Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 132 gości
S T A R T arrow Ewolucjonizm arrow St. Jaki o darwinistach arrow Katechizm bez zbawienia - antyreligijny charakter darwinizmu
Sunday 26 September 2021 12:24:55.40.
migawki

Niewolnik VAT-euszek o „karach” do UE: Mamy tu twarde stanowisko i stać nas na poniesienie finansowych kosztów tych absurdalnych i niesprawiedliwych względem obywateli Polski żądań.

W mediach m
ichałki. Czy to cisza przed burzą, czy też jesteśmy w oku cyklonu? Widać sens pojęcia Ogłuszające Milczenie.
================
Niedawno Minister Pandemii zapowiadał czwartą falę - na przełom sierpnia i września. A według najnowszych wyliczeńma ona nas "zalać" w połowie listopada, gdy będą, jak co roku, słoty, przeziębienia,chrypki i grypki...

 ===============

 
W Y S Z U K I W A R K A
Katechizm bez zbawienia - antyreligijny charakter darwinizmu Drukuj Email
Wpisał: St. Jaki   
19.05.2008.

Katechizm bez zbawienia

            Tę wyraźnie "nienaukową" strategię zrozumieć można tylko wtedy, gdy zda się sobie sprawę z faktu, że darwiniści często działali jakby wewnątrz jednego kościoła antyreligii. Większość jego liderów po­zwalała sobie tylko okazjonalnie na uszczypliwe uwagi wobec religii, zwłaszcza chrześcijaństwa, uwagi zazwyczaj tak krótkie, jak ta wypo­wiedziana przez George'a G. Simpsona o ,,związanych z przesądami uroczystościach, obchodzonych co tydzień w każdej wiosce Stanów Zjednoczonych". Jednakże z reguły liderzy owi popierają wszy­stkich tych, którzy głośno potwierdzają antyreligijny , a zwłaszcza anty-chrześcijański charakter darwinizmu. T. H. Huxley nie zaprote­stował, kiedy W. K. Clifford, profesor matematyki na University College w Londynie, mówił o dziele O pochodzeniu jako o dowodzie, że "nadchodzi królestwo człowieka", jak też jako usprawiedliwieniu dla człowieka, deklarującego, że "zanim był Jahwe, ja jestem" 43. W Niemczech David Strauss, w pocie czoła usuwający wszystkie cuda z Biblii, chwalił darwinizm jako ostateczną odpowiedź na nie. Jako ostatni przeciwstawiłby się Straussowi Ernst Haeckel, pierwszy ważniejszy niemiecki orędownik Darwina. W swej "Historii stworze­nia" przedstawia on człowieka tak jednoznacznie jako produkt wyłą­cznie materialistycznej ewolucji, ie przez chwilę Darwin sądził, że nie trzeba już pisać dzieła O pochodzeniu. Niemal wszyscy spośród czołowych darwinistów mówili o darwinizmie jako o wszechobejmu­jącym poglądzie na życie i egzystencję. Czyniąc tak, Sir Arthur Keith wyraźnie zaklasyfikował darwinizm jako religię, wspominając przy tym o przypadku, który odgrywa decydującą rolę w grze w karty: "Każdemu z nas rozdano karty; musimy zaakceptować te, które dosta­liśmy, i wykorzystać je najlepiej, jak potrafimy. Gry tej nie można rozegrać bez jakiegoś rodzaju r e l i g ii. My, którzy 'teraz znajdujemy się przy stole gry, musimy mieć jakieś c r e d o, które pomoże nam przetrwać w okresach przeciwności i poniżenia, zanim dojdziemy do dobrobytu" (podkr. S. L. J.).

            Mylący charakter tego credo mógł być oczywisty dla każdego, kto zważał na zasadniczy błąd, leżący u jego podstaw. Wbrew twierdzeniu Sir Arthura, natura nie rozdaje swych kart sprawiedliwie. Cały czas faworyzuje ona coraz bardziej pogłębia­jący się nieporządek, o czym wiedziano z dokładnością statystycznej termodynamiki na pół wieku przed rokiem 1925, kiedy to Sir Arthur roztoczył swój naukowy blask, dając pierwszy z serii corocznych wykładów, ustanowionych dla upamiętnienia Moncure'a Daniela Conwaya. Odyseja intelektualna tego ostatniego wyglądała następują­co: pastor u metodystów, potem u unitarian, rezygnuje z modlitwy, pisze biografię Thomasa Paine'a i książkę ukazującą mądrości Dale­kiego Wschodu...

