Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 48 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow kultura arrow Pilnuj szewcze kopyta! - nie zaś teologii
Thursday 20 September 2018 14:34:09.26.
W Y S Z U K I W A R K A
Pilnuj szewcze kopyta! - nie zaś teologii Drukuj Email
Wpisał: Jacek Bartyzel   
26.02.2008.
Jacek Bartyzel

Pilnuj szewcze kopyta!

Dr Tomasz Teluk jest znanym już i cenionym publicystą gospodarczym oraz politycznym, autorem słusznie chwalonego studium na temat libertariańskiej teorii państwa. I byłoby dobrze, gdyby od czasu do czasu jakiś diabeł nie kusił go – skutecznie – do wypowiadania się na tematy teologiczne i eklezjalne, w których brak, delikatnie mówiąc, dostatecznej wiedzy zastępuje konfabulacjami, a co gorsza – również insynuacjami. Tak też rzeczy się mają z jego najnowszym wypadem w tę dziedzinę, tyczącym bezpośrednio eks-księdza i niedoszłego zamachowca na Jana Pawła II, tudzież na belgijską i hiszpańską parę królewską – Jana (Juana) Fernándeza Krohna (Anarcho-konserwatysta z Brukseli, „Najwyższy Czas!”, nr 8 z 22 lutego 2008).

Przypomnienie dość powszechnie znanych okoliczności burzliwego żywota tego nieszczęsnego psychopaty – a zapewne i opętańca, wydaje się raczej tylko pretekstem dla autora do wylania żółci na wyraźnie niemiłych mu tradycjonalistów katolickich, w pierwszym rzędzie na Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, w dalszej zaś kolejności na środowiska sedewakantystyczne. Autor nie czyni zresztą między nimi żadnej różnicy, a także (nazywając je „ruchami schizmatyckimi”) twierdzi, że pozostają one „poza strukturami Kościoła katolickiego” i wymyśla im od „sekt”. Nie on jeden, skądinąd, stara się w tym względzie być le plus catholique que le Pape, ignorując wyraźne oświadczenia kompetentnych dykasterii watykańskich, iż kwestia FSSPX jest „problemem wewnętrznym” Kościoła, co wyklucza znajdowanie się „poza” Nim.

Bycie „poza” Kościołem nie jest też wcale takie oczywiste w wypadku sedewakantystów.


...„Poza Kościołem” są niewątpliwie jedynie ci tzw. konklawiści, którzy wybrali sobie „papieży” i założyli własne „kościoły”, jak na przykład „Kościół” Palmariański. Lecz p. Teluk lubi, jak widać proste odpowiedzi na trudne pytania, co sytuuje go w gronie tych, co lubią straszyć skołatanych katolików „lasandrystami”, nie przymierzając jak Gross krwiożerczym polskim antysemityzmem.

Założyciela FSSPX, śp. arcybiskupa Marcelego Lefebvre’a (odmienianego w inkryminowanym artykule zawsze jako „Lefebvra”), p. Teluk nazywa nawet „członkiem sekty sedewakantystów”. Niewykluczone wprawdzie, że jest to skutek osobliwej składni autora, i że naprawdę chodziło mu w tym momencie o samego Fernándeza Krohna (nazywanego z kolei uparcie „Krohnem”, jak widać bez świadomości, że u Hiszpanów drugie z apellidos to nazwisko panieńskie matki a nie rodowe). Czort jednak wie dlaczego już niewątpliwie śp. Arcybiskupa tytułuje też z włoska Monsignore, podczas gdy był on kapłanem z Francji, toteż wypadałoby go tytułować Monseigneur. Zwykłą złośliwością można już tylko tłumaczyć odmawianie temu hierarsze godności arcybiskupiej i nazywanie go biskupem. Acz przyznajmy, że bywa gorzej, i jeszcze bardziej od p. Teluka gorliwi wrogowie „schizmatyków” w ogóle „nie uznają” nawet kapłaństwa Arcybiskupa i piszą o nim obcesowo „Lefebvre”. „Sedewakantyści” z kolei w oczach p. Teluka nie zasługują na to, aby ich jakoś bliżej, poza tą etykietką, zidentyfikować, choć przecież mają jakieś nazwy własne, instytuty życia konsekrowanego czy po prostu są konkretnymi osobami, z imionami i nazwiskami. Mogłoby się zdawać, że młody przecież jeszcze człowiek, jakim jest dr Teluk, powinien być wolny od tej depersonalizującej maniery, która „wrogom ludu” odmawiała tożsamości i piętnowała ich – dokładnie tak samo jak dr Teluk „sedewakantystów” – jako bliżej nieokreślonych „faszystów”, „podżegaczy” czy „sabotażystów”.

