Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 41 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow "Starsi bracia" ?? arrow Żydobójstwo Polaków - płytki film o zabijaniu
Friday 20 September 2019 20:45:26.27.
W Y S Z U K I W A R K A
Żydobójstwo Polaków - płytki film o zabijaniu Drukuj Email
Wpisał: Mieszczuch7   
16.11.2012.

Żydobójstwo Polaków - płytki film o zabijaniu

 

...ten prymitywny knot, antypolski, antykatolicki i bluźnierczy, jest dotowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, reklamowany przez Ministra Kultury, czyli wspierany przez państwo, państwo, na które płacę podatki!

 

Mieszczuch7

15.11.2012  http://notatnikmieszczucha.salon24.pl/464077,zydobojstwo-polakow-plytki-film-o-zabijaniu

Poszedłem na film "Pokłosie", bo chciałem sam sprawdzić, po przeczytaniu artykułu w "Gazecie Wyborczej" i obejrzeniu wywiadu z młodym Stuhrem w programie Lisa, czy rzeczywiście jest to takie demaskatorskie, odważne, wspaniałe dzieło "z przesłaniem" do Polaków.  Dzisiaj wieczorem dodatkowo usłyszałem od tego aktora w programie Olejnik, że najbardziej autorom chodziło o zrobienie dobrego filmu. Muszę więc powiedzieć, że ani jedno, ani drugie im nie wyszło. 

Przed spektaklem, przed salą w hallu kina "Femina", w czekającym tłumie, głównie młodych ludzi, rozbrzmiewał miły gwar. Po filmie opuszczali oni salę kinową głupio milcząc, bez żadnej (pozytywnej) reakcji; ja byłem zniesmaczony. Nie, Pasikowski nie jest mistrzem thrillera, nie wziął widza w kleszcze. Tak, całkiem swobodnie można przejść obojętnie obok tego filmu. Nie, ten film nie parzy i nie boli, nie ściska za gardło, nie kłuje w serce, a jeśli wywołuje emocje, to chyba odwrotne od zamierzonych przez autorów. To zwłaszcza nie jest kino wrażliwości. To na pewno nie jest kino konfrontacji z prawdą. Tak napisano w ulotkach "Pokłosia", ale, niestety, co za banał, reklama kłamie!

Po pierwsze, film jest po prostu kiepski, prymitywnie poprowadzony, z na siłę "uchamionym" językiem, z niewiarygodnymi psychologicznie postaciami, a na dodatek kiepsko zagrany. Nie wiadomo, po co, dlaczego Józek Kalina z obłędem tropi we wsi kamienne macewy, niszczy drogę, kradnie je ludziom sprzed domów, szuka guza, potem mu się nagle wszystko we łbie odwraca i chce wszystko zakopać, zataić. Nie wiadomo, dlaczego Franuś Kalina z chwili na chwilę chowa swoje amerykańskie urazy do Żydów i wchodzi w to szaleństwo brata. Dialogi sztuczne, jakby recytowane, gry aktorskiej nie widzę. Tylko Danuta Szaflarska pokazuje aktorską klasę, jest prawdziwa.

Mamy tu same stereotypy: takiego prawdziwego Polaka - katolika, zezwierzęconego, pazernego chama, pijaka; rozumiejącego, niby filosemickiego proboszcza i księżulka o ciasnym umyśle, inspirującego do jawnie antysemickich aktów; obecne nie fizycznie, ale w narracji, postaci tych dobrych Niemców, którzy nie dokonują żadnej zbrodni, a tylko spisu powszechnego ludności żydowskiej, tylko rozmawiają z sołtysem (bez żadnego widocznego związku z tym, że ten sołtys Malinowski następnej nocy zwołuje sąsiadów, by wygarnąć wszystkich Żydów ze wsi i pierwszy podkłada ogień pod chatę, do której ich zagonili); podobnie też silnie obecne w narracji postaci Żydów, niewinnych ofiar, czyli męczenników (nie ma najmniejszej nawet aluzji do tego, że kolaborowali oni przeciw Polakom z bolszewikami, którzy dokonali napaści 17 września 1939 r.).

