Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 114 gości
S T A R T arrow Kościół arrow Intronizacja Chystusa Króla Polski 15 arrow Czas prawdy!
Tuesday 31 March 2020 09:11:31.29.
migawki
 

Trzeźwi bądźcie i czuwajcie, bo przeciwnik wasz diabeł jak lew ryczący krąży, szukając, kogo by pożarł. Sprzeciwiajcie mu się mocni w Wierze, wiedząc, że to samo utrapienie spotyka braci waszych na świecie. A Bóg wszelkiej łaski, który wezwał was do swej wiecznej chwały w Chrystusie Jezusie, udoskonali, utwierdzi i ugruntuje utrapionych. 1P 1,5

===========
Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. List do Efezjan, 6 – 12,13
 
W Y S Z U K I W A R K A
Czas prawdy! Drukuj Email
Wpisał: ks. Tadeusz Kiersztyn   
05.04.2012.

Czas prawdy!

 

[przypominam ważny artykuł - bo ciągle mamy Czas Zwodzenia. MD]

 

ks. Tadeusz Kiersztyn

 

@ Fundacja Serca Jezusa, 2009           www.rozalia.krakow.pl

ISBN 978-83-921089-6-2

Wydanie pierwsze

 

Stowarzyszenie "Róża" ul. Do Wilgi 23, 30-419 Kraków

tel. 012266 2764, e-mail: stowarzyszenie@rozalia.krakow.pl  www.intronizacja.pl

 

Wprowadzenie

 

Czasy antychrysta to czasy powszechnego zwiedzenia umysłów i su­mień ludzi, którzy zatracili zmysł wiary i świadomie lub nieświa­domie oddają hołd bestii (zob. Ap 14,6-13). Systematycznie spowija ziemię coraz większa ciemność zakłamania i gaśnie w ludziach świa­tło Bożej prawdy i mądrości. Oszustwo stało się codziennym orężem polityków, dziennikarzy, wykładowców, wszystkich autorytetów, w tym nierzadko też i duchownych. Ludzie czują, że są pochłaniani przez bagno i że świat ginie. Czy jest jakaś szansa na ratunek?

Ratunek przychodzi od samego Boga w formie wezwania narodów do dokonania Intronizacji Jezusa Króla (zob. Czas nagli, s. 30). Pan Bóg żąda od dzisiejszej społeczności ludzkiej, aby wróciła pod berło władzy Jezusa Króla, gdyż tylko On ma moc pokonać całą potęgę złe­go ducha i rozproszyć ciemności zalegające w ludzkich duszach.

W Polsce od kilku lat podejmowane są usilne starania, głównie przez ludzi świeckich, wzywające władze duchowe i świeckie do publicznego złożenia hołdu posłuszeństwa Jezusowi Królowi przez ogłoszenie Go Królem Polski. Te działania przez część naszego Na­rodu są nierozumiane, często zwalczane i wyśmiewane jako działania anachroniczne, groteskowe, niezgodne z konstytucją i obowiązującym prawodawstwem.

Ludzie ci tak dalece zatracili zmysł wiary i znajomość Ewangelii, że świat bez Boga i prawa ustanawiane przez człowieka, a sprzeczne z prawem Bożym, uważają za rzecz normalną i nie lękają się kary należnej za bluźnierstwo, bałwochwalstwo, zdradę. A jednak Pismo Święte, objawiając wydarzenia końca czasów, ukazuje przerażający dramat ludzi zbuntowanych przeciw absolutnej władzy Jezusa Króla (zob. Ap 6,14-17). Podobnych opisów w Biblii jest bardzo wiele (zob. Iz 24,1-23; Łk 21,25-36; Ap 16,1-21; 19,11-21).

Do chóru głosów współczesnych "wielmożów" wyganiających Boga Króla z życia politycznego (ustawodawczego) narodów, a je­śli nawet zgadzających się na Jego obecność, to w charakterze mi­łosiernego sługi, dołączyli swój nieśmiały głos także polscy bisku­pi. Oświadczenie Episkopatu Polski w odniesieniu do wezwania do Intronizacji Jezusa Króla Polski ukazało się w biuletynie - niedo­stępnym dla przeciętnego wierzącego - Katolickiej Agencji Informa­cyjnej. Zostało wygłoszone przez sekretarza Konferencji Episkopatu Polski ks. bpa Stanisława Budzika. Jest ono na tyle bulwersujące swą "poprawnością polityczną", że postanowiłem do tego oświadczenia napisać komentarz, aby na tle filozoficznej myśli oświeceniowej, hi­storycznych przemian społecznych spowodowanych przez spiskow­ców spod znaku żydo-masoncrii, ukazać korzenie buntu, z których ono wyrosło, oraz jego szkodliwość.

Moją intencją nie jest kwestionowanie godności urzędu biskupa czy należnego mu szacunku. Nie chc~ leż nikogo osądzać czy dys­kredytować, bo trucizna kłamstwa sączona od wieków przez wrogów Boga i Jego ziemskiego Królestwa - Kościoła zul,'uwa stopniowo za­równo pasterzy, jak i owce. Piszę te trudne słowa, bo wierzę, że wielu oszukanych pobudzą one do szczerej refleksji i skłonią do podjęcia działań koniecznych, by przywrócić Bogu należne Mu miejsce w spo­łeczności ludzkiej, a tym samym uratować wiele Narodów przed po­tępieniem. Ponadto uważam, że w Polsce wielu duchownych i świec­kich pozostało odpornych na liberalną mantrę ustawicznie powtarzaną przez autorytety moralne, polityczne i przez mass media, a wzywające Naród Polski do buntu przeciw Bogu. Jeszcze jako Naród wierzymy po katolicku i kochamy naszą Ojczyznę. Dzięki wstawiennictwu Ma­ryi Królowej Polski wielu z nas ocalało z tej powodzi deprawacji, zła i oszustwa, pustoszącej kraje Europy Zachodniej.

Wszyscy mamy obowiązek ratować siebie, swych bliskich, swój Naród, a także ratować świat przez klęską niewiary, dopóki on jeszcze istnieje. Kiedy Pan Bóg wzywa ludzi do podjęcia konkretnych dzia­łań, daje im zawsze swą pomocną łaskę do ich wykonania. Niech łaska Jezusa Króla wspiera nas w walce o tron dla Niego w Polsce.

 

STANOWISKO ZAJĘTE PRZEZ BISKUPÓW POLSKICH NA 343. KONFERENCJI EPISKOPATU POLSKI WOBEC POSTULATÓW ZWIĄZANYCH Z INTRONIZACJĄ CHRYSTUSA KRÓLA

 

Biskupi opowiedzieli się przeciw próbom wykorzy­stania orędzia Sługi Bożej R. Celakówny w celach po­litycznych - poinformował KAI bp Stanisław Budzik - Intronizacja Serca Bożego jest wpisana w tradycję Ko­ścioła, tak samo cześć Chrystusa Króla Wszechświata, natomiast ogłaszanie Chrystusa Królem Polski jest - zda­niem biskupów - niewłaściwe, niepotrzebne, niezgodne Z myślą Episkopatu - wyjaśnił. Dodał, że jest to ele­ment wykorzystywany przez grupy wiernych w celach politycznych. Na dzisiejsze czasy - wyjaśnił sekretarz Episkopatu - najpiękniejszym jest ten obraz Chrystusa, który promował np. ks. Franciszek Blachnicki, tj. obraz Chrystusa sługi. - A jeżeli mówimy o Królestwie Chry­stusa, to od razu należy dodać, że Jego Królestwo nie jest z tego świata - dodał.

 

Źródło: Wiadomości KAI z 16 marca 2008 r., nr 11, s. 7

------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

O Polskę Chrystusową

 

Hasło O Polskę Chrystusową jest bardzo wymowne i niesie Narodowi dynamiczną inspirację do dalszego kształtowania jego losu. Ponieważ przywódcy polityczni w oparciu o różne ideologie walczą o uskutecz­nienie różnych wizji Polski, dlatego może ona być socjalistyczną, li­beralną czy mieszanką różnych demo-soc -liberalizmów. Wszystkie te ideologie, niby zbudowane na fundamencie demokratyzmu, utrwalają de facto lucyferyczną władzę nad Polską. Nam, ludziom wierzącym, spadkobiercom tysiącletniej kultury i tradycji katolickiej, mówiącym "nie" fałszywej wolności i fałszywym ideologiom, chodzi o takie bu­dowanie przyszłości Polski, by pozostała Polską Chrystusową. Chodzi nam o taki program społeczny, polityczny i gospodarczy, który budo­wany jest na fundamencie prawa Bożego, zgodnego z naturą stworze­nia i który uznaje zwierzchnią władzę Jezusa Króla nad Narodem.

