Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 71 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Izabeli Falzmannowej arrow Wyścigi , Służewiec, a umysłowość bufetowej
Friday 20 July 2018 14:21:37.25.
W Y S Z U K I W A R K A
Wyścigi , Służewiec, a umysłowość bufetowej Drukuj Email
Wpisał: Izabela Falzmannowa   
20.11.2007.
Izabela Falzmannowa

            ......Połączenie ignorancji z prostackim resentymentem rządzi Hanną Gronkiewicz Waltz usiłującą za wszelką cenę zlikwidować Wyścigi Konne w Warszawie i przeznaczyć ich teren pod stadion, budownictwo mieszkaniowe czy cokolwiek innego. Zbudowany w 1938 roku tor wyścigowy w Warszawie jest najpiękniejszy w Europie i powinien być uznany w całości za zabytek klasy „O”. Nie ma sensu przenoszenie toru „gdzieś za Piaseczno”, bo jak wiadomo (tak twierdzą znawcy przedmiotu Anglicy) tor układa się około 100 lat. Wyścigi konne nie są - jak chcieliby niektórzy - rozrywką niedobitków ziemiaństwa. Wyścigi to jedyna forma selekcji rasowych koni pełnej i czystej krwi. Bez selekcji nie ma hodowli, a hodowla koni rasowych - czy się to komuś podoba czy nie - będzie się rozwijać, bo sport jeździecki całkowicie się zdemokratyzował i wszędzie w Europie uprawia go coraz więcej osób. Wyścigi to źródło pewnych dochodów. Przynosiły dochód państwu nawet za komuny. Tylko połączenie wyjątkowej głupoty i złej woli czynią je obecnie przedsięwzięciem deficytowym.

Izabela Falzmannowa

Wyścigi , Służewiec, a umysłowość bufetowej

            Żołnierze sowieccy wyzwalający Polskę nie tyle od niemieckiego okupanta, co - ich zdaniem - od władzy obszarników i burżuazji, niszczyli wszystko, co stanęło na ich drodze, kierowani szczególnym resentymentem. Nie mogli znieść jakichkolwiek przejawów kultury, w której nie było im dane uczestniczyć. Ginęły rasowe psy i konie zastrzelone dla żartu - nie z głodu -przez pijanych wyzwolicieli. Płonęły meble i księgozbiory wrzucane do pieca z nienawiści do książek i antyków, a nie z braku opału.

            Po wojnie w zrabowanych prawowitym właścicielom dworach i pałacach urządzono izby porodowe, urzędy, wiejskie szkoły i gminne mieszkania. Ich użytkownicy nie potrafili na ogół docenić faktu, że dane im jest mieszkać czy uczyć się w pięknych zabytkowych wnętrzach. Z irracjonalną mściwością tak długo dewastowali powierzone im przez ludową sprawiedliwość dobra kultury aż doprowadzili je do wyglądu czworaków, z których się wywodzili.

            Zabytkowe kamienice w Śródmieściu Warszawy, Krakowa i wielu innych miast celowo zasiedlano ludźmi wykorzenionymi (najdelikatniej mówiąc) w nadziei, że rozsypią się same jak dwory i pałace. Władze chętnie pomagały dziełu dewastacji, rozbierając co piękniejsze obiekty, jak na przykład secesyjną kamienicę naprzeciwko Dworca Centralnego. Odsłonięte po rozbiórce obskurne podwórko dotąd „upiększa” wielkomiejski pejzaż Śródmieścia. Na Ziemiach Zachodnich i Mazurach wysadzano bez żadnego sensu poniemieckie dwory i pałace jak na przykład pałac w Pomiałkach nad Jeziorakiem w okolicy Iławy.

