Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 43 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow rozbijanie polskości arrow Déjá vu [KLD a PO]
Friday 22 November 2019 16:26:49.28.
migawki
Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz"
 
W Y S Z U K I W A R K A
Déjá vu [KLD a PO] Drukuj Email
Wpisał: Grzegorz Kucharczyk   
27.03.2012.

Déjá vu [KLD a PO]

Słowa a czyny. Krótki przegląd dwudziestolecia

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20120327&typ=my&id=my09.txt

Prof. Grzegorz Kucharczyk historyk


Wielokrotnie mogliśmy przekonać się, obserwując rzeczywistość polityczną III RP, że aktualnie mamy do czynienia ze swego rodzaju powtórką z pierwszych lat tzw. transformacji. Początek lat dziewięćdziesiątych to przecież nie tylko zmonopolizowanie medialnego przekazu "głównego nurtu" przez nachalnych akwizytorów "partii ludzi rozsądnych", ale tocząca się w tle agresywna kampania wymierzona w Kościół. Zgodnie ze sztuką propagandy, utrzymywano wówczas, że celem ataku jest Kościół hierarchiczny, i to nie cały, tylko ci księża biskupi, którzy swoimi wypowiedziami udowodnili, że "Kościół boi się demokracji" i "jej nie rozumie".
W ostatnich tygodniach mogliśmy przekonać się, że tak jak dwadzieścia lat temu w tej roli obsadzany był ks. bp Józef Michalik (wówczas ordynariusz gorzowski), tak i obecnie rola ta została mu przez liberalny "mainstream" na nowo przydzielona. W 1991 r. inkryminowano polskiego księdza biskupa za to, że zalecił, by katolik głosował na katolika, a Żyd na Żyda. W 2012 r. przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski ma przepraszać za dostrzeżenie zorganizowanego ataku na Kościół.
Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku mieliśmy do czynienia z różnymi odcieniami antykatolickiej propagandy. Od wulgarnej ("Nie" J. Urbana) po szukającą innej frazeologii troskę o to, by "Kościół Syllabusa, Kościół zamknięty" nie wziął góry nad "Kościołem otwartym, Kościołem aggiornamento".

I dziś jest podobnie. Od ruchu poparcia byłego wiceprzewodniczącego Platformy Obywatelskiej po tych, którzy widzą w Polsce dwa Kościoły ("łagiewnicki" i "toruński") - mamy do czynienia z różnymi odcieniami tego samego projektu: uczynienia Polski na nowo poprzez odgórnie narzuconą laicyzację. Zresztą po niedawnych enuncjacjach jednego z czołowych reprezentantów tego kierunku należy wnosić, że w pojęciu "Polak katolik" nie tylko chodzi o zanegowanie tożsamości duchowej Polaków, ale i o usiłowanie wykorzenienia tożsamości narodowej.
Role podzielono. Tutaj także nic się nie zmieniło w porównaniu z okresem o dwadzieścia lat wcześniejszym. Jak pokazuje przykład Seweryna Blumsztajna z "Gazety Wyborczej" dzierżącego na "manifie" transparent z wulgarnym napisem, pewne atawizmy są silniejsze.

Kontestowanie wartości

Charakterystyczne jest również to, jak niektórzy politycy zgrabnie powrócili do swoich wcześniejszych postaw wobec obecności Kościoła czy szerzej - wartości chrześcijańskich w sferze publicznej. Warto w tym kontekście przypomnieć sobie słowa i czyny czołowych polityków Kongresu Liberalno-Demokratycznego z początku lat dziewięćdziesiątych, tych, którzy po kilkunastu latach stanęli na czele Platformy Obywatelskiej, a od 2007 r. sprawują rządy w RP.

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, to radykalna rozbieżność między słowami a czynami polityków KL-D. W kwietniu 1991 r. w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Janusz Lewandowski, odnosząc się do swojego środowiska politycznego, stwierdzał: "My cenimy wartości stabilizujące, chrześcijańskie. Wielką zmianę ustrojową chcielibyśmy przeprowadzić metodami nieco konserwatywnymi. Dobrze znamy walor ciągłości (...). To jest dla nas bardzo ważne - zachowanie fundamentów naszej moralności opartych na zasadach europejskiej tradycji kulturowej, u podstaw której leży chrześcijaństwo" ("GW", 13-14 IV 1991, nr 87).
W rozmowie z Adamem Michnikiem w październiku 1991 r. ówczesny premier Jan Krzysztof Bielecki deklarował: "Liberał to nie musi być człowiek, który na przykład odrzuca wartości chrześcijańskie" ("GW", 19-20 X 1991, nr 245).
Przypomnijmy, że cytowane słowa padały w roku wyborczym. Po wyborach w 1991 r. nagle sposób widzenia wartości chrześcijańskich przez KL-D radykalnie się zmienił. W deklaracji programowej tej partii przyjętej w następnym roku znalazł się postulat "światopoglądowej neutralności" państwa oraz sprzeciw wobec projektów ograniczenia w Polsce plagi aborcji.