To, co dokonało się w Europie i w świecie pod wpływem ideolo­gów oświeceniowych, heretyków i tajnych stowarzyszeń finansowa­nych przez żydowską plutokrację, można porównać do buntu aniołów - tego najtragiczniejszego w dziejach stworzenia wydarzenia, polega­jącego na odrzuceniu obowiązku służenia Bogu.

Narody, wyłamując się spod władzy Jezusa Króla, spod władzy Boga (laickość państwa), podeptały Boże przykazania i prawa, uznając tyl­ko te stanowione przez ludzi, co w konsekwencji powoduje nieustanne staczanie się ludzkości w przepaść grzechu, degradacji godności ludz­kiej i śmierci duchowej. Warto tu wspomnieć o niektórych najnowszych prądach filozoficzno-ideologicznych, narzucających ludzkości w miej­sce kultu Boga kult ziemi (Gai), zrównanie w prawach ludzi ze zwierzę­tami i walkę z wszelkim wymiarem duchowym (przedstawicielem tego kierunku naturalistycznego jest 1. Gray). Obecnie wchodzi w Ameryce ustawa o wolności wyboru, tzw. FOCA, przyśpieszająca jeszcze stacza­nie się ludzkości w tę przepaść, którą teologia nazywa piekłem.

Wobec tej sytuacji trzeba jasno sobie uświadomić, że nie ma dla nas innej możliwości ocalenia, jak tylko wrócić pod panowanie Boga, poddać siebie, Naród i całą Polskę pod władzę Jezusa Króla. Na ra­zie jednak trwa szaleństwo buntu i coraz bardziej postępuje w świecie proces laicyzacji, czy raczej demonizacji myśli filozoficznej, samo­świadomości ludzi, polityki, władzy, gospodarki, kultury, obyczajów - o czym donoszą codzienne serwisy informacyjne. Ucieczka ludzkości od Boga wyzwala niejako automatycznie potrzebę zmiany znaczeń ta­kich podstawowych pojęć, jak: dobro, prawda i piękno, ale także doty­czy to wszystkich wartości, których znaczenie ukształtowało chrześci­jaństwo. W ramach tego procesu następuje swoiste przebiegunowanie pojęć i wartości tak, dalekie, że w miejsce prawdy jawi się kłamstwo, w miejsce dobra zło, w miejsce piękna brzydota. To, co dawniej było naganne, obecnie zyskuje akceptację i pochwałę. To przebiegunowanie wynosi na świecznik ludzkiej świadomości ciemność diabła, a Bożą światłość (Objawienie) uznaje się za antyludzką. Dzięki ternu zabiego­wi uzyskuje się nową wizję celów, do osiągnięcia których gna się ludzi i całe narody. W ten nurt wpisuje się także stanowisko Episkopatu Pol­ski wyrażone w cytowanym oświadczeniu, w którym w miejsce Jezu­sa Króla jawi się Jezus sługa. To przebiegunowanie prawdy o Jezusie krótko rozwinę, by ukazać, dlaczego termin sługa, w sensie, w jakim ukazuje go stanowisko Episkopatu, jest tak bardzo niewłaściwy i nie­bezpieczny w kontekście Jego królewskiej godności.

Pominę fakt, że wciąż w teologii rozważa się prawdę o Jezusie w perspektywie Jego ziemskiego życia, od którego upłynęło już dwa tysiące lat, a nie w kontekście Jego obecnego i rzeczywistego stanu ­uwielbionego Króla wszelkiego stworzenia. Podejście historyczne jest właściwe, ale tylko wtedy, gdy akcent kładzie się na stan aktualny, bo niedorzecznością byłoby dziś mówić o Polsce, ukazując jej stan z cza­sów rozbiorów. Dlatego też głosić światu należy przede wszystkim Je­zusa Zmartwychwstałego i tronującego na wysokości chwał, jedynego Króla wszechświata, ziemi, każdego narodu i każdego człowieka, który dziś włada, sądzi, nagradza lub karze. Człowiek może ignorować Jego władzę, jak również zwalczać osoby i instytucje ustanowione przez Niego, ale nie może uchylić się od odpowiedzialności przed Nim.

Czy wobec tego Jezus jest sługą? Żeby zaprzeczyć, wystarczy po­wołać się na Pismo Święte, które z całą oczywistością stwierdza, że Jezus został przez naród żydowski skazany na śmierć nie dlatego, że ogłosił się jego sługą, ale dlatego, że ogłosił się jego Królem (por. Mt 26,63-65; J 19,13-22). Ponadto dogmatem wiary jest, że Pan Jezus przyszedł na ten świat jako Mesjasz, to znaczy jako jedyny Król ziemi i ludzi zarówno z racji swej boskości - Jezus jako Bóg jest Królem całego stworzenia, jak i z racji swego człowieczeństwa, bo także jest Królem jako potomek króla Dawida, któremu Ojciec przekazuje wła­danie ludźmi. Ten podwójny dogmat wiary nic pozostawia wątpliwo­ści, kim jest Jezus w stosunku do nas, ludzi.

Człowiek, będąc stworzeniem, w relacji do Jezusa jest zawsze sługą. Jezus w relacji do człowieka jest zawsze Panem. Chodzi tu o wyrażenie faktycznej relacji: Pan sługa, Król - poddany. Gdy zamażemy te rela­cje lub je przeinaczymy, wszystko stawiamy na głowie. Tak więc praw­dziwa i właściwa relacja człowieka do Jezusa to sługa- Król (por. J 1,27. 49; 12,26). Wątpliwości mogą rodzić mylnie interpretowane, wyrwane z kontekstu fragmenty Pisma Świętego. W Księdze Izajasza wielokrot­nie pojawia się tytuł Sługa Jahwe - tytuł mesjański Pana Jezusa - ale odnosi się on do relacji Jezusa do Boga Ojca, a nie do relacji Jezusa do człowieka. W odniesieniu do Boga Ojca z racji swego człowieczeństwa Jezus był sługą tak jak każdy człowiek żyjący na ziemi. Jasną wykładnią tej prawdy jest hymn chrystologiczny zawarty w Liście do Filipian:

 

On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności,

aby na równi być z Bogiem,

lecz ogołocił samego siebie,

przyjąwszy postać sługi,

stawszy się podobnym do ludzi.

Flp2,6-7

 

Dlatego tytuł Sługa Jahwe jest prawdziwy, ale tylko w odniesieniu do ziemskiego życia Jezusa, podczas którego wypełnił wolę Ojca, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej (Flp 2,8). Natomiast tytuł ten nie jest adekwatny w odniesieniu do Jezusa przebóstwionego, po objęciu przez Niego formalnej władzy i tronu Króla wszechświata, o czym dobitnie świadczy ostatni fragment wspomnianego hymnu:

 

Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył

i darował Mu imię ponad wszelkie imię,

aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano

istot niebieskich, ziemskich i podziemnych

i aby wszelki język wyznał,

że Jezus Chrystus jest PANEM­

ku chwale Boga Ojca.

                                                   Flp 2,9-11

 

     Fragment ten staje się jeszcze bardziej dobitny, gdy uwzględnimy, że Chrystus to Król: a Pan to Bóg (zob. przypis do w. 11 w BT).

 

Jednakże w duchu doktryny liberalnej, która za wszelką cenę chce zniszczyć porządek świata ustanowiony przez Boga, wszystko się prze­inacza, wykorzystując na rzecz argumentacji każdy pozór prawdy, oprócz samej prawdy. Aby umotywować tytuł Jezus sługa w relacji do człowie­ka, wykorzystuje się fakt, że w Ewangeliach Jezus ukazuje się jako ten, który służy (por. Mt 20,28). Choć fakt, że Jezus służy, nie umniejsza Jego władzy i godności Króla, bo czym innym jest status społeczny - sługa, a czym innym czynność - służyć (por. J 13,13), to ten fakt wykorzystu­je się dziś, by pod pozorem prawdy przestawić bieguny relacji między Jezusem a człowiekiem. Celowo zaciera się różnice znaczeniowe tych dwóch różnych pojęć (sługa i służyć), by móc wysnuć fałszywy wniosek, że Jezus jest sługą człowieka. Jezus wobec człowieka nie jest sługą, ale mu służy i uczy ludzi wzajemnie sobie służyć, bo taki porządek płynący z miłości został przez Boga, który jest miłością, ustanowiony w świe­cie. Właśnie w zafałszowywaniu prawdy o Jezusie Królu i w przewra­caniu do góry nogami tego porządku przejawia się dziś bunt ludzi - Je­zusa ukazuje się jako sługę, a człowieka jako kreatora, pana życia, praw, prawdy i egoistycznych przywilejów. Dziś to nie Bóg, a człowiek wy­znacza cele, ku którym kieruje dzieci, młodzież i całe społeczeństwa. Buntownicy, poczynając od Sanhedrynu aż do dzisiaj, widzą w Jezusie tylko człowieka. Nie widzą w Nim Boga-Króla, któremu trzeba służyć, ale sługę, narzucając chytrze wierzącym w Niego rolę sług - tak sprzecz­ną z naszym powołaniem - w jednej wspólnocie z inaczej wierzącymi, niewierzącymi, a zwłaszcza wobec obecnych "panów świata".