            Około dwudziestu lat później Julian Huxley uraczył wiernych darwi­nistów swoim Religion without Revelation. Ostatnimi laty profesor E. O. Wilson, socjobiolog, wyszczególnił "epikę ewolucyjną" jako "samo sedno naukowego materializmu" i "najlepszy mit, jaki prawdo­podobnie będziemy kiedykolwiek mieć". Jego główną zaletą jako mitu ma być przystosowalność do prawdy w stopniu największym z możli­wych, w jakim tylko "ludzki umysł jest do osądzania prawdy skonstruowany". Kantowi bardzo spodobałoby się ostatnie zdanie, które wskazuje, że darwinizm może dostarczyć tylko takich teorii wyjaśnia­jących funkcjonowanie umysłu, w których ostatecznie prawdziwość wszystkich faktów staje się funkcją samego intelektu. Różnić się będą jedynie tym, że dla Kanta kategorie umysłu są wciąż absolutne, podczas gdy u darwinistów są one (czy przynajmniej powinny być) częścią nie kończącego się strumienia zmian. Jeśli darwiniści mówią o progre­sywnym zbliżaniu się do prawdy przez proces ewolucyjny, jest to tylko postulat, obcy samemu darwinizmowi. Bardzo pouczający jest fakt, że Wilson przyznał również, iż religia czy mit materialistów musi jednak zadowalać "mitotwórcze wymogi umysłu" po to, by można było "po­nownie zainwestować nasze olbrzymie energie".       Najwyraźniej zwró­cenie się darwinistów po katechizm, aby przypomnieć zaskakujące

wyznanie profesora Goulda, nie przyniosło rozwiązania, które ­jeśli ma być rzeczywiście satysfakcjonujące i fundamentalne - pro­wadziłoby do zbawienia, do którego prawdziwy katechizm powinien prowadzić.

Upadek człowieka, spowodowany przez darwinizm

            Szacunek dla narzuconych przez samą naukę ograniczeń metody naukowej powinien wystarczyć, aby wystąpić przeciwko m i t o w i ewolucyjnemu, którego nigdy nie należy mylić z ewolucją. Postano­wienie takie powinno przerodzić się w iście misjonarski żar na wspo­mnienie sprzeczności, niekonsekwencji czy braku dowodów, towarzy­szących darwinizmowi od samego początku. Czyż można nie czuć się zobligowanym do krucjaty na rzecz zdrowego umysłu, kiedy biolo­dzy-darwiniści występują z takimi oto stwierdzeniami:

            Począwszy od czasów Darwina, ewolucja zyskuje coraz większą akceptację; aktualnie w umysłach poinformowanych, myślących ludzi nie ma wątpliwo­ści, że jest tylko ten logiczny sposób, w jaki można zinterpretować i zrozumieć stworzenie. Nie znamy tylko modus operandi, ale możemy być spokojni, że proces przebiega w zgodzie z wielkimi prawami naturalnymi, które częściowo są jeszcze nie znane, a być może niepoznawalne .

            Ciekawe, czy R. S. Lun, od dawna już nieżyjący biolog z uniwersy­tetu Yale, pokazał to zdanie jakiemukolwiek z tamtejszych profesorów logiki. W rzeczywistości nawet student logiki, nie zbałamucony darwi­nowską frazeologią, łatwo zgodziłby się, że tylko umysły nieczułe na logikę mogą przyjąć powyższy cytat bez obrzydzenia. Oczywistym jest, że skoro nie można być pewnym mechanizmu darwinowskiej ewolucji, nie można też oczekiwać rezygnacji z dalszych badań, mają­cych tę kwestię wyjaśnić, a co dopiero mówić o tworzeniu śmiałych wizji, wykraczających poza ten mechanizm. Ten sam student równie słusznie mógłby się zastanawiać nad zgodnością tej szerszej wizji z "wielkimi prawami naturalnymi", skoro owe prawa są tylko częścio­wo znane, a część z nich miałaby prawdopodobnie pozostać nie znana na zawsze.

            Jednak nasz student najprawdopodobniej przyjąłby bez zastrzeżeń twierdzenie profesora Luna, iż nie ma wątpliwości co do darwino­wskiej ewolucji "w umysłach poinformowanych, myślących ludzi". Profesor Lun i inni nauczyciele darwinizmu na prestiżowych uniwer­sytetach (których chętnie naśladują wykładowcy pośledniejszych uczelni) zadbali o to, by studenci nie podejrzewali nawet, że istnieje szacowna nie-darwinowska mniejszość wśród ekspertów w kwestii ewolucji. Prawdopodobnie równie łatwo student, o którym mowa, przeszedłby do porządku nad użytym przez profesora Luna słowem "stworzenie". Do lat dwudziestych naszego stulecia, a nawet w latach jeszcze późniejszych, słowo "stworzenie" bardzo rzadko rozumiane było w znaczeniu stworzenia z niczego, którego to wielce rewolucyj­nego znaczenia nabrało ono w trwającej przez wieki tradycji chrześci­jańskiej. W rzeczywistości darwiniści nie szczędzili trudu, aby zatrzeć semantyczną wartość tego terminu poprzez stałe wzmianki o "twórczej roli" doboru naturalnego czy ewolucji.

