Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 110 gości
S T A R T arrow Kościół arrow Lustracja, ujawnić PRAWDĘ arrow "Halo, drodzy biskupi. Czy wszyscy jesteście katolikami?"
Thursday 03 December 2020 18:25:25.31.
migawki
 

12.12.2020 Dzień wielkiej modlitw różańcowej za Polskę – procesje różańcowe w naszych parafiach.

Wezwanie do postu i modlitwy w czasie Adwentu 2020 roku

Ci niby-rządzący - prezes, premier [nie liczmy dokooptowanych urzędników, jak Niedzielski itp.] w panice miotają się, zachowują się jak przerażeni idioci czy wariaci podczas pożaru na strychu, gdy schody już się spaliły. Piszą o tym nawet ich sojusznicy. Kto wie, co - czy kto - ich tak przeraża? [proszę o krótkie sugestie, ale bez sloganów].

=================

Połajanki w łże-prawicy: - W negocjacjach nie można być, za przeproszeniem, "miękiszonem", trzeba być twardym, trzeba potrafić dbać o interesy własnego kraju, Polski - mówił Ziobro w kontekście prowadzonych przez premiera Morawieckiego negocjacji wokół budżetu UE i mechanizmu praworządności.

 
W Y S Z U K I W A R K A
"Halo, drodzy biskupi. Czy wszyscy jesteście katolikami?" Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
02.10.2008.

Ze strony:   http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/1111/

Witold Chrzanowski

"Halo, drodzy biskupi. Czy wszyscy jesteście katolikami?"

Na pytanie o wolę rozliczenia się z przeszłością polskiego Kościoła przez biskupów, padła już wielokrotnie odpowiedź negatywna. Stanowisko takie znalazło ostatnio potwierdzenie w wypowiedzi abp Gocłowskiego. Niech nikt nie ma złudzeń - w antylustracyjnym froncie, maszerują zgodnie i ojciec Tadeusz Rydzyk i pewien znany Filozof - abp Życiński. Pora zadać inne pytanie naszym hierarchom. Pytanie, czy wszyscy są katolikami. Czytając bowiem wypowiedzi niektórych, można mieć spore wątpliwości, czy nie są już na bakier z dogmatami Kościoła. Weźmy choćby abp Życińskiego, który mógłby stanowić przykład antybohatera współczesnej wersji "Spustoszonej winnicy" czy też "Konia trojańskiego w mieście Boga".

Życiński anty-lustracyjną pasję, która czyni go inkwizytorem wobec niepokornych kapłanów (vide: ks. Isakowicz), łączy z wyrozumiałością wobec duchownych heretyków, podważających prawdy Wiary. Ostatnio pupilkiem Życińskiego stał się o. Wacław Hryniewicz. Kapłan ten słynny jest z głoszenia tezy o powszechnym zbawieniu wszystkich istot (a więc także, rzecz oczywista, i szatana). "Nauka" ta jest, i nic dziwnego, bardzo popularna we współczesnym zsekularyzowanym świecie.

Jak ujawnił Tygodnik Powszechny, ks. Hryniewicz miał też w zeszłym roku pewne problemy z Kongregacją Nauki Wiary. Rzecz dotyczyła tekstu pt. „Zbawiciel jest polifoniczny", w którym Hryniewicz zarzucił Benedyktowi XVI ciasne rozumienie prawdy, „romanocentryzm" i „odejście od Vaticanum II"

Sekretarz rzymskiej kongregacji abp Amato zażądał listownie od o. Hryniewicza wycofania tych twierdzeń, które uznał za obraźliwe i niesłuszne. Na to autor artykułu odpisał, że niczego nie odwoła, jest "schorowanym człowiekiem, a swój komentarz napisał w zgodzie z własnym sumieniem". Ks. Hryniewicz wyraził także zdziwienie, że kongregacja ma do niego jakieś pytania, skoro już we wcześniejszych dziełach wyrażał podobne poglądy.
I rzeczywiście, gdy np. w 1992 roku Jan Paweł II ogłosił Katechizm Kościoła Katolickiego, to ks. Hryniewicz wyraził ubolewanie z tego powodu. Napisał: "Miejmy nadzieję, że przyjdzie kiedyś czas na katechizmy bardziej ekumeniczne".Duchowny nie pozostawił też suchej nitki na „Deklaracji Dominus Iesus o jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła". Jego zdaniem, „ma ona charakter doktrynerski. Nie ma powodów, aby traktować ją jako definitywne i najważniejsze słowo naszego Kościoła"

