Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 120 gości
S T A R T arrow Ewolucjonizm arrow St. Jaki o darwinistach arrow Konsekwencje materialistycznego ewolucjonizmu
Sunday 26 September 2021 12:26:35.40.
migawki

Niewolnik VAT-euszek o „karach” do UE: Mamy tu twarde stanowisko i stać nas na poniesienie finansowych kosztów tych absurdalnych i niesprawiedliwych względem obywateli Polski żądań.

W mediach m
ichałki. Czy to cisza przed burzą, czy też jesteśmy w oku cyklonu? Widać sens pojęcia Ogłuszające Milczenie.
================
Niedawno Minister Pandemii zapowiadał czwartą falę - na przełom sierpnia i września. A według najnowszych wyliczeńma ona nas "zalać" w połowie listopada, gdy będą, jak co roku, słoty, przeziębienia,chrypki i grypki...

 ===============

 
W Y S Z U K I W A R K A
Konsekwencje materialistycznego ewolucjonizmu Drukuj Email
Wpisał: St. Jaki   
19.05.2008.

Konsekwencje materialistycznego ewolucjonizmu

Pobieżne spojrzenie na spis treści dzieła O powstawaniu powinno uzmysłowić, że już sam tytuł jest niewłaściwy. Nawet gdyby argu­menty zawarte w tej książce były prawidłowe, to jej tytuł powinien brzmieć: "Powstanie nowych gatunków". Darwin po prostu założył (odwieczne) istnienie gatunków, nie dając wyczerpującej definicji. Nic nie wiedząc, Jak wszystko na to wskazuje, na temat trwającej już od wieków debaty filozoficznej dotyczącej realności uniwersaliów, do których z pewnością zaliczyć można pojęcie gatunku, stale powracał do jego problematycznego charakteru, co z kolei prowadziło go do frustracji. W rezultacie pojawia się seria ambiwalentnych stwierdzeń, spośród których część można nazwać realistycznymi, podczas gdy pozostałe - nominalistycznymi. Krytycy, za przykładem wielkiego naturalisty z Harvardu, Louisa Agassiza, wciąż kierowali ku Darwino­wi (i darwinistom) pytanie: ,Jeśli gatunki w ogóle nie istnieją, jak twierdzą zwolennicy teorii transmutacji, jak zatem mogą się one róż­nić? I jeśli istnieją tylko jednostki, jak występujące między nimi, do­strzegalne różnice mogą dowodzić zmienności gatunków?"

            Ci, którzy chcą odrzucić te pytania jako metafizyczne bzdury, ryzy­kują, że znajdą się w konflikcie z kilkoma znaczącymi darwinistami. Jeden z nich, Ernest Mayr, miał odwagę przyznać, choć na poły non­szalancko, zasadność takich pytań. W rzeczywistości wezwanie do opracowania metafizyki dla biologii pojawiło się dopiero w momencie ucichnięcia wrzawy po uroczystościach związanych z setną rocznicą opublikowania dzieła O powstawaniu. W darwinistycznym kontekście było to jednak działanie niekonsekwentne czy sprzeczne, co wi­dać, gdy przypomni się szyderstwa z metafizyki, zawarte we wczes­nych Notebooks Darwina. Pozwolę sobie jedno z nich zacytować: "Ten, kto rozumie pawiana, zrobiłby więcej dla metafizyki niż Loc­ke". Darwin, który wiele lat później w swej "Autobiografii" określił Herberta Spencera jako jednego z największych filozofów, przez zwrot "zrobić więcej dla metafizyki" mógł rozumieć jedynie jej koniec.

            Darwin nie podejrzewał, że jego naiwna przechwałka: "Pracowałem zgodnie z zasadami Bacona i zbierałem fakty na ogromną skalę, nie posługując się ż a d n ą  t e o r i ą" (podkr. S. L. J.) prowadzić może do filozoficznej wpadki. Każdy filozof nauki dwudziestego wieku (chyba, że jest zaciekłym pozytywistą) uśmiechnie się tylko nad twierdzeniem Darwina (i Bacona). Wszelkie empiryczne zbieranie faktów obciążone jest teorią, przede wszystkim dlatego że znajomość jakiegokolwiek faktu implikuje rozpoznanie tego, co ogólne, w tym, co szczegółowe. Tak wracamy do tego samego problemu, który w sposób bardziej zło­żony ukryty jest w samym tytule: O powstawaniu. Można tu jeszcze dodać, że Darwin w swych wczesnych Notebooks skomentował artykuł niejakiego E.  Blytha.L który w latach 1835 i 1837 szczegółowo przed­ stawił ideę naturalnej selekcji, i to słowami, które Darwin zaskakująco dosłownie powtórzył dwadzieścia lat później. Aby wykluczyć plagiat, zwolennicy Darwina bronią go, używając wielce wątpliwego ar­gumentu, że spiesząc oddać dzieło O powstawaniu do druku, dawno już zapomniał o owym artykule.         ­