Nie ma rzeczy bardziej niebezpiecznej, jak zamazywanie prawdy o Jezusie przez ukazywanie Go dziś ludziom jako sługę, zamiast jako Króla. W ten sposób przesłania się światło Objawienia Starego i Nowe­go Testamentu, niszczy się zamysł zbawczy Boga, by wszelkie stwo­rzenie uznało w Jezusie swego Króla - warunek ocalenia.

Dziś duch liberalizmu także w nauczaniu Kościoła powoduje, że bezgraniczne uniżenie Boga (Wcielenie) i Jego ogromny wysiłek zbaw­czy (krzyż), aby nas uratować od niewoli diabła, są rozumiane w sposób naturalistyczny - widzi się Jezusa jedynie przybitego do krzyża, jedyną koroną, która powinna zdobić Jego głowę, jest korona cierniowa, a rolą, jaką ma pełnić wobec ludzi, jest rola sługi (całkiem jak w kabale ży­dowskiej: człowiek w centrum i na piedestale, a Bóg w roli pomocnika, zależny od woli człowieka). Trzeba zdawać sobie sprawę z ogromu nie­bezpieczeństwa płynącego z tej teologii skażonej modernizmem, którą przekazuje się obecnie klerykom w seminariach. Efekt tej formacji jest podobny do efektu wychowania janczarów w Imperium Osmańskim; zamiast walczyć o prawa Jezusa Króla i w obronie Jego Królestwa, wal­czy się z Intronizacją Pana Jezusa na Króla Polski i zwalcza się koncep­cję Polski Chrystusowej.

 

Źródła buntu

 

Przejdę teraz do omówienia procesów myślowych, które na przestrze­ni kilku ostatnich stuleci doprowadziły ludzi do buntu wobec Boga porównywalnego do buntu aniołów. Często spotykamy się z takimi terminami, jak: liberalizm, modernizm, postmodernizm, neolibera­lizm. .. To właśnie koncepcje filozoficzne kryjące się za tymi termi­nami doprowadziły do wyłamania się narodów chrześcijańskich spod władzy Boga i do popadnięcia przez nie w duchową anarchię. Cywi­lizacja chrześcijańska, która według niektórych źródeł upadła w XV­-XVI wieku wraz z nadejściem renesansu, ograniczała swobodę myśle­nia prawdą objawioną. W średniowieczu obowiązywała scholastyczna zasada autonomii rozumu w granicach wiary, co znaczy, że wolność myślenia dopuszczalna była również jedynie w granicach wiary.

Rzeczą naturalną jest, że rodzice, dzięki władzy rodzicielskiej, chronią dzieci przed popełnieniem życiowych błędów, które mogłyby całkowicie lub choćby częściowo doprowadzić je do samozniszczenia fizycznego albo duchowego. W średniowieczu w państwach chrze­ścijańskich podobną troską i odpowiedzialnością za naród obarczone były władze kościelna i państwowa wykonujące swój mandat władzy w imieniu Boga. Starano się przy pomocy środków instytucjonalnych nie dopuścić do rozprzestrzeniania się w narodach chrześcijańskich zarazy błędnych nauk lub niemoralnych i dewiacyjnych zachowań, gdyż w jednym i w drugim przypadku zagrożony jest porządek, jak i istnienie społeczeństw. Ponieważ "myśl" uruchamia i ukierunkowu­je ludzkie działania, dbano o to, by była ona poddana (ograniczona) prawdom wiary katolickiej.

W cywilizacji chrześcijańskiej dla myśli ludzkiej nieprzekraczal­nymi granicami były więc prawdy objawione, dzięki czemu człowiek mógł wzrastać bezpiecznie w mistycznym poznaniu Boga, siebie i świata stworzonego. Całe Pismo Święte ostrzega, że za tymi grani­cami ciągną się w nieskończoność konstrukcje myślowe, które wy­prowadzają ludzi poszukujących sensu życia, mocy, chwały i szczę­ścia poza Bogiem na bezdroża herezji i okultyzmu. Dlatego w trosce o uchronienie społeczeństwa przed popadnięciem w pułapkę błędne­go myślenia, zwłaszcza przez dzieci i młodzież, najłatwiej ulegające zwodzeniom, ograniczano swobodę myśli ludzkiej prawdami obja­wionymi tak, aby człowiek bezpiecznie mógł kroczyć do wieczności drogą, którą jest Chrystus.

Jak długo w danym narodzie przestrzegano zasady autonomii rozu­mu w granicach wiary, tak długo Jezus Król faktycznie nad tym naro­dem panował. Jednakże już od XIII wieku w narodach chrześcijańskich gwałtownie rozrasta się "wywrotowe podziemie" przekonań, praktyk i organizacji. Powstające związki były tajne, głęboko zakonspirowane bramami wtajemniczenia, próbujące, jak komórki rakowe organizm, opanować przede wszystkim struktury władzy, ekonomii i kultury naro­dów chrześcijańskich. Do naj groźniejszych prądów myślowych i orga­nizacji tamtego okresu zaliczyć trzeba gnozę, mesjanizm żydowski, a zwłaszcza kabałę żydowską i gnostyckie związki katarów, templa­riuszy, różokrzyżowców oraz im podobne. Wszystkie je charaktery­zuje wrogość do wierzeń, praktyk i moralności chrześcijańskiej oraz łączy wspólna strategia zmierzająca do pozbawienia Jezusa Króla wła­dzy nad narodami przez zniszczenie papiestwa i monarchii katolickiej - wykonawców Jego władzy. Ludzie hołdujący tym prądom myślo­wym i organizujący się w różnych tajnych grupach uprawiali kult wol­ności wyznaniowej i kult wolności myśli (tzw. wolnomyślicielstwo), tworząc tym samym podwaliny pod liberalizm filozoficzny.

Potężnym sojusznikiem tych organizacji, aczkolwiek nieświa­domym, był islam, wyniszczający w ustawicznych wojnach potęgę militarną i ekonomiczną wielu państw chrześcijańskich. Ogromnym ciosem dla całej cywilizacji chrześcijańskiej był upadek Cesarstwa Wschodniego pokonanego przez muzułmanów w 1453 roku. Dzie­ła zniszczenia dopełniła reformacja Marcina Lutra, zapoczątkowana w roku 1517. M. Luter uderzył w same fundamenty cywilizacji chrze­ścijańskiej, tj. w autorytet Kościoła hierarchicznego, negując główne kanony wiary, Tradycję oraz władzę papieży, promując natomiast su­biektywizm i relatywizm poznawczy. Duch buntu połączył z prote­stantami ukryte dotąd antychrystusowe siły pod hasłami humanizmu oświeceniowego, by rozerwać ziemskie Królestwo Jezusa. Państwa, które przeszły na protestantyzm, będą umożliwiać swobodny rozwój wszelkim tajnym organizacjom, zwłaszcza masonerii, wszak cel był dla nich wspólny: zniszczyć Kościół katolicki.

Humanizm czasów nowożytnych nie tylko zapisał w dziejach świa­ta może najtragiczniejszą kartę przemocy i deprawacji, ale wyprowa­dzając myśl ludzką poza granice Objawienia, wyrwał wiele narodów spod władzy Boga. Poza Bogiem są tylko nieprzeniknione ciemności, pośród których na ludzi błądzących poluje szatan (por. lP 5,8), zamie­niając ich w potwory podobne sobie. Wystarczy przywołać na pamięć rewolucję francuską (1789-1794), dzieło masońskiej myśli oświece­niowej uwieńczone okrutną kaźnią około miliona osób, czy siostrzaną jej myśl marksistowską, owocującą przez ostatnie sto lat prześladowa­niami Kościoła, bestialstwem i hekatombą setek milionów ludzi złożo­nych w ofierze diabłu najpierw w bolszewickiej Rosji podbitej przez żydowskich rewolucjonistów, a potem w większości krajów świata. O podobnych osiągnięciach wolnomyślicieli oraz o tych na ogół nie zauważanych, bo powodujących na przestrzeni wieków śmierć ducho­wą setek milionów ludzi, świadczą różne opracowania historyczne (po­leciłbym np. książkę Czerwone karty Kościoła G. Kucharczyka).

