Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 13 gości
S T A R T arrow Społeczeństwo arrow o zboczeńcach 12 arrow Homo-propaganda a Gie Wu
Wednesday 20 November 2019 03:07:58.28.
migawki
Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz"
 
W Y S Z U K I W A R K A
Homo-propaganda a Gie Wu Drukuj Email
Wpisał: ks. Dariusz Oko   
02.04.2012.

Homo-propaganda a Gie Wu

 

Nic dziwnego, że napięcie w tej kwestii pomiędzy Watykanem a Strasburgiem przypomina to wcześniejsze pomiędzy Watykanem, a Moskwą. Tak, jak chrześcijaństwa nie da się pogodzić z komunizmem, tak samo nie da się pogodzić z homo-idelogią. Ci, którzy ze Strasburga i Brukseli usiłują narzucać nam homo-ideologię, żądają tym samym, abyśmy zaparli się naszej wiary, abyśmy odrzucili zasady moralne integralnie z niej wynikające, abyśmy podeptali nauczanie Jana Pawła II i Benedykta XVI, nauczanie Kościoła. Jak kiedyś ateiści z Moskwy. Non possumus!

ks. Dariusz Oko

http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=368

W Polsce głównym ośrodkiem homo-propagandy jest Koncern Agora, czyli przede wszystkim Gazeta Wyborcza i Radio TOK FM. Bardziej pro-homoseksualne są jedynie gejowskie strony internetowe. Gazeta Wyborcza szerzy homo-ideologię w sposób urągający podstawowym intelektualnym i moralnym standardom, o które gdzie indziej tak się dopomina. Wyklucza racjonalną debatę. Artykuły pro i kontra publikuje w proporcji 100 : 1. To pismo zdominowane przez ateistów, przy wszystkich swoich zaletach, na wielu obszarach zdecydowanie anty-chrześcijańskie, równocześnie wydaje dodatki o życiu i cudach Papieża, jakby te rzeczy dały się ze sobą pogodzić.

Jest to szokujący wprost cynizm i zakłamanie: zarabiać na człowieku, którego nauczanie bezpardonowo się zwalcza. Trzeba być świadomym, iż to, co Gazeta Wyborcza pisze na temat homoseksualizmu jest podobnie prawdziwe, jak to, co Trybuna Ludu pisała i pisze o komunizmie. (I podobnie, zgodnie z kanonem lewackiego ateizmu, postępuje w innych dziedzinach, analogicznie popierając i propagując aborcję na życzenie, eutanazję, wolny seks czy rozwody). A przedstawiane tam szczególnie pozytywne postaci o orientacji homoseksualnej mają się do całej realności tej społeczności podobnie, jak wielcy sportowcy Związku Radzieckiego mieli się do całej rzeczywistości tego państwa. Trzeba sobie jasno zdawać sprawę, że decydenci środowiska Gazety Wyborczej, jako część swojej międzynarodówki, chcą  – poprzez zmianę świadomości społecznej – zrobić w Polsce to samo, co w Hiszpanii uczynił już premier José Zapatero. Podobnie postępują w innych kwestiach ateistycznego, lewackiego kanonu, podobnie je propagują: aborcja na życzenie, erotyka bez zobowiązań itd… Wspomaganie ich w tym jest udziałem w walce z chrześcijaństwem.

