie implikują w sposób konieczny jej fizycznej obecności. Na przykład nagrana rozmowa czy relacjonowanie wydarzeń z przeszłości, nie implikują fizycznej obecności rozmówców. Owe słowa autora tekstu są w praktyce bardzo dalekie od nauki Soboru Trydenckiego, który definiował, iż Zbawiciel jest obecny w konsekrowanych postaciach „w całości, prawdziwie i rzeczywiście”.

Można by dodać, że Ostatnia Wieczerza nie była jedynie wymianą słów, nie była nawet posiłkiem we właściwym znaczeniu tego słowa. Sama żydowska pascha nie była posiłkiem, ale świętym obrzędem (Ex 13,5). Była uroczystością, która wymagała siedmiu dni przygotowań (Ex 13,6-7), była świętym znakiem (Ex 13,9). Pascha, podczas której Pan Jezus ustanowił Eucharystię nie była posiłkiem, ale spożyciem paschalnego baranka, złożonego w ofierze (Ex 12,11-12) podczas świętego obrzędu ustanowionego przez samego Boga, jako wspomnienie wyzwolenia żydów z niewoli egipskiej (Ex 23,16). Każdy Izraelita miał obowiązek uczestniczyć w niej każdego roku (Ex 23,17).

Tak więc Chrystus Pan nie ustanowił Eucharystii podczas posiłku – przeciwnie, ustanowił ten obrzęd jako znak wyrażający w istocie ofiarę, jakiej dokonał na Kalwarii. Stąd całkowitym błędem jest mówienie, że „Normalnym podejściem do tajemnicy Eucharystii jest doświadczenie posiłku”. Eucharystia ustanowiona została podczas świętego obrzędu, który sam w sobie był pamiątkową ofiarą składaną na upamiętnienie wyzwolenia z niewoli, która była symbolem grzechu.

Widzimy więc, jak bardzo autor wspomnianego artykułu oddalił się od wyjaśnienia prawdziwej natury Eucharystii, opierając swe wyjaśnienie na pojęciu posiłku. Gdzie jest więc ofiara Chrystusa? Jak Eucharystia może uobecniać ofiarę Krzyża, czego nauczali wszyscy Doktorzy Kościoła? Naszemu autorowi nie brak pomysłowości:

„W sercu każdego posiłku znajduje się życie, które ofiarowane jest i które staje się pożywieniem dla życia innych: roślina czy też żywe zwierzę jest ‘ofiarowane’. Staje się chlebem, ziarnem, wołowiną, winem, które utrzymują nas przy życiu” (op.cit. 15).

Co dziwne, autor nie czyni żadnej wzmianki o grzechu. Czyni to celowo, ponieważ jak twierdzi, słowu „’ofiara’ nadano znaczenie związane z jurydycznymi koncepcjami zbawienia (zastępcze wynagrodzenie), które przez długi czas dominowało w Kościele, opanowanym przez doloryzm” (op.cit 14-15). Pisze również w przypisie, że „wielką zasługą Franciszka Ksawerego Durwella było przywrócenie w roku 1950 równowagi”. Co najmniej bezczelnym jest twierdzenie, że do momentu pojawienia się modernistycznych teologów Kościół trzymał się uporczywie „nieobiektywnej” idei Eucharystii. Nawet baranek paschalny, który był jedynie symbolem Zbawiciela, ofiarowany był za zbawienie innych – drzwi domów musiały zostać oznaczone jego krwią, aby pierworodne potomstwo mogło uratować się od gniewu anioła śmierci (Ex 12,23).

Ktoś mógłby jednak powiedzieć, że z analogii przedstawionej przez autora wyciągnąć można wniosek, iż Pan Jezus „staje się dla nas chlebem”. Niestety, po raz kolejny spotyka nas rozczarowanie! Czym jest wedle niego ofiara Chrystusa? Czy jest to ofiara Jego Ciała i Krwi? Nie.

„Każdy pokarm jest metaforą użytą na oznaczenie miłującej obecności, której głód nieustannie odczuwamy. Ci, którzy ‘ofiarują się’ za nas, w rzeczach wielkich lub małych, czynią ofiarę z samych siebie, ze swego czasu, swych zajęć, swej życzliwości (...) aż do całkowitego daru z życia. Karmimy się stale ‘duchową ofiarą’” (op.cit. 16).

Owa „duchowa ofiara”, która „karmi nas” jest pojęciem tak mętnym, że może wyrażać absolutnie wszystko. Chrystus mógłby być wedle tych słów obecny w sposób wyłącznie duchowy. Chleb i wino byłyby zmieniane duchowo, ale nie substancjalnie. Byłyby jedynie „metaforą” Jego (Chrystusa) obecności. Czy autor tego tekstu został protestantem? Wydaje się on jednak osłabiać tę śmiałą metaforę, przyznając, że we Mszy: „Celebrowany jest, uobecniany i staje się pokarmem całkowity dar Chrystusa w Jego śmierci i zmartwychwstaniu” (op.cit.16). Dalej pisze on: „Obecność ofiarowanego oraz chleba nie są względem siebie obce: w każdej obecności jest dążenie do karmienia osoby kochanej i wszelki pokarm ożywia dane życie. W Eucharystii obecność i pokarm, występujące zwykle oddzielnie, połączone są w prawdzie” (op.cit.16).