             [Ujawnienie przez L. Eiseleya w: Darwin and the Mysterious Mr. X: New Light on the Evolutionists (Harcourt, Brace Jovanovich, Nowy Jork 1979) tej szokującej historii, której opis zajmuje nie mniej, niż zajęłaby niejedna powieść, ma tylko jedną, choć poważną wadę. Jest nią istniejąca mimo przekonujących dowodów niechęć do przyznania, że Darwin mógł być po prostu plagiatorem. Eiseley ucieka się do wszelkich literackich pomysłów, aby oczyścić Darwina z tego bardzo poważnego zarzutu. Na samym początku Eiseley cytuje Goethego, według którego wszyscy autorzy i odkrycia są plagiatami. Rzeczywiście wydaje się, że urzędnicy odpowiedzialni za świecką hagiografię nie pogo­dzili się jeszcze z szacowną praktyką hagiografii kościelnej, według której nikt nie zostanie uznanym świętym, dopóki jego spuścizna nie zostanie w pełni poddana pod dociekliwe pytania advocatus diaboli. Skutki grzechu pierworodnego ujawniają się w spo­sób doprawdy zaskakujący].

            Pojęcie "dobór naturalny" okazało się dla Darwina tak ciężkim orze­chem do zgryzienia, jak "zdolność do przetrwania najlepiej przystoso­wanych" dla Herberta Spencera. Oba pojęcia okazały się pozornie prawdziwymi tautologiami w gruncie rzeczy stanowiącymi próby personifikowania czysto fizycznych sił i czynników, jakby mogły one same wybierać i decydować o strategii. Dopiero w szóstym wydaniu dzieła O powstawaniu Darwin przyznał, że "w dosłownym znaczeniu, dobór naturalny jest określeniem fałszywym", lecz wyraził uznanie dla atrakcyjności tego zwrotu jako metafory. Metafora, co warto tu chy­ba przypomnieć, jest bardziej narzędziem poetów niż naukowców. Tautologia pozostaje tautologią nawet jeśli sformułowanie "zdolność do przeżycia najlepiej dostosowanych" zamieni się - jak to uczynili neodarwiniści - na ,,zmienność dziedziczną".

            Darwin nie dożył dnia, w którym zaczęto powszechnie wątpić w podstawową rolę, jaką przypisywał on atrakcyjności seksualnej. Gdyby tego dnia dożył, zrozumiałby, że zagrożony został sam podtytuł dzieła O pochodzeniu: O doborze płciowym. A przecież pisząc wie­dział już, o czym wiedzą naukowcy i dzisiaj, że "nigdy nie udowodnio­no, że taki dobór występuje u dzikich populacji" - dlaczego zatem otwarcie nie przyznał tego już na kartach dzieła O pochodzeniu? Oczy­wistych kontrprzykładów wobec tej tezy dostarczyły badania nad za­chowaniem kukułki, jednego z gatunków ptaków, na który darwiniści nie lubią się powoływać. Wobec połączenia minimum sześciu nieza­leżnych czynników, jakie wykorzystuje kukułka, by użyć gniazd in­nych ptaków do złożenia własnych jaj, rzetelni darwiniści nie mogą spać spokojnie. Fakt, że samiec kukułek nie ogranicza się do jednej samicy, a samica do jednego samca, jeszcze bardziej zakłóci nocny wypoczynek darwinisty. Traumatyczne katharsis, do którego być może dojdzie w wyniku bezsennych nocy, nastąpi, gdy sami zdadzą sobie sprawę, jak w swoich naukowych procedurach przypominają kukułki. Stale bowiem, od czasu Darwina, rozumowanie darwinistów wykazuje cechy swobody doboru partnerów, gdy sięgają oni do wielu szkół filozoficznych, szukając tam intelektualnego zapłodnienia. Przy tym ich najbardziej efektywne pomysły muszą się wydać dziećmi narodzo­nymi w gnieździe metafizyki.