Do czego może się posunąć homo-propaganda szczególnie dobrze ilustruje kolejne „kłamstwo oświęcimskie”. W styczniu 2005 roku z okazji 60-tej rocznicy wyzwolenia obozu w Oświęcimiu w Parlamencie Europejskim przedłożono projekt rezolucji, w której wymieniano ofiary obozu według osobliwej logicznie klasyfikacji i w następującej kolejności: mieli to być Żydzi, Romowie, homoseksualiści (niczym naród), Polacy i inne narodowości. Skoro homoseksualiści zostali wymienieni na trzecim miejscu, a Polacy na czwartym, należy sądzić, że według Parlamentu Europejskiego w Oświęcimiu cierpiało i umarło więcej gejów, niż Polaków. W rzeczywistości zginęło tam około 1,1-1,3 miliona Żydów, 70 tysięcy Polaków, 20 tysięcy Romów, 15 tysięcy jeńców sowieckich oraz 15 tysięcy przedstawicieli innych narodowości. Udokumentowane jest przebywanie w obozie z powodu homoseksualizmu 64 osób, z których zginęło 51.[i] Te osoby wymienia się przed 70 tysięcy Polaków, przemilcza jeńców i inne narodowości, potem tylko trochę to retuszuje i nic specjalnie poza tym się nie dzieje. Zatem homo-propaganda, nawet na terenie Parlamentu Europejskiego, może posunąć się do sugerowania, że 51 to więcej, niż 70 000. Podobną wartość logiczną mają inne rezolucje zdominowanego przez lewicę Parlamentu Europejskiego oraz  pozostałe enuncjacje homo-lobby.

Podane fakty uzmysławiają – po pierwsze – jak wielkim kłamstwem może być gejowska propaganda, jak wiele może być w niej pogardy dla całych narodów i ich cierpienia oraz – po drugie – jak potężna jest lewacka międzynarodówka stojąca za nią, skoro jest w stanie doprowadzić nawet do takiej kompromitacji Parlamentu Europejskiego. To zdarzenie potwierdza opinię wielu lekarzy i psychologów, że różne deklaracje medycznych organizacji na temat homoseksualizmu są wymuszane pod naciskiem politycznego lobby i mają podobną wartość, jak ten projekt. Są one tak naukowe, jak naukowy komunizm, tak mądre, jak sowieckie plany odwracania naturalnego biegu rzek.[ii]

Siła światowej ofensywy gejów nie pochodzi z racji, ale z woli politycznej. Nieliczni i często już schorowani ludzie nie mogliby osiągnąć takiego znaczenia, gdyby nie środowiska polityczne, które uczyniły sobie z nich swój sztandar i taran. Jak wielka musi być bieda, jak wielkie zagubienie duchowe ludzi, którzy z czegoś takiego czynią centrum swojego życia. Jak bardzo zaburzeni muszą być ludzie, którzy potrzebują tylu kłamstw, tyle fałszu, żeby istnieć. Ale przynajmniej sytuacja jest bardziej jasna, przejrzysta, łatwiej się zorientować, z kim mamy do czynienia. Osoby, które są najbardziej pro-homoseksualne, zwykle są też głęboko anty-chrześcijańskie i w ogóle anty-religijne.  Widać w tym też wielką klęskę i obnażenie natury rozumu ateistycznego. Bo  zaiste, jak bardzo zdegenerowany musi być rozum, żeby z takiego absurdu czynić swój sztandar. Jest to jednak dobrze zrozumiałe. Rozum, który u podstaw popełnia tak wielki błąd, iż neguje istnienie Boga – swojego Stwórcy, Źródła i Spełnienia, tym bardziej jest  zdolny do każdego innego błędu, także takiego. Homo-ideologia jest w dużym stopniu jest tworem umysłu ateistycznego, konsumpcyjnego. Dlatego  rozkwita najbardziej tam, gdzie najbardziej słabnie chrześcijaństwo i w ogóle religijność. Jest czymś ewidentnym, że homo-lobby najmocniejsze jest w tych krajach Europy, które są najbardziej zlaicyzowane i zdechrystianizowane. A ateizm – teoretyczny lub praktyczny – co do liczebności stanowi już czwarte „wyznanie” świata. Należy oczekiwać, że im mniej będzie chrześcijaństwa, tym więcej będzie homoideologii oraz innych ateistycznych „izmów”. Gdzie zasypiają rozum i wiara, tam budzą się demony ideologii. Wiele – poza już wymienionymi – przykładów wskazuje na to, że takie demony znowu budzą się w pewnych ateistycznych duszach, które – po krótkiej przerwie – od nowa przy pomocy „prawa”, więzienia i jeszcze brutalniejszych środków chcą eliminować ludzi wierzących. Wiele wskazuje na to, że zaczyna się kolejne prześladowanie chrześcijan. Znowu zaczyna się grozić duchownym więzieniem i śmiercią – znamy to, szczególnie w Polsce, aż nadto dobrze. A niestety miliony ludzi mogą uwierzyć w najbardziej nawet absurdalne i zbrodnicze ideologie – jak kiedyś uwierzyły w nazizm dziesiątki milionów Niemców i w komunizm dziesiątki milionów Rosjan. Całe narody mogą pomylić się aż tak bardzo.