Czy wyraża w ten sposób doktrynę Kościoła? Niestety nie. Mówi jednak, to prawda, że „ani prawa fizyki ani chemii, zaprawdę nic nie może być przeszkodą dla Jego obecności, gdziekolwiek pragnie być obecny”. Być może te słowa autora odnoszą się do transubstancjacji lub cudownej przemiany chleba, w kolejnym ustępie spotyka nas jednak następne rozczarowanie:

„Jednak oczywiście musi to być rozumiane wedle logiki egzystencjalnej, relacyjnej i duchowej! ‘Rzeczywista obecność’ Chrystusa na przykład w winie nie miałaby sensu pomimo Jego słów (czystej metafory) ‘Ja jestem krzewem winnym’”.

Zmartwychwstały nie daje się nam w konsekrowanym chlebie i winie, wedle słów autora „Natura Chleba Eucharystycznego nie jest zmieniona, ale uwznioślona. Chleb ten pozostaje chlebem; co więcej, tylko on jest prawdziwie chlebem (...)” (s.17).

Jednak Sobór Trydencki, definiując wiarę katolicką, której wyznawanie konieczne jest do zbawienia, naucza nas:

„Jeśliby ktoś przeczył, że Ciało, Krew, Dusza i Bóstwo naszego Pana Jezusa Chrystusa, a w konsekwencji cały Chrystus obecny jest prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie w sakramencie Najświętszej Eucharystii; ale mówi, że jest On tam jedynie jako znak czy figura czy poprzez swoją moc, nich będzie wyklęty” (sesja XIII, kan.1).

Uczy też: „Jeśliby ktoś mówił, że substancja chleba i wina pozostają w Najświętszym Sakramencie Eucharystii, razem z Ciałem i Krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa oraz zaprzeczał wyjątkowej i cudownej przemianie całej substancji chleba w Ciało oraz całej substancji wina w Krew, po czym pozostają jedynie akcydensy chleba i wina, przemianie, którą Kościół katolicki nazywa najsłuszniej transsubstancjacją: niech będzie wyklęty” (sesja XIII, kan.2).

Tak więc, Drodzy Czytelnicy, niech nas nie zwiodą nowinki autora oraz jego sposób wyjaśniania tajemnicy Najświętszej Eucharystii. Kościół już zdefiniował, jaka jest prawdziwa natura tego skarbu, który pozostawił nam Chrystus Pan. Byłoby głupotą poszukiwać innych teorii i doktryn, będących jedynie wyrafinowanymi kłamstwami. Czy nasz autor przyznaje przynajmniej, że jego doktryna nie jest katolicka, że nie naucza on wiary katolickiej?

Uważajmy więc, kiedy czytamy tego rodzaju artykuły. Niekiedy współcześni teologowie usilnie starają się „wyglądać tradycyjnie”, aby przypodobać się tym, którzy „zdystansowali się od Kościoła ze względu na niedawne reformy liturgii”. W rzeczywistości nie posiadają oni już oni wiary katolickiej, ponieważ odrzucają autorytet Kościoła i terminologię, jaką posługuje się on w swym nauczaniu. Nawet kiedy używają tradycyjnego słownictwa, czynią to w innym sensie, niż czyni to Kościół. Nie używają słów dla wyrażenia prawdy, ale dla opisania „wrażliwości teologicznej”. Moderniści wyznają po prostu inną wiarę, wiarę, która nie jest wiarą katolicką.

Uważają nawet, że wiara ta lepsza jest od wiary tradycyjnej. Nasz autor mówi to wyraźnie:

„Na przestrzeni wieków, doświadczenie to zubażane było przez zredukowaną koncepcję misterium paschalnego. II Sobór Watykański był potrzebny, by rzucić światło na tę tajemnicę i ukazać ją w jej pełni. W skutek tego możliwe jest obecnie mówienie o Eucharystii w sposób odmienny” (op.cit.15).

Jan Kalwin wyraził to znacznie lepiej: „post tenebras, lux”. Jaka to hańba, znajdować takie słowa w oficjalnym piśmie jezuitów! Iluż jezuitów rozesłał św. Ignacy po całym świecie, by nauczali wiary zdefiniowanej na Soborze Trydenckim! Św. Edmund Campion oddał życie za tę prawdę, podobnie jak niezliczona rzesza męczenników. Jednak ks. Salomolard uważa inaczej, twierdząc, że czyni to świetle dokumentów Vaticanum II. Przynajmniej w tym jest uczciwy!

Ks. Jan Jenkins

Zmieniony ( 11.10.2007. )
 
« poprzedni artykuł
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.