Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 84 gości
S T A R T arrow Kościół arrow Drogi wyjścia arrow Współczesne Lepanto
Thursday 21 November 2019 19:49:46.28.
migawki
Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz"
 
W Y S Z U K I W A R K A
Współczesne Lepanto Drukuj Email
Wpisał: Virginia Coda Nunziante   
10.03.2012.

Współczesne Lepanto

 

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20120310&typ=my&id=my09.txt

Z Virginią Codą Nunziante, członkiem zarządu Stowarzyszenia Famiglia Domani i Fundacji Lepanto, kierownikiem Departamentu Spraw Międzynarodowych Consiglio Nazionale delle Ricerche (włoskiego odpowiednika Polskiej Akademii Nauk), rozmawia Agnieszka Żurek


Fundacja Lepanto jest głównym organizatorem Marszu dla Życia, który 13 maja przejdzie ulicami Rzymu?
- Aby zorganizować Marsz dla Życia, połączyliśmy siły wielu stowarzyszeń. Pomysł zorganizowania tego Marszu wyszedł od nas i my także jesteśmy głównymi jego organizatorami tu, na miejscu, w Rzymie. Inne stowarzyszenia mają siedziby poza Rzymem, ale bardzo nam pomagają w przygotowaniach do Marszu, organizując wyjazdy autobusowe ze wszystkich większych miast włoskich.

Ile osób pracuje w Fundacji Lepanto?
- Formalnie piętnaście. Plus wolontariusze - każdy tyle czasu, ile może poświęcić. Spotykamy się regularnie co tydzień. W każdy poniedziałek organizujemy zebrania. Organizacja Marszu nie jest naszym jedynym działaniem. Wydajemy prasę - miesięcznik "Radici Cristiane" ("Korzenie chrześcijańskie"), kwartalniki "Lepanto" i "Famiglia Domani", tygodnik "Corrispondenza Romana", magazyn "Correspondance Européenne" wydawany raz na trzy tygodnie w języku francuskim we Francji, Belgii i Szwajcarii. Przygotowujemy ten magazyn tutaj, w Rzymie - dziś właśnie wysłaliśmy najnowszy numer. Oprócz wydawania prasy co miesiąc organizujemy w siedzibie fundacji konferencje poświęcone ważnym i aktualnym zagadnieniom. Tematem najbliższej będzie waluta euro, ostatnia poświęcona była natomiast zjawisku homoseksualizmu, wcześniejsza z kolei - islamowi. Poruszamy zatem wszystkie tematy, które są aktualne i które dotyczą obrony wartości. Nadrzędnym celem naszej fundacji jest obrona cywilizacji chrześcijańskiej.

Stąd nazwa Państwa fundacji?
- Tak. Fundacja nazywa się Lepanto - upamiętniamy w ten sposób wielkie zwycięstwo chrześcijaństwa nad islamem. Kiedy powstała fundacja, największym zagrożeniem dla cywilizacji chrześcijańskiej nie był islam, ale komunizm. Walka zawsze jednak toczy się o to samo. Zawsze następuje atak na cywilizację chrześcijańską. Nazwa naszej fundacji jest związana także z wielką postacią świętego Piusa V i świętego Jana Bosco. Każda podejmowana przez nas aktywność ma zatem podstawowy cel, jakim jest obrona cywilizacji chrześcijańskiej. Każde ze związanych z nami stowarzyszeń i każda z wydawanych przez nas gazet ma swoją specyfikę - niektórzy więcej uwagi poświęcają obronie życia i rodziny, inni z kolei dbają o obronę piękna.

W Rzymie odbył się organizowany przez Stowarzyszenie Famiglia Domani kongres "Granice życia". Co Pani zdaniem okazało się szczególnie istotnym tematem jego obrad?
- Wymieniłabym tutaj dwa ważne aspekty. Pierwszym z nich było zmierzenie się w pogłębiony sposób przez ekspertów i naukowców z tematem śmierci mózgowej, a zatem obrony życia przy jego końcu. Kwestia początków życia w środowiskach katolickich w przeważającej mierze nie podlega już dyskusji. Istnieje powszechna świadomość, że życie zaczyna się z chwilą poczęcia, a zarodek jest człowiekiem. Brakuje natomiast wiedzy - także w środowiskach katolickich - o końcu życia. Zdarza się także, iż ci, którzy posiadają wiadomości na ten temat, wolą zachowywać je dla siebie, aby kontrowersje dotyczące końca życia ludzkiego nie ujrzały światła dziennego.