Nic dziwnego, że napięcie w tej kwestii pomiędzy Watykanem a Strasburgiem przypomina to wcześniejsze pomiędzy Watykanem, a Moskwą. Tak, jak chrześcijaństwa nie da się pogodzić z komunizmem, tak samo nie da się pogodzić z homoidelogią. Ci, którzy ze Strasburga i Brukseli usiłują narzucać nam homoideologię, żądają tym samym, abyśmy zaparli się naszej wiary, abyśmy odrzucili zasady moralne integralnie z niej wynikające, abyśmy podeptali nauczanie Jana Pawła II i Benedykta XVI, nauczanie Kościoła. Jak kiedyś ateiści z Moskwy. Non possumus!

Nie trzeba też obawiać się jednego z ich głównych straszaków, mianowicie etykiety homofoba. W faktycznym użyciu tego pojęcia homofobem jest każdy, kto ośmieli się powiedzieć publicznie bodaj jedno krytyczne zdanie na temat  homoideologii. W tym znaczeniu pierwszymi homofobami tej ziemi są najwyższe autorytety moralne i religijne, Jan Paweł II i Benedykt XVI, są nimi biskupi katoliccy i prawosławni, jest także Matka Teresa z Kalkuty, bo ich krytyka homo-ideologii jest najmocniejsza, najbardziej zdecydowana, ugruntowana i znacząca. Podobnie homofobami są w ogóle teiści, ludzi religijni, także ortodoksyjni Żydzi i muzułmanie.[iii] Tak wyrażają się sami homoaktywiści. Transparent z napisem „Benedykt XVI – homofob” trzymali geje, którzy 5.06.2005 ceremonią pseudo-ślubu lesbijek sprofanowali bazylikę Notre Dame w Paryżu i następnie poturbowali jej proboszcza. Była to ich odpowiedź na kolejne słowa papieża potępiające dążenia homolobby. Tak samo nazwali papieża przywódcy gejów Francji, Włoch i Niemiec po opublikowaniu listopadowej instrukcji Watykanu.

Można dodać, że na przykład homofobem był także prezydent Stanów Zjednoczonych, G. W. Busch, który starał się o taką zmianę Konstytucji USA, aby niemożliwe było postawienie na jednej płaszczyźnie związków gejowskich i małżeństw. Tak więc zarówno człowiek posiadający w świecie największy autorytet i wpływ duchowy, jak i człowiek o największej władzy politycznej, gospodarczej i wojskowej to zdecydowani homofobi… Po prostu przyzwoity, prawy człowiek w naturalny sposób staje się krytyczny wobec homo-ideologii (o ile ją poznaje), a tym samym automatycznie jest zaliczany do homo-fobów, podobnie jak kiedyś każdy krytyczny wobec partii był zaliczany do wrogów ludu. W ich ustach to zaszczytne miano. Każdy sam musi wybrać, czy razem z bł. Matką Teresą, Janem Pawłem Wielkim i Benedyktem XVI chce być zaliczany do homofobów, czy też razem z Adamem Michnikiem, Jerzym Urbanem (jego serdecznym przyjacielem) i Joanną Seneszyn do homofanów.  O zmagania takich obozów, z  takimi głównymi przedstawicielami, tutaj chodzi.[iv]

