Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 66 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow SMOLEŃSK 12 arrow SMOLEŃSK - DEKLARACJA ETAPU
Thursday 21 November 2019 20:42:55.28.
migawki
Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz"
 
W Y S Z U K I W A R K A
SMOLEŃSK - DEKLARACJA ETAPU Drukuj Email
Wpisał: ROLEX   
15.07.2012.

SMOLEŃSK - DEKLARACJA ETAPU

 

ROLEX 09.07.2012  http://hekatonchejres.salon24.pl

[pogrubienie moje, bo należę do ludzi, którzy sami ich (pogrubień) potrzebują.. M. Dakowski]

Nadszedł moment na uporządkowanie spraw zaniedbanych; taką obietnicę złożyłem już ponad dwa tygodnie temu kilku osobom i nie ma powodu, by dłużej odwlekać złożenie kilku deklaracji. Przy czym muszę zastrzec, że o ile różnego rodzaju prośby, żebym się do czegoś odniósł są rzecz jasna dowartościowujące, to z drugiej strony nie czuję się na siłach wypowiadać w czyimś imieniu, czy to miałby być bloger, dziennikarz, partia, fronda, czy frakcja. Nigdy nie miałem ambicji przywódczych, podobnie jak prawa jazdy, i nie sądzę, żebym je kiedykolwiek w jakiś nagły i niekontrolowany sposób nabył. Wypowiadam się więc w imieniu własnym starając się zachęcić do kontynuowania różnego rodzaju projektów kiedyś zaczętych, oraz do zwrócenia uwagi na fakt korzyści, jakie płyną z aktywnej dyskusji publicznej, a także zagrożeń dla wolnego słowa – te są dzisiaj widoczne w skali, której nie doświadczaliśmy nigdy przedtem.

„Gorącym” tematem stał się w środowisku blogerskim, choć nie tylko, cykl tekstów doktora Pawła Przywary, znanego wcześniej pod pseudonimem Free Your Mind. Dla osób, które wcześniej nie spotkały się z Pawła pracami winien jestem wyjaśnienie, że Free Your Mind przez długi okres czasu był niekwestionowanym liderem blogerskiego środowiska, jeśli mierzyć pozycje w tym środowisku miarą poczytności i popularności wśród Czytelników.

Ilość osób czytających teksty Pawła Przywary przerastała kilkukrotnie poczytność jakiegokolwiek innego blogera, i to już zanim Paweł zajął się tak zwanym „blogerskim śledztwem katastrofy smoleńskiej”. Powstał pewnego rodzaju fenomen – społeczny, w dużej części anonimowy „trust umysłów” dzielący się pracą nad poszukiwaniem, analizowaniem różnego rodzaju danych, w tym danych, których pozyskanie nie przyszłoby do głowy prokuratorom, takich jak analiza dostępnych danych służb rosyjskich, oraz składanych przed Sejmową Komisją do spraw badania przyczyn katastrofy zeznań świadków.

Osobiście nie włączyłem się w prace Zespołu Blogerskiego, a to z tego powodu, że był liczny i kompetentny – to znaczy i poziom wiedzy i doświadczenia osób biorących udział w dochodzeniach dawał gwarancję, że rażące i widoczne już po kilku tygodniach od katastrofy matactwa rządu zostaną obnażone. Natomiast uznałem za swoją publicystyczną powinność informować w najszerszym zakresie w jakim mogłem o kluczowych dla śledztwa hipotezach i ustaleniach, starając się nadać im możliwie jak najbardziej zrozumiały kształt. Dla porządku przypomnę, że pierwszym ekspertem Komisji Sejmowej podważającym „prawdy” prezentowane przez MAK, a później powtórzone przez tzw. Komisję Millera był również członek społeczności blogerskiej, ndb2010, który badając dostępne materiały odkrył nieprawidłowe działanie rosyjskich kontrolerów lotu. Kolejnym blogerem, którego wkład okazał się kluczowy dla postępów w falsyfikacji ustaleń Komisji Millera był bloger KaNo, który już później, jako dr Kazimierz Nowaczyk, wraz z prof. Wiesławem Biniendą, dr inż. Szuladzińskim i dr inż. Berczyńskim, stali się kluczowymi ekspertami Zespołu Parlamentarnego podważającymi rzetelność raportu Anodiny/Millera oraz prawdziwość poczynionych w nim ustaleń. O pracy Zespołu i wadze jego ustaleń pisałem w oddzielnej notce, pozwolicie Państwo, że nie będę się powtarzał.

