Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 47 gości
S T A R T arrow JOW-młot na partyjniactwo arrow Jak bogacą się Brytyjczycy... arrow Gdyby poseł Kozak był Anglikiem: o polskich absurdach wyborczych
Sunday 08 December 2019 11:58:09.28.
W Y S Z U K I W A R K A
Gdyby poseł Kozak był Anglikiem: o polskich absurdach wyborczych Drukuj Email
Wpisał: Rebeliantka   
15.09.2011.

Gdyby poseł Kozak był Anglikiem: o polskich absurdach wyborczych cd.

Rebeliantka http://rebeliantka.nowyekran.pl/post/26653,gdyby-posel-kozak-byl-anglikiem-o-polskich-absurdach-wyborczych-cd

Wybory do Sejmu w Polsce, to prawdziwa katorga dla kandydatów i wielkie utrudnienia dla wyborców w dokonaniu rzeczowego wyboru. Porównajmy polski kodeks wyborczy z ordynacją i praktyką wyborczą w systemie anglosaskim.


Obecna kampania wyborcza do Parlamentu RP ujawniła dobitnie potężne trudności, z którymi zmagają się kandydaci pragnący ubiegać się o miejsca w Zgromadzeniu Narodowym.

Trudności te konstytuuje zarówno Kodeks Wyborczy, jak i praktyka funkcjonowania Państwowej Komisji Wyborczej i podległych jej Komisji Okręgowych.

W poprzedniej notce pisałam o barierach w rejestracji kandydatów do Sejmu i Senatu. W Wlk. Brytanii wystarczy zebrać 10 podpisów poparcia podczas rejestracji kandydatów do Izby Gmin, w Polsce muszą być tworzone specjalne komitety wyborcze, przy czym „niepartyjne” - aby być zarejestrowanymi przez PKW - muszą zebrać 1000 podpisów popierających ich obywateli.  Następnie kandydaci do Sejmu muszą dodatkowo zgromadzić 5 tysięcy podpisów na listach poparcia, aby móc się zarejestrować w komisjach okręgowych. Dla kandydatów do Senatu liczba koniecznych do zebrania podpisów wynosi 2000.

Trudności z rejestracją są potęgowane przez „woluntarystyczne” działania komisji wyborczych, które w sposób dowolny oraz bez jednoznacznych ustawowych sankcji za „dowolność” w działaniu, kwalifikują podpisy poparcia jako ważne lub nieważne. W tym roku wiele decyzji Komisji Wyborczych jawiło się jako wysoce wątpliwych. Kilka Komitetów Wyborczych złożyło skargi i zawiadomienia o przestępstwie PKW. W jednym przypadku Sąd Najwyższy uznał – w wyniku złożonej skargi - decyzję PKW o odmowie rejestracji komitetu wyborczego za niezasadną, uznając iż PKW w sposób niezgodny z Konstytucją kwalifikowała głosy poparcia jako nieważne. Więcej tutaj oraz w innych notkach na blogach Łażącego Łazarza i Pawła Pietkuna.

Niektóre pokrzywdzone komitety wyborcze występują w tym roku o powtórzenie czynności wyborczych, ustalenie nowego terminu wyborów i rzeczowo dowodzą, że – wobec już popełnionych przez PKW „błędów” czy też przestępstw – tegoroczne wybory nie mogą być ważne (źródło – jak wyżej: blogi Łażącego Łazarza i Pawła Pietkuna).

Woluntaryzm działania Komisji Wyborczych jest ułatwiony przez istnienie wielu luk prawnych w Kodeksie Wyborczym oraz niekonstytucyjność wielu jego rozwiązań (bliższe dane: źródło – jak wyżej).

Obecny Kodeks Wyborczy jest absurdalny z punktu widzenia czynnego i biernego prawa wyborczego. Stawiam tezę, że Kodeks ten radykalnie komplikuje kandydatom prowadzenie kampanii wyborczej, w tym dotarcie z wystarczającą informacją wyborczą do zainteresowanych, a wyborcom skrajnie utrudnia dokonanie rzeczowego wyboru. Nadto nie zapobiega - w wystarczającym stopniu - błędom podczas zliczania oddanych przez wyborców głosów.

Moim zdaniem Kodeks jest niezgodny z Art. 96 ust. 2 Konstytucji.