W tej sytuacji muszą szokować wypowiedzi „katolickich” publicystów, którzy głoszą dokładnie coś przeciwnego. Jeśli oni publicznie sprzeciwiają się nauczaniu Kościoła i papieżowi, trzeba także im tak się sprzeciwiać. Np. pani redaktor Halina Bortnowska w Gazecie Wyborczej z 4/5 czerwca 2005 pisze: No tak, piszę o tym przecież nie pierwszy raz: moim zdaniem odpowiedzialna budowa trwałego partnerskiego związku zgodnego z orientacją homoseksualną to zamierzenie godne najwyższego szacunku i pomocy. Zdanie to (podobnie jak szereg innych z jej artykułu) stoi w oczywistej, jaskrawej sprzeczności ze stwierdzeniem z Katechizmu Kościoła Katolickiego, który, jak wiemy, stwierdza o tych związkach: w żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane, z określeniami Jana Pawła II: godne ubolewania wypaczenie, zachowanie dewiacyjne.

Ks. Adam Boniecki w Tygodniku Powszechnym z  27 listopada 2005 zachęca katolików do uczestniczenia w marszach homoseksualistów, a w numerze z 3 lipca 2005 postuluje legalizację pseudo-homo-małżeństw, kiedy obaj papieże powiedzieli nam przecież: Jeśli wszyscy wierni mają obowiązek przeciwstawiania się zalegalizowaniu prawnemu związków homoseksualnych, to politycy katoliccy zobowiązani są do tego w sposób szczególny na płaszczyźnie im właściwej. Księża, można by sądzić, tym bardziej. Podobnie, jak  pani Bortnowska, w całkowitej zgodzie z nią, wypowiadają się także ks. Jacek Prusak SJ i o. Tadeusz Bartoś OP.[v] Przy całym szacunku dla tych osób trzeba stwierdzić, że w tej kwestii znajdują w obozie dokładnie przeciwnym Kościołowi. Dotyczy to zwłaszcza decydentów Tygodnika Powszechnego, który w tym obszarze nie zachowuje się jak pismo katolickie, ale raczej jak religijny dodatek do Gazety Wyborczej, realizuje podobną politykę. Zestawienie wszystkich tekstów, jakie ukazały się w Tygodniku Powszechnym na temat homoseksualizmu w ostatnich trzech latach, jednoznacznie pokazuje, że w tym obszarze pismo to – jako jedyne „katolickie” medium w Polsce – zdecydowanie odrzuca naukę Kościoła i za swoją przyjmuje homoideologię. Prym wodzi tu prof. Jacek Bomba oraz reżyser Krystian Lupa, który na jego łamach swobodnie propaguje swoje homo-ideologiczne poglądy, a szczególnie mocno wspierają go w tym pan Tomasz Fiałkowski (od dziesiątków lat jeden z najważniejszych redaktorów o często decydującym wpływie) oraz wspomniany już ks. Jacek Prusak SJ. Trzej pierwsi z wymienionych należą też do najbardziej znanych w Krakowie czynnych i walczących gejów. Można powiedzieć, że razem stanowią czołową „homo-grupę” Tygodnika. Sól, która utraciła swój smak (Mt 5,13). Biorąc to pismo do ręki, czytając szczególnie tych wymienionych autorów, trzeba sobie zdawać z tego sprawę, czego można oczekiwać. To jest usiłowanie łączenia chrześcijaństwo z czymś, z czym ono absolutnie nie da się pogodzić.