Zdaniem Pawła Milcarka, "Hryniewicz nie atakuje dogmatów, tego czy innego (być może poza dogmatem o prymacie i nieomylności papieża, który zdaje się traktować jako katolickie nadużycie, „błędną majoryzację drugiego tysiąclecia"). On po prostu pozbawia dogmaty znaczenia sformułowań definitywnych. W „Zbawicielu polifonicznym" czytamy o „prowizorycznym charakterze wszystkich sformułowań" i o niemożliwości ogarnięcia „pełni prawdy" w ramach jednej tradycji religijnej. Są to kluczowe przekonania tego teologa i dopiero w ich świetle można zrozumieć postulat sformułowany przezeń otwartym tekstem lata temu na łamach książki „Dzieci Soboru zadają pytania" (Więź, 1996): „Dogmaty ogłoszone bez udziału innych chrześcijan muszą być poddane reinterpretacji". Skoro prowizoryczne są dogmaty, jasne, że do głębi prowizoryczna ma być też liturgia. Ojciec Hryniewicz bez zażenowania opowiadał na łamach „Znaku" w roku 2000 o tym, jak sam zmienia teksty modlitw mszalnych, spontanicznie, ale i metodycznie. Pewnego dnia zdecydował nawet, że w modlitwie eucharystycznej nie będzie już wymieniał tylko papieża, lecz także prawosławnego patriarchę i zwierzchnika anglikanów. Co prawda obudziło to protesty, ale - jak sam powiedział - „wywalczyliśmy dla siebie ten »przywilej« (...) do dziś to czynię".

Obrony Hryniewicza podjął się, na łamach TP, abp Józef Życiński. I znów cytuję Milcarka: "Wielki Kanclerz KUL, poszedł po linii emocjonalnego szantażu zasugerowanego przez samego zainteresowanego: czy powinno się gnębić człowieka chorego na raka? No cóż, to oczywiste, że obecną kondycję o. Hryniewicza powinno objąć współczucie i modlitwa nas wszystkich. Nie może to jednak oznaczać, że teologowie zajmujący wcześniej skrajne pozycje, zamiast tłumaczyć się z nich, będą doręczali zaświadczenia lekarskie, a więc sami będą wnosili swoją intymną prywatność tam, gdzie wystarczyłaby doza merytorycznego obiektywizmu. Ton obecnych apologii lubelskiego ekumenisty streszcza się w ilustracji zamieszczonej w ostatnim numerze „Tygodnika Powszechnego": spalenie Husa na stosie. „My", rozżalone na Benedykta XVI już tak samo jak kiedyś na kard. Ratzingera, znalazło wreszcie swój patetyczny gest. Muszę przyznać, że ilekroć słyszę o ciężarze prześladowań, które rzekomo już prawie, prawie miały dotknąć o. Hryniewicza, przypomina mi się zupełnie inna historia. Ojciec Benedykt Huculak był młodym doktorem habilitowanym teologii, wyspecjalizowanym w myśli chrześcijańskiego Wschodu. Jego wspaniale zapowiadająca się kariera zaczęła się chylić ku upadkowi po opublikowaniu pracy „Chrześcijańskiej nadziei warunek konieczny", w której w świetle teologii ojców greckich poddał druzgocącej krytyce konstrukcje o. Hryniewicza. Niedługo potem przełożeni zakonni zakazali mu wypowiadania się publicznie właśnie w sprawie nienaruszalnego autorytetu twórcy „nadziei dla wszystkich". Jakiś czas później odsunięto go od wykładów w seminarium, nie mógł spowiadać, miał szlaban na duszpasterstwo wśród studentów. Wszystko dlatego, że w innej książce przeprowadził źródłową analizę błędów w polskim tłumaczeniu mszału. W końcu wysłano go do Rzymu, żeby zamiast bruździć zajmował się edycją źródeł teologicznych. Oto jak smakuje rzeczywistość wykluczenia i marginalizacji."

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.