Odrodzenie, obejmujące okres od XIV do XVI wieku, uczyniło pierwszy poważny wyłom w teocentrycznej (gr. Theos - Bóg; Bóg w centrum) filozofii średniowiecznej, ukierunkowując myśl ludzką na złudne poznanie godności i wartości osoby w świetle pogańskiej (demonicznej) kultury greckiej i rzymskiej. Odwrót myśli ludzkiej od Objawienia i od Boga rozpoczął się niepostrzeżenie, jednakże syste­matycznie naratał. Następny krok ku ateistycznej filozofii człowieka uczynił Kartezjusz (Rene Descartes, 1596-1650). W jego filozofii to nie Bóg, a człowiek znalazł się w centrum zainteresowania, a za kryte­rium prawdy uznał on subiektywną myśl ludzką (racjonalizm). Słynna jego dewiza - Cogito ergo sum (myślę, więc jestem) - nobilitowa­ła wolnomyślicielstwo, stawiając wolność myśli ludzkiej na szczycie wartości w miejsce prawdy objawionej. Filozofia Kartezjusza uważa­na jest za przełomową w historii myśli ludzkiej i stanowiła podłoże, na którym żywiołowo rozwijać się będzie XIX-wieczny liberalizm, dając "naukowe" uzasadnienie buntu człowieka wobec Boga.

 

Liberalizm

 

Czym w swej istocie jest liberalizm, trudno określić, gdyż na prze­strzeni kilku ostatnich stuleci zrodził on wiele nurtów myślowych, często wzajemnie się wykluczających. Rzeczą charakterystyczną dla liberalizmu filozoficznego, którego korzenie sięgają już średniowie­cza, a ukształtowanego zwłaszcza pod wpływem XVIII-wiecznych encyklopedystów francuskich, będących zarazem tutorami masonerii,

jest jawny duch buntu przeciw Bogu i Kościołowi. Z tego źródła za­trutego nienawiścią do Objawienia obficie czerpali i czerpią ideologo­wie takich systemów, jak: demokracja, marksizm, socjalizm, bolsze­wizm, faszyzm, kapitalizm, globalizm, zawsze stawiając człowieka na ołtarzu kultu jego wolności i rozumu. Obecnie katastrofalne wpływy liberalizmu przenikają całą złożoną strukturę współczesnego świata, tak w wymiarze świeckim, jak i sakralnym. Pominę jego wpływ na poszczególne dziedziny rzeczywistości ludzkiej, jak np. na ekonomię, którą według niego skutecznie tworzy tylko niczym nie skrępowany egoizm wolnego rynku, tzw. niewidzialna ręka rynku Adama Smitha, XVIII-wiecznego szkockiego liberała ekonomisty. Pominę też zgubny wpływ liberalizmu na państwo (realizuje zasadę: Jak najmniej pań­stwa, aż do jego zaniku przez prywatyzację za wszelką cenę przemy­słu i bankowości, niszczenie mediów publicznych, służby zdrowia, partii narodowych itd.), a także jego dążenie do likwidacji instytucji rodziny (np. przez pozbawianie rodziców wpływu na dzieci). Nato­miast ukażę wpływ liberalizmu na religię, gdyż w konfrontacji z nią najwyraźniej uwidacznia się jego zło.

Liberalizm jest nie do pogodzenia z religią katolicką choćby już z uwagi na swe podstawowe założenie, że istnieje nieskończona wie­lość prawd, a wszystkie są subiektywne, stając w ten sposób w opo­zycji do obiektywnej i absolutnej Bożej prawdy objawionej. Według wybitnego znawcy liberalizmu, ks. Feliksa Sarda (Liberalizm jest grze­chem, Poznań 1995) system ten cechuje:

1. Absolutna wolność myśli w polityce, moralności i religii - w tej zasadzie chodzi o całkowitą niezależność ludzi od prawd i praw obja­wionych przez Pana Boga. Zasada ta w praktyce sprowadza się do tego, że np. religii katolickiej może uczyć ateista lub wyznawca hare kriszna; że człowiek decyduje wbrew prawu naturalnemu i Bożemu, czy dziec­ko nienarodzone ma prawo do życia, czy też nie; że to nie Bóg objawia, ale rozum ludzki decyduje, czy jest piekło, czy go nie ma itd. Odrzu­cenie prawd objawionych równa się odrzuceniu Boga i dlatego narzuca­ne obecnie normy regulujące życie wielu społeczeństw są demoniczne.

2. Absolutna suwerenność jednostki wobec Boga i Jego praw ­ ta zasada skutkuje tym, że np. w USA za wymaganie przez rodziców od dzieci niepełnoletnich postępowania według przykazań Bożych, odbiera się rodzicom prawa rodzicielskie. Jej konsekwencją są tysiące innych rozwiązań prawnych, które, jak trujące opary, duszą życie nad­przyrodzone w ludziach.

3. Absolutna suwerenność społeczeństwa - jego niezależność od wszystkiego, co nie pochodzi od niego samego. Zasada ta ozna­cza, że Bóg nie może mieć żadnej władzy nad społeczeństwem, które jest zależne tylko od ludzkich ustaleń, decyzji i władzy, np. od Ko­misji Trójstronnej, Komisji Europejskiej czy od Rady Mędrców, do której należy między innymi Lech Wałęsa. Jest to zasada absolutne­go buntu wobec Boga, która owocuje tzw. laickością państwa, jego rozdziałem od Kościoła; matka wszystkich rewolucji profanujących przede wszystkim sprawy Boże.

4. Absolutna suwerenność obywatelska od wszystkiego, co nie jest wolą ludu - wyrażona w powszechnych głosowaniach i w więk­szości parlamentarnej. Zasada ta nie jest przywilejem, a surową re­strykcją ograniczającą wolność obywateli. Zgodnie z nią nawet niefor­malny wpływ Kościoła na społeczeństwo może być w każdej chwili zabroniony, tak jak to już czyniono w Rosji sowieckiej, gdzie surowo karano nawet za posiadanie książeczki do modlitwy. Dzięki tej zasa­dzie uzyskuje się możliwość instrumentalnego wykorzystania ustroju demokratycznego, zawłaszczonego przez światową oligarchię finan­sową, do przejęcia globalnej (absolutnej) władzy nad światem. Poprzez telewizję, radio i prasę, będące w ich posiadaniu, narzucają społeczeń­stwu swą wolę, a także przez uzależnienie od ekonomii polityków, cał­kowicie kontrolują uchwalane przez nich prawo niemal w każdym tzw. demokratycznym państwie na świecie.

Widzimy więc, że liberalizm jest nie tylko absolutnym buntem wo­bec Boga, wobec Jego władzy i wobec Jego praw, które są obiektyw­ne, sprawiedliwe i niezmienne, ale, że jest najbardziej wyrafinowa­nym z dotychczasowych totalitaryzmem, niosącym ludzkości niewy­obrażalną w skutkach niewolę fizyczną i duchową. Trzeba przy tym pamiętać, że jego piewcy, podobnie jak antyczne Syreny, przemawiają językiem zdolnym uwieść masy ludzkie, bo strojnym w piękne hasła i piękne obietnice. Dzięki oszustwu tę właśnie ideologię liberalizmu wyznaje dzisiejszy świat, dowodzony przez mesjanistów żydowskich i przez masonerię - establishment światowy jednoczący wszystkich wolnomyślicieli pod sztandarem Lucyfera. Liberalizm jest nie tylko sprzeczny z Bożym porządkiem świata, ale sam zastępuje Boga i wia­rę. Dlatego z samej swej istoty, będąc formą absolutnego buntu wobec Boga, jest grzechem śmiertelnym.

Liberalizm jest grzechem śmiertelnym także z tego powodu, że jest herezją na płaszczyźnie doktrynalnej, ponieważ jest zaprzeczeniem prawd objawionych przez Boga - podważa i niszczy wszystkie dogma­ty wiary katolickiej, narzucając ludzkości w zamian własny, absolutny i nienaruszalny, obwarowany poprawnością polityczną dogmat o wol­ności myśli. Jest także herezją na płaszczyźnie praktycznej, ponieważ prowadzi do podeptania wszystkich Bożych i kościelnych przykazań. Głoszona przez liberalizm wolność myśli, to wolność niszczenia tego, co Bóg uczynił, stając się człowiekiem, wszystkiego, co Bóg objawił, przychodząc do nas, aby nas uratować. Wolność, pojmowana w opo­zycji do Boga i Jego prawa, stwarza sytuację niezwykle groźną, bo społeczeństwo, które zostało uformowane w ten sposób, staje do walki z Bogiem, usuwając ze swego życia sacrum. Liberałów cechowała zaw­sze ogromna wrogość do Kościoła, gdyż liberalizm jest swoistym ob­jawieniem przez złego ducha antyprawd. Tą ideologią przewrotności posługuje się przede wszystkim żydomasoneria, dążąca do przebudowy w jej duchu porządku świata. To, co dzieje się obecnie na świecie, jest wynikiem tych działań. Tam, gdzie nie ~a Boga, nie ma też prawdy, sprawiedliwości, praworządności, a w ich miejsce panuje fałsz, egoizm i chaos. Dla wszystkich dzisiejszych wolnomyślicieli, niezależnie od tego, czy nazywają się prawicą czy lewicą polityczną, liczy się tylko ich niczym nieskrępowana pycha, by być jak Bóg i zająć miejsce Boga.

