Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 18 gości
S T A R T arrow Społeczeństwo arrow Zdrowie - od 2010r. arrow Pacjencie, zapłać za niewydolność NFZ
Friday 15 November 2019 01:40:28.28.
migawki
Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz"
 
W Y S Z U K I W A R K A
Pacjencie, zapłać za niewydolność NFZ Drukuj Email
Wpisał: Mariusz Bober   
27.12.2011.

Pacjencie, zapłać za niewydolność NFZ

 

Mariusz Bober http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111227&typ=my&id=my03.txt

Po 1 stycznia 2012 r. podrożeje wiele lekarstw, a Polacy mogą mieć kłopoty z realizacją recept refundowanych. W niektórych przypadkach trzeba będzie zapłacić nawet za bezpłatne leki, zwłaszcza te przepisywane dla pacjentów chorych na cukrzycę, wydłuży się także czas oczekiwania na wizyty u lekarzy. Wkrótce zapewne wznowią oni protesty przeciw nowelizacji ustawy refundacyjnej.

Takie "prezenty" funduje Polakom na nowy rok Ministerstwo Zdrowia pod rządami Bartosza Arłukowicza. Wszystko przez Ustawę o zmianie ustawy o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych. Krytykuje ją i oprotestowuje przede wszystkim środowisko lekarzy, na które resort zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia chcą przerzucić skutki i koszty swojego nieudolnego zarządzania systemem opieki zdrowotnej.

Bezpłatny znaczy płatny


Jeśli lekarze zrealizują groźby w postaci zapowiadanej przez część środowiska lekarskiego, np. na Śląsku, odmowy wypisywania recept refundowanych ucierpią na tym głównie pacjenci. Będą mogli realizować recepty tylko na leki pełnopłatne. W dodatku nowa lista leków refundowanych podnosi ceny wielu z nich, niektórych aż o niemal 1000 procent (np. Prograf - lek podawany przy przeszczepach zdrożeje z 3,20 zł do 279 zł).

Ale nawet gdyby lekarzom udało się rozwiązać spór z MZ, nie zmienią się zapewne przepisy zmuszające pacjentów do dopłacania nawet do leków formalnie w 100 procentach refundowanych. Dlaczego? Bo - mówiąc w skrócie - resort zdrowia wprowadził limity refundacji leków. Jeśli lekarz przepisze pacjentowi medykament, którego cena przekracza ów limit, chory będzie musiał dopłacić różnicę, mimo że na recepcie lek może być oznaczony jako całkowicie refundowany. - Może się okazać, że do takiego "bezpłatnego" leku pacjent będzie musiał dopłacić znaczną kwotę, nawet rzędu 100 zł - wskazuje Agnieszka Litwin, lekarz rodzinny z przychodni w niewielkiej podwarszawskiej miejscowości.
Dodaje, że nowa ustawa będzie niekorzystna zwłaszcza dla osób chorych na cukrzycę, ponieważ wzrosną koszty ich leczenia. Wprowadza bowiem nie tylko limity refundacji cen leków, ale także ich ilości, jakie przysługują jednemu pacjentowi. - Urzędnicy wymyślili, że np. 1 opakowanie pasków do badania poziomu cukru we krwi powinno wystarczyć pacjentowi na miesiąc. Tymczasem zwłaszcza dzieci mogą wykorzystywać ich więcej - tłumaczy zawiłości nowych przepisów były wiceminister zdrowia w rządzie PiS, obecnie poseł Bolesław Piecha. Zaznacza, że leczenie powikłań cukrzycy, jak amputacje czy utrata wzroku, kosztują znacznie więcej niż 1 opakowanie pasków do pomiarów cukru, które powinny być refundowane. - Tak niemądrych przepisów jeszcze nie widziałem - podsumowuje pomysły MZ.