Autentycznie chrześcijańską odpowiedzią na problem homoseksualizmu są ośrodki pomocy terapeutycznej. W samych Stanach Zjednoczonych i Kanadzie jest już 125 takich miejsc, które pomagają się wyleczyć z homoseksualnych skłonności. Można tam spotkać mężczyzn, którzy nawet po okresie wielkiej homoseksualnej aktywności potrafili się nawrócić i stać się szczęśliwymi mężami, ojcami rodzin. Oni są źródłem nadziei, pokazują, że uleczenie nawet wielkich duchowych zranień jest możliwe. W swojej książce Podróż ku pełni męskości mówi o tym jeden z nich, Alan Medinger, który niedawno gościł w Polsce. W jego ośrodku Regeneracja udaje się wyleczyć większość trafiających tam mężczyzn. Mamy też pierwszy taki polski ośrodek w Lublinie.[vi]

Kwintesencją katolickiej odpowiedzi na homo-ideologię jest praca bł. Matki Teresy z Kalkuty oraz sióstr jej zgromadzenia. One ślubowały służyć najbiedniejszym spośród biednych tej ziemi. Do nich często należą czynni homoseksualiści, szczególnie w starości, gdy zbierają żniwo swojego życia, już nieatrakcyjni, samotni, najczęściej ze wszystkich chorzy na AIDS. W hospicjach i przytułkach Matka Teresa i jej siostry z całym poświęceniem, z całym heroizmem służyły i służą także im, szczególnie im, – pomimo, że nie akceptują ani ich poglądów, ani stylu ich życia. Jasno mówiły i mówią, co jest biblijną drogą życia, a co drogą śmierci i właśnie dlatego dla ich życia poświęcają swoje. W ten sposób najlepiej wyrażają najwyższy, chrześcijański szacunek dla każdego człowieka, także czynnego homoseksualisty. Bo każdy człowiek już pod względem naturalnym jest prawdziwym kosmosem, a z punkty widzenia chrześcijaństwa – świątynią. Jest przecież stworzony na obraz Boga, jako dziecko Boga, w którym Bóg może też zamieszkać. Oczywiście ta świątynia może być w ruinie, a kosmos w chaosie, ale także wtedy świątynią pozostają świątynią, a kosmos kosmosem.

Wobec całej potęgi homo-lobby, wobec jego finansów, jego dominacji w mediach i wpływów w polityce, Kościół właściwie ma jedynie siłę prawdy, siłę łaski, miłości i miłosierdzia,  siłę Bożej natury. Właśnie dlatego zawsze w końcu wygrywa z kolejnymi ideologiami, to tylko kwestia czasu. Absurd pochłania sam siebie.[vii]

Jednak wierność prawdzie rozumu i wiary domaga się od nas gotowości do głoszenia i bronienia jej – nawet gdyby to miało wiele kosztować. Nie tani irenizm, ale zmaganie, walka duchowa są czymś pierwotnie, czymś najbardziej chrześcijańskim. Przecież Chrystus zginął właśnie za otwartą walkę z obłudą i kłamstwem faryzeuszów, którzy poza tym mieli swoje wartości i zasługi. Przecież św. Paweł, niejako drugi założyciel chrześcijaństwa, stale doświadczał prześladowań we własnym Kościele za to właśnie, że walczył o prawa chrześcijan pochodzących z pogan, o prawa większości. Ta walka była też początkiem jego martyrium. Tak, jak Chrystus, trzeba także dzisiaj zwalczać kłamstwa współczesnych faryzeuszów. O ile świat nie jest jeszcze ewangeliczny, to o ile jesteśmy wierni Ewangelii, nieuchronnie musimy pozostawać z nim w napięciu, a nawet w sporze i zmaganiu. To wiadomo a priori i to musi kosztować – czasem bardzo wiele. W tych zmaganiach trzeba zaryzykować – niekiedy wszystko.[viii] Nie ma innej drogi do celu. Ale właśnie ta jest najpiękniejsza – bo jest już zapowiedzią, przeczuciem swojego spełnienia.