Spośród zwierząt domowych paw (i jego krewni, na przykład bażant argus) dostarcza wprawdzie hipotetycznego dowodu na rzecz doboru płciowego, lecz w rzeczywistości dowód ten prowadzi do odrzucenia zasady adaptacji. Wspaniała ozdoba pawia pozbawia go podstawowych mechanizmów obronnych, takich jak zdolność do sprawnego biegu czy lotu, dzięki którym ptaki radzą sobie we wrogim środowisku. Z pewno­ścią też ten rodzaj ozdoby jest bezużyteczny jako kamuflaż. Darwin nigdy publicznie nie zdradził się ze swymi prawdziwymi odczuciami, które prywatnie, w liście do Asy Graya, wyraził w następujący sposób:

"Widok pióra w pawim ogonie sprawia, że zbiera mi się na wymioty. Fakt, że zamaskowany konik polny zdradza swą obecność przez cykanie, jest jednym z niezliczonych przykładów sprzecznych przystosowań w naturze, które również mogły przyprawiać Darwina o nudności.

            Takie przypadki mogą nasunąć wątpliwość, czy nadal pytać o "dla­czego" w procesie adaptacji, czy też o sam proces. Jeśli chodzi o to, jak do adaptacji dochodzi, nic problemu tego nie przybliżyło darwinistom bardziej niż oko. Jest to organ, który był badany ze znacznie większą dokładnością niż jakikolwiek inny. Oprócz anatomicznych badań nad okiem, przeprowadzono dokładne pomiary i zastosowano teorie fizy­czne w takiej mierze, że uniemożliwiło to darwinistom przyjęcie ich głównej strategii: ogólnych, czy wręcz niejasnych, jakościowych spe­kulacji co do poszczególnych kroków ewolucji. Wobec problemu oka nie mogą darwiniści jednak nie przyznać, bez pozostawania w sprzecz­ności ze swoimi wypowiedziami na temat ścisłości fizyki, że "jeśli choćby najmniejsza rzecz jest wadliwa - jeśli brakuje siatkówki lub soczewki są mętne albo nieodpowiednich wymiarów - oko nie potrafi utworzyć rozpoznawalnego obrazu i w konsekwencji jest bezużytecz­ne". Garrett Hardin, darwinista, który wypowiedział te słowa, stanął wówczas 'wobec kolejnego problemu: "Czy zatem mogło ono (oko) ewoluować małymi, kolejnymi, darwinowskimi krokami?" Hardin nie zyskałby sobie opinii nieugiętego darwinisty, gdyby nie spróbował na to pytanie znaleźć jakiejś odpowiedzi. Jednakże ułożenie - jak to uczynił - oczu istot istniejących i prehistorycznych w staran­nie postopniowanej, morfologicznej kolejności, nie załatwia problemu. Sam przyznał, że kolejności tej nie należy brać za "historyczną" czy ewolucyjną. Poza tym, wszystkie te oczy są same w sobie doskonałe, czyli nie ma form "przejściowych". Nic nie wiadomo na temat etapów przejściowych pomiędzy kolejnymi formami. Najwyraźniej oko stało się obsesją Hardina, gdyż po stu pięćdziesięciu stronach, uniesiony emocjami, pisze: „To przeklęte oko - ludzkie oko". Słowa te można by umieścić nad wejściem do gabinetów darwinistów, jako przypo­mnienie ich prawdziwego problemu. Podczas gdy całe powodzenie ich przedsięwzięcia zależy od wytężenia wzroku, ten właśnie organ zawo­dzi ich najbardziej. Dlaczego zatem miałoby być przesadnym czy niewłaściwym, by w tym strasznym paradoksie nielogiczności doszu­kiwać się boskiej kary za krótkowzroczność, na którą się sami decydu­ją, niemal ślepotę z własnego wyboru? Na myśl przychodzi pierwotny Upadek - cóż innego bowiem wytłumaczyć może takie przejawy "inteligentnego" zachowania, będące konsekwencjami materialistycz­nego ewolucjonizmu?

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.