Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 25 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow "SMOLEŃSK" 12/IV arrow Nie żyje świadek z "Korsarza"
Saturday 21 September 2019 11:44:51.27.
W Y S Z U K I W A R K A
Nie żyje świadek z "Korsarza" Drukuj Email
Wpisał: Anna Ambroziak   
29.10.2012.

Nie żyje świadek z "Korsarza"

- Nie mam żadnych informacji na temat śmierci Remigiusza Musia - przyznał w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" rzecznik NPW.

 

 Anna Ambroziak

29 października 2012 http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/13629,nie-zyje-swiadek-z-korsarza.html

 

Chorąży Remigiusz Muś, który 10 kwietnia 2010 r. lądował w Smoleńsku, nie żyje. Technik pokładowy Jaka-40 nagrywał korespondencję z "Korsarzem" na pokładowym magnetofonie. Był ostatnim rozmówcą mjr. Arkadiusza Protasiuka, dowódcy tupolewa, który rozbił się na Siewiernym.

W nocy z soboty na niedzielę zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach 42-letni technik pokładowy Jaka-40, jedyny świadek korespondencji między wieżą kontrolną Smoleńsk Północny a załogą Tu-154M.

Jego ciało o godzinie 22.30 znalazła żona w piwnicy rodzinnego domu, wisiało na żeglarskiej linie. Żona próbowała go reanimować. Jeszcze przed przeprowadzeniem sekcji zwłok policja wykluczyła udział osób trzecich.

Po stwierdzeniu zgonu ciało przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej w Warszawie. Jak informuje Dariusz Ślepokura, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, dziś rano zostanie podjęta decyzja o przeprowadzeniu sekcji zwłok. Sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa w Piasecznie. Śledczy zapewniają, że na ciele oprócz blizny po linie nie stwierdzono innych obrażeń.

- Na tę chwilę, na podstawie oględzin zwłok prokuratura nie stwierdziła udziału osób trzecich - stwierdza Ślepokura. Piloci są wstrząśnięci śmiercią kolegi. - Dowiedziałem się o tym dziś rano od kolegów. Przepraszam, nie dam rady rozmawiać - tłumaczą.

To Muś ujawnił, że kontroler z wieży wydał załodze tupolewa komendę zejścia na wysokość 50 metrów. Zeznał, że po lądowaniu na Siewiernym nasłuchiwał korespondencji innych statków powietrznych z wieżą. Według niego, kontroler z "Korsarza" wydał załodze Tu-154M dyspozycję zejścia do wysokości nie mniejszej niż 50 metrów.

Takie same komendy usłyszała wcześniej załoga Jaka-40 i Iła-76. Muś nasłuchiwał komunikacji między Tu-154 a kontrolerem, siedząc w kabinie jaka, już na lotnisku, słyszał te słowa w radiostacji pokładowej. W jego ocenie, polskie załogi wiedziały, że na lotnisku w Smoleńsku obowiązuje 100 m jako minimalna wysokość do podjęcia decyzji o lądowaniu (tzw. wysokość decyzji).

Piloci nie mieli prawa zejść niżej i na takiej wysokości decyzję o lądowaniu podjęła właśnie załoga jaka. Dlaczego tupolew znalazł się poniżej 100 metrów i czy miała na to wpływ rozmowa z wieżą na kilka minut przed katastrofą? Muś był ostatnim z członków załogi jaka, który rozmawiał z pilotami tupolewa.

Porucznika Artura Wosztyla (pierwszego pilota, który rozmawiał wcześniej z dowódcą Tu-154) nie było już wtedy w samolocie.

- Ja też wyszedłem na mniej więcej dwie minuty, na tę ostatnią fazę lądowania, żeby nasłuchiwać, jak lądują. Porucznik Wosztyl rozejrzał się i powiedział: "Nie, teraz to już w ogóle nic nie widać. W tych warunkach to się chyba nie da wylądować. Może lepiej, żeby nie lądowali?". Mgła wchodziła na lotnisko takimi pasami. Wtedy to był moment, że nie było widać już drzew, które stały obok nas. Ja na to: "Dobra, to wrócę". Wróciłem i powiedziałem o tych 200 metrach. Odpowiedzieli: "Dzięki" - relacjonował Muś.

