Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 59 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Historia - odkłamywanie III arrow Zanim nad Wołyniem położył się cień
Sunday 08 December 2019 16:54:14.28.
W Y S Z U K I W A R K A
Zanim nad Wołyniem położył się cień Drukuj Email
Wpisał: dr Lucyna Kulińska,   
06.07.2013.

Zanim nad Wołyniem położył się cień

 

Data publikacji: 2013-07-03 pch24

 

Niewątpliwie ta sama ideologia, która pojawiła się u kolebki ukraińskiego nacjonalizmu nabrała w sprzyjających okolicznościach II wojny światowej ludobójczego wymiaru. Hasło „Ukrainy czystej jak szklanka wody” wprowadzono w życie... – twierdzi dr Lucyna Kulińska, prezes Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego.

 

Przeciwko komu skierowane były terrorystyczne działania podejmowane przez nacjonalistów ukraińskich? Czy wspierały je kraje ościenne? Jak zareagowały na to rosnące zagrożenie polskie władze?

 W wyniku prowadzonego przez nacjonalistyczne organizacje ukraińskie terroru indywidualnego i zbiorowego w latach 1922 – 1939 straciło życie lub zostało okaleczonych zostało co najmniej kilkaset osób. Dalsze badania (na razie prowadzone nie są) przyczynią się niewątpliwie do jej wzrostu.  Byli to Polacy, Ukraińcy, Żydzi, a nawet i Rosjanie. Ofiarami zamachów padali zarówno przedstawiciele władz politycznych i administracyjnych: poseł Tadeusz Hołówko, minister Bronisław Pieracki, kurator szkolny Stanisław Sobiński, jak i wpływowi Ukraińcy: Sydor Twerdochlib, Sofron Matwijas czy Iwan Babij.

O krok od śmierci w zamachach znaleźli się: marszałek Józef Piłsudski oraz prezydent Stanisław Wojciechowski. Przygotowywane były zamachy na ministra Augusta Zaleskiego, ministra Sławoja Składkowskiego, wojewodów: Henryka Józewskiego i Bronisława Nakoniecznikow- Klukowskiego,  komendanta policji Czesława Grabowskiego i wielu innych.

Obiektem ataków i zabójstw  zostawali policjanci, żołnierze (szczególnie żołnierze KOP), nauczyciele, wójtowie i sołtysi, leśnicy, członkowie „Strzelca”, listonosze, koloniści i zwykli chłopi. Bardzo dużą grupę ofiar stanowili Ukraińcy lojalni wobec państwa. Pogróżki, „wyroki śmierci”, niszczenie mienia, podpalenia, a nawet mordy miały zniechęcić Ukraińców do jakiejkolwiek współpracy z państwem. Terroryści wydali wyroki śmierci na posłów  Petra Pewnego i Michała Baczyńskiego, dokonali nieudanego zamachu na dyrektora gimnazjum ukraińskiego Michała Hrycaka, zastraszali niechętnych ich ideologii księży greckokatolickich czy nauczycieli ukraińskich. Atakowani byli też Żydzi osiadli na roli lub zajmujący się handlem. Celem, poza rabunkiem, było wyeliminowanie ich jako konkurencji, aby ułatwić prowadzenie interesów ukraińskim kooperatywom. Zamachy dotykały nawet siostry zakonne- jak nieprzebadany jeszcze należycie fakt otrucia sióstr zakonnych  z Jałowca, w wyniku wypicia wody z zatrutej studni zmarły 3 siostry, a ponad 50 ciężko chorowało i straciło zdrowie.   Do morderczych porachunków dochodziło też w łonie samych organizacji terrorystycznych. Nawet cień podejrzenia o współpracę z władzami prowadził do egzekucji. Tak było w wypadku Jakuba Baczyńskiego czy Michała Huka. 

 W Krakowie przy Rynku Dębnickim mieściło się laboratorium gdzie konstruowano bomby dla zamachowców. Jego kierownikiem był Jarosław Karpyniec, ukraiński student chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 Mamy zatem do czynienia z arsenałem prawdziwie terrorystycznym.

 W całym okresie międzywojennym zamachowcy z UWO i OUN atakowali obiekty cywilne i wojskowe, urządzenia kolejowe, posterunki policji, koszary, strażnice. Niszczono mienie prywatne i państwowe, słupy telegraficzne i graniczne, polskie godła, palono lasy. W roku 1931 UWO planowała prowokację na skalę międzynarodową. Chodziło o wysadzenie pociągów w korytarzu pomorskim, co w  zamyśle miało sprowokować atak armii niemieckiej na Polskę. Członkowie UWO i OUN dopuszczali się także pospolitych rozbojów dla pozyskania pieniędzy. Były to napady na ambulanse i urzędy pocztowe, kasy urzędów państwowych, a nawet zwykłych listonoszy. Ten hańbiący proceder pociągał za sobą kolejne ofiary.