O jakości teologicznych rozważań p. Teluka i precyzji jego terminologii świadczy także passus, w którym referując poglądy Fernándeza Krohna oznajmia, że „nie traktował on ich [papieży posoborowych – JB] jako sukcesorów Kościoła Rzymskokatolickiego”. Kościół, drogi Panie, w ogóle nie ma i mieć nie może żadnych „sukcesorów”, bo jest jeden i jedyny po wszystkie czasy, więc żaden inny „kościół” sukcesji po Nim nie przejmie. „Sukcesorami”, czyli następcami w wikariacie Jezusa Chrystusa, mogą być papieże jedynie w stosunku do swoich poprzedników na tym urzędzie.

Lecz wszystko to jest niczym wobec głównej tezy autora, który niedwuznacznie sugeruje, że zbrodniczy wybryk Fernándeza Krohna był w jakiś sposób inspirowany przez tradycjonalistycznych „schizmatyków” – zamach był bowiem „w ich rozumieniu... przygotowywany” [podkr. moje – JB]. Odgrzewa tym samym nieświeży kotlet łowcy sensacji Tada Szulca, chociaż zdaje sobie sprawę, że to bzdura. Powtarzanie zatem sugestii, że tradycjonaliści – obojętnie: „lefebvryści” czy „sedewakantyści” – stali za zamachem na Jana Pawła II można zatem określić wyłącznie mianem nikczemnej insynuacji. Cała zresztą późniejsza droga życiowa Fernándeza Krohna świadczy, że nie tylko działał on na własną rękę i że jest osobnikiem niezrównoważonym, ale „wewnątrzsterownym”, ale że nie miał on w ogóle autentycznego powołania kapłańskiego, czego dowodzi porzucenie kapłaństwa i „małżeństwo” z rozwódką.

Tyleż nikczemne, co głupie jest również „odkrycie”, iż Fernández Krohn stanowi „produkt” szerzonej „przez oba nurty [tradycjonalizmu – JB] ideologii [podkr. moje – JB]”. A jakąż to „ideologię” mają, zdaniem dr. Teluka, wierni Tradycji katolicy? Zwracam uwagę, że o „ideologii katolickiej” albo „ideologii Kościoła” kiedyś rozprawiano bardzo często, lecz dzisiaj sformułowaniami tego rodzaju posługują się już tylko persony tak osobliwe, jak posłanka Senyszyn. Towarzystwo w sam raz dla libertarianina! Ponieważ jednak dr Teluk w tym momencie wykazuje nagle powściągliwość w bliższym określeniu owej ideologii, możemy mu podpowiedzieć sprawdzone wzorce: to ideologia „najbardziej wstecznych kół w katolicyzmie, odwołujących się do obskuranckiej, średniowiecznej, fideistycznej pseudofilozofii scholastycznej”.

Jak już wspomniano, dr Teluk nie pierwszy raz popisuje się swoimi fantazjami w dziedzinie religijnej. Kiedyś, na tych samych łamach, ogłosił rewelację jakoby Jan Locke był katolikiem. Mój Boże, Locke – formalnie protestant, faktycznie wyznawca „religii naturalnej” – „papistą”! Ten sam Locke, który w swoim sławnym Liście o tolerancji odmawia tejże właśnie katolikom, jako nietolerancyjnym ex definitione. Właśnie dlatego przypomnieć należy starą prawdę zawartą w ludowym porzekadle: „pilnuj szewcze kopyta”. Pisz Pan o tym, na czym się znasz, a nie udawaj teologa. Redakcji zaś „Najwyższego Czasu!” należałoby poradzić, aby nie drukowała „jak leci” wszystkiego, co nadeślą jej współpracownicy, bo marna jest wolność, która pozwala mącić w głowach Czytelnikom.

[Piękny tekst p. Jacka Bartyzela umieściłem  - po zastanowieniu - w dziale "kultura". Bo wymysły pana Teluka mają się nijak do Kościoła. Są świadectwem jego -  chyba - Kinderstube - dzielonej z panią Senyszyn. Adm.]
Zmieniony ( 29.02.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.