Wcześniej, siedząc w kabinie, słyszał, jak kontroler ze smoleńskiej wieży wydał załodze Iła-76 i Tu-154M dyspozycję zejścia do wysokości nie mniejszej niż 50 metrów.

- Tak mówiłem kolegom tuż po katastrofie i nadal tak twierdzę. Pamiętam też, że ił również dostał od kontrolera komendę "50 metrów" i "być gotowym do odejścia" - dodał.

Jako jedyny z Jaka-40 widział pierwsze nieudane podejście rosyjskiego iła do lądowania. Reszta załogi była wtedy w samolocie.

- Skrzydła nad trawą były na wysokości około 3 metrów, i to z dużymi przechyleniami - wskazywał, podkreślając, iż jest pewien tej komendy, jak zresztą komendy "50", wydanej przez wieżę tupolewowi.

Muś, który razem z por. Arturem Wosztylem i por. Rafałem Kowaleczką stanowił załogę Jaka-40, mówił również, że słyszał odgłosy eksplozji. Według stenogramów z czarnej skrzynki tupolewa, kontroler wydaje po raz pierwszy komendę "101 horyzont" dokładnie w tej samej sekundzie, w której nawigator odczytuje wysokość "50 metrów".

- Słyszałem, jak mówił wcześniej [kontroler z wieży - red.], że najniżej mogą zejść na 50 metrów i być gotowi odlecieć, jeśli nie zobaczą pasa. Nie na 100. Teraz: czy nasze słowa są bardziej wiarygodne, czy stenogram? - dopytywał Muś.

Podkreślał, że była tylko jedna komenda dla polskiej maszyny z prezydentem na pokładzie, owo "50" metrów. Był jedyną osobą, poza kontrolerem i dowódcą Tu-154M, który ją słyszał. Podkreślał, że wszystko można sprawdzić, bo zapisy rozmów zostały zarejestrowane na magnetofonie Jaka-40.

Deszyfracją tych nagrań zajmuje się obecnie Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Jak informuje płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnego Prokuratora Wojskowego, prace trwają. I nie wiadomo, kiedy się zakończą.

Instytut opracowuje opinię na potrzeby prokuratury. - Żadnych terminów jeszcze nie znamy, opracowanie jeszcze trwa. Biegli zwracali się o pewne rzeczy, które trzeba było im dosłać. Opinia ciągle jest opracowywana - zapewnia Rzepa.

Świadkowie pod szczególną ochroną

Piloci Jaka-40, którzy 10 kwietnia byli na lotnisku Smoleńsk Północny, zdaniem posłów z sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych powinni zostać objęci specjalną ochroną.

Takie prerogatywy ma minister spraw wewnętrznych. Prokuratura prowadząca postępowanie w sprawie katastrofy smoleńskiej może o to wnioskować do MSW. Oczywiście wniosek musi być uzasadniony, że zachodzi podejrzenie zagrożenia życia lub zdrowia danej osoby.

- Spodziewam się, że zostaną podjęte właśnie takie decyzje i że świadkowie zdarzenia, którzy byli obecni 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku, zostaną objęci specjalną ochroną. Świadków zdarzenia powinno się chronić. Oczekiwałbym od prokuratury złożenia takiego wniosku do ministra Marka Cichockiego, zbyt wiele jest niewyjaśnionych śmierci wokół sprawy Smoleńska - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Jarosław Zieliński, wiceszef komisji.

- Coś złego dzieje się w Polsce po katastrofie smoleńskiej z udziałem instytucji niekoniecznie polskich. Przykładem są sprawy związane z zamianą ciał ofiar katastrofy. Rosjanie rozgrywają tragedię smoleńską na swój sposób przy biernej postawie władz polskich - dodaje Stanisław Piotrowicz, były prokurator, członek tejże komisji.

Dopytywany o ochronę świadków płk Zbigniew Rzepa nie mógł się do tej kwestii ustosunkować, bo... o niczym nie wiedział.

- Nie mam żadnych informacji na temat śmierci Remigiusza Musia - przyznał wczoraj w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" rzecznik NPW.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.