 

Reakcja Kościoła

 

Papieże bardzo wcześnie spostrzegli nadciągające zagrożenie, bo już pisma Kartezjusza znalazły się na kościelnym indeksie ksiąg zakaza­nych. Jednakże prawdziwa bitwa w obronie porządku Bożego w świe­cie rozgorzała z chwilą oficjalnego ujawnienia się masonerii (1717 r.) jako organizacji przesiąkniętej ideologią liberalizmu i skupiającą wo­kół siebie wszystkie siły antychrystusowe i antykościelne. Papież Kle­mens XII już w 1738 roku uroczyście potępił masonerię i zabronił ka­tolikom wstępowania w jej szeregi. Z czasem nastąpiły coraz bardziej bijące na alarm wypowiedzi kolejnych papieży: o zagrożeniu wia­ry chrześcijańskiej przez masonerię - Benedykt XIV; o podszywaniu się masonerii pod chrześcijaństwo, a zarazem szerzeniu racjonalizmu, obojętności religijnej, o ośmieszaniu obrzędów kościelnych i szerzeniu rozwiązłości - Pius VII; o dążeniu do całkowitego zniszczenia Kościo­ła, przez rozpętanie m.in. rewolucji francuskiej - Leon XII; o otwarciu drogi do wszelkiej zbrodni, bo prawem ich nieprawda, ich bogiem sza­tan, a obrzędem bezecność - Pius VIII.

Papież Grzegorz XVI widzi w masonerii główną przyczynę wszyst­kich klęsk ziemi i królestw i określa ją ściekiem nieczystym wszystkich sekt, a Pius IX nazywa masonerię bezbożnym i stronniczym stowarzy­szeniem, które chce zniszczyć Kościółi społeczeństwo. Papież Leon XIII w 1884 roku w encyklice Humanum genus przypomina, że grzech dzieli ludzkość na dwie części: jedna dąży do ustanowienia w świecie Królestwa Bożego, druga do zapanowania królestwa szatana, i stwier­dza, że masoneria jest potężnym pomocnikiem królestwa szatana, jest organizacją osób używających sprytnie pozorów, przybierając maskę literatów i mędrców, którzy gromadzą się dla celów naukowych, mó­wią stale o swym zaangażowaniu dla cywilizacji, o tym, że ich jedy­nym pragnieniem jest polepszać warunki życia narodów, a w istocie ujarzmiają ludzi jak niewolników i posługują się ludźmi w ten sposób ujarzmionymi, by zapewnić bezkarność swoich zbrodni. Masoneria - stwierdza Leon XII - pragnie zastąpić chrześcijaństwo przez natura­lizm, prześladując z nieubłaganą nienawiścią Kościół i kler, naucza­nie chrześcijańskie, a zwłaszcza papiestwo, dąży do tego, aby ludzie sycili się nieograniczoną wolnością grzechu, podejmuje wysiłki wpro­wadzenia nauczania świeckiego, rozpowszechniania zepsucia obycza­jów i budowania ateizmu państwowego.

      Podobnie jak masonerii, dużo miejsca w dokumentach Kościoła papieże poświęcili wprost liberalizmowi. Poddali go totalnej krytyce, określając go we wcześniejszym okresie innymi terminami, takimi jak: indyferentyzm, racjonalizm, "zgubna wolność". Głównymi doku­mentami poświęconymi tym zagadnieniom są encykliki: Mirari vos Grzegorza XVI, Quanta cura Piusa IX, lmmortale Dei Leona XIII, Notre charge apostolique św. Piusa X.

To, co w dokumentach tych obejmowano nazwą" liberalizm" lub jego synonimami, zostało potępione głównie ze względu na: 1. od­rzucenie prawa Bożego jako podstawy ustroju społeczeństw i państw; 2. głoszenie hasła oddzielenia Kościoła od państwa; 3. szerzenie po­glądu o całkowitej wolności i równości w sprawowaniu kultu publicz­nego dla wyznań niekatolickich; 4. odbieranie Kościołowi prawa do korzystania z sankcji urzędowej; 5. naturalistyczno-racjonalistyczną interpretację prawa; 6. negowanie uprawnień Kościoła w dziedzinie wychowania i edukacji oraz zawłaszczenie ich przez laickie państwo; 7. ścisły związek ugrupowań liberalnych z działalnością rewolucyj­ną i konspiracyjną stowarzyszeń masońskich i para-masońskich (jak karbonaryzm) - (J. Bartyzel, Krytyka liberalizmu, [w:] Encyklopedia Bialych Plam, t. XI, Polwen, Radom 2003, s. 1 19).

 

Liberalizm w Kościele i jego skutki

 

Mimo tych pełnych dramatyzmu papieskich ostrzeżeń, masoneria co­raz skuteczniej infiltrowała stan duchowny, a w jej szeregach nierzadko można było spotkać kardynałów, biskupów i duchownych. Ci z kolei przenosili liberalizm do nauczania kościelnego, tworząc nowy nurt my­ślowy zwany liberalizmem katolickim. Jak pod wpływem tego nurtu chwiała się teologia, świadczy encyklika Quanta cura ogłoszona przez Piusa IX w 1864 roku, potępiająca liberalizm katolicki z jego błędnymi naukami. Dołączony do encykliki Syllabus errorum zawiera wykaz 80 tez potępionych przez papieża, a szerzonych w Kościele przez libera­łów. Prof. Jacek Bartyzel, znakomity znawca tego problemu, wymienia kilka celów, jakie sobie stawia do osiągnięcia liberalizm katolicki:

l. Demitologizacja Ewangelii - jest to forma egzegezy biblijnej podważająca autentyczność opisanych w Ewangeliach scen z życia

Jezusa i dokonanych przez Niego cudów przez odrzucenie ich nad­przyrodzonego wymiaru, a jedynie uznająca to, co da się wytłumaczyć naturalistycznie i racjonalnie.

2. Relatywizacja dogmatów przez ich racjonalizację - jest to zakwestionowanie Bożego Objawienia jako prawd stałych i niezmien­nych, bo nie Pan Bóg, a rozum ludzki ma decydować, co jest prawdą.

3. Sprowadzenie prawd wiary do symboli - jest to zakwestiono­wanie rzeczywistości prawd objawionych, a zwłaszcza sakramentów. Np. uważa się, że Eucharystia nie uobecnia Pana Jezusa w sposób re­alny i rzeczywisty, a jedynie w sposób symboliczny.

4. Sprowadzanie prawd wiary do mglistego uczucia religijnego - jest to zacieranie różnic pomiędzy prawdą objawioną a herezją i po­między religią objawioną a pseudo-religiami, np. New Age.

Widać z powyższego, że liberalizm katolicki i ateizm różnią się tym, że ateizm od razu odrzuca wiarę w Boga, a liberalizm katolicki truciznę niewiary w Boga wsącza w teologię stopniowo. Ponadto li­beralizm katolicki stawia sobie za cel demokratyzację Kościoła i jego otwarcie na nowoczesność - Kościół otwarty, to Kościół liberalny promowany w Polsce przez niektórych biskupów, kapłanów, Tygodnik Powszechny, Gazetę Wyborczą itp.

Całokształt powyższych zjawisk forsowanych przez liberalizm w Kościele określa się mianem modernizmu. Tamę modernizmowi w teologii próbował już położyć święty papież Pius X, który potę­pił go w roku 1907 encykliką Pascendi Dominici gregis, a następnie w roku 1910 wprowadził wymóg przysięgi anty-modernistycznej obo­wiązującej księży nauczających teologii. Z perspektywy czasu widać, że Syllabus Piusa IX i przysięga antymodernistyczna Piusa X jawią się jako mury obronne, którymi papieże otoczyli ludzi wierzących, aby bronić Kościół przed przenikaniem do jego wnętrza liberalizmu.

Podczas Soboru Watykańskiego II (1961-1965) mury te zostały ro­zebrane ,,rękoma" obradujących ojców soborowych i pomagających im ekspertów. W czasie Soboru liberalizm szerokim strumieniem wlał się do Kościoła i na stałe zadomowił się w teologii, a w dwa lata po Soborze wymóg przysięgi anty-modernistycznej został zniesiony. Pan Jezus powiedział, że drzewo poznaje się po owocach, a jednym z naj­tragiczniejszych owoców Soboru Watykańskiego II była detronizacja Jezusa Króla z tronu narodów chrześcijańskich i zgoda na pozbawie­nie Go władzy nad nimi.

