Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 61 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow o WSI i PO WSI arrow Turowski - brakujące ogniwo III RP
Monday 23 September 2019 11:10:04.27.
migawki

         

                A co wieje z Warszawy? – Optymizm...
 
W Y S Z U K I W A R K A
Turowski - brakujące ogniwo III RP Drukuj Email
Wpisał: Mariusz Majewski   
12.12.2011.

Turowski - brakujące ogniwo III RP

 

Mariusz Majewski   08.12.2011 http://rebelya.pl/post/429/turowski-brakujace-ogniwo-iii-rp

"Gazeta Wyborcza" i rosyjscy "razwiedczicy" nie mogą odżałować końca kariery Tomasza Turowskiego. To samo w sobie jest kolejnym interesującym elementem biografii byłego PRL-owskiego szpiega. Na jaw wychodzą też szokujące fakty na temat roli, jaką odgrywał w stosunkach polsko-rosyjskich, także w kwestii katastrofy smoleńskiej.

Ofiara lustracyjnej pożogi. Super-szpieg zdekonspirowany przez Instytut Pamięci Narodowej - tak można streścić tekst opublikowany w "Gazecie Wyborczej". Pamiętacie ambasadora tytularnego RP w Moskwie Tomasza Turowskiego? To on jest bohaterem tego artykułu. Zresztą nie tylko tego.

"Gazeta Polska" ujawniła, że były komunistyczny szpieg uczestniczył 6 maja 2010 r. w Rosji w specjalnym spotkaniu rosyjskich i polskich śledczych w sprawie katastrofy smoleńskiej. "Po zorganizowaniu przez Rosjan spotkaniu prokurator generalny Andrzej Seremet ogłosił niespodziewanie, że strona polska przekaże Moskwie rejestrator lotu ATM tzw. trzecią czarną skrzynkę" - czytamy w nowym numerze tygodnika.

Jak podkreślają Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski, jest to o tyle szokujące, że rejestrator oprócz komputera pokładowego stanowił jedyny ważny, oryginalny dowód, jakim dysponowało państwo polskie. Dziennikarze zauważyli też, że Polska Agencja Prasowa podając uczestników tego spotkania, słowem nie wspomina o Tomaszu Turowskim. Podobnie inne media i państwowe instytucje.

Rosyjski generał przytula do piersi

"Wyborcza" przedstawiając "krzywdę jaka spotkała dyplomatę ze strony głównie IPN i Agencji Wywiadu" zacytowała fragment tajnego orzeczenia Sądu Okręgowego w Warszawie.

"Nie można wykluczyć, że zaszła sytuacja nielojalności państwa wobec swojego funkcjonariusza, który został postawiony w sytuacji bez wyjścia" - czytamy w dzienniku Agory.

Ten sam sąd orzekł, że wieloletni dyplomata, a ostatnio ambasador tytularny w Moskwie jest kłamcą lustracyjnym.

W grudniu 2010 roku w "Rzeczpospolitej" Cezary Gmyz ujawnił, że "zapisy rejestracyjne zachowane w archiwach IPN świadczą, że do współpracy ze służbami specjalnymi został pozyskany jeszcze jako student. Do pracy w wywiadzie wytypował go Wydział XIV Departamentu I". Najbardziej zakonspirowany w wywiadzie PRL wydział XIV zajmował się tzw. "nielegałami", a zwerbowani byli najczęściej kierowani do pracy za granicą i ukadrawiani.

Ciekawszymi od fragmentu tajnego orzeczenia są jednak inne passusy artykułu "Wyborczej". "Na przyjęciu pożegnalnym w Ambasadzie Polski w Moskwie do Tomasza Turowskiego podchodzi generał rosyjskiego wywiadu. Obejmuje go i konfidencjonalnie szepce: "Nie musieliśmy cię wydalać. Zrobili to twoi"" - brzmi lead tego tekstu.