Poseł Zbigniew Kozak z PiS i wyborcy w okręgu  do Sejmu nr 26

Bariery stwarzane przez polski Kodeks Wyborczy przedstawię na przykładzie trudności, które musi pokonać  kandydat do Sejmu w w okręgu nr 26 - bardzo aktywny poseł PiS z Gdyni – Zbigniew Kozak.

Jak wiadomo, wybory do Sejmu w Polsce odbywają się w systemie proporcjonalnym  w  nierównych pod względem wielkości, dużych,  wielomandatowych (od 8 do 20) okręgach wyborczych. Próg ustawowy wynosi 5% dla pojedynczych partii, 8% dla koalicji wyborczych i jest ustanowiony na poziomie krajowym. Do obsadzenia jest 460 mandatów, a ich przydział odbywa się przy użyciu metody d'Hondta. Wyborcy oddają jeden głos preferencyjny na wybraną listę wyborczą.

W Wielkiej  Brytanii wybory do Izby Gmin odbywają się w systemie większościowym w jednomandatowych niewielkich okręgach wyborczych (około 70 tysięcy mieszkańców). Nie istnieją żadne progi wyborcze. Do obsadzenia jest 650 mandatów Member of Parliament. Wyborcy oddają jeden głos na jednego wybranego kandydata.

Porównajmy parę danych:

Okręg Nr 26, z którego kandyduje poseł Zbigniew Kozak (dane z tego roku):

  • Granice okręgu: powiaty bytowski, chojnicki, człuchowski, kartuski, kościerski, lęborski, pucki, słupski, wejherowski, Miasta na prawach powiatu: Gdynia, Słupsk oraz obwody głosowania na polskich statkach morskich
  • Liczba mieszkańców: 1 178 950
  • Liczba wyborców: 929 897  
  • Mandatów: 14
  • Liczba komitetów, które zarejestrowały listy: 7
  • Liczba kandydatów ze wszystkich list: 188
  • Liczba mieszkańców przypadająca na 1 mandat: 84 210
  • Liczba wyborców przypadająca na 1 mandat: 66 424
  • stosunek liczby wyborcy/mieszkańcy 78,87%

Wielka Brytania – wielkości średnie

  • Średnia liczba mieszkańców w okręgu: ok. 70 000
  • Mandatów do obsadzenia: 1
  • Średnia liczba kandydatów przypadająca na 1 mandat: 5-6

Wyciągnijmy wnioski. Poseł Kozak ma kilkunastokrotnie „gorzej” niż jego odpowiednik w Wielkiej Brytanii. Składa się na to wiele okoliczności.

Kilkunastokrotnie większy okręg wyborczy

Okręg wyborczy posła Kozaka jest prawie 17-krotnie większy (ponad 900 tysięcy mieszkańców) niż typowy okręg wyborczy w Wielkiej Brytanii (około 70 tysięcy). Rodzi to poważne konsekwencje zarówno podczas samej kampanii wyborczej, jak i już – po wyborze – podczas pracy poselskiej.

W czasie kampanii wyborczej potrzebne są kilkunastokrotnie większe (relatywnie) niż w Wielkiej Brytanii nakłady na jej przeprowadzenie. Polski kandydat – w porównaniu z kandydatem brytyjskim – ma o wiele mniejsze szanse na spotkania z wyborcami, gdyż nie jest w stanie podczas krótkiej kampanii wyborczej zbyt wiele takich spotkań w całym okręgu zorganizować. Reklama jest głównie pośrednia – przede wszystkim przy pomocy plakatów i ulotek wyborczych, a więc wyborcy mają małe szanse na zadawanie pytań kandydatom. Handicap mają kandydaci bogaci, dysponujący potężnymi funduszami wyborczymi – najczęściej są to osoby z największych partii (dofinansowywanych z budżetu), ulokowane na pierwszych miejscach list wyborczych. Małe ugrupowania nie posiadają takich środków. Faworyzowani przez ustawę są kandydaci z list ogólnopolskich, gdyż tylko oni mają dostęp do możliwości prowadzenia debat wyborczych w mediach elektronicznych (Art. 120 Kodeksu).

