Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 20 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow SMOLEŃSK 12/ II arrow Zdrada, amnezja, kłamstwo, czy tylko ignorancja?
Saturday 21 September 2019 11:16:12.27.
W Y S Z U K I W A R K A
Zdrada, amnezja, kłamstwo, czy tylko ignorancja? Drukuj Email
Wpisał: seaman   
09.07.2012.

Zdrada, amnezja, kłamstwo, czy tylko ignorancja?

 

07.07.2012  http://seaman.salon24.pl/432284,zdrada-amnezja-klamstwo-czy-tylko-ignorancja

Z ujawnionych zeznań premiera Donalda Tuska przed prokuraturą w sprawie Smoleńska najbardziej wstrząsające jest to, co mu w ogóle nie przyszło do głowy i czym się nie zainteresował.

Dopiero w drugiej kolejności wrażenie robi fatalny stan jego pamięci - Tusk oświadczył w prokuraturze, że nie pamięta, czy był przez niego rozważany wspólny udział polskiego premiera i prezydenta w obchodach katyńskich 2010. Ta zadeklarowana w zeznaniach niepamięć premiera stoi w jaskrawej sprzeczności z jego wypowiedzią z kwietnia bieżącego roku, gdy z niezachwianą pewnością siebie stwierdził, iż kancelaria prezydenta Kaczyńskiego nie była zainteresowana wspólną wizytą w Katyniu. Tusk więc nie pamięta, czy on sam miał jakieś zdanie na ten temat, ale pamięta doskonale, jakie były rzekome intencje prezydenta.

Na trzecim miejscu wśród zaskakujących praktyk ekipy Tuska, które ujawnił on w swoich zeznaniach, należy postawić ignorancję premiera spowodowaną niedoinformowaniem przez jego własną kancelarię. Premier zeznał wprost, że nie otrzymywał  żadnych sygnałów, aby sam prezydent bądź ktoś z jego kancelarii kwestionował sekwencję spotkań. Tymczasem prokuratura w uzasadnieniu umorzenia śledztwa ustaliła, że „pomimo że kancelaria prezydenta dawała cały czas sygnały, że chce uczestniczyć w przygotowaniach, nikt z jej przedstawicieli nie był zaproszony na poświęcone temu spotkania”. To tyle, jeśli chodzi o fatalną komunikację Tuska z jego podwładnymi z kancelarii. Chyba, że premier po prostu kłamie o tych sygnałach.

Jeśli chodzi o punkt pierwszy, czyli co Tuska nie obeszło ani trochę, to najważniejszy jest niewątpliwie fakt, iż szef rządu nie pomyślał o ustaleniu wspólnej polityki państwa w sprawie wizyty katyńskiej. Putin do niego zadzwonił i zaproponował wspólne obchody, ale Tusk jakiś taki roztargniony widocznie był, że nie wpadł na pomysł, żeby skontaktować się z prezydentem Kaczyńskim.

Natychmiastowa decyzja podczas rozmowy telefonicznej z premierem Putinem była związana z kalkulacją czy jest to dla Polski ważne, czy nie, a nie rozważałem, jaki to ma wpływ na relacje pomiędzy organami w Polsce(...)W momencie jak polska dyplomacja uzyskała efekt w postaci zaproszenia przez premiera Putina, to działania kancelarii premiera na tym się skoncentrowały, to znaczy na moim spotkaniu z premierem Putinem” – wyznaje prokuraturze nasz roztargniony przywódca.

Trzeba przyznać, że ta szczerość szefa rządu jest aż przygnębiająca. Polski premier bez żadnej refleksji, a wręcz ochoczo podejmuje propozycję rosyjskiego premiera, która prowadzi wprost do zmarginalizowania polskiego prezydenta. Tylko skończony głupek mógł tego nie wiedzieć. Powtarzam w tym miejscu to, co pisałem już nieraz, ale wobec tej dezynwoltury polskiego premiera w stosunku do polskiej racji stanu, warto to powtarzać.

Nie ma tu potrzeby dywagować, czym jest dla Polaków zbrodnia katyńska, jeden z tragicznych elementów tożsamości narodowej, którego wpływu na życie społeczne w Polsce po 1945 roku nie da się przecenić - jest podobnie ważny jak sławny sierpień w latach 1944 i 1980. To są fundamentalne kwestie narodowe i obecność głowy państwa na jubileuszowych uroczystościach narzuca się sama i dla każdego. Tym bardziej, jeśli te obchody mogą być przełomem we wzajemnych stosunkach. Tutaj nie mogło być żadnych wątpliwości, że uczestnictwo Lecha Kaczyńskiego było nie tylko tradycją, ale nadawało właściwą rangę wydarzeniu. Tutaj żaden Putin nie powinien mieć nic do powiedzenia.

Nie ma możliwości, żeby premier Tusk nie był świadomy tego oczywistego faktu. Przecież każde rozwiązanie eliminujące z tych obchodów prezydenta Kaczyńskiego budziło podejrzenie o grę polityczną, to każdy głupi wiedział. Jak sobie Tusk wyobrażał pojednanie z Rosją za plecami urzędującej głowy państwa? Dlaczego premier Tusk nie nalegał na jednoczesny udział prezydenta ?

Jeśli zaś protokół dyplomatyczny faktycznie stał na przeszkodzie, jak to ktoś kiedyś tłumaczył, to trzeba było zwyczajnie odmówić albo ustalić inną formułę z udziałem głowy państwa polskiego. Ot, choćby zaprosić Putina na obchody 10 kwietnia razem z prezydentem. Przecież Tusk chyba nie podziela poglądu doradcy obecnego prezydenta, że na ołtarzu pojednania z człowiekiem z resortu, który robił Katyń, warto złożyć każdą ofiarę włącznie z polską racją stanu? A podobno  śmiałości naszemu premierowi nie brak, przecież niedawno postawił się obcemu mocarstwu: Albo Amerykanie uwzględnią  nasze warunki i postulaty, albo nie będzie tarczy. I jakoś jego wierny Graś nie zamamrotał wtedy po swojemu, że to może być źle odebrane przez sojusznika.

Dlaczego premier Tusk postąpił wbrew polskiej racji stanu? Dlaczego premier Donald Tusk nie powiedział premierowi Władimirowi Putinowi, że pamięć ofiar katyńskich ma tak doniosłą wagę dla tożsamości narodowej Polaków, że obecność głowy państwa jest niezbędna?

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.