Ponadto Sobór, choć nie był soborem do­gmatycznym, a pastoralnym, to jednak zachwiał wieloma dogmata­mi, kładąc na nie cień liberalnej interpretacji. Do innych złych owo­ców należałoby zaliczyć protestantyzację i demokratyzację Kościoła oraz fałszywy ekumenizm i fałszywy dialog - fałszywe, bo oparte o kompromis, którego nie zna Ewangelia. Aby zobrazować zło tego kompromisu, posłużę się porównaniem prawdy i fałszu do światłości i ciemności. Otóż światłość i ciemność wzajemnie się wykluczają, ale można je próbować połączyć za cenę przyciemnienia trochę światłości i rozjaśnienia nieco ciemności. W miejscu ich połączenia uzyskuje się półmrok, w którym ludzie jednak bezustannie będą błądzić, nie wi­dząc już, gdzie jest prawda, a gdzie fałsz.

Czy nie jest to obraz sytuacji Kościoła posoborowego, w który w sposób wymowny wpisuje się omawiane stanowisko Episkopatu Polski? Dziś dla biskupów to, o co walczyli bohaterscy papieże XIX i XX wieku, do Piusa XII włącznie, tj. o rzeczywiste panowanie Je­zusa Króla nad narodami, jest uprawianiem polityki i jako takie uwa­żane za naganne. Być może Episkopat Polski nie widzi już dość jasno prawdy objawionej o wszechmocy i wszechwładzy Jezusa Króla nad światem i nad Polską, a raczej widzi Jezusa odartego z nadprzyrodzo­ności i zredukowanego przez modernizm do kondycji sługi, skoro wy­dał omawiany komunikat.

Brak logiki, jaki cechuje liberalizm, został doskonale wyrażony przez omawiającego stanowisko Episkopatu ks. bpa Stanisława Budzika, który posługuje się stwierdzeniami przeczącymi sobie. Mówi bowiem: ..Jest wpisana w tradycję Kościoła, tak samo cześć Chrystusa Króla Wszech­świata, ale (uwaga!) na dzisiejsze czasy - wyjaśnił sekretarz Episkopatu – najpiękniejszym jest (..) obraz Chrystusa Sługi. Oznacza to, że, choć w Kościele czci się Chrystusa Króla Wszechświata, to dla Episkopatu z uwagi ,,na dzisiejsze czasy" najpiękniejszy (najwłaściwszy) jest obraz (tytuł) Jezusa Sługi. W duchu tej przedziwnej retoryki ks. Biskup dalej wyjaśnia: A jeśli mówimy o Królestwie Chrystusa, to od razu należy dodać, że Jego Królestwo nie jest z tego świata. W tym stwierdzeniu za­warta jest następna sprzeczność, że ten świat (planeta Ziemia) nie należy do wszechświata, w którym przecież panuje Chrystus - Król Wszech­świata. Jednakże właśnie w oparciu o tę sprzeczność ks. bp S. Budzik próbuje uzasadnić, szokujący ludzi wierzących i zdrowo myślących, wcześniejszy wniosek, że w takim razie ogłaszanie Chrystusa Królem Polski jest - zdaniem biskupów - niewłaściwe, niepotrzebne i niezgod­ne z myślą Episkopatu. Cały ten niezwykle skomplikowany wywód ma bardzo proste przesłanie: Cóż, diabła lepiej nie ruszać, niech liberałowie według swej "myśli" rządzą Polską katolicką, a Kościół niech się zaj­mie posługą charytatywną!

 

Ukryte inspiracje buntu

 

Przy takim stanowisku Episkopatu Polski jest rzeczą zrozumiałą, dla­czego czyni on wszystko, by nie dopuścić do uznania Pana Jezusa Kró­lem Polski. Nie jest jednakże rzeczą zrozumiałą i możliwą do uspra­wiedliwienia podjęta w tym celu przez Episkopat próba zwiedzenia Narodu Polskiego przez zasłanianie Osoby Pana Jezusa Jego Sercem, by w następstwie zastąpić Intronizację Jezusa Króla Intronizacją Jego Najświętszego Serca. Ta wyrafinowana sofistyka, nie do wychwyce­nia przez ludzi prostych i szczerze wierzących, zwłaszcza wierzących w szlachetność intencji polskich biskupów, żerująca na ich miłości do Boga, która wyraża się w polskim katolicyzmie wielowiekowym kul­tem Najświętszego Serca Jezusa, bałamutnie głosi wyłączność Intro­nizacji Serca Jezusa. Są to działania podejmowane w oparciu o zasadę Klin klinem wybijaj, zmierzające do tego, by ludzie, broniąc Introni­zacji Serca Jezusa, sami zwalczali Intronizację Jezusa Króla. Bardziej świadomym usiłuje się wmówić, że dokonując Intronizacji Serca Jezu­sa, tym samym ( domyślnie) ogłaszają Jezusa Królem Polski. Parodię tego stwierdzenia obrazuje następująca anegdota. Podczas akademii w zakładzie pracy recytowano wiersz Włodzimierza Majakowskiego pt. Wł. Lenin: (...) Mówimy Lenin, a myślimy partia; mówimy partia a myślimy Lenin. Sekretarz partii pyta robotnika, czy ten wiersz zrozu­miał. - No pewnie - odpowiada - ja od 40 lat mówię co innego, a my­ślę co innego. Myślę co innego, a mówię co innego. Jak widać, choć obecnie zmieniła się etykieta, to duch pozostał ten sam.

Podobnym bezsensem jest Intronizacja Pana Jezusa Króla Wszech­świata, zalecana jako kolejna alternatywa dla Intronizacji Jezusa Króla Polski. Pan Jezus Królem Wszechświata jest bez naszej zgody. Jako Bóg był nim zawsze, a jako człowiek został nim z woli Ojca. Absurd dokonywania Intronizacji Jezusa Króla Wszechświata ukażę przez po­równanie do zamiaru ogłoszenia przez ludzi św. Michała Archanioła dowódcą wojsk niebieskich - to nie ten moment i nie te kompetencje. Tylko z własnych siedzib możemy Jezusa Króla wypraszać lub do nich zapraszać, gdyż na tym polega nasza wolność i odpowiedzialność. Dla­tego jako Polacy mamy prawo i obowiązek intronizować Go w naszym Narodzie - oddać Mu tron Polski, ogłosić Jezusa naszym Królem. Od tego właśnie aktu Pan Bóg uzależniał niegdyś ocalenie narodu żydow­skiego, a dziś uzależnia ocalenie Polski i innych narodów.

Temat dotyczący odmienności Intronizacji Serca Jezusa od Introni­zacji Osoby Jezusa Króla wymaga szerszego omówienia, ale dla zrozu­mienia tej kwestii wystarczy stwierdzić, że Intronizacja Najświętszego Serca Jezusa praktykowana w Kościele od stu lat jest jak najbardziej poprawna tak długo, jak długo zgodnie z teologią duchowości i Trady­cją odnosi się wyłącznie do kultu Serca Jezusa. W tym ujęciu słowo "intronizacja" jest metaforą, która wyraża akt wywyższenia Serca Je­zusa poprzez praktykę poświęcenia się Jego Sercu i nic ponadto!

Natomiast Intronizacja Serca Jezusa rozumiana jako Intronizacja Osoby Jezusa Króla jest błędem semantycznym, logicznym i ontolo­gicznym, dziwolągiem natarczywie lansowanym przez o. Jana Mikruta na falach Radia Maryja, jezuitów, tzw. Wspólnoty Intronizacji Najświęt­szego Serca Jezusa pod szczególnym patronatem biskupów liberałów; jest propagandą uprawianą, aby osiągnąć powyżej wskazany cel.

Słowo "intronizacja" w sensie właściwym i bezpośrednim odnosi się do osoby króla i oznacza objęcie przez niego tronu (władzy) danego państwa. Jakkolwiek byłyby to duchowe rządy Pana Jezusa nad Polską, po dokonaniu przez Naród Jego Intronizacji, to i tak nadałyby ustrojo­wi Polski nowy wymiar, zgodny z porządkiem ustanowionym przez Boga w stworzonym przez Niego świecie. Należy postawić pytanie: Skąd w Kościele bierze się ten lęk przed uznaniem władzy Jezusa Kró­la nad naszym Narodem?