Różnice między systemem anglosaskim a Polską podkreślała ostatnio blogerka Faxe, posiłkując się przykładem Kanady. Zaznaczała:

 „Kampania wyborcza to przede wszystkim ciężka praca. Kandydaci, najczęściej są lokalnymi działaczami, przedsiębiorcami albo posłami obecnej kadencji, znani są więc większości wyborców w okręgu. Aby dotrzeć ze swoim programem do wszystkich w okręgu, organizują spotkania (w szkołach, bibliotekach, dużych zakładach pracy, etc.) wiece, pikniki w parkach, często połączone z programem rozrywkowym i napojami, hamburgerami itp. Zgodnie z prawem wyborczym każde miejsce publiczne, jak galerie handlowe, stadiony, szkoły, świetlice etc. nawet jeżeli są własnością prywatną, muszą być udostępnione kandydatom przeprowadzającym kampanię. Większość kandydatów odwiedza też wyborców w ich domach i mieszkaniach. Można wiec go zaprosić i porozmawiać o sytuacji w dzielnicy i okręgu, poznać kandydata i jego program. Prawo wyborcze gwarantuje kandydatowi nieograniczony wstęp do budynków mieszkalnych od 9 do 21 codziennie podczas kampanii”.

Wielkość okręgów wyborczych determinuje też możliwości współpracy z wyborcami podczas kadencji. Zacytujmy ponownie Faxe:

„Konieczność bezpośredniej rywalizacji w okręgach wyborczych ze świadomością, że tylko jedna osoba może zostać posłem wpływa znakomicie na inteligentne łączenie polityki partyjnej z celami społeczno-politycznymi wyborców. Z autopsji znam przypadki, ze ci sami ludzie, nie zmieniając przekonań mogą głosować na konserwatystę w wyborach federalnych (krajowych), na liberała w prowincjonalnych i kogoś niezwiązanego z żadną z tych partii w wyborach lokalnych. Dlatego właśnie, ze to nie partia, a konkretny kandydat swoją osobą gwarantuje realizację obietnic wyborczych.

Wielu wyborców wybiera więc kandydata z partii, którą popiera, inni wybierają kierując się programem kandydata, ew. obietnicami inwestycji lokalnych jak szkoły, drogi, parki, etc, inicjatyw zwiększających zatrudnienie, itp. W następnych wyborach posłowie są rozliczani ze swoich obietnic i pracy przez ponowny wybór lub wybór innego kandydata. Kompletni nieudacznicy przynależący do partii, nawet jak chcą kandydować w następnej kadencji nie uzyskają poparcia partii.
 
Prawdą jest, że na arenie politycznej jest kilka partii i w wyborach federalnych trudno jest wygrać będąc niezależnym, niemniej jednak „jakość“ posłów i ich pracy jest nieporównywalna do posłów w systemie polskim, gdzie o nominacji decyduje szefostwo partii nie licząc się ze zdaniem wyborców i nie rozliczając posłów z ich pracy dla suwerena, a tylko z lojalności partyjnej.
 
Poseł w Kanadzie stara się i walczy w Parlamencie, aby zrealizować swój program i obietnice wyborcze, a wyborcy w okręgu też trzymają rękę na pulsie i przez cztery lata kadencji pilnie nie tylko śledzą poczynania posła, ale też biorą udział w spotkaniach i debatach z posłem. Na bieżąco też są informowani o pracy posła w miesięcznych lub kwartalnych sprawozdaniach dla wyborców, które przesyłane są pocztą do każdego mieszkania czy domu w okręgu.
 
 Wyborca może też zwrócić się do posła jeżeli ma problem lub skargę. Biura poselskie tętnią życiem, personel biura nie odsyła nikogo z kwitkiem i jeżeli skarga jest merytoryczna i zasadna, poseł nie odmówi interwencji. Godziny przyjęć posła są stałe i kiedy poseł nie jest w Ottawie, przyjmuje co najmniej 3 dni w tygodniu. Można też skorzystać z okazji i porozmawiać z posłem podczas wielu spotkań jakie organizuje on z wyborcami. Kalendarz takich spotkań podany jest w sprawozdaniach przesyłanych wyborcom. Pracownicy biura poselskiego monitorują sprawy skarg, są w stałym kontakcie z wyborcą i powiadamiają co się dzieje w sprawie.
 
Jest nie do pomyślenia (i jest to śmierć polityczna) olewanie wyborcy.
 
