Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 25 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow SMOLEŃSK po 10.IV.11 arrow Partyzancka walka o prawdę
Sunday 21 July 2019 15:35:11.27.
migawki

W młodzieżowych mistrzostwach … Europy - biegł Murzyn, Hassan, jako reprezentant kraiku azjatyckiego. Pewnie również wiek ma sfałszowany, ale to można by poznać po zębach, jak u konia.

                  21.07.19 Poznań, Zamość – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

21.07.19 Białystok – Pokutny Marsz Różańcowy „Marsz w obronie rodziny”

 
W Y S Z U K I W A R K A
Partyzancka walka o prawdę Drukuj Email
Wpisał: Marek Pyza   
26.12.2011.

Partyzancka walka o prawdę

 

Ujawniane są kolejne skrawki  wiedzy o zamglonym poranku  na smoleńskiej ziemi. Szkoda,  że nie zajmują się tym ci, którzy powinni

 

Marek Pyza 25.12.2011r., http://uwazamrze.pl/2011/12/20557/partyzancka-walka-o-prawde/

 

31 maja 2010 r. na dworcu Moskwa Białoruskaja pojawia się 57-letnia kobieta. Dwóm pracownikom obsługi polskiego pociągu jadącego do Warszawy przekazuje list z prośbą o dostarczenie naszemu rządowi. Kolejarze prowadzą z nią krótką rozmowę. Kobieta tłumaczy, że nie może przekazać pisma do ambasady, bo jest śledzona. W kopercie znajdują się kserokopia jej dowodu osobistego, adres i numer telefonu.

Ręcznie napisane jest, że „katastrofa polskiego samolotu była zaplanowanym zabójstwem. Na podstawie dokumentów mogę to udowodnić”.

Pismo Swietłany wygląda z jednej strony sensacyjnie, z drugiej – podejrzanie (według niej jedynym nieskorumpowanym urzędnikiem rosyjskim jest prokurator generalny Jurij Czajka). Jednak sprawa wydaje się warta zbadania, więc nabiera urzędniczego biegu. W Terespolu obsługa pociągu przekazuje list Straży Granicznej. Dopiero pół miesiąca później, 16 czerwca, zastępca komendanta Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej pisze o nim do dyrektora Zarządu Operacyjno-Śledczego Komendy Głównej SG.

24 czerwca prowadzący smoleńskie śledztwo ppłk Karol Kopczyk, prokurator Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, dostaje pismo od dyrektora ze Straży Granicznej. Załącznikiem są cztery strony dokumentów z pismem kobiety, kserokopią jej dowodu osobistego oraz tłumaczeniem. 2 lipca ppłk Kopczyk poleca zlecić Żandarmerii Wojskowej przesłuchanie kolejarzy w sprawie okoliczności otrzymania listu. 


Co ostatecznie postanawia polska prokuratura w sprawie kobiety piszącej o dowodach zamachu, a obawiającej się rosyjskich władz? Sprawdza informacje, uruchamia wywiad? Nie. Pisze wniosek o pomoc prawną do Rosjan z prośbą o… jej przesłuchanie.

 

Ta historia pokazuje, jak prowadzone jest postępowanie w sprawie katastrofy smoleńskiej. Wiemy o nim coraz mniej. Prokuratorzy zrezygnowali nawet z regularnych konferencji prasowych podsumowujących kolejne etapy śledztwa. Odbierają przesyłki z dziesiątkami tomów akt z Moskwy, które nie posuwają sprawy naprzód.

Śledczy wyjeżdżają na kolejne misje do Rosji, mierzą lotnisko, oglądają czarne skrzynki. Ba, badają nawet – jak ogłosił rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa – „miejsca kontaktu samolotu z przeszkodami terenowymi”, z których większość została wycięta. Zwiedzają też stanowisko kontroli lotów i przypatrują się magnetofonom, które nagrywały rozmowy kontrolerów z załogami samolotów. Dwadzieścia miesięcy po katastrofie.

Przełomu brak. Prokurator generalny Andrzej Seremet ogłasza przed świętami, że śledztwo potrwa jeszcze rok. Można przypuszczać, że kolejne miesiące niewiele zmienią.

 

Raporty czy makulatura

Rok 2011 zaczął się od „Anodina show” i bezkresu rosyjskiej dezynwoltury w czasie prezentacji raportu post-sowieckiego MAK. Nieskrępowani niczym funkcjonariusze miękkiego reżimu Putina pozwalają sobie na wyemitowanie krzyków poprzedzających śmierć polskich pilotów, przedstawiają ich jako grupę samobójców bez elementarnej wiedzy lotniczej, z dowódcy naszych Sił Powietrznych robią pijaka łamiącego wszelkie procedury, a z prezydenta Rzeczypospolitej – bezwzględnego polityka narażającego życie setki osób w imię prywatnych interesów.

