Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 7 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow SMOLEŃSK po 10.IV.11 arrow Wokół hipotezy 15 m
Wednesday 20 January 2021 04:32:31.31.
migawki
 

My obecnie zachowujemy się często jak w ariergardzie pobitej armii, a przecież to Awangarda Zwycięstwa, kiedy nastąpi ten przełom - zależy od nas.

To całe aj-waj o szczepieniach celebrytów celowe: By ludziki poczuły zazdrość i zaczęły się pchać do szczepień.

Ja mam zamiar się zaszczepić. Ale tylko przez telefon. Tak, jak mnie leczą, tak będę się szczepił.

Yes! Yes! Yes! Polska ma pierwszą kobietę GMO! POLSKA WIELKI PROJEKT rozpoczęty!  

Była "pomroczność jasna", teraz jest "dobrowolność obowiązkowa"

Skuteczność penicyliny nie została udowodniona w kontrolowanych badaniach klinicznych, lecz w praktycznym jej stosowaniu w leczeniu rannych żołnierzy podczas II wojny światowej.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Wokół hipotezy 15 m Drukuj Email
Wpisał: Free Your Mind,   
23.08.2011.

Wokół hipotezy 15 m

 

Zwolennicy „hipotezy piętnastu metrów” (nazwa autorstwa P. Jakuckiego), a więc takiej koncepcji, że tupolew uległ zniszczeniu nad Siewiernym w powietrzu, a następnie spadł na ziemię - nie biorą pod uwagę jednego podstawowego zagadnienia: ruskim zamachowcom chodziło nie tylko o eliminację fizyczną osób uznawanych przez Kreml za wrogie (na pewno też celem nie był wyłącznie polski Prezydent), ale też o to, by uzyskać bezcenne łupy, czyli natowski sprzęt. Pisałem o tym już w połowie maja 2010 r. (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2010/05/piraci-terrorysci-i-czekisci.html), odwołując się do opublikowanego w „Washington Times” tekstu B. Gertza, który wymieniał straty poniesione 10-go Kwietnia przez NATO w dziedzinie przeróżnych danych Sojuszu Północnoatlantyckiego (zakodowane plany obrony, dane personalne etc.) (http://www.washingtontimes.com/news/2010/may/13/inside-the-ring-86422687/), jak wiemy wszak Ruscy uzyskali dostęp do telefonów, komputerów, notatników i innych przedmiotów, które mieli przy sobie podróżujący w prezydenckiej delegacji wojskowi, przedstawiciele BBN i sam Prezydent. Gdyby planowano wyłącznie wysadzenie nadlatującego samolotu, czyli po prostu unicestwienie ludzi lecących na uroczystości katyńskie, zamachowcom wystarczyłoby dokonanie „poremontowego” sabotażu na pokładzie i doprowadzenie do wypadku lotniczego, po którym np. eksplodowałoby paliwo. Jeśli zaś planowano wziąć łupy warte więcej niż kilka lat pracy kretów ulokowanych w strukturach NATO (już pomijam takie drobne „trofea”, jak zegarki czy pieniądze), to należało zaatakować delegację w taki sposób, by samolot właśnie zniszczeniu nie uległ, a więc, by w trakcie zamachu do żadnego pożaru czy eksplozji nie doszło, gdyż wtedy destrukcja objąć mogłaby telefony, laptopy, notatniki, bagaże itd.

Załóżmy jednak dzisiaj, że zamachowcom chodziło tylko o ludzi, a łupy uzyskali niejako przypadkowo – zostawmy więc kwestię tego, co udało się Ruskom zagarnąć (i to tak sprawnie, że przed przybyciem z Katynia polskich borowców, których zadaniem byłoby m.in. zabezpieczenie tego typu cennych przedmiotów). Zostawmy także na chwilę hipotezę dwóch miejsc, czyli maskirowki na Siewiernym oraz problem dwóch samolotów, na które mogła zostać rozdzielona delegacja i rozważmy kilka zagadnień.

Czy gdyby doszło do eksplozji, to samolot mógłby się obrócić? Przy rozpiętości skrzydeł blisko 38 m (dokładnie 37,55) to taki całkowity obrót na tak niskiej wysokości wydaje się zgoła nieprawdopodobny – samolot raczej, przechyliwszy się gwałtownie, spadłby na prawe lub lewe skrzydło, krusząc je całkowicie, a częścią wypuszczonego podwozia zaryłby się w głąb grząskiej ziemi (ewentualnie jedno ze skrzydeł by się złamało przy obrocie, ale drugie byłoby całe, o ile, co już wstępnie przyjęliśmy, nie doszłoby do wybuchu paliwa i wielkiego pożaru). No bo chyba nie zakładamy, że z wysokości 15 m spadłby na wypuszczone podwozie – bierzemy przecież pod uwagę wygląd szczątków, które pokazane są 10 Kwietnia na Siewiernym i o których to szczątkach opowiadali polscy świadkowie (ruskie zeznania leśnych dziadków nas w tej chwili nie interesują). Jak więc wyjaśnić ten wygląd szczątków i schemat ich rozkładu, jeśli samolot na wys. 15 m nie mógł „lądować w położeniu plecowym” (nie widać śladów na pobojowisku po takim obrocie), że się posłużę technicznym określeniem gen. Parulskiego?

