Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 7 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow o WSI i PO WSI arrow MSZ kryje agentów (no, i alfonsów...)
Monday 23 September 2019 03:38:00.27.
W Y S Z U K I W A R K A
MSZ kryje agentów (no, i alfonsów...) Drukuj Email
Wpisał: naszdziennik   
04.10.2012.

MSZ kryje agentów (no, i alfonsów)

 

4 października 2012 http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/11543,msz-kryje-agentow.html

 

Resort spraw zagranicznych nie chce podać, ilu byłych współpracowników służb specjalnych PRL zostało odwołanych z konsulatu w Łucku w związku z aferą wizową. Opozycja zapowiada monitoring działań prokuratury w tej sprawie.

 

Afera szajki byłych esbeków z Konsulatu Generalnego w Łucku, trudniących się nielegalnym wydawaniem wiz osobom (m.in. prostytutkom), które chciały się przedostać na teren państw strefy Schengen, wyszła na jaw na początku sierpnia. MSZ odwołało cały personel placówki. Okazało się, że na kluczowych stanowiskach dyplomatycznych, m.in. w konsulacie w Łucku, zatrudniano ludzi skompromitowanych współpracą z komunistycznymi służbami specjalnymi.

Śledztwo w sprawie "nieprawidłowości przy wydawaniu wiz wjazdowych na terenie Unii Europejskiej przez konsulaty Rzeczypospolitej Polskiej na terenie Ukrainy" prowadzi katowicka prokuratura. Jak informuje Leszek Goławski, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, działania śledczych rozpoczęły się w czerwcu tego roku.

- Postępowanie to pierwotnie wszczęte zostało w Prokuraturze Okręgowej w Bielsku-Białej na podstawie ustaleń placówki Straży Granicznej w Żywcu, stąd też właściwość miejscowa tutejszej jednostki. W sprawie tej do chwili obecnej zarzuty postawiono 5 osobom, dotyczą one poświadczenia nieprawdy w dokumentach - wyjaśnia prok. Goławski. Zapewnia, że postępowanie "pozostaje w toku", ale na tym etapie nie może podać żadnych szczegółów.

131 agentów

O tym, że wśród polskich dyplomatów, którzy przyznali się do współpracy ze służbami komunistycznymi, obecnie w MSZ zatrudnionych jest 131 osób, parlamentarzyści dowiedzieli się m.in. od wiceszefowej resortu Grażyny Bernatowicz na posiedzeniu sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych 29 sierpnia. Ile spośród odwołanych z konsulatu w Łucku osób współpracowało i dlaczego resort nie weryfikował obsady placówek?

Ministerstwo broni się, że działało "zgodnie z przepisami i w granicach prawa. Rozbudowaniem zasady równości obywateli polskich, określonej w art. 32 Konstytucji RP, jest postanowienie art. 60 Konstytucji, iż korzystający z pełni praw publicznych dysponują prawem dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach".

Resort argumentuje, że tylko niezawisły sąd może ograniczyć obywatelowi korzystanie z pełni praw publicznych, "orzekając m.in. dokonanie tzw. kłamstwa lustracyjnego". "Żadne inne ograniczenia w tym zakresie nie mogą być samoistnie stosowane, co stwarza warunki, by kwalifikacje, wiedza, doświadczenie były czynnikami decydującymi o przyjęciu do tych służb" - twierdzi MSZ.

Według opozycji, resort bagatelizuje problem. Artur Górski (PiS) z sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą potwierdza wprawdzie, że nie ma takiego kryterium prawnego, które mogłoby uniemożliwić komuś służbę w dyplomacji ze względu na współpracę ze służbami specjalnymi PRL, ale są tam różne stanowiska.

- Te o charakterze wykonawczym, urzędniczym nie powinny być zabronione. Natomiast jeśli chodzi o stanowiska funkcyjne i kierownicze, np. konsulów generalnych i ambasadorów - tutaj jednak polityka personalna w MSZ powinna być świadoma i celowa. To resort zgłasza kandydatury, które opiniuje komisja sejmowa. W związku z tym, jeżeli MSZ proponuje na funkcje konsulów generalnych i ambasadorów osoby, które były powiązane ze służbami specjalnymi PRL, to znaczy, że faktycznie z tymi służbami współpracuje albo nie dba o moralny poziom kadry - ocenia Górski.

Poseł podaje przykład Zbigniewa Zaręby, kandydata na konsula generalnego RP w Hamburgu, który przyznał się do takiej współpracy i został negatywnie zaopiniowany przez komisję.

- Po tym fakcie zrezygnował z ubiegania się o to stanowisko. Być może zrozumiał, że nie powinien pełnić funkcji kierowniczych w polskiej dyplomacji, bo w odbiorze społecznym ją kompromituje - mówi parlamentarzysta.

W jego ocenie, rezygnacja tego kandydata powinna stanowić bardzo wyraźny sygnał dla MSZ, że osoby mające powiązania ze służbami PRL mogą przynieść szkodę dyplomacji i Polsce.

- MSZ sprawę w Łucku bagatelizuje. Resort twierdzi, że nie jest to szersze zjawisko, a wszędzie znajdą się tzw. czarne owce, tj. osoby skłonne do korupcji, które szukają indywidualnych korzyści. A sygnały z prokuratury wskazują, że problem jest poważniejszy i nie dotyczy tylko konsulatu w Łucku - twierdzi Górski.

Jeszcze w pierwszej połowie sierpnia prokurator Bożena Jaworek-Kaziród z katowickiej prokuratury apelacyjnej mówiła, że sprawa jest rozwojowa.

Śledztwo, jak wynika z odpowiedzi udzielonej "Naszemu Dziennikowi" przez prok. Goławskiego, obejmuje więcej niż jeden konsulat RP. - Według nieoficjalnych informacji, sprawa może także dotyczyć dyplomatów w innych placówkach konsularnych na wschodzie kraju. W tym kontekście, obok Ukrainy, wymieniana była Białoruś.

Posłowie Komisji Łączności z Polakami za Granicą monitorują sprawę zarówno pod kątem działania MSZ, jak i prokuratury.

Jacek Dytkowski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.