Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 35 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Kataryna arrow Kazany nie było, Błasika nie było. Jak lżyć, panie premierze?
Wednesday 21 October 2020 06:22:09.30.
W Y S Z U K I W A R K A
Kazany nie było, Błasika nie było. Jak lżyć, panie premierze? Drukuj Email
Wpisał: Kataryna   
21.01.2012.

Kazany nie było, Błasika nie było

 

Jak lżyć, panie premierze?

 

Kataryna  http://kataryna.salon24.pl/383398,kazany-nie-bylo-blasika-nie-bylo

 

 Rzeczpospolita: Nikt nie chce się przyznać do rozpoznania głosu generała Błasika, a komisje wciąż twierdzą, że był w kokpicie. Pierwszy raz głos generała Andrzeja Błasika w kabinie pilotów prezydenckiego tupolewa rozpoznano jeszcze w kwietniu 2010 roku. Tyle że do dziś nie wiadomo, kto dokonał identyfikacji. Pod stenogramami rozmów z kokpitu opracowanymi przez rosyjski MAK jest dopisek: "Identyfikacji rozmówców dokonał dowódca eskadry 36. pułku ppłk Bartosz Stroiński". – Nie rozpoznałem głosu generała. Słabo go znałem. Rozmawiałem z nim może dwa razy w życiu – mówi "Rz" i dodaje, że gdy przyjechał do Moskwy, "głos Błasika" był już rozpoznany. Przez kogo? – Poinformowano mnie, że przez kogoś z polskiej komisji badającej katastrofę – mówi Stroiński.

Na opisane w dzisiejszej Rzepie "wątpliwości" związane z tym czy i kto rozpoznał na nagraniach głos generała Błasika trzeba spojrzeć w szerszym kontekście, sięgając pamięcią do tego co się działo zaraz po opublikowaniu nieszczęsnych rosyjskich stenogramów. Bo przecież już wtedy było wiadomo, e coś tu bardzo nie gra. Generał Błasik nie był bowiem ani pierwszym, ani jedynym "błędnie" rozpoznanym.

TVN24: Głos osoby spoza załogi podpisany w nawiasie "dyrektor Kazana" pojawia się w stenogramach dwukrotnie. Jednak MSWiA poinformowało dzisiaj, że jest to jedynie sugestia prowadzących śledztwo. - To, że głos nienależący do załogi, który zarejestrowała czarna skrzynka Tu-154 należał do szefa protokołu dyplomatycznego MSZ, Mariusza Kazany, jest tylko sugestią. Nie potwierdzili tego polscy eksperci - powiedziała Woźniak. (...) Na pytanie skąd w stenogramach znalazło się nazwisko dyrektora Kazany, skoro jego głos nie został potwierdzony przez ekspertów Woźniak odsyła do Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK). To on jest odpowiedzialny za wyjaśnienie okoliczności tragedii po stronie rosyjskiej i to właśnie eksperci z MAK przygotowali odczyty nagrań. Pod dokumentem znajdują się podpisy Polaków Sławomira Michalaka, Waldemara Targalskiego. Identyfikacji osób w kabinie miał dokonać ppłk Bartosz Stroiński. Jego podpisu nie ma jednak pod dokumentem. - Podpisałem inny stenogram - powiedział we wtorek portalowi tvn24.pl Stroiński. (...) W stenogramach osoba podpisana jako "dyrektor Kazana" pojawia się dwukrotnie. Po raz pierwszy na 15 minut przed katastrofą. Wówczas kapitan samolotu Arkadiusz Protasiuk powiedział: - Panie dyrektorze, wyszła mgła. W tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść, spróbujemy zrobić jedno zejście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie. - No to mamy problem - odpowiedziała niezidentyfikowana osoba podpisana właśnie jako "dyrektor Kazana". O godz. 8.30 osoba również podpisana jako "dyrektor Kazana" mówi: - Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić.

Przypisane wtedy dyrektorowi Kazanie wypowiedzi "No to mamy problem" i "Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić" posłużyły - jak pamiętacie - do sformułowania hipotezy o winie prezydenta, do którego rzekomo miała należeć decyzja, ewentualnie jej brak - tak czy owak, to właśnie te słowa Kazany, uzupełnione słowami rzekomo pijanego Błasika, pozwoliły zbudować i utrwalić smoleńską narrację w której głównym winnym katastrofy był prezydent Kaczyński. 