- Jestem wstrząśnięty informacją ujawnioną przez "Gazetę Wyborczą", że już po zdymisjonowaniu Tomasza Turowskiego, na terenie polskiej ambasady w Moskwie w lutym br. odbyło się jego przyjęcie pożegnalne - mówi nam Cezary Gmyz. - Zapytałem MSZ, kto odpowie za ten skandal, i kto zapłaci (czy polski podatnik?) za przyjęcie na cześć funkcjonariusza komunistycznych służb, którego na terenie polskiej ambasady tulił "rosyjski razwiedczyk", czyli funkcjonariusz służb specjalnych w stopniu generała szepcząc mu do ucha "Nie musieliśmy Cię wydalać. Twoi to zrobili" - tłumaczy dziennikarz.

Absurdalne zarzuty

W tekście Wojciecha Czuchnowskiego głównym oskarżonym jest IPN, ale żeby tak się stało trzeba było nagiąć fakty. W skrócie według gazety, 13 grudnia 2010 r. Tomasza Turowskiego w ambasadzie RP w Moskwie zastał telefon z IPN.

- Dzwoniła prokurator Aneta Rafałko z Biura Lustracyjnego. Powiedziała mu, że 16 ma stawić się na przesłuchanie w Warszawie, i że zakwestionowano jego oświadczenie lustracyjne. Mówiła, że sprawa jest pilna. Turowski był w szoku, że podała tę informację na normalną, niechronioną w żaden sposób linię. Dla niego oznaczało to, że służby rosyjskie, które kontrolują telefony ambasady, dowiedziały się, jaką pełni funkcję - napisała gazeta powołując się na "dyplomatę, który rozmawiał z Turowskim po tym telefonie".

I dalej: "Turowski miał powiedzieć prokurator Rafałko, że to nie jest właściwa forma wezwania. Odmówił i od razu skontaktował się szyfrogramem z centralą Agencji Wywiadu".

Opisaną sytuację i pretensje trudno zrozumieć w świetle ogólnej nawet znajomości kodeksu postępowania karnego i ustawy lustracyjnej. - Uważam, że podjęte czynności związane z zawiadomieniem ówczesnego ambasadora tytularnego w Moskwie były jak najbardziej prawidłowe - ucina rozmowę z portalem Rebelya.pl prokurator Aneta Rafałko. W związku z tajemnicą postępowania nie chce komentować sprawy.

Ustaliliśmy, w jaki sposób IPN zawiadomił ambasadora tytularnego o tym, że stał się podmiotem lustracyjnym. Z kodeksu postępowania karnego jasno wynika, że pierwszym sposobem doręczenia zawiadomienia jest forma przesyłki poleconej. Ale nie jedynym.

Według naszych informacji, IPN w pierwszej kolejności skorzystał właśnie z tej formy. Zawiadomienie jednak wróciło z powrotem do Instytutu, ponieważ adresat nie odebrał przesyłki awizo. Jako, że zawiadomienie musi dotrzeć do danej osoby, Instytut podjął się innego sposobu, który jest jak najbardziej dopuszczalną formą przekazania takiej informacji.

- Mając informację, że pan Tomasz Turowski przebywa na terenie ambasady w Moskwie, prokurator zajmujący się tą sprawą zadzwonił, aby przekazać zawiadomienie. Podczas rozmowy nie padła jednak funkcja, jaką pełnił - mówi nam nasz informator. Trudno zresztą przypuszczać, żeby tajną informacją była funkcja jaką oficjalnie pełnił dyplomata w ambasadzie.

W tej formie nie ma nic niewłaściwego. - Jeżeli istotnie prokurator Rafałko przekazała panu Turowskiemu zawiadomienie w formie telefonicznej, to w świetle art. 137 kpk jest to tryb jak najbardziej dopuszczalny - mówi nam Jacek Wygoda, dyrektor Biura Lustracyjnego.

W listopadzie 2010 roku Instytut poinformował, że złożył do sądu wniosek o wszczęcie postępowania lustracyjnego wobec ambasadora Jarosława Spyry. Dyplomata miał zataić pracę w Służbie Bezpieczeństwa. W momencie upublicznienia tej informacji, Spyra przebywał na placówce w stolicy Peru. Trudno było się z nim skontaktować telefonicznie, więc jak się dowiedzieliśmy, zawiadomienie trafiło do niego do Limy drogą e-mailową.

