Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 62 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow Agentura ma się nieźle... arrow Brał pieniądze i wyrzucał je do falującej wody...
Monday 23 September 2019 19:36:45.27.
migawki

         

                A co wieje z Warszawy? – ciągle Optymizm...
 
W Y S Z U K I W A R K A
Brał pieniądze i wyrzucał je do falującej wody... Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
22.09.2008.

[jeszcze o Wolszczanie, bo to wstrząsająco obrzydliwe...MD] 

http://www.prawica.net/node/13644

"Brał pieniądze i wyrzucał je do falującej wody" - śpiewać na melodię "Wiła wianki..."

Mirek Kokoszkiewicz, 19/09/2008

Ach, gdyby tak żył jeszcze nieodżałowany Stanisław Bareja.

Myślę, że scenę, która przeszła do kanonu, w której kot ucharakteryzowany na zająca wskakuje na prasłowiańską wierzbę i odszczekuje się wyzyskiwaczom z pańskiego dworu, zastąpiłby inną:

     Na toruńskim moście na Wiśle stoi ambitny naukowiec znany z ogromnych wprost ambicji i skłonności do życia w luksusie i świetle jupiterów. Rzecz dzieje się w latach 70-tych, kiedy to brakuje niemal wszystkiego. Nasz bohater jednak jako człowiek niezwykle uczciwy i wrażliwy wydobywa zza pazuchy szynkę konserwową marki „krakus” i wrzuca ją do falującej wody. Następnie sięga po koniak „Napoleon” i kawę „Mocca” z Pewexu czyniąc z nimi to samo.

     Napięcie narasta w momencie, kiedy kamera najeżdża na wyciągnięty przez bohatera z kieszeni skórzany portfel. Naukowiec odlicza to, co zarobił uczciwie na uczelni od tego, co otrzymał od bezpieki za nic nie warte donosy i ciska w wodę plik banknotów z wyraźnym obrzydzeniem. Scenę kończy powoli znikający w kadrze, odchodzący powolnym krokiem donosiciel tajnych służb komunistycznych, który odgrywa ten wzruszający katharsis kilkadziesiąt razy w ciągu prawie dziesięciu lat.

     Nie wiem czy podczas projekcji takiej przebitki profesora Wolszczana na moście polałyby się łzy wśród widowni. Całkiem to możliwe.

        Jest jednak jedno ale. Cała dramaturgia by prysła, jeżeli widz dowiedziałby się, że od oficera prowadzącego, oprócz szynek, koniaków i pieniędzy nasz bohater otrzymywał jeszcze jedno, to najbardziej nieosiągalne dobro, którego za żadną cenę nie wrzuciłby w nurt Wisły. W jednej z kieszeni, którą skrzętnie i z rozmysłem pomijał podczas topienia w rzece dóbr luksusowych i banknotów o różnych nominałach, spoczywało to, co najcenniejsze. Paszport.

Zmieniony ( 25.09.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.