Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 67 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow wspomnienia arrow ..niech Cię płacz sierot do litości wzbudzi"
Monday 26 October 2020 08:08:37.30.
migawki
 

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”.

Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

 
W Y S Z U K I W A R K A
..niech Cię płacz sierot do litości wzbudzi" Drukuj Email
Wpisał: Józef Jankiewicz   
07.02.2013.

”..niech Cię płacz sierot do litości wzbudzi"

 

 

[Jankiewicze i Salamowicze rozeszli się po świecie, ale pochodzą z Brodnicy nad Drwęcą. Z pół wieku temu poznałem tam kuzyna Józka Jankiewicza. Miał jedenaścioro dzieci, tyle pamiętam. „U nas” było tylko siedmioro... O jego przeszłości się nie mówiło - wtedy o wielu sprawach się nie mówiło, nawet poufnie. Teraz synowie wydali jego wspomnienia z września 1939, pod tytułem „ZBRODNIA bez KARY”. Usiłowali wydać to w latach 70-tych – oczywiście bez skutku. Bo i o niewoli u ruskich tam było...  Bardzo wartościowa książka - szczególnie teraz. MD]

 

Józef Jankiewicz, „ZBRODNIA bez KARY”, str. 137

 

 

7 Wrzesień 1939,

 

Zaskoczyło mnie, że wieś była całkowicie opustoszała z mieszkańców, tylko ryk wygłodniałego bydła w oborach świadczył, że coś jeszcze w gospodarstwie pozostało i żyje. Nie obyło się i bez plądrowania opuszczonych mieszkań, uzu­pełniając kosztem innych własne braki w bieliźnie i odzieży. W ten sposób wielu żołnierzy porzucało broń przebierając się w ubrania cywilne.

Kilka domów było we wsi wypalonych, sterczały tylko kominy, widok niczym nie różniący się od innych miejscowości, przez które już przemaszerowałem.

Zapadał już zmrok, kiedy dochodziłem do krańca wsi i usłyszałem śpiew do­chodzący jak gdyby z parku, dokąd też się udałem. Okazało się, że za parkiem był cmentarz okalający kościółek wiejski zatłoczony po brzegi ludźmi szukają­cymi tam ratunku czy innej nadziei i pomocy. Śpiewano akurat suplikację "Od powietrza, głodu, ognia i wojny, zachowaj nas Panie", Było to zawodzenie mniej podobne do śpiewu, w którym nie wyczuwało się pokory, jak to zwykle bywało, a pewne żądanie i ukryty żal.

 

W pewnej chwili podeszła do mnie jakaś kobiecinka.

- Panie, niech pan stąd wyjdzie.

- A to dlaczego?

- Niemcy zobaczą i będą spuszczać bomby.

- Przecież robi się ciemno i o tej porze nie mają zwyczaju latać.

- Oni wszędzie widzą, gdzie jest wojsko.

- A w tych spalonych chałupach też było wojsko?

- Nie było. My tu się zebrali, bo w kościoły nie rzucają bomb.

- Gdyby wiedzieli, że w tym kościele znajduje się tylu ludzi, na pewno by

parę bomb rzucili.

- Nie odważą się...

- Już się odważyli i to w trochę większe kościoły.

 

"Od nagłej a niespodziewanej śmierci, zachowaj nas Panie..” - śpiewano dalej z tym samym uporem.

Wyszedłem z kościółka i przysiadłem na płycie jakiegoś grobu, ażeby zasta­nowić się co dalej robić. W chlebaku znalazłem kawałek suchara i ostatni ogórek znaleziony w ogródku w jednym z przydrożnych gospodarstw. Dogryzałem już resztki, kiedy z głębi cmentarza doszedł mnie jakiś jęk połączony z lamentem. Udałem się w kierunku skąd dochodził głos z zamiarem udzielenia pomocy.

Pod­chodząc bliżej ujrzałem przy grobie parę staruszków, z których kobieta mamro­tała płaczliwie, bez składu i ładu, modlitwy mieszając je na przemian wszystkie razem. Sakrament pokuty ze "Zdrowaśkami", "Ojcze nasz" z "Wierzę w Boga" i tak w kółko. Jej towarzysz, widocznie mąż, starał się jej przerywać i uspokajać, na co jednak nie reagowała, i widocznie zaszokowana, dalej z uporem błagała niebiosa o pomoc.

         - Cichaj matko, to już nic im i nam nie pomoże. To musiało tak być - mitygo­wał łagodnie staruszek.

         Odchodząc od tragicznej pary, której i tak nic bym nie mógł pomóc, dojrza­łem opodal kilkunastoletniego chłopaka opartego o drzewo.

         - Co im się przytrafiło?

- To mój dziadek i babka - szeptem odparł chłopiec - W niedzielę po połu­dniu, z samolotu zabili mamę a potem moją siostrę, która była z krową na łące. Babka to już dwa dni i dwie noce siedzi. Chałupa też spalona, a tata w wojsku.

 

         Kiedy opuszczałem cmentarz udając się na drogę, doszedł mnie jeszcze głos pieśni z końcówką : ”..niech Cię płacz sierot do litości wzbudzi".

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.