Ten reprezentant ma twarz, którą wyborca zna, mieszka w okręgu, gdzie wszyscy znają się chociażby z widzenia i wiedzą o kandydatach z okręgu wszystko, co jest potrzebne, aby go ocenić i podjąć decyzję w wyborach. Kandydaci nie biorą się znikąd, są najczęściej znanymi w okręgu działaczami społecznymi, przedsiębiorcami lokalnymi robiącymi dużo społecznej czy charytatywnej roboty lokalnie itd. Ludzie w okręgu znają ich, spotykają na miejscu ważnych wydarzeń w okręgu, jak święta religijne czy narodowe, strajki, pogrzeb znanej czy ważnej osoby w okręgu, wypadków, etc.
 
W Polsce – w jednej sprawie - napisałam na przestrzeni paru lat tysiące próśb o pomoc do posłów i senatorów, wisiałam u niejednej poselskiej klamki, gdzie byłam mniej lub bardziej po chamsku zbywana, a na moje tysiące listów dostałam słownie – kilka odpowiedzi, reszta z moich listów została olana i zniknęła w czarnej dziurze biur poselskich i senatorskich. Dwóch posłów „z łaski“ spotkało się ze mną, obiecali pomoc…i dalej nic…cisza, jeden senator zajął się „z sercem“ moją sprawą. Pozostałe kilka setek nie powiedziało nawet gdzie mam ich pocałować.

A więc najważniejsze jest to, że reprezentant w Kanadzie jest ODPOWIEDZIALNY personalnie za poczynania (lub ich brak) przed wyborcami, w Polsce może bez żadnych konsekwencji olewać suwerena i nie odpowiadać przed nim za nic”.

Polski poseł w większości przypadków nie ma „twarzy”, którą by znał wyborca. Jak się zdaje, wynika to nie tylko z braku bezpośredniej odpowiedzialności przed wyborcą, którą wymusza najlepiej system JOW, a którego nasi posłowie nie chcą wprowadzić, ale także z wielkości okręgów wyborczych, których żaden poseł nie jest w stanie „obsłużyć” środkami, które ma do dyspozycji. 900 tysięcy mieszkańców, to radykalnie inne warunki niż 70 tysięcy osób.

W polskim systemie wyborczym, poseł, który tak jak Zbigniew Kozak, wkłada wiele wysiłku w bezpośrednie relacje z wyborcami i rozwiązywanie ich konkretnych problemów, należy do rzadkości.

 Rywalizacja z kandydatami z własnego ugrupowania

Będąc kandydatem do Izby Gmin w Wielkiej Brytanii Poseł Kozak nie musiałby rywalizować z kandydatami z własnego ugrupowania.

Konkurowałby wyłącznie z 4-5 kandydatami z innych partii lub niezależnymi. W Polsce rywalizuje w tym roku ze 187 kandydatami wystawionymi przez inne komitety oraz kandydatami z własnego ugrupowania.

W Polsce w 14-mandatowym okręgu wyborczym do Sejmu Nr 26 PiS wystawił maksymalną listę kandydatów, czyli 28 osób (każdy komitet wyborczy – zgodnie z kodeksem - musi wystawić na liście okręgowej co najmniej tylu kandydatów, ile jest mandatów w okręgu i maksymalnie dwukrotność liczby mandatów).

Czyli poseł Kozak musi konkurować z 27 kandydatami wystawionymi przez własną partię. Rodzi to silne konflikty w ugrupowaniu.

Poseł Kozak jest znany z zaangażowanej pracy na rzecz wyborców, a otrzymał dopiero piąte miejsce na liście wyborczej. Poprzedzają go: Jolanta Szczypińska (w obecnej kadencji poseł), Janusz Śniadek (do niedawna przewodniczący NSZZ „Solidarność”), Dorota Arciszewska-Mielewczyk (w obecnej kadencji senator) oraz  Jarosław Sellin (w obecnej kadencji poseł).

Wśród tych osób aktywność posła Kozaka, mierzona liczbą wypowiedzi na forum Sejmu, wniesionych interpelacji, zapytań i oświadczeń kierowanych do organów państwa, jest największa i to wielokrotnie większa od pozostałych kandydatów. Mimo to nie została doceniona przez partię. Asystent posła Kozaka, radny Krzysztof Troka z goryczą sformułował na Facebooku poniższy apel:

„Stop jedynkom”
utworzony przez użytkownika Krzysztof Troka w dniu 4 września 2011
Radny Cisowej, asystent Zbigniewa Kozaka Posła na Sejm RP

To akcja społecznego sprzeciwu wobec dyktatu partyjnego, który powoduje, że większość mandatów poselskich jest obsadzona jeszcze przed wyborami. Partie polityczne ustalając kolejność na swoich listach wyborczych sprowadzają tym samym wyborców do roli marionetek.

