Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 97 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Łażący Łazarz arrow Z Rzeczpospolitą to było tak...
Wednesday 21 October 2020 09:39:20.30.
W Y S Z U K I W A R K A
Z Rzeczpospolitą to było tak... Drukuj Email
Wpisał: Łażący Łazarz   
01.11.2012.

Z „Rzeczpospolitą” to było tak...

Łażący Łazarz

http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post/78504,z-rzeczpospolita-to-bylo-tak

Jestem przekonany, że to nie była żadna ustawka, żadna tajna operacja służb czy otoczenia Tuska przeciwko Kaczyńskiemu, po prostu prawda raz z wykopem wyszła na wierzch i przestraszone towarzycho zadziałało. Być może było to tak:

Zaczęło się od tego, że Rzepa dzięki Gmyzowi zdobyła mocne kwity i po naradach do nocy (odpalić strach, ale jak nie odpalimy to zrobi to kto inny) odpaliła artykuł.  Narada trwała zbyt długo a "RAZ KOZIE WIO" padło zbyt późno, by uzupełnić cały nakład. Zdążyli jednak podmienić pierwszą stronę w tych egzemplarzach, które miały być kolportowane blisko drukarń, czyli jeszcze nie wyjechały w teren. Dlatego numer Rzeczpospolitej z pierwszą stroną o trotylu ukazał się tylko w dużych miastach i ich okolicach. Na pipidówach poszło bez tego hot newsa. To co poszło jednak zupełnie wystarczyło. Zrobiła się zadyma, Arabski zadzwonił do Hajdarowicza i powiedział mu co mu zrobi jak ten nie odszczeka słowami "pomyliliśmy się" które muszą paść przed 16-tą bo wtedy Premier ma wystąpienie. Hajdarowicz zadzwonił do Wróblewskiego i powiedział mu co mu zrobi jak Gmyz tego nie odszczeka - nie odszczeka odpowiedział Wróblewski - to jak Ty nie odszczekasz tego za plecami Gmyza w Internecie przed godziną 16-tą słowami "pomyliliśmy się" - dopowiedział Hajdarowicz. Wróblewski to zrobił, czyli szybko i używając wymaganych słów ale jednocześnie napinając się i kombinując tak, by nie stracić całej twarzy i jedynego porządnego dziennikarza śledczego jakiego ma.

Gdy Gmyz usłyszał co się stało - sącząc piwko z kumplami i ciesząc się, że taki mocny artykuł udało mu się wydrukować w tak stonowanej Rzeczpospolitej u tak lękliwego Wróblewskiego i oportunisty Hajdarowicza - to się wkurzył i zadzwonił do Wróblewskiego mówiąc mu, że jak nie zdejmie informacji o pomyłce to publicznie powie jaki mu numer zrobiono i jakie ma kwity.

Było już po wystąpieniu Premiera Tuska więc pełen wyrzutów sumienia Wróblewski wyciął zdanie ze słowami "pomyliliśmy się" jednocześnie puszczając na następny dzień swoje wynurzenia i dementi do publikacji papierowej. Gmyz się przespał z tematem nie odbierając wieczorem telefonów i naradzając się z żoną co robić bo z jednej strony zrobiono z niego durnia i zniszczono wiarygodność dlatego wypadałoby wszystkim wyjaśnić jak to było i że sprostowanie umieścił nie on a Wróbel, ale z drugiej micha też ważna, bo innej pracy nie ma, a żona, dwójka dzieciaków i bank na utrzymaniu. I wymyślili, że na fajsie rano napisze, iż podtrzymuje wszystko ale boi się powiedzieć kto umieścił dementi w internecie, a od Wróblewskiego zażąda odszkodowania finansowego (a może znacznej podwyżki) za naruszenie jego wizerunku i wiarygodności przez jego własną gazetę inaczej zrobi konferencję prasową.  I rano tak zrobił.

Wróblewski uznał to za szantaż i wysłał na bambus uznając, że blefuje, bo po takim numerze i tak nikt Gmyza nie zatrudni (ze strachu chociażby przed Arabskim i jego cichymi kumotrami) oraz odpływem reklamodawców. Wtedy Gmyz publicznie ogłosił, że robi konferencję prasową o 16.00 w SDP na Foksal na której powie całą prawdę jak było i jakie naprawdę ma kwity. Wtedy Wróblewski się przestraszył i zadzwonił do Hajdarowicza, Hajdarowicz powiedział, że się zastanowi, zobaczył co się w necie dzieje wokół Gmyza i Rzepy oddzwonił do Wróbla i kazał mu negocjować. Wróbel spotkał się z Gmyzem, że coś tam coś tam jest mu skłonny dać ale nie tyle ile ten chce. To ten zachciał ociupinkę mniej. Gadali tak do 15.45 bez efektu ale gdy Gmyz wstał, wziął paltocik i powiedział, że wychodzi na Konferencję to Wróbel pękł i się dogadali.

Wtedy Gmyz zadzwonił do Skowrońskiego, jako Prezesa SDP i odwołał konferencję. Była 16.10. Przez cały ten czas leminżeria triumfowała, Kaczyński zbierał swoje, Internet szalał, Macierewicz stracił orientację czy Gmyza kochać czy nienawidzić, a ludzie dochodzili do wniosku, że tak niewiarygodnej i sprzedajnej gazety jak Rzeczpospolita nie warto w przyszłości kupować i czytać. Co wywołało serię bardzo nieprzyjemnych telefonów ze wszystkich stron. Odeszło też kilku ważnych reklamodawców, jedni za artykuł inni z powodu utraty reputacji gazety po dziwnym dementi. Arabski niby pochwalił, ale zauważył niezdecydowanie i asekuranctwo, Tusk zmniejszył czapę ochronną nad Hajdarowiczem i dał do zrozumienia (nie osobiście rzecz jasna), że z pewnego interesu, który miał zaraz być będą ale nici. I na dodatek nie będzie kredytu (to za nieprzespaną ze strachu noc i telefon z opierdolem od ambasadora Rosji w Warszawie). Gdy o tym wszystkim (a raczej o części) usłyszał Wróbel oddał się do dyspozycji wydawcy.

Nie wszyscy jednak stracili. W te dwa dni Nowy Ekran zarejestrował dwukrotnie większą oglądalność niż zwykle [i moja strona też.. MD] i napływ kilkudziesięciu nowych komentatorów. Internet znowu górą. Prawda jeszcze nie do końca. A sprawiedliwość i wolność mediów leży tam gdzie leży.

Natomiast bez względu na okoliczności Hajdarowicz jak zwykle uważa się za drugiego Jezusa. Serio :-)

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.