Polska odpowiedź nadeszła pół roku później. Podsumowanie prac komisji Jerzego Millera tym się różniło od wersji strony rosyjskiej, że wspominało o jej błędach. Nie o winie, odpowiedzialności, ale błędach właśnie. Na Rosjanach nie zrobiło to wrażenia. Jedyną konsekwencją polskiego raportu była rewolucja personalna w Siłach Powietrznych.

Główne przyczyny katastrofy według obu raportów pozostawały te same – błędy pilotów oraz zły system szkolenia i nadzoru.

Co prawda nawet opinia publiczna uznała dokument za niewiele wart, ale władza się tym nie przejęła. Posprzątane. Mimo że z prawnego punktu widzenia efekt prac komisji nie ma żadnego znaczenia.

Co ciekawe, dane zawarte w obu raportach – te niepodważalne, odczytane z urządzeń pokładowych w Stanach Zjednoczonych – staną się później poważną kanwą do zakwestionowania oficjalnej wersji. A liczba nieścisłości, prowizorek i tez nie popartych żadnymi dowodami zostanie boleśnie obnażona.

Na razie jednak nikt nie docenia zawziętości blogerów i nie przypuszcza, że polscy naukowcy chętni zajmować się Smoleńskiem mogą mieszkać poza ojczyzną.

Premierowi pozostaje już tylko polityczne zakończenie sprawy – odwołuje ministra, który swoją funkcję i tak pełnił o wiele za długo. Usuwając z rządu Bogdana Klicha, nazywa go przy okazji człowiekiem honorowym. I na tym koniec.

Nadzór  zlikwidowany

Co w tym czasie dzieje się w prokuraturze wojskowej? Zawieszony zostaje nadzorujący śledztwo cywil Marek Pasionek. Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy, z wielkim hukiem odsuwa go od sprawy i załatwia „dyscyplinarkę” oraz postępowanie prokuratorskie. Pasionek nie może się publicznie bronić. Zarzuty są absurdalne – rozmowa z Amerykanami o pomocy w śledztwie. Po pół roku prokuratura umarza postępowanie i już chyba tylko najbliższa rodzina Parulskiego może wierzyć, że odsunięcie niewygodnego nadzorcy było podyktowane troską o postępowanie i przestrzeganie procedur w  prokuraturze wojskowej, a nie walką o poszerzenie wpływów.

Pasionka czeka teraz wewnętrzny proces w wojskówce. Czy na podstawie tych samych dokumentów można wydać dwa odmienne postanowienia? Odpowiedź poznamy wkrótce i może nas ona zaskoczyć.

Gdy po trzech miesiącach pierwszego zawieszenia Pasionek jest odsuwany na kolejny kwartał, rozpoczyna się kampania wyborcza, w której temat Smoleńska jest niemal zakazany. Parzy. Unika się go. A to przecież tragiczna kwietniowa sobota pokazała, w jakim rozkładzie jest państwo. Jak wiele instytucji zawodzi w kwestiach bezpieczeństwa, czyli kwestiach fundamentalnych. Nie naprawiono ich – próbowano tylko ukryć zaniedbania.

A są to chyba na tyle istotne sprawy, że na zdrowy rozum powinny stać się jednym z głównych pól wyborczego starcia. Zamiast tego podkręcano emocje debatą o debatach. Politycy obozu władzy dobrze to rozegrali, a medialny mainstream posłużył im za słupy ogłoszeniowe. Podobną rolę odegrały po publikacji tzw. Białej Księgi zespołu parlamentarnego. Obok zawartych w niej dokumentów nie można przejść obojętnie. Są dowodami działań  najwyższych urzędników, które w elementarnych kwestiach daleko odbiegają od naszej racji stanu. Jednak dla medialnej i politycznej elity ważniejsze od treści dowodów było zastanawianie się nad stanem zdrowia psychicznego człowieka, który je pokazywał.

Antoni Macierewicz to jednak człowiek impregnowany na nagonki, bo chyba jak żaden inny polityk miał okazję tak się z nimi oswoić. Dlatego kontynuuje prace i staje się coraz boleśniejszą zadrą dla grupy (czy może raczej armii) zamazującej Smoleńsk. Owszem, miał wpadki, jak z plamą wody pod silnikiem Tu-154M. Ale przecież ten wątek badali również śledczy. Z nich nie trzeba się śmiać?

Armia szyderców woli przypominać wątki sztucznej mgły czy helu, z konkretami dyskutować nie chce. Tę taktykę widać było zarówno po Białej Księdze, jak i prezentacjach polskich naukowców z USA.

Obalili oni oficjalną wersję dotyczącą ostatnich chwil lotu rządowej maszyny. Stwierdzili, że odpowiedź na pytanie o bezpośrednią przyczynę roztrzaskania się samolotu musi być inna od zderzenia z brzozą, i wskazali, gdzie jej szukać. Czy ktoś podważył ich wyliczenia?

