Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 11 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Seawolf arrow Wejściówka za 7 miliardów
Monday 24 February 2020 02:09:29.28.
migawki
 

Wy jesteście solą ziemi. A jeśli sól zwietrzeje, czym będzie solona? [Mt. 5:13]

 
W Y S Z U K I W A R K A
Wejściówka za 7 miliardów Drukuj Email
Wpisał: seawolf,   
01.02.2012.

Wejściówka za 7 miliardów

Hosanna- wielki sukces! Przynajmniej w takim tonie wypowiadają się internetowe płatne mendy, bo nawet rządowi dziennikarze wypowiadają się z pewną rezerwą, podobnie, jak kiedyś uprzejmie, ale z zażenowaniem patrzono na Jelcyna po pijacku dyrygującego orkiestrą. Albo na szacownego nestora rodu śpiewającego piskliwym głosem czastuszki na weselu. Uśmiech obecny, ale nieco wymuszony. Zarówno Sikorski, jak i Tusk zaangażowali cały swój prestiż w przypodobanie się Niemcom w nadziei na nagrodę. Nie żądali wiele, zresztą, jakie tam znowu „żądali”, oczekiwali raczej. Oni nie z tych, co żądają, nie ten profil psychologiczny. Z buta, to oni potrafią wskoczyć na Wdowy Smoleńskie, wobec silniejszych obowiązuje zasada Iziwnitie, druzja” Grasia.

Niestety, taktyka Donalda Tuska, by znienacka rzucać jakieś z … no, z kapelusza, żeby nie powiedzieć dosadniej, skąd, wyjęte obietnice, koncepcje, jakieś Euro wprowadzane za tydzień, kastrowani pedofile, przemoc w rodzinie, katarskich inwestorów ratujących stocznie, niczym kawaleria ratująca kawalkadę wozów osadników przed Apaczami, zupełnie się nie sprawdza za granicą, wobec poważnych polityków i prasy nie związanej służbowymi zależnościami i panicznym strachem przez PiS. Muszą tam na tych piłkarzyków patrzeć, jak na jakiś błaznów.

Oops, sorry, zapomniałem, że, zdaniem Wyborczej „Europa mówi Sikorskim”. Tak, tak… Tak można pisać na użytek wewnętrzny, dla miejscowych głupków, natomiast zupełnie nie działa na ludzi, którzy trochę podróżują po świecie i sami czytają i oglądają, co tam o nas piszą, a częściej nie piszą. Niestety obraz rządu z kabaretu Moralnego Niepokoju R. Górskiego przez przypadek jest bardzo bliski rzeczywistości. Jak nie prawda, to dobrze zmyślone, jak mówi włoskie przysłowie. Se non e vero, e ben trovato.

Niekompetencja i głupota, niefrasobliwość i rozpaczliwa nieznajomość mechanizmów dawała o sobie znać wielokrotnie. Wtedy, po tragedii smoleńskiej, gdy Tusk ani sam nie wiedział, ani nikogo nie zapytał, bo i kogo, wokół sami ignoranci, tacy , jak i on sam, o te konwencje i o porozumienia, o konsekwencje prawne jednych i drugich. Jedyne, co w tych mózgach się kołatało, to po pierwsze strach, że wyjdzie na jaw udział w tym wszystkim, po drugie, i to było chyba ważniejsze, ważniejsze, niż wszystko inne, zapewnienie, by Kaczyński w żaden sposób nie odniósł żadnej korzyści propagandowej z tej tragedii. Stąd ta projekcja swoich uczuć i myśli i maniakalne powtarzanie, żeby „nie grac trumnami”. Jeśli ktokolwiek grał trumnami, to właśnie oni, a myśmy dali się sterroryzować i zepchnąć do defensywy.

Identyczna niekompetencja była widoczna w ostatnich dniach, gdy nieudolnie usiłowano przepchnąć po cichu tę nieszczęsną ACTA przy okazji kłamiąc, kłamiąc, kłamiąc , a następnie znowu kłamiąc. Mnie najbardziej uderzyła właśnie ta prawidłowość godna kabaretu-

 a/ no, wicie, wcale nie musimy podpisać, chociaż

b/ musimy podpisać, bo wszyscy już podpisali,

c/ nikt nie podpisał, ale pewnie wkrótce podpiszą,

d/ no, wcale nie jest powiedziane, spotkamy się zastanowimy,

 e/ musimy podpisać,

f/ podpisujemy, bo się nie ugniemy przed terrorem złodziei i idiotów, ale

g/ może nie ratyfikujemy, przeanalizujemy „każdą literę” porozumienia, które właśnie kazaliśmy podpisać.

Potem , oczywiście okazuje się, że ratyfikacja nie ma znaczenia, bo wystarczy , żeby podpisało 6 krajów Unii, żeby umowa obowiązywała na całym obszarze Unii. Ciekawy mechanizm, nawiasem mówiąc, zważywszy, że jest klauzula umożliwiająca wypowiedzenie ACTA z półrocznym wyprzedzeniem.

Wypowiemy, a porozumienie i tak obowiązuje. Co tam, wypowiemy, nie ratyfikujemy w ogóle i też nic z tego nie wynika. Ratyfikujemy, ale wypowiemy, czy coś się zmieni? Obowiązuje mniej, tak samo, czy bardziej? Fajnie, czy jakiś prawnik może mi to w prosty sposób wyjaśnić? No i wreszcie coś , co już jest bez porównania poważniejsze, bo tu igramy z niepodległością Polski. Niepodległością, którą handlujemy, niczym aportem wnoszonym do spółki w celu zapewnienia kilku oficjelom objęcia kiedyś tam w przyszłości funkcji komisarza czegoś tam.

Do tego dorzucamy 7 miliardów euro specyficznej opłaty za bilet- wejściówkę na obrady. Bez prawa głosu, raz na jakiś czas, nie wiem, po co nam takie upokorzenie, taka żenada. Nie jestem w stanie dostrzec ani jednej korzyści z tego, że raz, czy dwa razy na rok zostanie Sikorski, czy kto tam, wpuszczony na sale obrad, posłucha sobie, zje herbatniczka, wypije colę i wyjdzie. I co, kuźwa z tego? Aha, zapomniałem o najważniejszym, poklepią go po pleckach, aż kurz pójdzie. Nawet kilka razy, salwą, na dwie ręce. Jak ofermę klasową dla śmiechu.

 Pisałem już kiedyś, że ta fucha dla Tuska, załatwiana kosztem suwerenności i miliardów dolarów kosztuje nas stanowczo zbyt wiele, dużo taniej byłoby zrobić narodową zrzutę, zapłacić mu równowartość tej pensji, diet , emerytury, ba, można by się umówić, że immunitet mu damy, obiecamy , że nie będziemy się czepiać tego Smoleńska i tych wszystkich pomniejszych historii, afer, przekrętów, przewałów, nadamy mu tytuł Hetmana Wielkiego Półkuli Północnej, albo i Drogi Mlecznej, jeśli tak mu zależy na tytułach, niech tylko sobie idzie on i jego piłkarzyki w cholerę. Taniej wyjdzie i szkody dla Polski mniejsze.

Zmieniony ( 01.02.2012. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.