Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 26 gości
S T A R T arrow Społeczeństwo arrow fasada a tyły arrow Tajemnica wydarta głębinom
Sunday 28 February 2021 07:09:59.32.
migawki

27.02.2021 Kielce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

28.02.2021 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

Różaniec za Ojczyznę przy grobie błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki

W środę 24-go, piątek 26-go i sobotę 27-go Suche Dni Wielkiego Postu.

Nie podają statystyki zgonów na covid osób, które już zaszczepiono i nabrały rzekomej odporności.

  W styczniu otworzono na tej stronie [czy przeczytano do końca i ze zrozumieniem?] dwa miliony 84 tysiące artykułów. Kolejny rekord. Propagujcie więc, proszę, szczeg. wśród znajomych przestraszonych i tracących nadzieję. Powinna im pomóc. Żebyśmy w lutym wyrównali tę liczbę, a będzie o 10% dni mniej...

  My obecnie zachowujemy się często jak w ariergardzie pobitej armii, a to Awangarda Zwycięstwa, kiedy nastąpi ten przełom - zależy od nas.

                                                                                                     Ja mam zamiar się zaszczepić. Ale tylko przez telefon. Tak, jak mnie leczą, tak będę się szczepił
 
W Y S Z U K I W A R K A
Tajemnica wydarta głębinom Drukuj Email
Wpisał: Piotr Falkowski   
02.05.2012.

Tajemnica wydarta głębinom

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20120502&typ=po&id=je02.txt

Piotr Falkowski

 

Dwa lata poszukiwań, trzy lata żmudnych analiz, drobiazgowy przegląd pracy systemów maszyny, niepiętnowanie pilotów, powściągliwość w ferowaniu hipotez. Tak powinno wyglądać badanie tragedii smoleńskiej. Pokazowej lekcji udziela Paryż finalizujący właśnie dochodzenie w sprawie największej katastrofy w dziejach francuskiego lotnictwa

Za miesiąc Biuro Badań i Analiz Bezpieczeństwa Lotów (BEA) opublikuje ostateczny raport na temat największej katastrofy w dziejach francuskiego lotnictwa. Determinacja Francuzów w ustaleniu jej przyczyn jest imponująca. Paryż poniósł ogromne koszty ponad-dwuletnich poszukiwań wraku i rejestratorów, angażując w operację bezzałogowe podwodne roboty, które precyzyjnie wydobywały każde ciało z głębokości ponad 7 tys. metrów. Ciekawe, czy polskie władze też by się na to zdobyły?

Problemem była przede wszystkim rozległość obszaru poszukiwań. Nie wiedziano dokładnie, co się stało, gdzie samolot spadł i się rozbił. W grę wchodziły setki kilometrów kwadratowych. Pierwsze drobne części samolotu i ciała kilku ofiar znaleziono dopiero po 6 dniach. Na czarne skrzynki trzeba było czekać jeszcze dwa lata. Odnalazły się, gdy wyłowiono w 2011 roku większe części wraku. Godna podziwu jest determinacja Francuzów. Po kilku pierwszych miesiącach, podczas których wyłowiono jeszcze wiele części, poszukiwania natrafiły na ścianę niemożności. Rejestratory katastroficzne wysyłają specjalne sygnały radiowe, w wodzie zaś pulsują, co pozwala na ich wykrycie za pomocą sonaru. Ale akumulatory tylko przez kilka miesięcy sygnalizują obecność w morskich głębinach. Potem kapsuły już milczą. Są wprawdzie niezwykle odporne na wszelkie zniszczenia, ale po kilku latach mogłyby już nie dać się odczytać. Gdy już prawie stracono nadzieję, jedna z ekip poszukiwawczych natrafiła na duży fragment wraku na głębokości około 4 tys. metrów. Bezzałogowe podwodne roboty wydobyły ciała kolejnej grupy ofiar i poszukiwane rejestratory. Udało się, chociaż ciał 74 osób nigdy nie odnaleziono.

Do katastrofy Airbusa A330 doszło w nocy z 31 maja na 1 czerwca 2009 roku. Na pokładzie znajdowało się 216 pasażerów i 12 członków załogi. Kapitan Marc Dubois był doświadczonym pilotem. Miał na koncie 11 tys. godzin w powietrzu, z czego 1,7 tys. na A330. Maszyna po prostu zniknęła na środku Atlantyku w strefie, gdzie nie dociera sygnał nadbrzeżnych radarów. Z tym ufni w osiągnięcia nauki i techniki Francuzi nie mogli się pogodzić. Przecież ich samoloty są najnowocześniejsze, naszpikowane wszelkimi wynalazkami, zaprojektowane tak, by stawić czoła wszelkim niebezpieczeństwom. Wydaje się, że o wszystkim pomyślano. A jednak nie. Na pewno do wypadku przyczyniła się pogoda. Przez ocean przechodziła wielka burza. Nie dało jej się ominąć, ale nie była też tak groźna, żeby nie można było przez nią przelecieć, a najlepiej "przeskoczyć", to znaczy lecieć jak najwyżej. To właśnie planowała załoga podczas przygotowania lotu Air France nr 447 z Rio de Janeiro do Paryża.

Eksperci dopatrują się podobieństwa z innym wypadkiem dobrze znanym Czytelnikom "Naszego Dziennika". Chodzi o lot Tu-154M linii Pułkowo Aviation, który 22 sierpnia 2006 r. rozbił się w okolicach Doniecka. Maszyna wpadła w korkociąg podczas próby "przeskoczenia" burzowej chmury. Zginęło 170 osób, MAK jak zwykle obwinił załogę. Francuzi wskazują na rurki Pitota.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.