            Paradoksem jest, że dla reliktów ziemiańskiej i mieszczańskiej kultury materialnej najgorsze okazały się czasy po 89 roku. Wtedy dokończono dzieła ich zniszczenia. Wyjaśnienie jest proste - warstwa ziemiańska i mieszczańska zostały tak spauperyzowane, że nawet ci, którzy odzyskali zrabowane przez komunę obiekty (a dodajmy, że to wyjątki) nie byli w stanie ich utrzymać i konserwować. Los obiektów sprzedawanych bogatym inwestorom jest niepewny. Wielu z nich przebudowuje je według własnego gustu bezpowrotnie zabijając ich ducha. Choć ziemiaństwa i mieszczaństwa (według terminologii marksistowskiej - obszarników i burżujów) jako wyodrębnionych warstw społecznych już dawno nie ma, resentymenty pozostały. Bogaci nabywcy mieszkań w starych warszawskich kamienicach z lubością wyrzucają na śmietnik listy, książki i meble pozostałe po zmarłych poprzednich mieszkańcach. Nie chcą nawet słuchać, że mogliby niektóre z tych przedmiotów wykorzystać lub sprzedać z pokaźnym zyskiem. „Po co mi czyjeś dziady, wezmę projektanta wnętrz i kupi wszystko, co trzeba” - usłyszałam od takiego nuworysza, gdy usiłowałam go nakłonić żeby nie łamał pięknego stoliczka, który nie mieścił się do kontenera. Poza ignorancją widzę tu jedyne wyjaśnienie - podświadomą nienawiść do form życia, które były tym ludziom z różnych przyczyn niedostępne, które były dla nich symbolem ich wykluczenia i które nieświadomie odbierają jako obrazę. Doświadczyła tego znajoma, która na własny koszt i własnymi rękami zamieniła obskurne, brudne podwórko w żoliborskiej kamienicy w kwitnący ogród. Zamiast wdzięczności spotkała się z taką eksplozją nienawiści ze strony sąsiadów, że musiała się wyprowadzić. Jej ukochane hiacynty i ozdobne krzewy zostały wyłamane, wydeptane i wypalone kwasem. Sąsiedzi, całkowicie niezgodnie z jej intencjami, odebrali jej działania jako obrazę, jako chęć wywyższania się. Uważali, że - jak powiedziałby Gombrowicz - sadzi kwiatki przeciwko nim.

            Podobne połączenie ignorancji z prostackim resentymentem rządzi Hanną Gronkiewicz Waltz usiłującą za wszelką cenę zlikwidować Wyścigi Konne w Warszawie i przeznaczyć ich teren pod stadion, budownictwo mieszkaniowe czy cokolwiek innego. Zbudowany w 1938 roku tor wyścigowy w Warszawie jest najpiękniejszy w Europie i powinien być uznany w całości za zabytek klasy „O”. Nie ma sensu przenoszenie toru „gdzieś za Piaseczno”, bo jak wiadomo (tak twierdzą znawcy przedmiotu Anglicy) tor układa się około 100 lat. Wyścigi konne nie są - jak chcieliby niektórzy - rozrywką niedobitków ziemiaństwa. Wyścigi to jedyna forma selekcji rasowych koni pełnej i czystej krwi. Bez selekcji nie ma hodowli, a hodowla koni rasowych - czy się to komuś podoba czy nie - będzie się rozwijać, bo sport jeździecki całkowicie się zdemokratyzował i wszędzie w Europie uprawia go coraz więcej osób. Wyścigi to źródło pewnych dochodów. Przynosiły dochód państwu nawet za komuny. Tylko połączenie wyjątkowej głupoty i złej woli czynią je obecnie przedsięwzięciem deficytowym.

            Wyścigi to poza tym niepowtarzalna atmosfera, którą tworzą zabytkowe budynki, piękne zwierzęta i ludzie toru. Pomysł zlikwidowania tej struktury aby ją gdzieś odtworzyć ma taki sam sens jak pomysł zabicia człowieka i odtworzenia go z uzyskanych części. Jak pomysł zburzenia Wilanowa i odbudowania go gdzieś za Koluszkami, gdzie ziemia jest tańsza.

            Czym różni się obraz powiedzmy Rafaela od jego kopii tak doskonałej, że aby rozstrzygnąć kwestię jej autentyczności przeprowadza się badania izotopowe wieku płótna na którym została namalowana? Przede wszystkim ceną. Cena natomiast jest związana z wiekiem obrazu i jego autentycznością, a nie z efektem wizualnym, który przy dobrej kopii jest dokładnie taki sam jak przy oryginale. Płacimy za unikalność, za czas i ducha artysty zaklęte w płótnie. Ci, którzy palili pałace, meble i książki nie walczyli przecież z drewnem i papierem. Usiłowali zabić ducha czasów obecnego w tych meblach i papierach nawet jeżeli tego sobie nie uświadamiali. Komuniści zamieniali kościoły w magazyny nie z praktycznych lecz symbolicznych względów. Chcieli obrazić wiernych, zabić w ten sposób ducha wiary. Ich głupota i resentymenty pozbawiły nasz kraj wielu skarbów kultury. Nie pozwólmy aby głupota i resentymenty zniszczyły tak wspaniały zabytkowy obiekt jakim są Wyścigi. Tym wspanialszy, że żyjący autentycznym życiem.

            P.S. Zwracam się personalnie do pana ?ukasza Abgarowicza, senatora P O. Panie ?ukaszu, przed laty był pan wspaniałym młodym trenerem. Rozumie pan doskonale specyfikę Wyścigów i zna ich wartość. Co się z panem stało? Dlaczego nie broni pan Wyścigów przed niszczycielską pasją swej partyjnej koleżanki?

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.