Lekarze nie chcą być urzędnikami
Jednak opór lekarzy wzbudzają przede wszystkim zmiany w przepisach nakładające na nich obowiązek sprawdzania ubezpieczenia pacjentów, określania na receptach poziomu refundacji danego leku, i - co wzbudza ich największy sprzeciw - płacenia kar za wszelkie błędy, nawet te przez nich niezawinione.
- Najgorsze dla lekarza jest to, że jakby się nie starał, może zapłacić karę - tłumaczy Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Dlaczego? - Bo, po pierwsze, nie ma dokumentów potwierdzających w 100 proc. ubezpieczenie pacjenta. - Nawet jeśli przedstawi on druk RMUA prawidłowo wystawiony, może się okazać, że np. ZUS nie przesłał do NFZ informacji o ubezpieczeniu danej osoby, więc ten uzna ją za nieubezpieczoną - tłumaczy. Dodaje, że w myśl nowych przepisów skutkiem takiej sytuacji będzie nałożenie kary na lekarza za błędną weryfikację ubezpieczenia.
A to tylko jeden z powodów, za które medycy mogą odpowiadać finansowo. Lekarze obawiają się także określania poziomu refundacji leków na receptach, ponieważ nowe zawiłe przepisy wprowadzają dużą dowolność w ich interpretacji, co ułatwia urzędnikom NFZ nakładanie kar.
O jakich karach mowa? Krzysztof Bukiel zaznacza, że w obecnych warunkach każdemu lekarzowi może zdarzyć się sytuacja, że NFZ każe mu zapłacić od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych kary za zakwestionowane tylko w ciągu 1 roku recepty. Agnieszka Litwin podkreśla, że takie przepisy stwarzają chorą sytuację, w której dla lekarza każdy pacjent staje się wielkim zagrożeniem finansowym.
- Ani sprawdzanie ubezpieczenia, ani wpisywanie na recepcie przysługującej pacjentowi zniżki to nie jest nasze zadanie. My powinniśmy się zająć leczeniem - podsumowuje Krzysztof Bukiel. Dlatego OZZL wzywa do stemplowania od nowego roku wypisywanych recept adnotacją: "Refundacja leku do decyzji NFZ". Choć Fundusz zadeklarował ostatnio, iż będzie uznawał takie recepty, część aptekarzy zapowiedziała, że będzie je realizować tylko na zasadzie pełnej odpłatności. OZZL, a także PiS zaskarżyły ustawę refundacyjną do Trybunału Konstytucyjnego.

Resort przerzuca obowiązki i koszty
Nowe przepisy formalnie miały na celu eliminację nadużyć w wydawaniu leków refundowanych. Szkopuł w tym, że MZ i NFZ chcą to zrobić rękami i na koszt głównie lekarzy oraz pacjentów. Ministerstwo mimo miliardów złotych przeznaczonych z publicznych środków na informatyzację ZUS i NFZ nie radzi sobie nawet z weryfikacją ubezpieczeń pacjentów. W efekcie 21 lat od upadku PRL Polacy muszą biegać do szpitali i przychodni nie tylko z książeczkami zdrowia, ale także drukami RMUA. Tymczasem, jak wskazuje poseł Piecha, problemy wywołane nową ustawą refundacyjną można było bez problemu rozwiązać przez 4 lata "świetlanych" rządów w Ministerstwie Zdrowia Ewy Kopacz. - Pod koniec rządów PiS były niemal gotowe projekty zmian w przepisach przewidujące m.in. wprowadzenie elektronicznych kart ubezpieczenia pacjentów, podobnych do kart bankomatowych. Niestety, PO obejmując władzę, wycofała te zmiany - podkreśla poseł.
Nie działa też elektroniczny rejestr usług medycznych, przez co NFZ nie ma bieżących informacji o usługach i wypisywanych receptach, więc nie potrafi szybko eliminować przypadków nadużyć.
Bolesław Piecha wskazuje, że w momencie, gdy ponoszone przez NFZ koszty przekroczą tzw. budżet refundacyjny, fundusz jest zobligowany ustawowo ściągać pieniądze za refundację ze wszystkich możliwych stron, głównie od firm farmaceutycznych. - Tyle że te firmy to bardzo twardy, bezwzględny gracz, który nie da się ograć. W efekcie dzięki nowej ustawie rząd będzie miał kij na lekarzy, których będzie zmuszał do pokrycia sumy przekroczonego limitu - ocenia Bolesław Piecha.

 
następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.