Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 88 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Ziemkiewicz arrow Kto ma Internet, niech patrzy
Saturday 31 October 2020 09:16:05.30.
migawki
 

30/31.10 Jasna Góra – comiesięczne Czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

Wielce Czcigodny Premierze i Ministrze „Zdrowia” ! Demonstranci przeciw kłamstwom kowidowym pytali : „Premierze, czy istnieje sranie bezobjawowe?” . A po karetkach policji skakał wasz prowok - zdjęcia mogę dostarczyć.

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”. Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

A fekalia Trzaskowskiego systematycznie, po cichu dalej ubogacają Wisłę.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Kto ma Internet, niech patrzy Drukuj Email
Wpisał: Rafał Ziemkiewicz   
21.11.2011.

Kto ma Internet, niech patrzy

 

Rafał Ziemkiewicz 19-11-2011 http://www.rp.pl/artykul/756968.html

 

      Dziesiątki, jeśli nie setki razy jako symbol i skrót wydarzeń z 11 listopada pokazywały telewizje chuligana, bijącego w głowę reportera.

      Traf chciał, że jeden ze spontanicznie filmujących zajścia i wrzucających te filmy do Internetu społecznych, tak to nazwijmy, operatorów, uchwycił moment, na którym chuligan ten zdejmuje kominiarkę. Po twarzy obrońcy Marszu Niepodległości skojarzyli go z uczestnikiem - faktycznie łudząco podobnym - jednego z lewackich protestów sprzed kilku lat. Wkrótce potem jednak policja ogłosiła, że ustaliła jego tożsamość, i że nie jest to wcale wskazywany w pierwszej chwili lewicowiec, ale jeden z uczestników sławnej stadionowej zadymy w Bydgoszczy - tak, tej właśnie, od której zaczęła się wielka wojna Donalda Tuska z „kibolami". Ta wiadomość z kolei obrońców „Kolorowej Niepodległej" i jej patronów medialnych wprawiła w medialne uniesienie: uff, a więc on jest „wasz"! Hurra!

      Zaraz, zaraz. Nasz, wasz − może warto się nad tym zastanowić, bo postać Norberta B. staje się w takiej sytuacji znaczącym symbolem. Albo i więcej niż symbolem.

      Proszę sobie przypomnieć, jak to było z „kibolami" - cała historia dobrze udokumentowana jest w filmie wyprodukowanym i rozpowszechnionym przez „Gazetę Polską", ale i w innych źródłach. Otóż było tak, że burdy na stadionach zdarzały się w Polsce, jak wszędzie indziej, od czasu do czasu, nie budząc żadnej poważnej reakcji władz i raczej zdawkową reakcję mediów. Stopniowo jednak sami kibice zaczęli się zmieniać i organizować. Część ich środowiska podjęła wyraźnie trud uspokojenia sytuacji na stadionach i poprawy wizerunku „szalikowców". Służyły temu takie wydarzenia, jak zorganizowane przez poznańskich kibiców obchody rocznicy Powstania Wielkopolskiego, oraz mało spektakularne codzienne działania, których skuteczność potwierdziła statystyka. Liczba bójek na stadionach, przypadków niszczenia mienia i zakłócenia porządku zaczęła spadać.

      I wtedy właśnie uwagę mediów, a więc i milionów ich odbiorców, skupiła zadyma w Bydgoszczy. Na zapisach filmowych zobaczyć można, iż była ona skutkiem ataku kilkudziesięciu agresywnych chuliganów i ewidentnych błędów popełnionych przez policję, która najpierw zareagowała zbyt agresywnie, a potem wycofała się bezradnie.

      Zdjęcia z Bydgoszczy przez następne dni były wielokrotnie powtarzane w telewizjach, a jednocześnie Donald Tusk wystąpił z gwałtownym atakiem na „stadionowych bandytów", zaczął zamykać stadiony, zaostrzać prawo, obiecywać straszonym przez media Polakom, że ochroni ich przed kibolską agresją, a przy okazji niedwuznacznie skarżyć się i zarazem chwalić, jaką ze strony tych bandziorów musi znosić agresję i jakie obelgi.

      Tak było? Nie chcę tracić czasu na szczegóły, które zainteresowani łatwo znajdą. Zapytam tylko, czy jeszcze pamiętają Państwo takie słowo „pseudokibic"? Przez dwadzieścia lat było ono obowiązkowym określeniem osób chuliganiących na imprezach sportowych. Przez dwadzieścia lat za pomocą tego politycznie poprawnego potworka lingwistycznego media starannie oddzielały prawdziwych kibiców od chuliganów (konsekwentnie będę używał tego słowa, bo agresywne grupy kibiców same się w ten sposób określają, i to z dumą, choć raczej wolą pisownię angielską − the hooligans). I - proszę się sprawie przyjrzeć − właśnie w momencie, gdy takie oddzielanie porządnych kibiców od chuliganów stało się bardziej niż kiedykolwiek uzasadnione, kiedy stowarzyszenia kibiców zaczęły chuliganów wypychać ze stadionów albo uspokajać, media gładko przeszły na ton zupełnie nowy: nie ma już kibiców dobrych i złych, są tylko „kibole". Straszni, wstrętni i groźni kibole, których trzeba niszczyć.

      Ten manewr propagandowy można porównać z tym, co zrobiła policja na warszawskim Placu Konstytucji w czasie, gdy formował się na nim Marsz Niepodległości. A można to zobaczyć na zapisach filmowych. Zamiast, jak zrobiła by każda profesjonalna policja w cywilizowanym świecie, wyizolować agresywną grupę, odciąć wejściem ze skrzydeł od spokojnie się zachowujących uczestników marszu i spacyfikować - policja, odwrotnie, uderzeniem frontalnym wprasowała chuliganów w spokojny tłum, a potem zaczęła gazować, polewać i spychać równo wszystkich.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.