Sposób obrony Tomasz Turowskiego przez "Gazetę Wyborczą" jest symptomatyczny, jeśli osadzimy go w szerszym kontekście sporu o lustrację. Spuścić zasłonę milczenia na przeszłość i skierować uwagę na późniejszą historię dyplomaty. W tym przypadku, obie części życiorysu bohatera są bardzo ciekawe.

Jak napisała GW, "IPN ujawnił człowieka, który do 2007 roku był czynnym oficerem Agencji Wywiadu ulokowanym w polskich placówkach dyplomatycznych". Tyle, że gdyby nie cytowana publikacja, ta informacja nie trafiłaby zapewne do opinii publicznej z racji wyłączenie jawności w procesie, o co wnioskował IPN.

Dostęp do tajemnic Watykanu

- Z talentów nielegałów korzystali często "PR", czyli "przyjaciele radzieccy", a więc także KGB i GRU - mówił portalowi Arcana.pl po ujawnieniu informacji o przeszłości Turowskiego historyk dr hab. Sławomir Cenckiewicz. W przypadku Turowskiego kapitałem okazał się duży talent do języków obcych.

To właśnie ta zdolność miała sprawić, że studentem rusycystyki zainteresowała się Służba Bezpieczeństwa i wytypowała go do pracy w wywiadzie PRL. Po zakończonych studiach, już jako oficer SB zgłosił się w Warszawie do klasztoru ojców jezuitów. A po kilka dniach został wysłany do Rzymu.

Do nowicjatu przyjął go w połowie lat 70. o. Antoni Mruk, który w zakonie był już od roku 1930 (święcenia kapłańskie przyjął w Rzymie w 1947 r.) i uchodził za jednego z najbardziej wpływowych Polaków w Watykanie. Przeżył pięć pontyfikatów. Był ostatnim spowiednikiem Jana Pawła II - pisała "Rzeczpospolita" o początkach kariery wywiadowczej Turowskiego.

W Watykanie trafił do miejsca, które dla oficera wywiadu PRL było po prostu wymarzone. - Asystencja Słowiańska Jezuitów w oczach służb specjalnych bloku wschodniego była postrzegana jako rodzaj papieskiego wywiadu skierowanego na blok wschodni - wyjaśnia nam Cezary Gmyz. A jej szefem był o. Mruk. Tym samym oficer-rusycysta tłumaczył np. poufne dokumenty zdobywając dostęp do sekretów watykańskiej Ostpolitik.

Turowski w Watykanie miał świetne kontakty. Wiadomo, że był w Rzymie 13 maja 1981 r. gdy strzelano do papieża Jana Pawła II.

Jeszcze w czasie pobytu w Rzymie wyjeżdżał też do słynnego wówczas ośrodka Centre Russe w podparyskim Meudon. Turowski zbierał informację o tym, którzy z kursantów języka rosyjskiego w tym ośrodku to oficerowie NATO.

Piotr Jegliński, twórca paryskiego środowiska "Spotkania" z którym nawiązał kontakt Turowski, opowiadał autorowi tego tekstu, że Meudon było również miejscem, gdzie do wyjazdu na Wschód przygotowywali się misjonarze.

Ucieczka do Francji

Tuż przed przyjęciem święceń kapłańskich porzucił zakon i ożenił się. Był to rok 1986 r. Ze ślubem wiążą się pewne perypetie, a opisał je w grudniu 2010 r. "Nasz Dziennik". Żoną Turowskiego została Hiszpanka De Dios De Dios, chociaż początkowo miała nią zostać Francuzka, jego uczennica z Meudon.

- Francuską narzeczoną Turowskiego była córka socjalistycznego premiera Francji Michela Rocarda, za rządów prezydenta Francoisa Mitterranda. Wiele wskazuje na to, że szeroko reklamowany ślub nie doszedł do skutku w wyniku interwencji francuskiego kontrwywiadu - opisywał niżej podpisany w "Naszym Dzienniku".