Hipoteza badawcza Zespołu Parlamentarnego wynikała z przyjęcia za podstawę dociekań danych zapisanych na twardym dysku komputera pokładowego oraz zapisów urządzenia TAWS. Ich konfrontacja z wnioskami Komisji Millera/Anodiny spowodowała konieczność znalezienia odpowiedzi na pytanie, jak się ma widoczny na zdjęciach stan wraku samolotu do braku danych mogących wyjaśnić stopień i zakres zniszczeń.

Odpowiedzi, jak sądzę, znamy.

Pogląd co do istoty tego, co stało się 10 kwietnia 2010 nigdy nie był jednolity, a trzeba pamiętać, że jakiś procent opinii publicznej daje wiarę ustaleniom Millera and Co. Również wśród przeciwników raportu pojawiły się rozbieżności opinii w sprawie katastrofy, co (ku mojemu zresztą zdziwieniu) doprowadziło do klasycznej publicystycznej nawalanki włączając w to podejrzenia o agenturalność włącznie.

Szczerze mówiąc niespecjalnie chce mi się dokonywać wiwisekcji rzeczywistych powodów tego podziału; jest jasne, że jeśli komuś zależy na ukryciu prawdy, to będzie dążył do dzielenia obozu jej poszukiwaczy i do zabierania im czasu na nieistotne boje wewnętrzne. Podręcznik dezinformacji, rozdział pierwszy.

Do tego dodajmy to co wiemy o conditio humana i to co wiemy o przywarach naszego narodu, i bigos gotowy.

Natomiast specyfika tej sytuacji polegała na tym, że na pewnym jej etapie doszło do publicznie wyrażonych oskarżeń o agenturalność, to jest o działania wypełniające ramy zbrodni głównej, a więc zdrady własnego państwa i to pomiędzy osobami deklarującymi się jako patrioci, co wzbudziło głośno wyrażane zadowolenie wśród zwolenników historyjek o brzozach i miłośnikach płynu brzozowego.

Ja osobiście jestem w tej bardzo komfortowej sytuacji, że mieszkam w kraju, w którym służby dosyć skutecznie zapobiegają tego typu zagrożeniom, a szpiedzy i agenci rosyjscy są albo nie wpuszczani, a jeśli wpuszczani to są wydalani w trybie nagłym, więc każdy kto chciałby dokonać mojej lustracji – a występuję w prasie pod własnym imieniem i nazwiskiem może to robić bez przeszkód pisząc na adres: https://www.sis.gov.uk/contact-us.html.

Przy czym uprzedzam lojalnie, że tego typu pomówienie będę traktował (podobnie jak Panie i Panowie pracujący przy Vauxhall Cross) śmiertelnie poważnie, a to z tego powodu, że wykonuje zawód zaufania publicznego i stawianie publicznych wątpliwości może mnie narazić na utratę właśnie tego zaufania niezbędnego do jego wykonywania. W moim najlepiej pojętym interesie jest osoby, które formułują takie wnioski, wzywać by je udowodniły przed sądem. To samo zalecałbym wszystkim innym posądzanym; dla uczciwej osoby życie z piętnem zdrajcy najgorszego sortu może być mało komfortowe.

Państwo macie prawo się w tym momencie zastanowić po co takie założenia czynię, i czy czasami – wzorem wielu innych publicystów niszowych – nie jestem żabą, co łapę do podkucia podstawia. Otóż w miarę upływu czasu dociera do mnie pewnego rodzaju okrutna prawda, której od zawsze wzbraniałem się przyjąć, a mianowicie taka, że jako społeczeństwo zostaliśmy w ciągu ostatnich lat naprawdę i skutecznie pozbawieni elit – pozostałości starych degenerują się szybko w związku z brakiem ciśnienia płynącego od młodszych. Jeśli sąsiedzi w przysiółku pod lasem zwyzywają się od „ruskich agentów” to z Bogiem sprawa, ale jeśli wśród ludzi, którzy aspirują do wykonywania funkcji związanych z najbardziej wrażliwymi elementami obrony mojego państwa potrafią się znaleźć artykułujący takie podejrzenia bez podstaw, to tragizm sytuacji polega na tym, że nawet przy najlepszej woli politycznej nigdy nie stworzymy skutecznej ochrony kontrwywiadowczej; zwyczajnie: nie ma fachowców, a ci, którzy twierdzą, że nimi są, zwyczajnie się do tej roli nie nadają.