Niezależnie od tego, czy nazwiemy Kościół posoborowy otwartym, modernistycznym, postępowym czy liberalnym, to wspólnym miano­wnikiem tych wszystkich określeń jest demokracja. Aby zrozumieć, z czego wynika omawiane stanowisko biskupów, należy uwzględnić, że w Kościele - zwłaszcza w mentalności pasterzy - zaszły głębokie przemiany związane z demokratyzacją Kościoła. Ponieważ cały świat, oprócz niektórych krajów muzułmańskich, Korei Płn. i Chin, uważa de­mokrację za niepodważalny przejaw godności osoby ludzkiej, jej wol­ności i wyraz jej naturalnych, niezbywalnych praw, uznano również za konieczne wprowadzenie zasad demokratycznych w życie Kościoła, a przynajmniej wśród ludzi Kościoła panuje powszechne przyzwolenie i współdziałanie w tworzeniu demokratycznego ustroju państwa.

Jeśli akceptuje się demokrację jako system polityczny władzy, warto poznać jego filozoficzne podstawy, które dla zwykłego obywatela są niewidoczne, a których założenia są nie do pogodzenia z władztwem Boga i dlatego w skutkach prowadzą nieuchronnie ludzi i narody do otwartego i uporczywego buntu przeciw Niemu.

Nie wnikając w bardziej skomplikowane założenia filozoficzne de­mokracji, jak umowa społeczna, materializm, ewolucjonizm, odrzu­cenie prawdy o grzechu pierworodnym, zaprzeczenie istnienia oso­bowego zła, jak również istnienia piekła, ukażę korzeń buntu syste­mu demokratycznego tylko w jednym, najważniejszym wymiarze. W świetle prawdy objawionej Bóg, będąc jedynym i absolutnym Władcą ludzi, daje nam do przestrzegania swe prawo i zobowiązuje nas do pełnienia swej woli, co oczywiście siłą rzeczy ogranicza naszą wolność, jeśli chcemy ją pełnić. Przez blisko dwa tysiące lat dla chrze­ścijan Bóg był jedynym źródłem władzy, która na narody spływała w sposób uporządkowany, tj. hierarchiczny. Ilustracją władztwa Boga może być piramida: władza Boga stanowi najwyższy punkt piramidy i spływa hierarchicznie aż po jej podstawę przez desygnowanie przez Boga władzy osobom, które w Jego imieniu rządzą daną społeczno­ścią. Formuła słowna tego modelu władzy brzmiała: Omnis potestas a Deo - cała władza płynie od Boga.

Filozofia polityczna demokracji całkowicie odrzuciła tę prawdę, ogłaszając w jej miejsce nową formu­łę: Omnis potestas a populo - cała władza pochodzi od ludu, tzn. że jedynym źródłem władzy nie jest Bóg, a lud. Absolutnym i jedynym źródłem władzy są ludzie - to stwierdzenie stanowi istotę demokracji, ono przywraca człowiekowi "zagarniętą" przez Boga godność i wol­ność. W tym twierdzeniu objawia się istota buntu dzisiejszej ludz­kości wobec Boga. Gdybyśmy chcieli tę demokratyczną wizję wła­dzy przedstawić graficznie, to należałoby odwrócić piramidę szpicem w dół - u góry znajdzie się jej podstawa wyobrażająca lud - źródło absolutnej władzy, którą lud desygnuje wybranym przez siebie przed­stawicielom, aby pełnili jego wolę. Na samym dole w hierarchii wła­dzy znajdzie się Bóg, który, stojąc najniżej, może być tylko sługą.

Przez polskich biskupów ta prawda jest jeszcze głoszona nieśmiało, jakby z pewnym zażenowaniem, bo niełatwo jest zaprzeczyć dwu tysiąc­letniej Tradycji. Stąd w tej wypowiedzi są jeszcze niedomówienia i brak precyzji użytych sformułowań. Jednakże duch demokracji już wyraź­nie wystawia rogi w tym kolegialnym (demokratycznym) stwierdzeniu, że ogłaszanie Chrystusa Królem Polski jest niewłaściwe, niepotrzebne, niezgodne z myślą Episkopatu, gdyż zgodnie z zasadami demokracji wolnomyślicielstwo biskupów jest ważniejsze od Objawienia.

Pocieszam się tylko myślą, że to stanowisko mogło zostać narzuco­ne przez wąskie grono biskupów liberałów, którzy mają bardzo silną pozycję z tej racji, że są lansowani, popierani i bronieni przez świato­wych globalistów, kontrolujących obecnie władzę nad światem.

 

Śmiertelne żniwo

 

Antropocentryzm (od gr. antropos - człowiek; człowiek w centrum), który charakteryzuje teologię Soboru Watykańskiego II, zaciera roz­różniającą granicę między herezją a prawdą, między katolikami a wy­znawcami innych religii, między wierzącymi a niewierzącymi, mię­dzy służącymi Bogu a diabłu, między prawicą polityczną a lewicą, a w konsekwencji między zbawieniem a potępieniem. Wpisuje się wiernie w filozofię oświeceniową detronizującą Boga, a na tron sa­dzającą każdego człowieka bez względu na to, czy jest dobry, czy zły; czy jest moralnie czysty, czy zepsuty; czy jest godny, czy nie Jezu­sowi rozwiązać rzemyk u sandałów (J 1,27). Ludzi widzi się poprzez

pryzmat haseł rewolucji francuskiej - równość, wolność, braterstwo ­

przypisując im godność, prawa i przywileje wynikające z samej natury ludzkiej, wymyślonej przez masona-liberała Jana Jakuba Rousseau. To nie Bóg, a człowiek stał się drogą Kościoła; człowiek wirtualny, oderwany od ewangelicznej prawdy o nim. Nic więc dziwnego, że w miarę upływu czasu Kościół, idąc drogą człowieka, coraz bardziej oddala się od Boga.

Od strony rzeczywistości duchowej świat i całą ludzkość można po­równać do stadionu. Wyobraźmy sobie, że jest on tak rozległy, jak cała Azja, a stopnie trybun liczą po kilkaset kilometrów szerokości. Zalega­ją na nim nieprzeniknione ciemności. Każdy człowiek z płyty stadio­nu musi rozpocząć wędrówkę w górę trybuny, po jej stopniach. Tylko w jednym miejscu na cokole trybuny znajduje się brama, a za nią tron Jezusa Króla, od którego poprzez bramę, po stopniach aż na płytę sta­dionu płynie struga złotego światła. Światło tronu, bramy i strugi jest nadprzyrodzone i aby je zobaczyć, trzeba mieć klejnot Króla, zwany też depozytem wiary lub pierścieniem pasterza. Tylko patrząc przez klejnot Króla, widzi się strugę światła. Ponieważ klejnot Króla został dany pasterzom, to oni mają iść na przedzie i wskazywać drogę ludziom ochrzczonym ruszającym z płyty stadionu. Droga w górę jest uciążliwa i niebezpieczna. Wzdłuż niej na poszczególnych stopniach stadionu ulo­kowali się kapłani fałszywych religii i przywódcy fałszywych ideologii. Zarzucają oni sieci na ludzi idących drogą światła lub zapraszają ich do dyskusji, a czasem wabią przekupstwem czy straszą groźbami. A co naj­gorsze - potrafią na moment rozświetlić swój stopień światłem fałszy­wych obietnic, które wszyscy ludzie idący drogą światła sami dostrzec potrafią. Jednakże zejście z drogi światła i wybór innej, to droga donikąd, bo można przez całe życie iść wokół stadionu, wciąż do przodu, lecz równocześnie coraz bardziej oddalać się od drogi światła. Pozor­ne światło szybko gaśnie, a przewodnicy po świecie ciemności uczynią wszystko, by upodobnić swe ofiary do siebie samych.

Zgubny wpływ liberalizmu na Kościół polega na tym, że pasterze za­miast patrzeć na świat poprzez klejnot Króla, patrzą na fałszywe świa­tła i nie ostrzegają wiernych przed niebezpieczeństwem zejścia z drogi światła. Często sami postanawiają nawiązać współpracę z ludźmi z upa­trzonego przez siebie stopnia i do tego zachęcają wiernych powierzo­nych ich pieczy. Wielu z nich zamiast piąć się w górę po drodze światła, odchodzi w bok, gdzie pozornie łatwiej i przyjemniej, na drogi, na któ­rych panuje zły duch, szybko stając się jego łupem. Tego jednak paste­rze zdają się nie dostrzegać, a jeśli fakty są zbyt oczywiste, to wciąż się łudzą, że na innym stopniu będzie lepiej. Na drodze światła zaś coraz mniej pasterzy i coraz mniej wiernych.

W duchu dialogu, ekumenizmu, tolerancji, ziaren prawdy rozsia­nych po ugorach fałszu gnozy, magii, kabały zachęca się katolików do poznania innych wyznań, filozofii, ideologii, argumentów innych mędrców. Wmawia się nam, że ludzi spoza Kościoła trzeba poznać, bo przecież wspólnie mamy budować przyszły świat. Trzeba poznać to, co ma do zaoferowania ciemność każdego stopnia stadionu, bo bez tego nie osiągnie się wolności, równości i powszechnego braterstwa, tyle że w świecie, w którym nie ma Boga.