Dyplomata III RP

Z krótkiego rysu zawodowego przekazanego przez Biuro Prasowe Ministerstwa Spraw Zagranicznych po ujawnieniu informacji o przeszłości Tomasza Turowskiego dowiadujemy się, że pracę w resorcie rozpoczął 3 maja 1993 roku. Najpierw pracował w Departamencie Europa II, odpowiedzialnym za Europę Wschodnią. W 1996 roku trafił do Moskwy, gdzie w ambasadzie pełnił funkcję radcy, a potem ministra pełnomocnego.

"Już w początkowym okresie pracy, w latach 1993-1994, ze względu na liczne i otwarte kontakty Turowskiego z I sekretarzem ambasady rosyjskiej w Polsce Grigorijem Jakimiszynem, był obserwowany przez Urząd Ochrony Państwa" - pisał w kolejnym z tekstów na temat "Nasz Dziennik".

Ze wspomnieniowej książki Mariana Zacharskiego dowiadujemy się, że to Jakimiszyna miał zwerbować w 1995 r.do pracy na rzecz polskiego wywiadu. A Jakimszyn miał mu powiedzieć o szpiegu, którego prowadzi w Polsce. Informację o tym, że agentem o ps. "Olin" miał być Józef Oleksy ujawnił w 1996 ówczesny minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski.

W 2001 r. Turowski został ambasadorem RP na Kubie. "Kandydat ma doświadczenie jeśli chodzi o proces transformacji na terenie postradzieckim. Był wysoko oceniany przez naszych partnerów rosyjskich, o czy wiem drogą nieoficjalną. Jest to nienajgorsza referencja dla Polaka udającego się na Kubę" - rekomendował tę kandydaturę Turowskiego ówczesny szef MSZ Władysław Bartoszewski.

Cztery lata później po powrocie do Polski Tomasz Turowski dalej pracował w MSZ jako radca-minister w dyspozycji Biura Kadr i Szkolenia oraz radca-minister w Departamencie Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej. Od lutego do maja 2007 roku pełnił funkcję ambasadora tytularnego w Departamencie Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej.

Ciekawą rzeczą w jego historii zawodowej jest fakt, że zaledwie trzy miesiące po awansie nastąpiło "rozwiązanie stosunku pracy w MSZ" - jak ujęło to biuro prasowe tego resortu. Nie wiadomo, czy sam się zwolnił, czy to ministerstwo "rozwiązało stosunek pracy".

Nieoczekiwany powrót

14 lutego 2010 r. Minister Radosław Sikorski skierował go do pracy w Ambasadzie RP w Moskwie na stanowisku kierownika wydziału politycznego. Zadaniem jakim otrzymał było m.in. przygotowanie wizyt premiera Donalda Tuska, a potem śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. W sobotni poranek 10 kwietnia był obecny na płycie lotniska Siewiernyj.

Pracownik Kancelarii Prezydenta Jakub Opara opowiadał w filmie "Mgła", że ambasador tytularny Turowski nie reagował na prośby o interwencję w sprawie blokowania przez Rosjan wylotu do Warszawy samolotu Jak-40 z Jackiem Sasinem, który jak najszybciej chciał wrócić do Warszawy.

Wspomnienie o nim znajduje się również w dokumentach prokuratury. "Ambasador Turowski około godz. 12 przekazał mi, że otrzymał informację od funkcjonariusza FSO, że trzy osoby przeżyły i w ciężkim stanie zostały przewiezione do szpitala" - zeznawał naczelnik Wydziały Federacji Rosyjskiej w Departamencie Wschodnim MSZ, Dariusz Górczyński.

Dobry znajomy prezydenta

O znajomości Tomasza Turowskiego z prezydentem Bronisławem Komorowskim pierwszy napisał eurodeputowany PiS Ryszard Czarnecki. - Pan ambasador, minister pełnomocny Tomasz Turowski był i jest, jako jeden z nielicznych polskich dyplomatów na "ty" z prezydentem Bronisławem Komorowskim, który nie ma zbyt wielu bliskich kolegów w tym środowisku, bo dyplomacja to nie jego klimaty - wyjaśniał polityk.

- Turowskiego jednak zna na tyle dobrze, że od lat są właśnie po imieniu. To jest duża zażyłość - dodawał. Na pytania dziennikarzy w tej sprawie Kancelaria Prezydenta nie zaprzeczała, ale nie podawała też żadnych szczegółów.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.