Ale wróćmy do historii obywatelskiego śledztwa. Otóż były w tej historii przełomowe momenty (przełomowe w sensie kierunków, którymi śledztwo podążało), a jednym z nich było powstanie hipotezy maskirowki. Jak wiemy „maskirowka” to termin techniczny stosowany przez rosyjski wywiad a jego wykonanie polega na wytworzeniu wrażenie wśród oddziałów przeciwnika, że bitwa toczy się nie tam, gdzie naprawdę się toczy. Nie chcę w tym miejscu wskazywać na pierwszeństwo w sformułowaniu hipotezy, jest natomiast faktem, że Paweł FYM Przywara uczynił ją swego czasu podstawą dla dalszych rozważań i wokół niej skupił liczne grono współpracowników. Czy jej przyjęcie było uzasadnione?

Owszem, istniało wiele przesłanek, żeby ją formułować, to znaczy na miejscu zdarzenia znajdowały się rzeczy, które nie powinny tam się znajdować, a nie można było się dopatrzyć rzeczy, które powinny tam być. Nawet jeśli przyjęlibyśmy hipotezę wybuchu na pokładzie, to w dalszej części prac trzeba będzie połączyć na przykład fakt całości łopatek wirnika z upadkiem ciągle jeszcze pracującego (a jeśli już nie pracującego, to od którego momentu – wszystko jest do policzenia)  silnika z wysokości 18 metrów oraz wiele, wiele innych szczegółowych badań, którymi  to nie ja będę się zajmował. Kolejną ważną przesłanką jest fakt wytwarzania związanych ze Smoleńskiem materiałów i dowodów już po 10 kwietnia 2010 roku. Ja osobiście zająłem się kiedyś sprawą dowodu osobistego śp Tomasz Merty, natomiast jest dla mnie niezrozumiałe, dlaczego nie porusza się w ogóle kwestii masowej (i kosztownej) produkcji fałszywek znanych nam chociażby z portalu Ostrołęka. Jeśli ktoś produkuje fałszywki, to w jakimś celu, a jeżeli są fałszywkami, to ich produkowanie jest ewidentnym działaniem na niekorzyść śledztwa, a więc przestępstwem przeciw wymiarowi sprawiedliwości. Ktoś powinien sobie w końcu postawić pytanie: kto i po co? A nie wygląda to na amatorską robotę, choćby z powodu ilości statystów i rekwizytów. Statystów pewnie udałoby się rozpoznać, więc jest kogo pytać...

Czy hipoteza maskirowki ma szansę stać się tezą? O ile zostanie udowodniona. Czy hipoteza dwóch wybuchów może stać się tezą? W tym samym momencie. Natomiast już dziś można spróbować na przykład analizować konsekwencje (wewnętrzne, międzynarodowe) ich udowodnienia. Czy którakolwiek z tych hipotez może rodzić wątpliwości? Oczywiście, a zadaniem każdego zainteresowanego tematem człowieka jest je stawiać. W hipotezie maskirowki atrakcyjne jest miejsce maskirowki, bo zostało uznane za miejsce zdarzenia przez MAK (bezpaństwowy) i komisję Millera, a więc de facto polski rząd. Tak jak można zapisy danych i dokumentację fotograficzną konfrontować z ich interpretacją dokonaną przez MAK i komisję Millera, tak samo można konfrontować wszystkie dostępne materiały z potwierdzoną urzędowo tezą o miejscu zdarzenia. Co więcej, należy to robić.