 Szczególnie spektakularny był zamach na Targi Wschodnie we Lwowie z września 1929 r., gdzie wysadzono główny pawilon wystawy, próbowano spalić Dworzec Główny i dokonać zamachu na ówczesnego ministra przemysłu i handlu Eugeniusza Kwiatkowskiego oraz na wojewodę lwowskiego hr. Wojciecha Gołuchowskiego. Na szczęście bez powodzenia.

 Walka z takim bezwzględnym przeciwnikiem była trudna, bo terroryści działając w ścisłej konspiracji zacierali ślady, posługiwali się szyframi, stosowali dezinformację, posiadali konfidentów, którzy śledzili ruchy policji, a ponadto zawsze mogli liczyć na pomoc wywiadów państw obcych.

 Zarówno w latach dwudziestych jak i trzydziestych skrajni nacjonaliści ukraińscy przyczynili się do wybuchu masowych akcji antypolskich na Kresach. Były to tzw. pierwsze i drugie wystąpienie UWO. Ich zbrodniczość polegała na tym, że wykonawcy, w imię walki o  niepodległość, dopuszczali się podpalania i niszczenia prywatnego mienia ubogiej rolniczej ludności polskiej. Były liczne ofiary, w pożarach ginęli dorośli i dzieci. W stajniach płonęły zwierzęta. Podpalano też należące do Polaków cegielnie, młyny i wiatraki. Spalono dziesiątki dworków z ich nieocenionymi pamiątkami historycznymi. Nie należy zapominać, że akcja podpaleń dotykała nie tylko osadników, ale w głównej mierze rdzennej i osiadłej tam od wieków ludności polskiej. Drogą niszczenia dobytku chłopów, w większości nie posiadających ubezpieczeń, UWO i OUN dążyły do wypędzenia ich z terytorium, do którego rościli sobie pretensje Ukraińcy. Było to niedopuszczalne na ziemiach narodowościowo mieszanych od setek lat. W dzisiejszym rozumieniu akcje te były próbą realizowania czystek etnicznych.

 Na szczególne potępienie zasługuje inspirowana przez OUN tzw. akcja przeciwszkolna, w którą angażowano, bezpośrednio lub z pomocą rodziców, ukraińskie dzieci. Celem było zastraszanie i wypędzanie polskich nauczycieli i usuwanie lekcji języka polskiego ze szkół państwowych na Kresach. Przy okazji niszczono obiekty szkolne, książki, mapy, polskie symbole, napadano na nauczycieli, dewastowano ich mieszkania i dobytek, a wreszcie dopuszczano się bicia i poniżania polskich dzieci.  

 W świetle opracowań służb II RP nie ulega też wątpliwości, że organizacje UWO i OUN pełniły w Polsce rolę V kolumny. Dostarczały dokumenty wojskowe i państwowe nie tylko Niemcom, ale także Sowietom i Litwinom Sprzedawano wykradzione papiery każdemu, kto był w stanie na nie zapłacić – czasem kilku naraz. Ten handel stanowił podstawowy sposób utrzymania rezydujących w Berlinie władz UWO. Wertując wykazy osób zaangażowanych w antypolską działalność na Kresach łatwo zgadnąć, jakie mogły być sposoby pozyskiwania tych dokumentów. Ukraińcy służyli w wojsku na wszelkich szczeblach, pracowali w policji, sądownictwie, a nade wszystko stanowili liczną grupę pracowników kolei – którzy kradli, niezbyt przezornie wysyłane tą drogą dokumenty i rozkazy.

W latach trzydziestych do tradycyjnych form wywiadu i dywersji doszła współpraca z Oddziałem I berlińskiej centrali Abwehry. Niemcy potrzebowali nacjonalistów ukraińskich do akcji przeciwko Polsce i ZSRR. W tym celu przystąpili do kształcenia agentów analogicznie do dzisiejszego przygotowania komandosów służb specjalnych. Tą drogą podążać będą Niemcy także w czasie II wojny światowej, szkoląc grupy Ukraińców na bezwzględnych morderców (siekierników, dusicieli).

