Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 39 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Michalkiewicz 12 / I arrow Donald Tusk jako Wodzianka
Thursday 18 July 2019 09:10:00.27.
migawki

W młodzieżowych mistrzostwach … Europy - biegł Murzyn, Hassan, jako reprezentant kraiku azjatyckiego. Pewnie również wiek ma sfałszowany, ale to można by poznać po zębach, jak u konia.

                  21.07.19 Poznań, Zamość – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

21.07.19 Białystok – Pokutny Marsz Różańcowy „Marsz w obronie rodziny”

 
W Y S Z U K I W A R K A
Donald Tusk jako Wodzianka Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
02.02.2012.

Donald Tusk jako Wodzianka

Stanisław Michalkiewicz http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2381

 

Felieton    gazeta internetowa „Super-Nowa” (www.super-nowa.pl )    2 lutego 2012

 „Rozwińcze sze sztandary!

Zagrajcze fanfary!

Zleczcze sze orły i orlęta!

Dżysz urodżyny pana prezydenta!”

 - wzywał anonimowy autor wierszyka, kolportowanego w swoim czasie w sferach kupieckich.

Dzisiaj ów anonimowy autor napisałby w „Gazecie Wyborczej” pewnie trochę inaczej, na przykład tak:

Rozwińcze sze sztandary!

Zagrajcze fanfary!

Niech każdy ż szebie entuzjazm wyłuska!

Dżysz wielki sukces premiera Tuska! 

No bo rzeczywiszcze, to znaczy - rzeczywiście; Jak donoszą z Paryża, Francja ustąpiła prze z molestowaniem i premieru Tusku przystęp dała do sanktuarium swego cia... no nie, aż takiego sukcesu to premier Tusk nie odniósł.

Może to i dobrze, bo ze słodką Francja nie ma żartów, podobnie jak z Carycą Leonidą. Oto jak Janusz Szpotański w profetycznym natchnieniu opisuje bliskie spotkania III stopnia z Carycą:

„Pomniu, kak prijechał w Moskwude Gaulle,

sklerotik i starik,i ja jewo pocełowała,

on potom prosto dostał tik,

ach, on formalno popał w trans,

on przestał bredzić o belle France

i tolko skuczał u mych stóp:

Ach Leonide, ty mienia lub,

dla ciebie cały Zapad broszę,

tylko mnie jeszcze całuj, proszę!”

Tedy aż strach pomyśleć, co mogłoby stać się z premierem Tuskiem, gdyby przez słodką Francję został dopuszczony do aż takiej konfidencji. Ale o tym, ma się rozumieć, nie ma mowy - co zresztą i sam premier Tusk rozumie i dlatego molestował słodką Francję, zresztą nie tylko sam, bo również przy pomocy innych zalotników, żeby zgodziła się dopuścić go do stołu, przy którym namawiają się starsi i mądrzejsi.

Była to dla premiera Tusk sprawa miłości własnej - bo na skutek notorycznego blagierstwa, zatracił poczucie rzeczywistości i kiedy w naszym imieniu zadeklarował, że zapłacimy Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu prawie 7 miliardów euro na sfinansowanie „pożyczki”, której Fundusz udzieli Grecji i innym potencjalnym bankrutom tworzącym tak zwane „strefę euro”, to chyba naprawdę myślał, że to będzie bilet przystępu do wspomnianego stołu.

Tymczasem zarówno Nasza Złota Pani, a zwłaszcza - jej francuski kolaborant Mikołaj Sarkozy najwyraźniej stanęli na nieubłaganym gruncie zasady: brać i nie kwitować” - i na deklaracje premiera Tuska, który przez tubylczą publicznością już zaczął się nadymać, jak to będzie „współdecydował” o europejskiej polityce, zareagowali najwyższym zdumieniem. Taki bolesny powrót do rzeczywistości szalenie premiera Tuska zmartwił, że dla przywrócenia równowagi aż udał się na urlop.

A tu, jak na złość nieszczęścia zaczęły chodzić już nawet nie parami, ale czwórkami! Zbuntowali mu się lekarze i aptekarze, którym nie przypadła wcale do gustu rola doktora Mengele, jaką rząd wyznaczył im w Narodowym Programie Eutanazji, zbuntowali się kierowcy zirytowani nieustannym wzrostem cen paliw w sytuacji, gdy baryłka ropy 30 stycznia br. kosztowała 110,28 USD , podczas gdy 13 kwietnia ub. roku - 124,93 USD - ale 30 stycznia 2012 roku litr oleju napędowego kosztuje 5,85 zł, podczas gdy w kwietniu ubiegłego roku zaledwie 4 złote.