Zaraz jednak zapewniano opinię publiczną: "Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało". W październiku 1992 r. Donald Tusk, ówczesny przewodniczący KL-D, przedstawiał stanowisko swojej partii w wymienionych wyżej kwestiach jako umiarkowane i wyważone. Na łamach "Gazety Wyborczej" zapewniał bowiem, że "każdy, kto instrumentalnie traktuje Kościół, robi wielki błąd, tak samo jak ten, kto uważa, że Kościół jest zagrożeniem. Liberałowie nie chcą walczyć z Kościołem. Uważamy tylko, że prawo i ustrój Polski trzeba zbudować w sposób świecki" ("GW", 29 X 1992, nr 255).
W tym samym czasie przewodniczący KL-D dawał do zrozumienia, że - używając tu frazeologii Donalda Tuska - "przed księżmi klękać nie będzie". W listopadzie 1992 r. we "Wprost" tonem heroicznym niemal zapewniał, że "jeżeli ceną niezależności ma być nieprzychylność jakiegokolwiek autorytetu w Polsce, to my tą cenę jesteśmy gotowi zapłacić" i dalej: "każdy, kto z niezależności opinii robi antykościelną kampanię, wystawia sobie fatalne świadectwo" ("Wprost", 15 XI 1992, nr 46).
Świadectwo czynów w postaci istotnych głosowań polityków KL-D dezawuowało ich zapewnienia o afirmowaniu "stabilizujących wartości chrześcijańskich". W 1993 r. podczas głosowań nad ustawą o ograniczeniu zabijania nienarodzonych oraz nad ustawą o mediach publicznych, wprowadzającej zapis o konieczności respektowania przez publicznych nadawców wartości chrześcijańskich, Kongres Liberalno-Demokratyczny na czele ze swoim przewodniczącym był przeciw obu tym aktom prawnym. Za propagandową fasadą, utrzymującą, że liberałowie są niejako "ponad" ani nie wysługują się Kościołem, ani nie traktują go jako zagrożenie, stała twarda rzeczywistość polegająca na opowiedzeniu się czołówki KL-D (w tym Donalda Tuska) za aborcją na życzenie i sprzeciw wobec zapisu chroniącego wartości chrześcijańskie w mediach publicznych.
Dzisiaj premier RP zapewnia in foro publico, że kierowany przez niego rząd "nie ma zamiaru toczyć krucjaty przeciw Kościołowi". A jakie są czyny? Dyskryminacja Telewizji Trwam, sprawa kapelanów w wojsku, ostatnia kwestia związana z Funduszem Kościelnym - przekonują, że także tutaj mamy do czynienia z powrotem do przeszłości, czyli z rozejściem się słów i czynów. Za fasadą uspokajającej propagandy tkwi inna polityka.

Pozory konserwatyzmu
Spojrzenie na początki krótkiej historii Kongresu Liberalno-Demokratycznego (w 1994 r. rozpłynął się w Unii Demokratycznej, tworząc nową formację: Unię Wolności) jest pożyteczne również pod innym względem. W KL-D bowiem istniało tzw. skrzydło konserwatywne. Na początku lat dziewięćdziesiątych najważniejszą postacią tego nurtu był Lech Mażewski. W 1993 r., gdy większość jego partyjnych kolegów żeglowała w stronę "świeckiego państwa", mówił o potrzebie "konserwatywnej ścieżki modernizacji Polski", podkreślał, że "konsekwentnie należy zwalczać tą postać sekularyzacji, która dąży do wszechwładzy państwa (...). Rygorystyczne postrzeganie separacji Kościoła i państwa musi spowodować ogołocenie życia publicznego z symboli religijnych" ("GW", 6-7 III 1993, nr 55).
Bardzo szybko okazało się, że takie poglądy w KL-D były całkowicie zmarginalizowane, a nadzieje na "ukonserwatywnienie" tej partii od wewnątrz - płonne. Dwadzieścia lat później również możemy usłyszeć o bycie pod tytułem "skrzydło konserwatywne w PO", o konserwatystach w partii domagającej się in vitro, związków partnerskich i ratowania budżetu państwa z kościelnej tacy.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.