            Pozostawiają oni przy tym tę metaforę nie wyjaśnioną, wiedząc doskonale, że rolą metafor jest sugerować coś więcej, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Dopiero kiedy zaczynają wyjaśniać, co rozumieją przez ten termin, można domyślać się znaczenia, jakie nadają temu słowu. Mowa tu o twierdzeniu sławnego genetyka, H. J. Mul1era, że dobór naturalny jest bardziej twórczy od rzeźbiarza czy poety, po­nieważ obydwaj oni, jego zdaniem, zmieniają położenia formy już istniejącej. Jego twierdzenie, że rzeźbiarz jedynie odkrywa formę już istniejącą w bloku marmuru zdradza kompletną nieznajomość pracy artysty. Jednakże takie intelektualne nadużycie potrzebne było, aby dzieło dokonane przez dobór naturalny ukazać jako ujawnianie tego, co aktualne w tym, co potencjalne. Darwiniści, gotowi zamienić gabinety filozofów w teatr specjalizujący się w komediach, nie wyczu­wają ironii kryjącej się w ich ponurym stwierdzeniu, iż "każdy, kto nie szanuje Darwina zwraca na siebie uwagę psychiatry". Rzadko kiedy do tego stopnia myli się lekarza z pacjentem.

            Nic nie ukaże bardziej dobitnie przepaści, w jaką może wpaść czło­wiek, niż ukazanie etapu, na którym zdrowie bierze się za chorobę i odwrotnie. Współczesny człowiek, tak starannie odróżniający zdro­wie fizyczne od fizycznej choroby, chcąc chyba popisać się sofistyką, bawi się w nieodpowiedzialny sposób pojęciami, bacząc przy tym (zre­sztą na próżno), by zabawa utrzymana była na odpowiednim poziomie umysłowym. Prowadzące do nieporozumień igranie słowami brane jest za uczoność, jak gdyby tworzenie słów stanowiło o uczoności człowie­ka. Darwiniści są pierwszymi chętnymi do udziału w tej grze, od kiedy tylko zaczęli dyskutować o ewolucji ludzkiego umysłu i języka. Pozor­nie wydaje się, że zajmują się oni tworzeniem niewinnych paradoksów, takich jak ten, że „jesteśmy mądrzejsi, niż jesteśmy". Wytłumaczenie tego paradoksu, podane przez odpowiedzialnego zań profesora Goulda, jest takie, że umysł człowieka rozwinął się znacznie szybciej niż jego ciało. Rzeczywiście, rozwój umysłu miał miejsce w chwili, która jest jedynie niezauważalnym odcinkiem na skali geologicznej. Stąd też dostrzeżenie w tym fakcie czegoś prowokującego do myślenia jest dla darwinistów "niekonwencjonalne". Profesor Gould, spiesząc z wyjaś­nieniem, aby nie ucierpiała na tym sprawa, zauważył: "Pokrzepia to naszą jaźń, że czynimy dobrze, rezygnując z zarozumialstwa"             Jeśli paradoksy mogą być tragiczne, ten jest taki z pewnością. Dar­winistyczne udawanie intelektualnej skromności jest w rzeczywistości bezczelnym dążeniem do wyniesienia. Jest to naturalnie równoważne grzechowi przeciwko Duchowi Świętemu, który to grzech sam Zbawca nazwał nie dającą się pokonać przeszkodą na drodze do zbawienia. Dlatego paradoks profesora Goulda nie może uczynić dla darwinistów tego, co paradoksy czynić powinny, czyli - powtórzmy za Chesterto­nem - budzić umysłu . Darwiniści wciąż jeszcze się nie ocknęli i nie dostrzegli faktu, który świadczy na rzecz ewolucji, że człowiek oczami swojej duszy zdolny jest widzieć nieporównywalnie dalej niż zwykły­mi oczami, choćby wspomagać go miały w tym wspaniałe wynalazki, takie jak mikroskop czy teleskop.

Zmieniony ( 20.05.2008. )
 
następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.