Natomiast mnie osobiście wszystko, co wykracza poza falsyfikacje miejsca mało przekonuje w sensie dowodowym, to znaczy przy znikomej ilości danych nawet najatrakcyjniej brzmiące hipotezy nie mają szans stać się kiedykolwiek tezami. Wątpię w prawdziwość miejsca zdarzenia, natomiast nie mam zielonego pojęcia, gdzie ono mogłoby być. Nie wiem również jak przebiegał lot/loty 10 kwietnia 2010. Owszem, znam argument o tym, że można ze stuprocentową pewnością odtworzyć ich przebieg w oparciu o dane zebrane przez radary NATO-wskie (zwłaszcza te w Skandynawii i Turcji, a o wyjaśnienie dlaczego poproszę kiedyś eksperta i przedstawię jego opinię), ale jak dotąd nikt o takie zapisy nie wystąpił, i nikt, ani rząd, ani eksperci nimi nie dysponują, chyba, że ktoś dysponuje, to niech pokaże.

Podobnie zasadne jest postawienie pytania: „czym kierowały się władze rosyjskie rozpoczynając tworzenie fikcji dochodzenia w sprawie i Smoleńska i jednocześnie przekazując swojemu wrogowi – USA dowody na przyszłą mistyfikację?” Nie do końca przekonuje mnie odpowiedź, że są durniami, bo koncepcja straszliwie przebiegłego i jednocześnie straszliwie naiwnego mordercy nie sprawdza się nawet w powieściach kryminalnych. Dzisiaj dowiadujemy się, że „zaginął” rejestrator K3-63, podobny los spotkał urządzenie TCAS II, a oryginały czarnych skrzynek zapewne zaginą wkrótce. A co łączy te urządzenia? Zdaje się, że analogowy sposób zapisywania danych, który jest szalenie mało odporny na powstawanie śladów dokonywanych ingerencji.

A czy Rosjanie mieli dostęp do dwóch kompletów amerykańskiej awioniki w dniu 10 kwietnia 2010 roku? Ano mieli. Czy to są pytania zasadne? Oczywiście, że zasadne, natomiast nie znaczy to, że one gdziekolwiek prowadzą, choć mogą.

=======================================

Tak doszliśmy, w wielkim skrócie, do ostatniego przełomowego elementu historii obywatelskiego śledztwa, to jest słynnego „Czarnego Piątku”, kiedy to Paweł FYM Przywara opublikował swój słynny tekst. Efektem jego opublikowania, oprócz zaniepokojenia wielu życzliwych mu ludzi, było faktyczne rozpadnięcie się środowiska związanego z tak zwanym „śledztwem blogerskim” oraz „zamrożenie” powołanego kiedyś przez zacne grono blogerów (w tym FYM-a i KaNo) inicjatywy Polis. Wiele osób otwarcie ogłosiło chęć zerwania współpracy w ramach dotychczasowej formuły i wygląda na to, że nie ma widoków na jej wznowienie.

Wszystko to stało się za sprawą zawartej w ostatnich notkach Pawła (dziś rozwijanej) tezy całkowicie przekreślającej jakiekolwiek dotychczasowe ustalenia i wewnętrzna spójność tworzonych hipotez, a przy tym –  nie opartej o jakiekolwiek rzeczowe przesłanki. Natomiast ja zawsze staram się przeanalizować skutek, jaki przyjęcie jakiejkolwiek hipotezy ma dla śledztwa, i dla sytuacji Polski. Przyjęcie (chociaż rozum staje okoniem) tej tezy oznaczałoby przekreślenie prowadzenia jakichkolwiek działań nakierowanych, czy to na wyjaśnianie samej katastrofy, czy to zapobieganiu postępującej rozbiórce państwa polskiego.

On uderza w wysiłki Zespołu Parlamentarnego, który nawet jeśli nie będzie w stanie podeprzeć swoich obliczeń konfrontacją z dowodami rzeczowymi (pozostałościami wraku) w sposób całkowicie skuteczny podważa i ośmiesza wersję oficjalną. W sensie propagandowym, a zwłaszcza po konferencji w Pasadenie i poparciu jakiego pracom naukowców z zagranicy udzielili naukowcy w Polsce, to „specjaliści” Millera są w odwrocie, i to oni boją się przyznać, kto rozpoznawał głosy w kabinie, kto liczył brzozy, i kto nie wykonał podstawowych czynności śledczych na miejscu zdarzenia.