Niewielki szum był też wokół ujawnionej przez Anitę Gargas treści rozmowy Edmunda Klicha z Bogdanem Klichem. Nie sposób po niej nie pytać o rolę w sprawie byłego akredytowanego przy MAK. Na nagraniu płk Edmund Klich o Tatianie Anodinie mówi „szefowa”, a siebie nazywa „współpracownikiem” jej zastępcy Aleksieja Morozowa. Sprzeciwia się wysłaniu do Moskwy większej liczby akredytowanych.

Bogdan Klich odwodzi pułkownika od tezy o winie rosyjskiej z powodu niezamknięcia lotniska. Mówi o „kłopotliwej sprawie”. Przyznaje też, że decyzja o zwrocie Polsce czarnych skrzynek nie zależy od rosyjskiego śledztwa, ale politycznej woli duetu Władimir Putin–Siergiej Iwanow. Podpowiada też Edmundowi Klichowi, gdzie szukać przyczyny katastrofy – wśród nieżyjących pilotów i presji czasu (w domyśle – prezydenta).

Obaj panowie mają się świetnie i mogą na razie spać spokojnie.

To, co zbliża się dużymi krokami, to pociągnięcie do odpowiedzialności funkcjonariuszy BOR za odpuszczenie rekonesansu lotniska i nieobecność na nim w momencie katastrofy. Marian Janicki zapewne zdaje sobie sprawę, że jeśli prokuratura zechce postawić zarzuty jego ludziom, on też powinien je usłyszeć. Tyle że to tylko smoleński odprysk, nie mający dużego znaczenia dla ustalenia przyczyn tragedii.

Wszyscy grają dalej

Mijający rok z jednej strony obfitował w zaciemnianie przyczyn katastrofy, z drugiej – w próby zabicia pamięci o tych, którzy zginęli. Histeria z pomnikami, gaszonymi zniczami, wyrzucanymi kwiatami, zatrzymywaniem ludzi niosących portrety ofiar na niepodległościowych uroczystościach  były żenującymi dowodami wypaczonej odwagi władzy. Gdy trzeba było domagać się od Rosji dokumentów, dowodów czy postawić głośno kwestię skandalicznych działań jej generałów 10 kwietnia, rządzących paraliżował strach. Radosław Sikorski zapytany, czy rozmawiał z Siergiejem Ławrowem o zakończeniu rosyjskiego śledztwa i przekazaniu Polsce wraku Tu-154M, stwierdził: – Podniosłem te sprawy, ale mam wrażenie, że strona rosyjska najwyraźniej nie jest jeszcze gotowa. Na szczęście polski minister zawsze jest gotów ją usprawiedliwić.

Ciężko stwierdzić, czy ten rok pod względem wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej ze strony władz był tak samo zmarnowany jak poprzedni, czy też jeszcze gorszy. Sprawa komplikuje się do tego stopnia, że kluczem do zrozumienia wydarzeń z 10 kwietnia staje się poznanie kulisów działań po tragedii.

Kłamstwa i dezinformacje strony rosyjskiej doskonale znamy.

A co się wydarzyło w Polsce?

Prokuratura i sąd odmawiają wszczęcia postępowania w sprawie niekorzystnej dla Polski umowy Donalda Tuska z Władimierm Putinem. Jerzy Miller po wyborach żegna się z rządem po to tylko, by za chwilę wrócić na fotel wojewody małopolskiego. Szef kancelarii premiera (wskazany przez Najwyższą Izbę Kontroli jako osoba niedopełniająca obowiązków przed wizytą prezydenta) dostaje czerwoną kartkę od wyborców  (z drugiego miejsca na liście osiąga 11. wynik), ale szef rządu rzuca mu koło ratunkowe i raz jeszcze bierze na szefa KPRM. Minister obrony, odwołany po raporcie Millera, znajduje schronienie w Senacie. Skompromitowana w sprawie Smoleńska minister zdrowia zostaje drugą osobą w państwie. Naczelny prokurator wojskowy grubymi nićmi szyje intrygę prowadzącą do zawieszenia nadzorcy śledztwa. Płk Edmund Klich wciąż kieruje Państwową Komisją Badania Wypadków Lotniczych. Szef BOR gen. Marian Janicki dostaje drugą generalską gwiazdkę.

Wszyscy oni powtarzają, że nie mają sobie nic do zarzucenia,  a państwo zdało egzamin.  Dlatego odkrywanie prawdy wciąż będzie odbywać się na  poziomach półoficjalnych. Za sprawą rodzin ofiar, blogerów  (a wśród nich często naukowców), małej części mediów czy zespołu parlamentarnego.

Tak, to przypomina partyzantkę i to jest powód do wstydu. Ale większym jest fakt, że nie można liczyć na regularne wojsko, bo ono – na czele z dowódcami – dezerteruje.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.