Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 44 gości
S T A R T arrow JOW-młot na partyjniactwo arrow JOW arrow Legalność władzy a ordynacja wyborcza
Wednesday 20 November 2019 07:56:45.28.
migawki
Diabeł do Rybaka z Watykanu: Teraz już tylko pachamamy, bałwany łowić będziesz"
 
W Y S Z U K I W A R K A
Legalność władzy a ordynacja wyborcza Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
18.03.2007.

IV Sympozjum "W trosce o Dom Ojczysty"
Gdańsk, 18-19 kwietnia 1998

Mirosław Dakowski
kwiecień 1998

Legalność władzy a ordynacja wyborcza
O źródle nadziei

Ludzie alarmują od pięciu lat: Ordynacja do Sejmu jest sprzeczna z Konstytucją! Były to kolejne nielegalne wybory ! Czy to nie za śmiałe twierdzenia? Toć to pachnie wariactwem... Sprawę podnoszono już w 1993r. (m.inn. J.Człapiński, M. Giertych, M. Doruchowski i wielu innych): Przed wyborami w 1993 posłowie wprowadzili sławne "progi". Zaś konstytucja mówiła, że Sejm ma być wybierany w wyborach "proporcjonalnych". Do zmiany zapisu konstytucyjnego potrzeba większości 2/3 (66.7%) głosów posłów biorących udział w głosowaniu. A tymczasem "za" tą zmiana było jedynie 63.8% posłów. Nadal obowiązuje więc stara ordynacja, czyli już wybory w 1993r. były nieważne. Najostrożniejsi powiedzą: Czyżby tak ważna dla Polski sprawa mogła być tak długo tuszowana? Czemu nie została zauważona przy pisaniu i uchwalaniu kolejnych konstytucji? Czemu W?ADZA milczy?
Czemu jest to ważne dla nas? W cywilizacji chrześcijańskiej Prawo jest narzędziem moralności. W cywilizacji nam narzucanej postawiono Prawo ponad etyką, ponad dobrem. Są to więc rządy kruczkarstwa. Trzymają się na byle jak skleconych "paragrafach". Ale dlatego właśnie jest tak ważnym, by to narzucane nam prawo było spójne i konsekwentne. Jeśli prawo takie nie jest - jakaż jest rzeczywista legalność W?ADZY? I o tym właśnie będa poniższe rozważania - oraz o tym, jak my, naród czy społeczeństwo, możemy się ratować.

"Równe, bezpośrednie i proporcjonalne..."