Rzymski kongres uważam za szczególnie interesujący, ponieważ umożliwił on zrozumienie tego, czym w istocie jest śmierć mózgowa, i tego, że stworzone przez naukowców z Harvardu pojęcie nie stanowi kryterium, które może być używane przy orzekaniu zgonu. Ci, którzy używają tego kryterium, w istocie popełniają morderstwo. Widzieliśmy na kongresie wstrząsające zdjęcia serca, które musi zostać pobrane do przeszczepu wtedy, kiedy jeszcze bije. Oznacza to pobranie serca od żyjącego jeszcze człowieka. Problem śmierci mózgowej był zatem ogromnie ważnym zagadnieniem obrad. Wywarł głębokie wrażenie na uczestniczących w kongresie przedstawicielach świata medycznego.

Drugim ważnym aspektem było, moim zdaniem, dostrzeżenie i opisanie zjawiska procesu rewolucyjnego, jaki zachodzi obecnie w obszarze bioetyki. Zjawisko to opisali profesorowie Roberto de Mattei i Matteo D´Amico. W świadomości społecznej utrwaliło się już, że historia jest polem bitwy między siłami dobra i zła. Dzisiaj fundamentalnym zagadnieniem jest zrozumienie, że ochrona życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci jest właśnie tym polem, na którym rozgrywa się walka dobra ze złem. Zrozumienie tego oznacza także otworzenie oczu na to, w jaki sposób siłom zła udało się już do tej pory zmienić naszą wrażliwość sumienia. Nawet dobrzy ludzie uważają często, że chociaż aborcja zasadniczo jest złem, to jednak w poszczególnych przypadkach można ją usprawiedliwić, a zatem stanowi to wystarczający powód do jej legalizacji. Podobnie jest z eutanazją. Wykłady profesora de Mattei i prof. D´Amico bardzo klarownie naświetliły, w jaki sposób proces rewolucyjny wykorzystuje dzisiaj zdobycze biotechnologii, wpływając na kierunek rozwoju medycyny i oczywiście na kierunek rozwoju człowieka.

Organizacja kongresu "Granice życia" wpisuje się w zakres działań podejmowanych przez Stowarzyszenie Famiglia Domani, powołane w celu obrony wartości chrześcijańskich.

- Tak. Rzeczywistość, w jakiej żyjemy, obecnie jest bardzo złożona i wielowymiarowa. Temat obrony życia i rodziny jest szczególnym przedmiotem zainteresowania Stowarzyszenia Famiglia Domani, które należy do grupy powiązanych z nami stowarzyszeń. Famiglia Domani koncentruje swoją uwagę w sposób szczególny właśnie na zagadnieniach dotyczących obrony życia i rodziny. Tematyką obrony życia zajmujemy się już od dawna. Pierwszy kongres poświęcony temu zagadnieniu, podejmujący także problem śmierci mózgowej, zorganizowaliśmy już w latach 90. Jesteśmy szczególnie uwrażliwieni na ten problem, ponieważ naszym zdaniem jest to jeden z głównych przedmiotów zainteresowania współcześnie rozgrywającego się procesu rewolucyjnego. Po zalegalizowaniu aborcji, to znaczy pozwoleniu kobietom na podjęcie decyzji o zabiciu własnego dziecka, kolejnym krokiem staje się obecnie decydowanie o tym, kiedy można zabić dorosłego człowieka. Dyskutuje się także o tym, kogo można uważać za istotę ludzką, a kogo już nie. Tak jak było to powiedziane w czasie kongresu - osoby z uszkodzonym mózgiem zaczyna się traktować tak, jak gdyby przestały być ludźmi. Podchodzi się do człowieka tak, jakby jego dusza przebywała w mózgu.

W organizacji kongresu "Granice życia" brało udział sporo młodych ludzi.
- Tak, rzeczywiście. Jedna z osób współpracujących z nami uczyła w szkole, a następnie została nauczycielką akademicką. Prowadziła wśród swoich uczniów apostolat, dzięki czemu zgromadziła wokół siebie środowisko młodych ludzi, którzy następnie przyprowadzili innych młodych. Ta młodzież bardzo aktywnie włącza się także w przygotowania do Marszu dla Życia. Kilka tygodni temu na przykład, za zgodą jednego z rzymskich proboszczów, zorganizowała sprzedaż kwiatów, aby w ten sposób zebrać fundusze na organizację Marszu. To przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem, młodzi ludzie zebrali w ten sposób 1000 euro.

Młodzież ma zatem ochotę działać.