Musielibyśmy „uruchomić wyobraźnię”, jak zalecał dziennikarzom tenże gen. Parulski i założyć dodatkowo, że tupolew już dokonując rekonesansu pogodowego nad lotniskiem, zaczął się, zgodnie z legendami smoleńskimi, ostro przechylać na jedno ze skrzydeł, a więc, że załoga straciła panowanie nad maszyną (wprawdzie spreparowane w Moskwie „zapisy CVR” nie wskazują na to, by piloci zgłaszali usterkę, ale mniejsza z tym, przyjmijmy, iż zaszło to tak szybko, że się nie zdążyli zorientować), ta zaś maszyna już na wysokości tychże 15 m była w pozycji, w której eksplozja doprowadziłaby do, by tak rzec, „dalszego obrócenia” statku powietrznego i w rezultacie jego „dachowania”, że się wyrażę językiem kierowców. Mamy tu przynajmniej dwie możliwości dalszego scenariusza wydarzeń (nie chcę zbytnio komplikować scenariusza): 1) tupolew spada natychmiast po obróceniu i rozpada się na boki, jak surowe jajko, 2) tupolew jest rozpędzony do tego stopnia, że spadające części jeszcze koziołkują dalej, ryjąc ziemię i niszcząc roślinność.

W pierwszym przypadku schemat rozkładu szczątków powinien być zupełnie inny niż na Siewiernym. Tupolew tak czy tak swym ciężarem wbiłby się w ziemię (byłby dół) i leżałby odwrócony na skruszonym kadłubie, ale wtedy cały spód samolotu byłby, sądzę, w jednym kawałku - mniej więcej jak na zdjęciu wraku po katastrofie tupolewa 154 w styczniu 1993 w New Delhi powyżej [w oryginale, zob. ! md]. Nie byłoby więc rozrzucenia szczątków takiego, jak widzimy na „powypadkowych zdjęciach” ze Smoleńska.

Wspomniana przeze mnie katastrofa tupolewa w Indiach jest o tyle wartym przywołania „zdarzeniem lotniczym”, że nie tylko samolot podczas problemów z lądowaniem uderzył skrzydłem w jakieś lotniskowe instalacje i uległ obróceniu, ale też, co po wyglądzie wraku z trudem można byłoby stwierdzić, NIKT spośród 152 pasażerów i 13-osobowej załogi po tym wypadku, mimo zapalenia się samolotu, NIE ZGINĄŁ (http://dgca.nic.in/accident/acc93.pdf s. 5: „On 9th January, 1993 TU-154 aircraft No. 85533 wet leased by Indian Airlines from Uzbekistan Airways was operating flight IC-840 from Hyderabad to Delhi. The aircraft was being flown by Uzbeki operating crew and there were 165 persons on board including the crew. The aircraft touched down slightly outside the right edge of the runway, collided with some fixed installations on the ground, got airborne once again and finally touched down on kutcha ground on the right side of the runway. At this stage the right wing and the tail of the aircraft broke away and it came to rest in an inverted position. During the process, the aircraft caught fire and was destroyed. Most occupants of the aircraft escaped unhurt. Six persons suffered either limb fracture or other serious injuries while 45 persons suffered injuries of a minor nature.”). Oczywiście, były osoby ranne, ale podkreślam, nikt nie zginął.

W drugim natomiast przypadku można by przyjąć, że schemat rozkładu szczątków na Siewiernym z grubsza wygląda „prawdopodobnie”, gdyż części tupolewa torowałoby sobie z impetem drogę „na różne strony”. No ale wtedy ślady tego torowania byłyby widoczne dla każdego, kto przybyłby na miejsce katastrofy. Abstrahuję od takich kwestii jak rozsypane fotele, bagaże i ciała, ponieważ od tych kwestii abstrahuje też, niestety, „hipoteza 15 m”. Kawałki samolotu poważnie zryłyby ziemię, sponiewierałyby drzewa i krzewy, tworząc krajobraz, jak po przejściu porządnej nawałnicy – a zarazem same te koziołkujące części wytarzane byłyby kompletnie w błocie, roślinności, śmieciach, paprochach etc. Nic takiego ani na pobojowisku, ani na częściach wraku na Siewiernym „po katastrofie” nie widać.

Dlaczego zatem te szczątki na smoleńskim lotnisku (na zdjęciach) tak wyglądają jak wyglądają? Z prostego powodu. Przypomnijmy sobie dość zgodne w jednej podstawowej kwestii relacje olbrzymiej większości świadków: wygląd wraku jest taki, że nikt nie miał prawa przeżyć”. Taki właśnie efekt chcieli uzyskać Ruscy podczas makabrycznej inscenizacji na Siewiernym. „Jeden rzut oka” osoby nadbiegającej miał wystarczyć za całą akcję poszukiwawczo-ratowniczą, która „z oczywistych względów” miała się wydać zupełnie „niepotrzebna”. Niepotrzebna też była jakaś specjalna akcja przeciwpożarowa, bo i pożaru akurat, szczęśliwym dla Rusków zrządzeniem losu, nie było. Jedyne, co było naprawdę potrzebne, to błyskawiczne posprzątanie „miejsca wypadku”.

 

http://www.baaa-acro.com/Photos%20d'accidents%201993.htm

http://freeyourmind.salon24.pl/304267,zamach-tak-ale-czy-na-siewiernym

http://freeyourmind.salon24.pl/312715,wokol-hipotezy-z-katastrofa-na-siewiernym

http://freeyourmind.salon24.pl/332113,podstawowe-problemy-zwiazane-z-wypadkiem-smolenskim  

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.