W Małej Konstytucji ustalono, że wybory do Sejmu muszą być ("są"...): powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym. Podobnie postanawia Art. 96 obecnie obowiązującej Konstytucji z 2 kwietnia 1997r.
Jednocześnie obowiązuje ordynacja wyborcza z 1993r. Porównajmy te dokumenty. Ponieważ ani w tekście Konstytucji, ani w innych zbliżonych aktach prawnych nie ma definicji powyższych (wytłuszczonych) pojęć, przytoczę ogólnie przyjęte definicje:
1. Wybory "równe" oznaczają, że decyzja każdego uprawnionego do głosowania posiada równą wagę: każdy ważnie oddany głos ma wagę "jeden".
2. Wybory "bezpośrednie" oznaczają, że głos oddany na kandydata nie może być przeniesiony na inną osobę przez osoby obce, w szczególności przez "elektorów" czy przez władze poszczegółnych partii politycznych.
3. Wybory "proporcjonalne" oznaczają, że stosunek ilości mandatów otrzymanych przez poszczególne partie do ilości głosów oddanych na te partie musi być stały, w granicach niewielkich błędów. Oznaczają również, że stosunek liczebności uprawnionych do głosowania do liczby mandatów w okręgu musi być wielkością stałą w całej Polsce. [Dwie zmienne są do siebie proporcjonalne wtedy i tylko wtedy, gdy stosunek odpowiadających sobie wartości tych zmiennych jest wielkością stałą].
Zobaczmy, jak te warunki konstytucyjne zostały spełnione w wyborach z 21.IX.'97 przeprowadzonych wg. ordynacji z 1993r.:
Ad 1. Warunek ten ("równe") nie jest spełniony, gdyż de facto anulowano ok.12 procent głosów wyborców, a mianowicie tych, którzy oddali głosy na partie, które nie przekroczyły progu (5%). Głosom tych wyborców nadaje się, i to dopiero po policzeniu wyników wyborów w całym kraju, wagę 0 (zero), gdy pozostałym pozostawia się wagę 1 (jeden). Ponadto warunek ordynacji ustalający, że mandaty z listy krajowej dzielone są jedynie między partie, które przekroczyły 7% głosów w skali kraju, powoduje, że wyniki jeszcze bardziej odbiegają od konstytucyjnej zasady "równości" przy równoczesnym pogwałceniu zasady "bezpośredniości". Mniejszości narodowe (obecnie niemiecka) są "bardziej równe" od krajowców (wyborców) o sympatiach pro-polskich (pozostałe partie). Mniejszości niemieckiej nie dotyka klauzula zaporowa (5 %).
W skardze do Sądu Najwyższego zażądałem więc ukarania winnych tego stanu rzeczy: Nierówność traktowania wyborców ze względu na narodowość podlega bowiem karze na podstawie Art. 81 pkt.1 Przepisów Konstytucyjnych utrzymanych w mocy na podst. Art. 77 Ustawy Konstytucyjnej z dn. 17. X. 1992r. Karalna jest mianowicie dyskryminacja obywateli ze względu na płeć, narodowość, rasę itp.
Jako ciekawostkę dodam, iż Rada Europy (po kilkunastu latach pracy) określiła, że przynależność narodowa mniejszości oparta jest na (subiektywnym przecież) "poczuciu związku z daną narodowością". Można więc sobie wyobrazić, że ze względów pragmatycznych (uniknięcie progu 5%) duże grupy ludzi w Polsce zadeklarują swą przynależność do np. "mniejszości francuskiej" (sympatycy serów), lub "mniejszości chińskiej" (pracowici, lubiący ryż).
Ad 2. Istnienie list krajowych poszczególnych partii oznacza, że głosy wyborców, oddane na obdarzanego ich zaufaniem kandydata, przydzielono poprzez arbitralne decyzje przywódców partii innym osobom, pozbawionym tego zaufania. Umożliwiono więc uzyskanie mandatu osobom (z listy krajowej), które nie uzyskały go w trybie wyborów bezpośrednich. Zostali oni odrzuceni przez przytłaczającą większość wyborców. Dla przykładu: Marek Rojszyk z SLD w wyborach w 1993r. uzyskał mandat poselski otrzymując 130 głosów w okręgu liczącym 1.326.927 wyborców. Udzielił mu swego zaufania jeden na dziesięć tysięcy wyborców. Ostatnio zaś w okręgu nr. 1 (Warszawa) Wacław Olak z SLD uzyskał 342 głosy, a więc (na różny sposób) nie zgodziło się na tę kandydaturę 1 330 035 osób. O wejściu tych osób do sejmu zdecydowało ich "biuro po-lityczne", a nie wyborcy! Został zatem pogwałcony konstytucyjny wymóg bezpośredniości.
Jako smutną anegdotkę można dodać, że "mąż stanu" umieszczony na pierwszym miejscu krajowej listy partyjnej może wejść do sejmu nawet, gdyby uzyskał... zero głosów wyborców!
Ad 3. Sprawa proporcjonalności:
a) Obowiązująca obecnie w Polsce metoda d'Hondta nie zapewnia żadnej rzeczywistej "proporcjonalności" między liczbą głosów odddanych na poszczególne partie a liczbą mandatów otrzymanych przez te partie. Jedynie nazwa (błędna!) metody wprowadza profesorów - konstytucjonalistów w błąd.

Dowód z wyborów w 1997r.:

Na jeden mandat tys. głosów Unormowane do 1.0 dla SLD
(przed uwzgl. listy kraj.)
SLD 25.18 1.00
Mniejsz. Niem 25.5 1.012
AWS 25.74 1.02
UW 35.7 1.42
PSL 45.5 1.81
ROP 121.2 4.81


Zastosowanie progów likwiduje tę quasi-proporcjonalność zupełnie:
Dowód:
Na jeden mandat tys. głosów Unormowane do 1.0 dla SLD
SLD 21.8 1.00
Mniejsz. Niem 25.5 1.17
AWS 22.0 1.01
UW 29.2 1.34
PSL 35.4 1.62
ROP 121.2 5.56

Ponieważ liczby z ostatniej kolumny odbiegają dla czterech partii (czy komitetów wyborczych) od wartości 1.00 więcej niż o 5%, a w przypadku ROP sięgają aż 556%, są więc dowodem na brutalne pogwałcenie konstytucyjnej zasady "proporcjonalności".
b) Pozatem rozrzut stosunku liczebności elektoratu do liczby możliwych do uzyskania mandatów w różnych okręgach wykracza daleko poza pojęcie "wielkości stałej":

Dla przykładu: Na podstawie wyborów z września 93 sprawdzamy:
Okręg nr.1 - 1.326.927 uprawnionych, 17 mandatów, t.j. 78.05 tys. uprawn./1 mandat
Okręg nr.7- 178.009 uprawnionych, 3 mandaty, t.j. 59.34 tys. uprawn./1 mandat.
Na podstawie wyborów z września 97r. sprawdzamy:
Okręg nr.49 (Włocławek) - 320 384 uprawnionych, 4 mandaty, t.j.
80.1 tys. uprawn./1 mandat
Okręg nr.7 (Chełm) - 183 352 uprawnionych, 3 mandaty, t.j.
61.1 tys. uprawn./1 mandat.
Współczynnik trudności zdobycia mandatu różni się w obu tych przypadkach o 31%, wyraźnie więc pogwałcona jest konstytucyjna zasada "proporcjonalności", a jednocześnie "równości" szans wyborców.