Jakby ktoś chciał dzisiaj szukać Kazany w najnowszych stenogramach krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, to uprzedzam - szkoda czasu. Kazana z ostatecznej wersji stenogramów zniknął, zupełnie jak Błasik. Błędem jest więc traktowanie (nie)obecności Błasika w polskich stenogramach jako jakiejś tam "rozbieżności" ze stenogramami rosyjskimi, nie w przypadku gdy w tajemniczych okolicznościach pojawiają się i znikają dwa ważne głosy, dziwnym trafem oba obciążające prezydenta, i w obu przypadkach nie wiadomo przez kogo rozpoznane. Za to świetnie wiadomo komu i do czego służące. 

Po tym jak okazało się, że w "kokpicie" znaleziono 13 osób, ale niekoniecznie załogę, dotychczasowa narracja się posypała i trochę potrwa zanim uda się sklecić nową. Gdybym miała obstawiać, spodziewam się powrotu wątku "rozmowy braci". Na tym etapie to chyba ostatnia deska ratunku, i zdaje się ktoś ją właśnie wyciągnął z lamusa. Wprost właśnie "dotarło" do informacji z...czerwca 2010, wtedy to Dania oficjalnie odpowiedziała polskim śledczym, że nie dysponuje nagraniem ostatniej rozmowy braci Kaczyńskich. 

Wprost: Szanse na to, że poznamy zapis rozmowy telefonicznej Lecha Kaczyńskiego przeprowadzonej z pokładu Tu-154 stopniały do zera. Dania, która miała tę rozmowę zarejestrować, twierdzi, że nie ma tego nagrania – wynika z informacji „Wprost”.Wojskowi prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie Smoleń-ska prawie rok temu zwrócili się o nagranie tej rozmowy do Danii, która 10 kwietnia 2010 r. miała prowadzić nasłuch satelitarny na trasie przelotu polskiego Tu-154. Odpowiedź przyszła 24 czerwcu ubiegłego roku. Duńskie Ministerstwo Sprawiedliwości twierdzi w niej, że nie dysponuje takim nagraniem. 

Jak prorządowa gazeta ni z tego ni z owego "dociera" do informacji sprzed pół roku (dlaczego właśnie teraz? dlaczego nie w kampanii wyborczej kiedy wątek rzekomych planów upublicznienia rozmowy braci był na tapecie?) to mi się zapala czerwona lampka, bo świetnie pamiętam jak rozmowa braci była wykorzystywana od samego początku, w plotkach kolportowanych przez ważnych polityków Platformy. 

Dziennikarz 1: Z dobrych źródeł wiem, że to czołowy polityk PO, były minister, opowiadał w kuluarach jednej ze stacji o nagranych słowach LK. Mija tydzień.
Dziennikarz 2: Tak, GS do ZS. Mieli puścić nagranie i na słowach się zakończyło. Coraz więcej plotek, spekulacji... Ponura atmosfera. 
Dziennikarz 1: Dysponował nawet dokładnymi cytatami. Jeśli są - LK trafi na pośmiertny szafot. A jeśli nie? "nie można wykluczyć" "w WC"? wstyd.
Dziennikarz 3: Nie wiem, czy słyszałeś: dziś od powrotu Klicha dwóch znanych posłów kolportuje informacje o rzekomym głosie LK w kokpicie... ...zaraz dodając, że "co prawda z Klichem nie rozmawiali, ale...". Do dnia upublicznienia, narośnie jeszcze miliard teorii... ...jestem pewien, że jutro góra pojutrze, jak nie ci sami, to inni będą nawet "rzucać" cytatami.

Dzisiaj dowiadujemy się, że rozmowy braci nie poznamy, w każdym razie nie oficjalnie. Nie dałabym jednak głowy za to, że nie zaczną się pojawiać przecieki z tego "co o rozmowie wiemy ale zdradzić źródeł nie możemy". W ostateczności zaś będzie można w najlepsze spekulować co też by na tym nagraniu było, gdyby ono było. A kto wie, może nawet jest, tylko Dania się nad nami ulitowała? Jestem pewna, że "sekta smoleńska" coś wymyśli, i gdyby nie to, że moi współobywatele ciągle jeszcze te kłamstwa kupują, nawet bym się cieszyła na gimnastykę jaką będą teraz musiały wykonać tuzy prorządowego dziennikarstwa. Kazany nie było, Błasika nie było, rozmowy nie będzie. Jak lżyć, panie premierze?

 

 
następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.