A i to jeszcze nic, bo nawet młodzi wykształceni z wielkich miast stanęli mu dęba, kiedy kazał pani ambasador Jadwidze Rodowicz podpisać porozumienie ACTA. Ale tak to już jest, kiedy na skutek wojny na górze między bezpieczniackimi watahami, zapoczątkowanej zatrzymaniem generała Gromosława Czempińskiego, który najwyraźniej postanowił pomścić zniewagę, zachwiały się fundamenty III Rzeczypospolitej. W tej sytuacji premieru Tusku brakowało już tylko tego, by został ośmieszony przez starszych i mądrzejszych i to gdzie! - w samej Brukseli, gdzie musiałby czekać na mrozie przed drzwiami, może nawet z odkrytą głową, czekając, aż kiedy za zamkniętymi drzwiami nażrą się i napiją - zakomunikują mu, ile mamy za to zapłacić.

Takiego błazeństwa pewnie nie udałoby się zatrzeć nawet redaktoru Lisu, więc nic dziwnego, że premier Tusk potrzebował sukcesu, niczym kania dżdżu. Co tam obiecał Naszej Złotej Pani a zwłaszcza - jej francuskiemu kolaborantowi Mikołajowi Sarkozy’emu, którego nazwisko nadwiślańscy złośliwcy już przerobili na „Serkozi” - to zostanie nam objawione na samym końcu, kiedy będziemy musieli zapłacić i odsiedzieć (adwokat do klienta: wygrał pan sprawę; trzeba tylko zapłacić i odsiedzieć), ale już teraz można się domyślić, że tanio nie będzie, bo przecież ani Nasza Złota Pani, ani jej francuski kolaborant byle czego nie zjedzą i byle czym się nie zadowolą.

Wygląda na to, że lizusowska polityka premiera Tuska i jego eleganckiego ministra może kosztować nas jeszcze drożej, niż polityka jego poprzednika, który zresztą - powiedzmy sobie szczerze - więcej mówił, niż robił, bo w sprawach zasadniczych, jak Anschluss, czy traktat lizboński, przemawiał jednym głosem z „siłami zdrady i zaprzaństwa”, czyli Platformą Obywatelską. Ale wiadomo, że si duo dicunt idem - non est idem - co się wykłada, że jeśli dwóch mówi to samo - to nie jest to samo.

I rzeczywiście - bo o ile poparcie dla Anschlussu i Lizbony ze strony Platformy Obywatelskiej wynikało ze zdrady i zaprzaństwa, o tyle takie samo poparcie ze strony PiS wynikało z pragnienia płomiennej obrony interesu narodowego - bo czyż prezes Kaczyński miał inne wyjście? Wiadomo, że nie miał - więc może i dzisiaj pławić się w pierwotnej niewinności, bo skoro w sytuacji bez wyjścia można już tylko prowadzić tę samą politykę, to liczą się już wyłącznie intencje. Tak czy owak - co tam obiecał, to obiecał - w zamian za to Nasza Złota Pani i jej francuski kolaborant zgodzili się, by premier Tusk mógł wejść za drzwi, za którymi namawiają się starsi i mądrzejsi.

Na wieść o tym partyzanci premiera Tuska dostali małpiego rozumu i na przykład pani Hanna Gronkiewicz -Waltz już opowiada duby smalone, że teraz będziemy - to znaczy - premier Tusk i ona - decydować o polityce europejskiej - tymczasem premier Tusk, jako przedstawiciel naszego nieszczęśliwego kraju został wprawdzie wpuszczony za drzwi - ale bez prawa głosu. Znaczy - może się przysłuchiwać i co więcej? Czy przez cały czas będzie stał jak kołek na weselu? 

Jeśli, dajmy na to, Serkozi zwróci się do niego ze słowami: przynieście mi, dobry człowieku, cygaro - to przecież chyba się ruszy i przyniesie, no nie? Wszystko wskazuje na to, że w tych obradach premier Tusk będzie robił to samo, co w programach Kuby Wojewódzkiego niejaka Wodzianka, która pojawiała się w kadrze przynosząc uczestnikom wodę. W jej przypadku była to trampolina do kariery celebrytki, którą, ku zgorszeniu weteranek, co to najwyraźniej musiały już zapomnieć drogę krzyżową przez łóżka wszystkich dyrektorów i redaktorów - i się jako Wodzianka właśnie rozpoczyna.

Nie jest tedy wykluczone, że jeśli premier Tusk sprawdzi się jako Wodzianka, to Nasza Złota Pani wynagrodzi go jakąś synekurą w Unii Europejskiej, gdzie będzie żył sobie długo i szczęśliwie aż do śmierci. Amen.

Zmieniony ( 02.02.2012. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.