Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 68 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Izabeli Falzmannowej 2011 arrow Mycie szaletów i własność
Monday 19 November 2018 08:20:06.26.
W Y S Z U K I W A R K A
Mycie szaletów i własność Drukuj Email
Wpisał: Izabela Falzmannowa   
07.04.2011.

Mycie szaletów i własność

Izabela Falzmannowa

 Przez kilkadziesiąt lat byliśmy właścicielami wszystkiego i niczego. Nasze były huty i fabryki, ulice i kamienice, ale bez zgody dozorcy nie mogliśmy nawet posadzić bratków na trawniku. Jak się to skończyło wszyscy wiemy.

Ideolodzy transformacji ustrojowej przekonywali przekonanych, że własność prywatna jest lepiej zarządzana niż własność uspołeczniona. Z gorliwością neofity traktowali własność prywatną jako panaceum na wszelkie bolączki upadłej gospodarki.

Kiedy protestowano przeciwko wyprzedawaniu za grosze majątku narodowego dowodzili, że każda rzecz ma cenę równowagi- czyli taką, jaką w danej chwili można za nią uzyskać.

To fakt. W pewnym okresie, jak twierdził mój ojciec, ceną równowagi bochenka chleba w Oświęcimiu był brylant. Ojciec wiedział, co mówi, gdyż był więźniem karnej kompanii w tym obozie.

 

Domorośli teoretycy w rodzaju Janusza Lewandowskiego, zachwalając własność prywatną usiłowali jednocześnie nas do niej zniechęcić. Własność prywatna to wielki kłopot, to ogromna odpowiedzialność- twierdzili. W całej swej szlachetności gotowi byli zdjąć z naszych barków upiorny ciężar posiadania. Polacy powinni żyć z pracy najemnej - obwieścił Janusz Lewandowski mniej więcej wtedy, gdy toczyło się przeciwko niemu postępowanie w sprawie prywatyzacji. Już 10 lat wcześniej mój znajomy z paryskiej Kultury widział miejsce Polaków w szaletach przy cudzych autostradach.

 

Jeden z dyskutantów na tym portalu ( zdzichu z Polski) [To na innym portalu, u mnie nie ma komentarzy automatycznie wpisywanych. Na szczęście. md] czuje się jak panisko w hoteliku w Austrii czy w Hiszpanii, gdy sprząta po nim młoda córka właścicielki i uważa, że jest to argument w dyskusji. Zapewniam go, że jeżeli ta pani nie jest właścicielką, a tylko osobą prowadzącą pensjonat, zrobi wszystko, żeby nie być do końca życia sprzątaczką. Wprawdzie, żadna praca nie hańbi, ale najemną sprzątaczkę bardzo łatwo wymienić na nowszy, bardziej wydajny model.

 

Wiele lat temu pracowałam na wyścigach jako jeździec amator. Wywoziłam gnój, słałam boksy, czyściłam konie, dźwigałam worki z owsem. Choć bardzo lubię pracę przy koniach, nie przyszło mi do głowy zatrudnić się na stałe w charakterze chłopca stajennego. Kiedy teraz pomagam w stajni widzę, jak kiepskie mam tempo pracy. Wątpię czy ktoś zatrudniłby mnie jako pracownika najemnego. Chłopcy stajenni z czasów mojej młodości są teraz w większości trenerami i właścicielami stajni. Niektórym się nie udało i dobrze poznali rozkosze bycia wolnym najmitą. Mało wydajni ( przepukliny, skoliozy i inne choroby zawodowe), przeganiani od stajni do stajni, harują za 20-40 złotych dziennie ( taki jest rynek pracy na wyścigach) i przeklinają zły los ( albo alkohol), który nie pozwolił im stać się właścicielami.

 

Jako osoba naiwna zadaję sobie również pytanie, dlaczego amerykańscy Żydzi zabiegają o zwrot kamienic warszawskich ( swoich i nie koniecznie swoich)? Poco im kłopot i odpowiedzialność? Przecież w Stanach nie brakuje chyba szaletów do mycia?

 

W 85 roku pewien rolnik z okolic Pradal we Francji, z którego psem myśliwskim zaprzyjaźniłam się kosztem befsztyka, pokazywał mi swoją wytwórnię kozich serów i winnicę. Okazało się, że nie wie nawet, kto jest prezydentem Francji i kto merem Paryża. Mam to dokładnie w nosie – powiedział. Byłam zachwycona. Uważałam, że to wspaniałe zajmować się własnymi sprawami, a nie bez przerwy- jak Polacy- polityką. Teraz na polu znajomego gniją winogrona, których nie wolno zebrać rolnikom nawet na własne potrzeby. Pod szyldem UE powrócono do gospodarki nakazowo rozdzielczej. Mój znajomy jeździ do Paryża obrzucać polityków zgniłymi owocami. Jak na razie ratują go dopłaty. Pomimo tych dopłat nienawidzi UE ze wszystkich sił.

 

My też mamy swoje doświadczenia ze współczesną gospodarką planową. Przyjęliśmy dyktat Unii w sprawie kwotowania cukru i wyzbyliśmy się cukrowni. Ich właściciele sprowadzają teraz surowiec ze swoich krajów. Nie wstydzą się kryterium narodowego własności. Polscy plantatorzy pobankrutowali. Utrzymują się dzięki systemowi dopłat i demoralizujących rent strukturalnych i zdrowotnych, które na wsi zadziwiająco łatwo uzyskać. Za kilka lat UE wycofa się ( i słusznie) z dopłat dla rolnictwa. Zbiegnie się to( zupełnie przypadkiem) z uwolnieniem w Polsce handlu ziemią. Oduczeni gospodarowania ludzie będą sprzedawali ziemię na życie. Potem staną z czapką w ręku pod bramą bauera licząc, że im pozwoli wymyć ubikację.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.