Najlepsze, co można Millerowi i jego ludziom zrobić to umieścić ich w ramach Polskiego Państwa Podziemnego! W roli kogo? Dowódców wysuniętych odcinków frontu przed nacierającą armią rosyjskiej propagandy? I nic lepszego nie można im zrobić (a mówimy o ludziach, o których wiemy, że świadomie napisali nieprawdę w dokumencie polskiego rządu) jak ich głównego adwersarza zaprezentować jako międzynarodowe komando GRU. Komando GRU mające dostęp do najpilniej strzeżonych informacji i technologii amerykańskiego przemysłu lotniczego?

Jeśli w kraju działają super zorganizowane struktury podziemne obejmujące wszystkie polityczne środowiska, służby, mające w swoim ręku Pałac Prezydencki, rząd, armię i policję, a do tego wsparte przez wszystkie kraje NATO, włączając w to światowego hegemona, a to wszystko przeciw dziadziejącej z roku na rok Rosji, to można spokojnie odpuścić sobie dociekanie prawdy, ona i tak zostanie ujawniona, możemy tylko kibicować.

Nie oceniam Pawła jako człowieka, nie wiem, co się stało, ale jak w przypadku każdej pojawiającej się hipotezy i na tę spojrzałem analitycznie (chociaż mózg stawał okoniem) i skonfrontowałem ją z działaniami Tuska, Millera, Komorowskiego, Grasia, Arabskiego, i całej reszty pierwszoplanowych bohaterów w tej sprawie. Mówisz, Pawle, że to ludzie pokroju przywódców Polski Podziemnej?

Skoro mówisz, to pewnie musisz, ale w to sam nie wierzysz. A w każdym razie ja nie wierzę, że wierzysz. A skoro nie wierzę, to muszę (jeśli chcę pozostać uczciwy) o tym publicznie powiedzieć.

I sprawę zamknąć w tym sensie, że dociekać trzeba nadal, a śledztwo obywatelskie (zwane blogerskim) kontynuować. Dlaczego? Bo jest ono dowodem na to, że żyjemy i wbrew wysiłkom nie udało się nas wtłoczyć w model struktury termitów z królową matką na czele, albo zrobić z nas członków stada czekających na wynik starcia liderów. To nie jest postawa ludzi związanych z cywilizacją europejską.

W najbliższym czasie będę publikował ciągi czterech artykułów: „Matrioszki”, który jest zbiorem moich analiz dotyczących katastrofy Smoleńskiej z punktu widzenia „korzyści i straty” w sensie „korzyści i straty” w ramach działań wojennych, „Rolex wobec Lewiatana”, co ma być moją współczesną glossą do tłumaczonego wcześniej i publikowanego w ramach S24 przekładu eseju Orwella, „Polska dla Zachodu” zawierającego moją analizę geopolitycznej sytuacji Polski w ramach szeroko rozumianego Zachodu, Wschodu i konfliktu między nimi, oraz wstęp do „Księgi Hańby”, bo wierzę, że po jego opublikowaniu prace nad całością księgi (która bezdyskusyjnie powinna powstać) ruszą pełną parą, zanim doświadczenie łajdactwa i podłości zacznie zacierać się w ludzkiej pamięci. „Księgę Hańby” winni jesteśmy Prezydentowi, Dowódcom, Pilotom, bo „Księga Hańby” jest jednocześnie cokołem stawianego im pomnika. Ponadto „Księga Hańby” ma nie zawierać niczego, co mogłoby rodzić kontrowersje, dlatego działania nakierowane na szkodzenie temu projektowi przyjmę jako świadectwo ludzkiej małości.

Mam nadzieję, że swoje zdanie wyraziłem jasno, nikogo nie uraziłem, i że aktywność obywatelska w sprawie Smoleńska będzie utrzymywać się na dotychczasowym poziomie, na wszystkich frontach. Nie ma wroga po tej stronie. Trafność i zasadność hipotez zweryfikuje życie. Będę pierwszym, który bez żalu porzuci dziś bardziej przemawiającą do mnie hipotezę, jeśli okaże się nietrafna. Bo nie o satysfakcję w typowaniu hipotez tu przecież chodzi, ale o prawdę, i o to, co z tej prawdy wynika dla kraju.

Niestety, jestem tak przytłoczony obowiązkami, że moje komentarze będą wyjątkowo oszczędne i zazwyczaj spóźnione, za co z góry przepraszam.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.