Wzorem i patronem w tych zmaganiach może być dla nas jeden z największych filozofów współczesnych – Dietrich von Hildebrand. Miał znakomitą antropologię filozoficzną i dlatego od początku mógł świetnie przejrzeć, czym jest nazizm i do czego może doprowadzić. Z tego powodu w 1933 musiał natychmiast uciekać z Niemiec. Schronił się w Wiedniu, gdzie wydawał gazetę nazistowską i pracował na Uniwersytecie. Jednak większość profesorów jego wydziału była już za nazistami, a jego prześladowała. Także uczeni mogą się aż tak bardzo pomylić. Dzisiaj on, jako jeden z nielicznych, jest dumą Niemiec, nie oni.

[i] Por. F. Pieper, Ile ludzi zginęło w KL Auschwitz?, Oświęcim 1992, s. 124 oraz R. Biedroń, J. Neander, Homoseksualiści – odrębna kategoria więźniów, „Pro memoria” 19 (2003), s. 73-83, 82. Parlament Europejski nawet nie wspomniał o śmierci w KL Auschwitz ponad 300 duchownych.

[ii] Zaprzeczanie, iż homoseksualizm jest ewidentnym zaburzeniem (jednym z tysięcy, które dotykają ludzkość), od początku było wynikiem nie rzetelnych badań naukowych, ale politycznych machinacji pod wpływem homolobby – między innymi pełnego fałszerstw raportu A. Kinsleya. Np. jeszcze w 1977 roku 69% psychiatrów nie zgadzało się z decyzją zarządu Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, który 1973 roku skreślił homoseksualizm z listy psychologicznych zaburzeń (stosunkiem głosów 3:2). Por. na ten temat m. innymi R. Bayer, Homosexuality and American Psychiatry, New York 1981 oraz J. Reisman i E. W. Eichel, Kinsley, Sex and Freud: The Indoctrination of People, Louisiana 1999 i Sexual Survey: current Thinking on Homosexuality, Medical Aspects of Human Sexuality 11, November 1977. Trzeba zaznaczyć, że dla tych samych gremiów, dla których homoseksualizm nie jest zaburzeniem, nie są nim też żadne inne zachowanie uważane dotąd za oczywistą dewiację, nawet pedofilię zaczynają już uznawać za coś dopuszczalnego, dopóki pedofil dobrze się z nią czuje i nie przechodzi do czynów. Można powiedzieć, że w tego rodzaju „psychiatrii” mamy tutaj do czynienia z redukcją etyki do fizjologii: co jest fizjologicznie możliwe, jest też zdrowe i etyczne. Część psychiatrów bierze sobie prawo – na podstawie swojej cząstkowego widzenia – do całkowitej oceny pewnego zjawiska z zupełnym pominięciem danych innych dyscyplin, a szczególnie danych medycznych i socjomedycznych, fizjologicznych, epidemiologicznych, antropologicznych, filozoficznych, etycznych i teologicznych. Jest to tak naukowe, jak naukowy komunizm. Można by też zapytać, czy jeśli to grono przegłosowałoby twierdzenie, iż Bóg nie istnieje (co pośród ludzi często zateizowanych i zmaterializowanych jest całkiem możliwe), też należałoby im wierzyć?

Do czego jeszcze mogą się posunąć tego rodzaju „lekarze” (i jakie mają wpływy), jakie rewolucje obyczajowe jeszcze chcą przeprowadzić, pokazała ostatnio broszura niemieckiej instytucji ministerialnej, w której zachęca ona ojców – w ramach wychowania – do „masowania organów seksualnych” swoich córek, czyli do tego, co dotychczas było określane jako pedofilia kazirodcza. Por. A. Rybińska, Władze zachęcają do zabawy w doktora, Rzeczpospolita 9.07.2007, s. A9.

[iii] Na przykład przedstawiciele tych trzech wielkich religii monoteistycznych, poza tym różniący się w tylu kwestiach, wspólnie przeciwstawiają się prowokacyjnym marszom homoseksualistów w Jerozolimie. Por. H. Szafir, Trąd w pałacu Dawida, Wprost 30 (29.07.2007), s. 82n.