Proste stereotypy: polski odrażający nędzarz, opój i zbój, i bogaty, piękny, wzbudzający zawiść Żyd. Wszak wszystkie się w nim kochały, więc wściekły chłop wziął na nim krwawy odwet. Te przerysowane stereotypy, akcja poprowadzona w sposób nazbyt prosty, przewidywalny, to wszystko składa się na skojarzenie z farsą. Kolejne sceny są jakby kręcone w pośpiechu, niechlujnie zrywane. Montaż fatalny. Dźwięk fatalny. Wbrew intencji autorów z wielu scen wyziera śmieszność czy groteskowość, może ze względu na komiksowe przerysowanie postaci, a może bardziej ze względu na niedbałe odwalenie niektórych scen, np. sceny "mordobicia" między braćmi Kalinami, gdzie słychać "prask, prask!", ale nie widać, by zamach pięści dosięgał twarzy czy korpusu, ciosy idą gdzieś na boki, po prostu żenada. Scena z wykopywaniem kości to powtarzalne gesty, miny, słowa - klasyczny element komizmu, a do tego to taplanie się w błocie... i to, że wszyscy wiemy, co zaraz będzie, że to jest takie do bólu przewidywalne, płaskie... Sceny z zajeżdżaniem drogi też za którymś razem, zamiast jakoś tam straszyć, stają się śmieszne, wzbudzają politowanie nad brakiem inwencji autorów!  Budzi niesmak nachalność symboli: biała koszula kontra ciemna koszula, obmywanie rąk, przybicie Józka Kaliny do drewnianej ściany jak Chrystusa na Krzyżu...

Ta ostatnia scena przynosi na myśl wspomnienia innych "dzieł", w których poddawano bluźnierczej obróbce Krzyż, Chrystusa, czy Papieża Jana Pawła II, po to tylko, by sprowokować protest i skandal. Tak jest, moim zdaniem, i z Pasikowskim, który do czasów "Psów" nic nie nakręcił, był chyba kompletnie wypalony i nagle, bez żadnego powodu, poraził nas tym nagłym "olśnieniem". Mógł teraz dać tytuł nie "Psy", ale "Bydło" albo "Polskie bydło"... Po prostu myślę, że bez tej skandalizującej historii ten film by nie zaistniał. I jest on tyle wart, ile ta historia. Czyli? Nawet jeśli był taki przypadek, nawet jeśli to fakt, to pokazywanie go jako symbol czegoś większego, jakiegoś zjawiska, jest kłamstwem. Nawet jeśli jakaś polska wieś wymordowała 26 rodzin żydowskich, to jaka to proporcja wobec kilkudziesięciu tysięcy chłopów, którzy narażali życie swoje, swoich rodzin i całych wsi ukrywając Żydów przed Niemcami? Jaka to proporcja wobec dziesiątek tysięcy uratowanych Żydów?

Dlaczego pomija się to, że Żydów specjalnie się przemycało na wieś, do chłopów, by ich ukrywać przed Niemcami? Dlaczego pomija się to, że Polska była jedynym państwem, w którym pod hitlerowska okupacją, prawo podziemne karało śmiercią za wydanie Żydów? Jaka to prawda, jeśli pomija się, przemilcza to, że detonatorem takich pogromów z 1941 r. były wcześniejsze zbrodnie niemieckie, ich trujący, demoralizujący wpływ?  Takich pogromów nie było przecież wcześniej, bez Niemców.

I co najbardziej mnie irytuje? To, że ten prymitywny knot, antypolski, antykatolicki i bluźnierczy, jest dotowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, reklamowany przez Ministra Kultury, czyli wspierany przez państwo, państwo, na które płacę podatki! Za moje i Twoje, Bracie Podatniku, pieniądze dostajemy policzek, dajemy sobie pluć w twarz. I to wszystko w czasie, kiedy w innych krajach publikuje się powieści o dzielnych Francuzach, bohaterskich księżach, przechowujących żydowskie dzieci w klasztorach, o tym dobrym Niemcu, który darował życie komuś pod wpływem nagłego odruchu sumienia...

A jeszcze kwestia tego "przesłania do Polaków", tej refleksji, jakiej się "artyści" po nas spodziewają! Postawiłem sobie to pytanie wychodząc z kina: jakie to ma być przesłanie? Żebyśmy nie zabijali Żydów? Bo co, zabijamy Żydów? Czy żebyśmy uznali ich za prawowitych właścicieli naszych odwiecznych ziem i wynieśli się gdzieś pod las, na mokradła, gdzieś w zaułki ciemnych ulic? Znowu mają być "nasze kamienice, wasze ulice"? Oto, co za przesłanie udało się Pasikowskiemu, o ironio! 

 "Pokłosie", film Władysława Pasikowskiego na kanwie książek G. Grossa, z udziałem Macieja Stuhra i Ireneusza Czopa; gatunek: podobno dramat; stracony czas: 1 godz. 50 min.; stracone pieniądze: 15 zł w kinie "Femina"; dołuje polskiego widza od 9 listopada 2012 r.  

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.