Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 59 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow HISTORIE ponure, których skutki się wloką. arrow Rachunek sumienia. Pycha... głupota... lekkomyślność ...
Tuesday 20 April 2021 07:08:41.32.
migawki
Lumen Christi gloriose resurgentis dissipet tenebras cordis et mentis

Chwalebne światło Chrystusa zmartwychwstałego rozproszy ciemności serca i umysłu

Odbierzcie to, co ponadnaturalne, a zostanie to, co nienaturalne. Chesterton.

Są ludzie, którzy tak boją się śmierci, że rezygnują z życia.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Rachunek sumienia. Pycha... głupota... lekkomyślność ... Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
08.04.2021.

 

 

Rachunek sumienia. Pycha... głupota... lekkomyślność ...

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4931

8 kwietnia 2021

Piszę ten felieton w Wielki Czwartek, w przeddzień Wielkiego Piątku, kiedy to powinniśmy zrobić sobie rachunek sumienia. Nie chodzi o grzechy osobiste, bo – jak śpiewał Stanisław Sojka – są one „ciągle te same i nudne”, więc pewnie – co zauważył Franciszek ks. de La Rochefoucauld – tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego. Chodzi mi raczej o grzechy polityczne, a właściwie jeden, o którym za chwilę.

Tego grzechu bardzo wielu grzeszników nie zauważa w momencie popełniania, ale on oczywiście jest, o czym można się przekonać po skutkach, jakie wywołuje. Pewnej wskazówki dostarcza też katechizm, a zwłaszcza katalog grzechów głównych. Jak wiadomo, na pierwszym miejscu jest tam pycha. Co to jest, ta pycha? Najłatwiej ją zdefiniować poprzez jej przeciwieństwo, to znaczy – poprzez pokorę. Pokora polega na tym, żeby widzieć siebie takim, jakim się jest, ani lepszym, ani gorszym. Inaczej mówiąc, pokora jest inną nazwą mądrości - nazwą ideału starożytnych mędrców, którzy radzili, żeby poznać samego siebie. Jeśli tedy pycha jest przeciwieństwem pokory, a pokora jest mądrością, to znaczy, że pycha jest tylko elegancką nazwą starej, poczciwej głupoty. W tej sytuacji lepiej rozumiemy, dlaczego została ona umieszczona na pierwszym miejscu wśród grzechów głównych. Powiadają bowiem, że głupota ludzka jest tak wielka, że można ją porównać tylko z cierpliwością Boską.

Problem jednak w tym, że do głupoty prawie nikt nie chce się przyznać, co nie jest zaskakujące, bo przecież gdyby dureń zorientował się, że jest durniem, to w tej samej chwili przestałby nim być. Jest odwrotnie, co zresztą zauważył wspomniany książę de La Rochefoucauld, że nikt nie jest zadowolony ze swojej fortuny, każdy – ze swego rozumu.

Zadowoleni z niego są zwłaszcza tak zwani „młodzi, wykształceni z wielkich miast”, absolwenci rozmaitych akademii pierwszomajowych i wyższych szkół gotowania na gazie. Nie można powiedzieć, żeby byli oni całkiem pozbawieni rozumu, co to, to nie. Przeciwnie – charakterystyczny dla nich jest pewien rodzaj mądrości, który nazywamy sprytem i tupetem. Spryt i tupet sprawiają, że garną się oni zwłaszcza do dziennikarstwa i przemysłu rozrywkowego, stając się „gwiazdami” i „celebrytami”. Ja w środowisku celebrytów z branży rozrywkowej nie mam specjalnego rozeznania, natomiast w środowisku dziennikarskim – owszem. Takiego „młodego wykształconego” stosunkowo łatwo rozpoznać, zwłaszcza kiedy prowadzi rozmowę z zaproszonym gościem. Normalny dziennikarz stara się dowiedzieć od rozmówcy, co on myśli na ten, czy inny temat, natomiast młody, wykształcony, stara się przede wszystkim udowodnić czytelnikom, słuchaczom, czy widzom, że jest od swojego rozmówcy mądrzejszy i tak naprawdę to wezwał go na obsztorcówę. Toteż pokrzykuje na niego i sztorcuje za udzielanie niepoprawnych odpowiedzi, podobnie jak ubecy, którym nie zależało na prawdzie, tylko na statystyce, więc dążyli do tego, żeby delikwent się przyznał do przewinień, jakie mu tam akurat przypisali. Dlatego, jeśli już ktoś lekkomyślnie skorzysta zaproszenia na taką rozmowę, to dla higieny psychicznej, a także – wywołania pewnego efektu komicznego, powinien taką „gwiazdę” za każdym razem scenicznym szeptem pytać, jak brzmi poprawna odpowiedź, a potem głośno powtarzać ją do kamery, czy mikrofonu.

Ale głupota nie chodzi samopas, tylko przeważnie w towarzystwie lekkomyślności. I to jest właśnie ten grzech polityczny, który powinniśmy uwzględnić w rachunku sumienia jako „suwerenowie” - ot tacy, co to przyszli skontrolować szpital w Toruniu. Popełniamy masowo ten grzech zwłaszcza podczas wyborów parlamentarnych, udzielając swego poparcia bezmyślnie, siłą inercji, albo jeszcze gorzej – kierując się zaufaniem do szefów politycznych gangów, którzy stręczą nam wtedy swoich faworytów. No a potem wychodzi jak zawsze i na przykład Wielce Czcigodna Klaudia Jachira sztorcuje drużynę polskich piłkarzy, że nie uklęknęli na stadionie przed jakimiś Murzynami, którym poprzewracało się w głowach. To nie jest jej wina; z jakichś niepojętych przyczyn taką ją Pan Bóg stworzył i na to już nic nie można poradzić. Ale 6434 warszawskich suwerenów, którzy udzielili jej poparcia, powinno zostać skrupulatnie przebadanych przez specjalne konsylium weterynarzy, czy przypadkiem nie zaatakowała ich polska mutacja koronawirusa, przy której traci się węch, smak, pieniądze i firmę. Niestety tajność głosowania uniemożliwia ich identyfikację, wskutek czego zarazki głupoty zbierają swoje żniwo z szybkością płomienia.