Co na to prawnicy konstytucjonaliści

Autorzy podręczników prawa konstytucyjnego zgadzają się "w zasadzie" z tymi argumentami. Zobaczmy jednak, jakiego używają języka: J.Galster i inn. (Prawo Konstytucyjne):
- o liście krajowej (str.117): "Pewne wątpliwości natomiast wywołać może wspomniana już instytucja listy państwowej. W piśmiennictwie formułowany jest pogląd, że istnienie list państwowych nie godzi się z zasadą bezpośredniości, gdyż (...) wprowadza grupę posłów, na których wyborcy nie głosowali bezpośrednio, lub nie głosowali w ogóle..".
Z tabeli 1 widzimy, jak w praktyce wrześniowych wyborów w Polsce wygląda "proporcjonalność" metody d'Hondta. Zaś konstytucjonaliści (J. Galster, str. 119), zadowoleni widać z nazwy, nie analizując treści metody d'Hondta, piszą jedynie: "odejściem od bezwzględnej proporcjonalności wyborców jest t.zw. klauzula zaporowa".. Zaś Banaszak i Preisner (Prawo Konstytucyjne) piszą: "Dyskusyjne z punktu widzenia zasady równości prawa wyborczego wydawało się początkowo wprowadzenie t.zw. klauzuli zaporowej".... Takich przykładów możnaby przytoczyć wiele.


Sprawa Senatu

Osobnej wzmianki wymaga obecna ordynacja wyborcza do senatu. Jedno miejsce w senacie przypada na przeszło 530 tys. wyborców w woj. gdańskim, a jedynie na niecałe 92 tys. wyborców w woj. chełmskim. Wyborcy z woj. gdańskiego są więc przez twórców obecnej ordynacji 5.82 razy gorzej traktowani, niż ci z Chełmszczyzny. "źle" traktowani są też wyborcy z Warszawy, województwa gliwickiego, poznańskiego i krakowskiego, a uprzywilejowani są mieszkańcy woj. bielsko-podlaskiego, leszczyńskiego czy łomżyńskiego. Stosunek "wag" dla tych grup województw wynosi ok. 4 ! Wybory do senatu świadczą więc o ogromnej nierówności traktowania wyborców. Gdzie tu logika? i jaka? Stan aktualny nie jest sprzeczny z konstytucją, ale widać, jak niechlujnie i z jakim lekceważeniem praw obywatela ordynacja została napisana i uchwalona. Gdy wywalczymy ordynację większościową jednomandatową (również do senatu), to sto okręgów senackich będzie miało po ok. 284 tys. uprawnionych. ?atwo takie okręgi stworzyć na bazie gmin, nie województw. Wtedy ordynacja do senatu będzie wreszcie równa i sprawiedliwa, a scena polityczna Polski - klarowna.
Wykręty władz
O sprzeczności między konstytucją a ordynacją może formalnie rozstrzygnąć Trybunał Konstytucyjny. Ale wystąpić do TK moźe prezydent, killkudziesięciu posłów lub senatorów, szef ogólnoplskich Zw. Zaw. Próbowaliśmy od lat!
Przedstawiciel Rzecznika Praw Obyw. w piśmie z 2.II.1994 oświadcza, że "Rzecznik rozważa"... Cóż, długo rozważa....
Ponieważ wszystkie najwyższe organa Państwa uciekają w najróżniejsze tłumaczenia prawne (czy wykręty), by wykazać, dlaczego ta sprawa "nie leży w ich kompetencji", konieczne się stało używanie różnych argumentów dopasowanych do różnych Urzędów:
Stąd np. pismo do Prezydenta Rzeczypospolitej zatytułowałem:
Wniosek o wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie niezgodności z Konstytucją obecnej ordynacji wyborczej do Sejmu oraz o odłożenie wyborów do Sejmu i Senatu do czasu dostosowania ordynacji wyborczej do przepisów obowiązującej Konstytucji
Natomiast skargę do Sądu Najwyzszego:
Protest wyborczy w sprawie nielegalności wyborów z 21.IX.1997. Wnoszę o uznanie wyborów do Sejmu za nielegalne, gdyż wykonanie wyborów we wszystkich 52-ch okręgach, w szczegółności w okręgu nr. 1 (Warszawa), w którym głosowałem, pogwałciło Ustawę Zasadniczą.
Staramy się krętaczy "zagonić do narożnika". Wielu obywateli (oraz ekspertów) na różne sposoby oraz używając różnych argumentów prawanych alarmowało: Rzecznika Praw Obywatelskich T. Zielińskiego (w 1993 i 94r.), Prezydenta RP L. Wałęsę (w 1993r.), Prezydenta RP A. Kwaśniewskiego (przed ostatnimi wyborami), Sąd Najwyższy i osobiście Adama Strzembosza (w '93, 94 i 97 r.), prof A. Zolla. Odpowiedzi (jeśli wreszcie wymuszone) są żałosne: N.p. Sąd Najwyższy odpowiada, iż decyzja z 16 września jest ostateczna. A pismo, na które domagałem się merytorycznej odpowiedzi, było sformułowane 5 października i wysłane 6. X. ... Różne pańcie-Sędziny SN to-to swym Autorytetem potwierdzają ! I jak to nie wstyd Panu Adamowi Strzemboszowi (profesorowi) tak się ośmieszać? A powaga Rzeczypospolitej ?
Wszyscy wysocy urzędnicy, z którymi udało się na ten tamat rozmawiać, przyznają, że przytoczone argumenty są przekonywujące. NIKT jednak na razie nie zdecydował się na odwołanie nielegalnych przecież wyborów czy na doprowadzenie do uzgodnienia Ordynacji z Konstytucją. Czyżby najwyższe władze Polski tak bały się tej sprawy? Czemu? Ośmieszająca władze sprzeczność między Ustawą Zasadniczą a Ordynacją trwa. Nowy Parlament również nie zajął się ta pilną sprawą.

