Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 126 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow "SMOLEŃSK" 12/IV arrow Lekarz o pierwszych dniach po katastrofie
Wednesday 02 December 2020 16:37:34.31.
migawki
 

12.12.2020 Dzień wielkiej modlitw różańcowej za Polskę – procesje różańcowe w naszych parafiach.

Wezwanie do postu i modlitwy w czasie Adwentu 2020 roku

Ci niby-rządzący - prezes, premier [nie liczmy dokooptowanych urzędników, jak Niedzielski itp.] w panice miotają się, zachowują się jak przerażeni idioci czy wariaci podczas pożaru na strychu, gdy schody już się spaliły. Piszą o tym nawet ich sojusznicy. Kto wie, co - czy kto - ich tak przeraża? [proszę o krótkie sugestie, ale bez sloganów].

=================

Połajanki w łże-prawicy: - W negocjacjach nie można być, za przeproszeniem, "miękiszonem", trzeba być twardym, trzeba potrafić dbać o interesy własnego kraju, Polski - mówił Ziobro w kontekście prowadzonych przez premiera Morawieckiego negocjacji wokół budżetu UE i mechanizmu praworządności.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Lekarz o pierwszych dniach po katastrofie Drukuj Email
Wpisał: Dymitr Książek   
07.10.2012.

Lekarz o pierwszych dniach po katastrofie

Lekarz, który był obecny w Smoleńsku o pierwszych dniach po katastrofie: Bałagan, brak kontroli, zamieszanie

 

http://wpolityce.pl/wydarzenia/37898-lekarz-ktory-byl-obecny-w-smolensku-o-pierwszych-dniach-po-katastrofie-balagan-brak-kontroli-zamieszanie

Dymitr Książek. Tak nazywa się Lekarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który udzielił wywiadu tygodnikowi "Wprost". W rozmowie opowiada szczegóły dotyczące pierwszych chwil i dni po katastrofie smoleńskiej:

Ekipa naszych patomorfologów liczyła w sumie pięć osób. Oni wszyscy lecieli z myślą, że włączą się w pracę z Rosjanami i kiedy wieczornym samolotem przylecą rodziny, to wszystkie ciała będą gotowe do okazania, do  identyfikacji. (...) W Moskwie byliśmy 11 kwietnia ok. godz. 23. Wszystkim zabrano paszporty. Oddano nam chyba po dwóch dniach. Wsadzono nas w autobusy i przewieziono do hotelu. Część rodzin chciała jechać, identyfikować swoich bliskich, nikt nie chciał spać. Ale nic nie było wiadomo. Techników, patomorfologów nie było. Późną nocą minister Arabski i minister Kopacz zwołali spotkanie. (...) Część (patomorfologów - dop. wP) zajmowała się ubraniami ofiar, a część pracowała przy identyfikacji ciał. Jednak nikt z nich nie był przy sekcjach - relacjonuje Książek.

Bałagan, który opisuje lekarz dobrze oddaje sytuacja związana :

Poszedłem z mężem i matką jednej z ofiar na tzw. przesłuchanie. Siedzi taki chłopak, prokurator. Zaczyna pytać o dane personalne, ale po rosyjsku, a tłumacza nie ma. Przez 15 minut pisze rosyjskimi bukwami adres zamieszkania najpierw męża ofiary, potem matki. Zanim dochodzi do pytań przydatnych do identyfikacji, mija co najmniej godzina. Cały jeden dzień na tym był stracony - opowiada.

Ale to nie wszystko. Wręcz groteskowo wygląda sytuacja związana z tym, jak wyglądało składanie zwłok ofiar do trumien:

W trumny wsadzano czarne worki. I teraz już nie można uwierzyć, że do tych metalowych trumien wkładano właściwe ciała. Nikt tego nie sprawdzał. Na kanapie wśród tych worków siedziało trzech typków. Coś pili, jedli kanapki z kiełbasą, a potem wstawali i pakowali do trumien. (...) Nikt ich nie pilnował. Nie było nadzorców ze strony rosyjskiej, nie widziałem też polskich prokuratorów, którzy dopilnowaliby tego pakowania. Nie wiem, czy ktoś pilnował, jak ciała były wkładane do worków - mówi Książek.

[Książek dodaje, że sam "nie ma pewności, czy w tych trumnach nie ma worków wypchanych trocinami albo czymś innym".]

 

W rozmowie oprócz niezwykle istotnych kwestii związanych z katastrofą smoleńską, są także kwestie oburzające, każące zapytać o poziom dziennikarstwa i granicę publikacji. Lekarz opisuje, w zasadzie krok po kroku, to jak rozpoznana była śp. prezydentowa i co robiono z jej ciałem. Pozwolą państwo, że oszczędzimy tych opisów.

Dramatycznie wygląda reakcja Rosjan na fakt, że rodziny ofiar chcą pożegnać się ze swoimi bliskimi:

Kiedy trumny lakowano, to w sali Rosjanie zrobili granicę polsko-rosyjską. To był kosmos. Po jednej stronie siedziała rosyjska celniczka, po drugiej byliśmy my. Wszyscy. Po zalutowaniu trumna trafiała na polską stronę. Ale rozpętała się kompletna awantura, bo rodziny chciały wkładać do trumien święte obrazki, modlitewniki i różańce. Rosjanie nie chcieli się na to zgodzić. To było straszne, oburzające. Politycy nasi wymogli na Rosjanach, by na to pozwolili. Niech pani pamięta, że to była ceremonia pogrzebowa, ale Rosjanka jakby tego nie rozumiała. A po naszej stronie wszyscy się modlili - opowiada lekarz.

Całość rozmowy w tygodniku "Wprost".

lw/wprost.pl

Zmieniony ( 08.10.2012. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.