Dlatego:
1. Nie będziemy głosować na kandydatów z numerem 1 na liście – ponieważ swoją pozycję (i miejsce w Sejmie) zawdzięczają wpływom w partii, a nie wyborcom.
2. Nie będziemy głosować na kandydatów, którzy swoją aktywność parlamentarną przejawiają tylko w telewizji.
3. Nie będziemy głosowali na kandydatów w wieku emerytalnym (60/65) – powinni zrobić miejsce innym.
Popieramy kandydatów, pracowitych, doświadczonych i wrażliwych na sprawy zwykłych ludzi.  Głosuj, na którą partię chcesz, ale nie pozwól sobą manipulować! Nie popieraj ,,Jedynek’’! Możemy zrobić im STOP!!!

Niewiele jest jedynek, które na to wyróżnienie zasługują, dlatego zaprezentuję atuty piątki, którą rekomenduję. Najbardziej pracowity Poseł na Pomorzu.

- autor 252 interpelacji poselskich
 - autor 167 zapytań poselskich

i jak do tego ma się np. Poseł Aziewicz, który przez cztery lata złożył jedną interpelacje poselską i jedno zapytanie poselskie, Marek Biernacki - 3 zapytania poselskie, 19 interpelacji, Jerzy Borowczak z PO - 7 złożonych interpelacji , 7 zapytań?

Można tak bez końca, do tego dochodzi jeszcze aktywność poselska w terenie. Zablokowanie reaktywacji przedwojennych spółek, sprawa Eko-Doliny i wiele wiele innych.

Radny Troka poleca posła Kozaka: "Pierwszy dla ludzi, piąty na liście".


Warto podkreślić, że w systemie JOW PiS mógłby wystawić 14 kandydatów w czternastu około 80-tysięcznych okręgach jednomandatowych. Każdy z kandydatów PiS rywalizowałby w swoim okręgu z sześcioma kandydatami z innych ugrupowań. To zupełnie inny system niż obecny – prosty, logiczny, zrozumiały, o wiele mniej pracochłonny i kosztochłonny, łatwy do kontroli. A nade wszystko wyłaniający posła w pełni odpowiedzialnego przed swoimi wyborcami. Posła, który nie może powiedzieć wyborcom, „ja nic nie mogę” (bo np. jestem z opozycji), „proszę pójść do kogoś innego z moich 13-tu kolegów z okręgu”.

Mniejsze szanse na rzeczowy wybór ze strony wyborców

System wielkich, kilkunasto-mandatowych okręgów wyborczych ma jeszcze jedną, kluczową wadę – utrudnia wyborcom rzeczowy wybór.

To zupełnie inna jakość: wybrać trafnie (czyli zgodnie z własnymi oczekiwaniami i przekonaniami) spośród 7 kandydatów, aniżeli wówczas, gdy wybierać trzeba spośród 188 kandydatów.

O siedmiu kandydatach mogę się czegoś dowiedzieć, porównać ich wady i zalety. W stosunku do  prawie  190 kandydatów  nie jestem w stanie dokonać takiej oceny. Więc po co ten „cyrk”, koszty, emocje, fikcja wyboru? Po co taka ruletka? I z jakiego powodu ustawodawcy – twórcy tego systemu - zachowują się obraźliwie w stosunku do wyborców, zarzucając im nieuzasadnioną absencję wyborczą, bierność, pomyłki, nieumiejętność wyboru, głupotę, niskie wymagania wobec parlamentarzystów, etc.

Może posłowie powinni przyjrzeć się bliżej potworkowi, który stworzyli i może trzeba byłoby zacząć się bić we własne piersi? Obecny system ma mnóstwo wad, jest biurokratyczny, drogi, nieefektywny. To nie jest system dla posłów Kozaków, to jest ordynacja dla aktywistów partyjnych, potrafiących skutecznie zabiegać o swoją pozycję w przedbiegach przedwyborczych.

Wyborcy zdają sobie sprawę z tego, że de facto głosują na listy partyjne i że system faworyzuje tzw. „jedynki”.  Zaczynają coraz częściej protestować przeciwko systemowi, w którym ktoś wybiera „za nich” (liderzy partyjni ustalający kolejność na listach).