Ordynacja - narzędzie ratunku.

Najważniejsze jest jednak, że przedstawiciele AWS-u i ROP-u nie doprowadzili do - obiecanej nam w swych programach - zmiany ordynacji na europejską, t.j. większościową w okręgach jednomandatowych. Wtedy powyżej opisane absurdy automatycznie by znikły . O sprawie nielegalności ostatnich parlamentów piszę i mówię jedynie po to, by Czytelnikowi, Słuchaczowi i wogóle Opinii Publicznej uświadomić, iż w warunkach ordynacji samopowielającej "elitę polityczną" namaszczoną przez (umownie) tow. Kiszczaka niemożliwe jest wybranie parlamentu odpowiedzialnego. Odpowiedzialnego za Polskę, odpowiedzialnego przed swym wyborca.
I dlatego dla wszystkich uczciwych sił politycznych, tak z prawa jak i z lewa, sprawa zmiany ordynacji jest najważniejsza: umożliwi, tak jak to uczyniła we Włoszech, uzdrowienie życia politycznego. Jest więc najmniejszym wspólnym mianownikiem dla wszystkich uczciwych ruchów politycznych. Nie promuje przecież Idej czy Interesów takich czy innych grup. Promuje jedynie dobór elit politycznych odpowiedzialnych przed wyborcą, aktywnych, uczciwych. Nieuczciwość się przy tej ordynacji nie opłaca. To nie slogan, lecz analiza wyników w różnych krajach, na przestrzeni wielu dziesięcioleci.
Czas, by wszystkich, którzy chcą żyć w uczciwszej Polsce, zjednoczył ten najmniejszy wspólny mianownik - Jednomandatowe Okręgi Wyborcze (JOW). Potem - możemy się "pięknie różnić", według wyświechtanego przez "wybiórczych" sloganu.
Oczywiście, JOW nie są panaceum na wszystko. Spójrzmy jednak, jak w krajach ordynacji JOW, o wiele trudniej jest obrabować, nakłamać, nie spełnić obietnic wyborczych, być bezkarnym... I być przy tym (i po tym !) u władzy. Myślę n.p. o Kanadzie, Francji, Wielkiej Brytanii i - od paru lat - Włoszech. Gdzież są argumenty "europejczyków", jeśli właśnie kraje Europy w ogromnej większości stosują tę ordynację (JOW)? Dlatego właśnie zwolennicy "pozostawania u koryta" w Polsce tak bardzo tę sprawę przemilczają. Argumentów im brak; a zwykle są tak wygadani...
Mówmy więc pełnym głosem, a referendum w tej sprawie wymusimy.
Zmiana ordynacji to warunek konieczny, lecz oczywiście niedostateczny, dania Polakom nadziei na niazawisłość i dobrobyt oraz uczciwsze rządy.

 
« poprzedni artykuł
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.