- Takie kongresy jak ten, który ostatnio odbył się w Rzymie, są dla nich fundamentalną sprawą. Bardzo ich wzmacniają. Uczestnicy kongresu byli bardzo zadowoleni. Szczególnie poruszającym wystąpieniem było dla nas wszystkich świadectwo Gianny Emanueli Molli. Młodzi ludzie przeżyli to szczególnie głęboko. Jednym z zagadnień, na które profesor de Mattei kładzie największy nacisk, jest uświadomienie sobie, że jesteśmy jedynie narzędziami w rękach Boga. Bóg stworzył nas po to, abyśmy byli świętymi. Wypełnimy nasze powołanie wtedy, kiedy staniemy się świętymi. Świętość osiąga się poprzez wypełnianie codziennych obowiązków, poprzez wierność w drobnych sprawach dnia codziennego. Naszym zadaniem jest zatem dążenie do świętości. W tym sensie bardzo wymowne było świadectwo Gianny Emanueli Molli. Mówiła właśnie o tym. Za aktem heroicznym, na który zdobyła się w określonym momencie swojego życia jej matka, stała świętość jej codziennego życia. Pan może w pewnym momencie powołać nas do tego, abyśmy spełnili jakiś czyn heroiczny i stali się świętymi oficjalnie wyniesionymi na ołtarze. Tym jednak, czego chce od nas na co dzień, jest świętość w sprawach codziennych. Weźmy przykład świętej Teresy od Dzieciątka Jezus.

Spotkali się Państwo z jakąś szczególnie pozytywną reakcją na podejmowane przez fundację działania?
- Tak, miało to miejsce na przykład teraz, tuż po zakończeniu kongresu "Granice życia". Wielu uczestniczących w nim osób nie znaliśmy wcześniej, wiele z nich mówiło o ogromnym wrażeniu, jakie wywarły na nich prelekcje i poruszające świadectwo Gianny Emanueli Molli. Wśród nich były dwie tłumaczki. Obie wyszły ze swoich kabin, płacząc jak bobry. Jedna z tłumaczek zajmowała się także medycyną. Uczestniczyła też w operacjach pobierania narządów do przeszczepu. Przyznała, że nigdy nie słyszała nic z tego, o czym była mowa na kongresie. "Otworzyliście przede mną świat, o którym nie miałam wcześniej bladego pojęcia", powiedziała. Dwie osoby, które uczestniczyły w kongresie z powodów zawodowych, zostały zatem głęboko poruszone także w sferze bardziej fundamentalnej dotyczącej ich życia.

Podsumowując kongres, powiedziała Pani, że także dzisiaj nie brakuje osób, które pragną iść w ślady świętych. Przywołała Pani przykład młodej Włoszki, Camilli Pignati, która - podobnie jak św. Gianna Beretta Molla - oddała swoje życie, aby mogło się narodzić jej dziecko.

- Tak, ta młoda matka była szczęśliwą mężatką. Pierwsza ciąża przebiegła bez żadnych zakłóceń, kiedy jednak zaszła w kolejną, wykryto u niej nowotwór. Lekarze powiedzieli, że aby móc skutecznie ją leczyć, trzeba dokonać aborcji, przeprowadzić operację, a następnie rozpocząć intensywną chemioterapię. Camilla nie zgodziła się na to, mówiąc, że donosi dziecko z pełną świadomością ryzyka, jakie ponosi. Tak się też stało. Urodziła zdrowe dziecko i zaraz potem poddała się leczeniu. Inaczej niż Gianna Beretta Molla, która zmarła zaraz po porodzie, Camilla miała okazję trochę jeszcze nacieszyć się swoim dzieckiem. Umarła półtora roku po jego narodzinach, miesiąc temu. W jej pogrzebie uczestniczyło wielu członków grup modlitewnych oraz jej liczna rodzina. Rodzice Camilli żyli w separacji - dopiero choroba i śmierć córki sprawiły, że na nowo się do siebie zbliżyli. Pogrzeb Camilli był bardzo poruszającym wydarzeniem, także ze względu na świadectwa członków jej rodziny. Matka młodej kobiety powiedziała, że Camilla nie prosiła Boga o uzdrowienie, prosiła jedynie o siłę do zniesienia tego, co ją spotkało, i o to, aby zawsze mieć siłę się modlić, żeby cierpienie nigdy nie pozbawiło jej łaski modlitwy. W ostatnich dniach życia, kiedy Camilla przebywała już w szpitalu i kiedy towarzyszyła jej matka, młoda kobieta zwracała się do niej: "Nie siedź tu ze mną. Niczego nie potrzebuję. Wszystko mam. Jestem spokojna. Idź do domu, do męża i do dzieci, oni potrzebują cię bardziej". Jedynym przedmiotem troski Camilli byli zawsze inni ludzie, nie ona sama. Była to piękna śmierć, śmierć święta. Istnieją zatem łaski, które Pan daje nam także dziś w świecie, który wydaje się bardzo ponury i osnuty ciemnymi chmurami.

Dziękuję za rozmowę.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.