[iv] Inny najbardziej popularnym chwytem z arsenału homoideologii jest zarzucanie również nienawiści każdemu, kto wyrazi o niej jakąkolwiek krytyczną opinię. Podobnie trzeba by jednak zarzucać nienawiść matce, gdy krytykuje przejadanie się dziecka albo kardiologowi, gdy krytykuje taki tryb życia pacjenta, który jest zabójczy dla jego serca. Krytyka homoideologii jest w istocie uczynkiem chrześcijańskiego miłosierdzia.

[v] Por. Ks. J. Prusak SJ, dz. cyt. oraz Kościół gejów nie odrzuca – wywiad z o. T. Bartosiem OP, Gazeta Wyborcza  11/12.06.2005, s. 4. O. Tadeusz Bartoś, który od lat wewnętrznie znajdował się już poza nauczaniem Kościoła, ostatnio potwierdził to także zewnętrznie i na początku 2007 roku porzucił zakon oraz kapłaństwo – podobnie jak nieco wcześniej inny sztandarowy publicysta GW i TPow podobnego ducha – ks. Stanisław Obirek SJ.

[vi] Por. P. Kucharczak, Zdrowie dla homoseksualisty, Gość Niedzielny 1.10.2006, s. 38n. Adres ośrodka to: ul. Ks. F. Blachnickiego 8, 20-806 Lublin tel. 081 / 740-13-28 lub (+48) 605 921 654; www.odwaga.oaza.org.pl, e-mail: g.tokaj@wp.pl.

[vii] Przykładem takiego sukcesu prawdy mogą być referenda w sprawie legalizacji homo-związków, które odbyły się w Arizonie, Kalifornii i na Florydzie przy okazji wyborów prezydenckich w USA w listopadzie 2008 roku. Walczyły tam ze sobą dwie koalicje: po jednej stronie kościoły i wyznania chrześcijańskie na czele z Kościołem Katolickim, po drugiej stronie organizacje gejowskie i ateistyczne. We wszystkich trzech stanach wygrali chrześcijanie, nawet w Kalifornii uważanej za stolicę światowego homolobby.

[viii] Można oczekiwać, że w Polsce mamy szczególnie duże szanse na skuteczny opór przeciw homoideologii, podobnie jak było to wobec ideologii komunistycznej i faszystowskiej, które zwyciężyły u naszych tak potężnych sąsiadów, ale u nas nie były w stanie poradzić sobie „o własnych siłach”, musiały być przywiezione i zaprowadzane przy pomocy bagnetów i czołgów. Stało się tak głównie dzięki mocnej pozycji Kościoła w państwie, dzięki takiemu wypełnieniu świadomości społecznej wiarą, iż dla ideologii pozostawało już niewystarczająco wiele miejsca. Ta pozycja Kościoła na szczęście nadal jest mocna. Historia ideologii totalitarnych pokazuje zarazem, jak bardzo może się mylić nawet większość społeczeństwa, jak bardzo media (czyli ich pracownicy) mogą stać na służbie kłamstwa oraz do jakiego oceanu nieszczęścia i cierpienia może to doprowadzić. Zgodnie z naszą anty-ideologiczną mądrością (która tak bardzo wyrasta z naszego dziejowego doświadczenia), wykazujemy największą w Europie odporność na homopropagandę i za to też jesteśmy najbardziej atakowani. Propaganda ta w naszym kraju przynosi odwrotny skutek – akceptacja dla homoideologicznych żądań w ostatnich latach paradoksalnie spada. Na przykład dzisiaj tylko 3 procent Polaków sądzi, że ludzie o skłonnościach homoseksualnych są dyskryminowani i dlatego powinno się ich specjalnie wspierać. (Por. A. Gardynik, Homoseksualizm dzieli Polaków. Sondaż, Rzeczpospolita 4.05.2007).

Artykuł ks. Dariusza Oko

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.