Nie omijają one nawet osób z korzeniami, czego najlepszym dowodem jest niejaka pani Masza Gessen, która dla „New Yorkera” napisała wypracowanie, jak to Polacy wymordowali 3 miliony Żydów. Pani Masza od razu stała się sławna i ambasador Rzeczypospolitej w Waszyngtonie zaprosił ją do „Auschwitz” - jeszcze nie wiemy, czy jako turystkę, pensjonariuszkę, czy może SS-Aufseherin – żeby wybić Polakom z głowy wszelkie uprzedzenia, a winnych ukarać do dziesiątego pokolenia. Odkrycie pani Maszy spowodowało pewien dysonans poznawczy w środowiskach naszych żydowskich przyjaciół, którzy skrytykowali ją, że za dobrze chciała. Mianowicie przy pomocy „kłamstwa” chciała „obronić prawdę”, która polega na tym, że Polacy nie wymordowali trzech milionów Żydów, a tylko dwa – co i tak wystarczy za pozór uzasadnienia roszczeń odnoszących się do „własności bezdziedzicznej”, więc pani Masza najwyraźniej przedobrzyła, chociaż oczywiście chciała jak najlepiej.

Nie da się tego powiedzieć o ks. prof. Tadeuszu Guzie, który został oskarżony przez czujną na wolność słowa „Gazetę Wyborczą”, że wypowiedział się na temat mordów rytualnych. To znaczy – nie tyle za to, że się wypowiedział, bo przecież red. Michnik dałby sobie wyrwać serce z piersi w obronie wolności wypowiedzi, tylko za to, że wypowiedział się w sposób nie tylko nie zatwierdzony do wierzenia, ale nawet zakazany. Toteż na KUL natychmiast zebrała się Komisja Dyscyplinarna, żeby obmyślić jakieś surowe kary dla księdza profesora, ale umorzyła sprawę, stwierdzając, że ksiądz Guz tylko „zasygnalizował nierozstrzygnięte ciągle naukowe zastrzeżenia do tego problemu”.

Na takie dictum zawrzała gniewem poska Rada Chrześcijan i Żydów, która wcześniej naskarżyła na prof. Guza do KUL i pan Zygmunt Stępiński, dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin” stwierdzając, że w tej sytuacji on „milczeć nie może”. To oczywiste; nie po to dostał taką posadę, żeby „milczał”, tylko żeby podnosił klangor, jak tylko ktoś wypowiada się w sposób nie zatwierdzony. Wszystko zatem jest jasne, może z wyjątkiem tego, dlaczego „Gazeta Wyborcza” podnosi klangor akurat teraz, skoro cała sprawa miała miejsce przed trzema laty? Ale i to nie jest trudne do wyjaśnienia; myślę, że z tych samych powodów, dla których pani Masza opublikowała akurat teraz swój knot w „New Yorkerze”.

Chodzi oczywiście o list, jaki w marcu br. sekretarz stanu Naszego Najważniejszego Sojusznika skierował do Światowej Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego z gorącym poparciem dla roszczeń dotyczących własności bezdziedzicznej. Najwyraźniej padł rozkaz rozpoczęcia propagandowego przygotowania artyleryjskiego, na które rząd „dobrej zmiany” nie ma żadnej odpowiedzi, toteż skwapliwie chowa się za murami epidemii zbrodniczego koronawirusa.

A przecież można było sprawę przeciąć już w roku 2018, uchwalając ustawę o zapobieganiu rabunkowi Rzeczypospolitej, która zobowiązywałaby Radę Ministrów do oświadczenia, że Polska żadnym roszczeniom odnoszącym sie do własności bezdziedzicznej nie zadośćuczyni i przewidywała surowe kary za złamanie albo próbę obejścia tego zakazu.

Ale chociaż rząd „dobrej zmiany” jakimści sposobem przekonał pana posła Rzymkowskiego, żeby się nawet od swojego projektu odciął i uznał go za „niepotrzebny”, to pan Robert Bąkiewicz zebrał pod nim 200 tys. podpisów i skierował do Sejmu jako projekt obywatelski. Ale po skierowaniu go do pierwszego czytania w lutym ub. roku Sejm – jak napisał portal „Oko-press” - wprawdzie nie odrzucił żadnego z „barbarzyńskich projektów”, ale utkwiły one w „zamrażarce” i kto wie, czy nie przeleżą tam do końca kadencji w roku 2023, chyba, że skończy się ona wcześniej.

Czy w tej sytuacji wyznawcy Naczelnika Państwa nie powinni przeprowadzić rachunku sumienia, czy przypadkiem nie dopuścili się grzechu lekkomyślności? Taka refleksja wszczętej przez środowiska żydowskie akcji nie powstrzyma, ale przynajmniej stwarza szanse zrozumienia, w jaki sposób przyłożyli rękę nie tylko do rabunku państwa, ale nawet samych siebie.

Zmieniony ( 08.04.2021. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.