W dniu 25 stycznia 2009 roku w Programie 1. Polskiego Radia w czasie audycji dla dzieci, która w niedzielę jest transmitowana przed godziną 8, usłyszałem, jak prowadząca tę audycję pani teolog tłuma­czyła dzieciom zasady dialogu: Ty musisz przeczytać Koran, ty mu­sisz przeczytać Talmud, aby poznać, jakie wartości tam się znajduj(b bo inaczej nie będziesz obiektywny i nie będziesz cenił innych religii i kultur. Pani teolog wyraźnie martwiła się, że dzieci bez tej wiedzy pozostaną ciasnymi katolikami, fundamentalistami, ksenofobami, ho­mofobami, a nawet antysemitami, a nie daj Boże, by jeszcze coś gor­szego z nich nie wyszło, np. patriotyzm i szczera miłość do tradycji i polskiej kultury.

 

Jezus Król Głową Kościoła

 

Chrystocentryzm (od gr. Christos *) - Król; Król w centrum) jest poję­ciem teologicznym wyrażającym istotę Objawienia i Kościoła. Ozna­cza ono, że Jezus Król znajduje się w centrum życia i nauczania Ko­ścioła. Kult - chwała, cześć i uwielbienie Jezusa Króla tronującego po prawicy Ojca w niebie - warunkuje życie i nauczanie Kościoła. Jeśli zanika kult Jezusa Króla, Kościół umiera. Dlatego pasterze i wierni nie mogą ani na moment "oderwać wzroku" od Jezusa Króla. Wszyst­ko dla Niego, przez Niego i w Nim - Jezus Król musi znajdować się w centrum modlitwy, apostolstwa, miłości i tęsknoty Kościoła. Jeśli Kościół zapomina o tym co pierwsze, podstawowe i nieodzowne, jeśli nie czci i nie głosi Jezusa Króla, popada w totalną niemoc.

*) Słowo Chrystus nie jest niczym innym, jak greckim tłumaczeniem słowa Mesjasz: pomazaniec, król. Jezus z Nazaretu, ukrzyżowany Syn cieśli, jest tak bardzo Kró­lem, że tytułem Królewskim stało się Jego imię. Nazywając samych siebie chrześci­janami, określamy się sami jako ludzie Króla, jako ludzie, którzy uznają w Nim Króla.", kard. Józef Ratzinger, Służyć prawdzie. Wrocław 1986, s. 368.

 

Pozwólcie, że te krótkie sformułowania rozwinę bardziej obrazo­wo. Jezus Król włada dwoma królestwami - Królestwem w niebie oraz Królestwem na ziemi. Jego Królestwo na ziemi to Kościół. Jednakże natury Kościoła nie można zrozumieć poprzez analogię do historycz­nych królestw ziemskich lub do istniejących obecnie państw. Natura Królestwa Bożego na ziemi, Kościoła, jest duchowa i do jej istoty na­leży to, że tworzy z Jezusem Królem jedno ciało. On, Jezus Król, jest Głową, Kościół Jego mistycznym ciałem, a poszczególni wierni, tak jak cegły w budowli, są komórkami tego duchowego ciała.

Jezus, Głowa Kościoła, zasiada w niebie na boskim tronie, spod którego nieustannie wypływa rzeka wody żywej, ożywiająca mocą Ducha Świętego każdą komórkę Jego ziemskiego ciała. Wszyscy, pa­trząc na Kościół, powinni widzieć jego Głowę, Jezusa Króla w chwale nieba. Jest to możliwe, bo Królestwo Jezusa w niebie odzwierciedla się na ziemi w sposób widzialny i materialny: stolicą Królestwa Je­zusa na ziemi jest Watykan, jego widzialną głową jest papież zasia­dający na tronie chwały, a liturgia Kościoła uosabia i uobecnia wodę życia. Jednakże Królestwo ziemskie Jezusa, Kościół, istnieje, działa, zwycięża tylko mocą i władzą swej niebieskiej Głowy. Zaprzestanie w Kościele kultu Jezusa Króla, dokonanie Jego detronizacji (nawet sama zgoda na nią), to jakby odcięcie ciała od Głowy. To zarazem nie­wybaczalna zdrada, bo dotycząca istoty tajemnicy Mistycznego Ciała Chrystusa - Kościoła: Wielu powie Mi w o~m dniu: "Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie ~rzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twe­go imienia?". Wtedy oświadczę im: " Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości" (Mt 7,22-23).

Kościół - każdy z nas - mocą i władzą swego Króla ma wyzwa­lać świat spod panowania złego ducha, niszcząc królestwo ciemno­ści. Dlatego toczy nieustanną walkę z Lucyferem, królem ciemności. W tej walce Kościół zwycięża nie swoją mocą i mądrością, ale mocą i mądrością swej Głowy.

Bez łaski Głowy, mocy i władzy Jezusa Króla, Kościół nie miałby szans na pokonanie króla ciemności. Dlatego Lucyfer dąży, aby Ko­ściół oderwał się od swej niebieskiej Głowy, bo wtedy mógłby go po­konać i zasiąść na Watykanie, na ziemskim tronie Jezusa Króla.

Czy to co piszę, jest przesadą? Lucyfer już w 1917 roku ujawnił ten zamiar, kiedy to w Rzymie masoneria czciła dwustulecie swego oficjal­nego istnienia. Nad głowami defilujących masonów powiewały czar­ne sztandary Giordano Bruno, przedstawiające Lucyfera depczącego głowę św. Michała Archanioła, obrońcy Kościoła, a na transparentach widniały hasła: Lucyfer zasiądzie na Watykanie, a papież będzie jego szwajcarem! Świadkiem tych wydarzeń był św. Maksymilian Kolbe. Dogłębnie wstrząśnięty tą zapowiedzią szybko powołał do życia Ry­cerstwo Niepokalanej, aby udaremnić te lucyferyczne zamierzenia.

Czy faktycznie od Soboru Watykańskiego II ten czarny scenariusz systematycznie nie jest realizowany? Detronizacja Jezusa Króla zo­stała rozpoczęta soborową Deklaracją o wolności religijnej Dignitatis humanae i od tego czasu systematycznie postępuje. Jej wymownym znakiem są przewartościowania, jakie nastąpiły w świadomości pa­sterzy, a którym towarzyszyło stopniowe wyzbycie się przez papie­stwo insygniów władzy królewskiej, należących przecież nie do prze­mijających ludzi na ziemskim tronie Jezusa Króla, ale będących Jego własnością, Króla wszystkich wieków, ludów i narodów. Jan XXIII zrezygnował z sedia gestatoria - królewskiego tronu - używanego podczas uroczystości kościelnych. Paweł VI papieską tiarę - potrójną koronę symbolizującą pełnię władzy Jezusa Króla - sprzedał na licy­tacji, a uzyskane pieniądze przeznaczył na biednych. Jan Paweł I, po wyborze na papieża, zrezygnował z ceremonii koronacji, która czyni­ła go namiestnikiem Jezusa Króla. Jan Paweł II nic w tym względzie nie zmienił, a Benedykt XVI zgodził się jeszcze na usunięcie tiary z papieskiego herbu. Ponadto w rok po wyborze zrezygnował z tytułu Patriarchy Zachodu, symbolizującego duchową władzę Jezusa Króla nad państwami chrześcijańskimi Europy Zachodniej.

To odzieranie Kościoła z symbolów królewskiej władzy Jezusa nad ziemią przez wcielonego w liberalizm diabła, posługującego się nar­kotykiem demokracji, stwarza śmiertelne zagrożenie dla każdego wie­rzącego. Każdy z nas musi stanąć do walki, aby zahamować przede wszystkim proces detronizacji Jezusa Króla w Kościele. Dlatego lu­dzie świeccy i duchowni świadomi tego niebezpieczeństwa w tej in­tencji modlą się, poszczą i składają liczne ofiary. Czas pokaże, jaką drogą pójdą pasterze.

Obecna sytuacja przypomina czasy apostolskie. Ponieważ Jezus Król nie został uznany królem - intronizowany - przez przywódców Królestwa Izraelskiego, św. Piotr nie miał złudzeń co do skutków tego buntu, gdy wołał do Żydów: Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia! (Dz 2,40). Dlatego wzywamy wszystkich idących drogą światła: Dokonajcie przynajmniej indywidualnie Aktu Intronizacji Jezusa Króla Polski! Każdy biskup, kapłan, wierny bez oglądania się na demokratyczne decyzje Episkopatu Polski, niech weźmie do ręki Nabożeństwo Intronizacyjne i niech się chroni pod berło mocy i władzy Jezusa Króla Polski, dokonując Aktu Jego Intronizacji.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.