Na Facebooku promowana jest strona internetowa „pozycja69, czyli jak głosować w najbliższych wyborach”  z następującym apelem:

"Pozycja69 to sposób na pozbycie się watahy pierwszoplanowych polskich polityków. Sposób jest prościutki. W najbliższych wyborach głosujemy na jedną z pozycji 6 lub 7 lub 8 lub 9 na listach dowolnej partii politycznej (generalnie tej, która najmniej nam przeszkadza).

Według polskiego systemu wyborczego do sejmu RP wejdą politycy, którzy na liście otrzymali największą liczbę głosów. Czyli według naszego działania będą to osoby wybrane z pozycji od 6 do 9. Jeżeli do sejmu nie wejdą politycy z pierwszych pozycji to oznacza, że w ciągu jednego dnia znikną stare, gadające głowy. Będzie to najinteligentniejszy przewrót w historii.

Jeżeli skorzystamy z pozycji69 wszystkie ‘gwiazdki’ polskiej polityki wypadną z gry w ciągu jednego dnia w sposób niebywale demokratyczny, bezkrwawy, nowoczesny i wyjątkowo skuteczny. I to na długo.

Boisz się, że posłowie z pozycji 69 nic nie potrafią i będą złym wyborem. A co potrafią 'liderasy' partyjne? To już wiesz sam. Pozycja69 to gwarancja, że obecny polityczny beton sejmowy pęknie w ciągu jednego dnia jak bańka mydlana.

Pozycja69 daje nam szansę wyrównania rachunków z posłami z Wiejskiej. Nie zmarnujmy jej. Nie wiesz jak głosować, oto odpowiedź - pozycja69".

Obiektywnie gorsze warunki dla bezbłędnej pracy komisji wyborczych podczas liczenia głosów

Jest jeszcze jedna poważna wada obecnego systemu. System sprzyja pomyłkom i „błędom"  podczas zliczania głosów.

Gdyby poseł Kozak był kandydatem do Izby Gmin,  w jego okręgu musiano by przeliczyć (przy 100%-towej frekwencji) ok. 50 tysięcy głosów i przyporządkować je około 5-7 kandydatom.

W polskich warunkach w okręgu Nr 26 przy 50%-towej frekwencji trzeba przeliczyć około 460 tysięcy głosów i przyporządkować je 188 kandydatom.

Pracochłonność i złożoność obu zadań jawi się jako całkowicie odmienna.

Ponadto, u Brytyjczyków liczenie głosów odbywa się publicznie, pod okiem wyborców i kamer. Wykładał o tym wielokrotnie w Polsce prof. Kaźmierski.

Tak samo jest w Kanadzie. Jak pisze faxe:

“Głosy są liczone przez deputy returning officers i polling clerks. Każdy kandydat lub jego reprezentant ma prawo być obecny przy sprawdzaniu kopert, otwieraniu kopert i liczeniu głosów. Deputy returning officer ma obowiązek zaopatrzenia tak polling clerks jak i wszystkich reprezentantów kandydatów czy kandydatów w formularze do zapisywania policzonych głosów”.

A więc nie ma żadnych ograniczeń w kontrolowaniu prawidłowości zliczania głosów, żadnego zakazu fotografowania protokołów, żadnych barier technicznych, żadnego dezawuowania osób zgłaszających wątpliwości, etc.

Eh. Poseł Kozak miałby o wiele łatwiejsze życie i jako kandydat i jako członek Izby Gmin w w Wielkiej Brytanii. Jego praca na rzecz wyborców byłaby ułatwiana i doceniana, a nie utrudniana. Ponosiłby mniejsze koszty kampanii wyborczej, mógłby mieć większe zaufanie do instytucji państwa stojących na straży prawidłowości wyborów.

Z jakich powodów u nas nie może tak być? Zmieńmy to. Ułatwmy życie posłowi Zbigniewowi Kozakowi i podobnym kandydatom oraz wyborcom.

Zmieńmy regulacje biernego prawa wyborczego, aby stało się ono dostępne dla kandydatów nie pochodzących z wielkich partii (polecam ad vocem wypowiedź Jadwigi Chmielowskiej).

Wyrzućmy obecny Kodeks Wyborczy na śmietnisko!

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.