 W przededniu wojny OUN podjęła przygotowania do zorganizowania antypolskiego powstania skoordynowanego z napadem sąsiednich krajów na Polskę. W co najmniej dziesięciu z osiemnastu okręgów OUN istniały szkoleniowe obozy paramilitarne gdzie uczono obchodzenia się z bronią i prowadzenia walki partyzanckiej. Gdyby nie odwołanie ukraińskiego ataku przez Niemców, a potem powstrzymanie przez Rosjan mordowania Polaków, to do ludobójstwa polskiej ludności cywilnej Kresów doszłoby już jesienią roku 1939, kiedy armia krwawiła w nierównej walce na dwa fronty i nie mogła przyjść cywilom z pomocą.

 Jak na te działania reagowało duchowieństwo greckokatolickie?

 Bardzo trudnym i złożonym problemem jest wsparcie udzielane nacjonalistom ukraińskim przez kler greckokatolicki i przedstawicieli ukraińskich organizacji politycznych, kulturalnych, społecznych i gospodarczych. Wiele publikacji i relacji świadków dowodzi, że duża część księży greckokatolickich utrzymywała kontakty i sympatyzowała ze skrajnymi nacjonalistami spod znaku UWO-OUN. To tłumaczy liczny udział kapłanów tego wyznania w przygotowaniu i realizacji antypolskich akcji terrorystyczno-sabotażowych lat 1922–1923,  1930 i później.  Dzięki poparciu i z inspiracji ks. Andrzeja Szeptyckiego liczni oficerowie Ukraińskiej Hałyćkiej Armii objęli parafie greckokatolickie. Nie cofali się oni przed używaniem ambony do prowadzenia nacjonalistycznej agitacji i organizowaniem mszy żałobnych w intencji straconych terrorystów – często zabójców niewinnych ludzi – i propagowaniem ich kultu. W ten sposób dokonała się swoista sakralizacja nacjonalizmu ukraińskiego, co miało brzemienne konsekwencje dla przyszłych wydarzeń.

Także ukraińskie organizacje gospodarcze stanowiły w międzywojniu poważne zaplecze finansowe i ludzkie dla ukraińskiej działalności nacjonalistycznej. Z upływem czasu kierownicze funkcje obejmowali w nich ludzie o coraz bardziej radykalnych poglądach, którzy stopniowo wciągali te organizacje w krąg działalności nielegalnej. Państwo tolerowało sytuację, w której ogromny wzrost ukraińskiej spółdzielczości był finansowany z nieznanych władzom źródeł. Dopuszczano też do organizowania wielkich ukraińskich central gospodarczych, pozostających w bezpośrednich stosunkach z Berlinem, bez żadnej kontroli. Podobny proces radykalizacji jak w placówkach gospodarczych  zachodził w ukraińskich organizacjach kulturalno-oświatowych z „Proświtą” i „Ridną Szkołą” na czele. Stały się one z czasem kuźnią skrajnego nacjonalizmu ukraińskiego.

 Na tym tle szczególne miejsce zajmuje legalna ukraińska młodzieżowa organizacja „Łuh” – owoc niefortunnego eksperymentu władz. Wprawdzie wywiad alarmował, że jest ona w praktyce zakonspirowaną ukraińską organizacją wojskową, zapleczem terrorystycznej UWO,  jednak organizacja „Łuh” – ochraniana przez tajne służby państwa – okazała się niezniszczalna i dotrwała do roku 1939. W „Łuhach” przeszkolono ok. 50 tys. ludzi. Władze liczyły na to, że owa siła „odwojuje” dla siebie sowiecką Ukrainę. Stało się inaczej – większość tych młodych ludzi w czasie wojny zasiliła szeregi  UPA i splamiła się masowymi mordami.

 Brutalna ideologia UWO- OUN początkowo opanowała niewielką część społeczeństwa ukraińskiego. Na tle innych ukraińskich ugrupowań działających w Polsce była to głośna, ale liczebnie niezbyt znacząca grupa. Nie stanowiłaby dla Polski większego zagrożenia gdyby nie wsparcie pozostałych ugrupowań ukraińskich z UNDO na czele i oczywiście wszechstronna pomoc logistyczna, szkoleniowa i finansowa rządów i sfer wojskowych: Niemiec, Litwy, Czechosłowacji, a nawet Rosji sowieckiej.

 Podsumowując: Władzom bardzo trudno było uporać się z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów (wcześniej UWO) pozostających na żołdzie państw sąsiednich i parających się w całym okresie międzywojennym szeroko rozumianą działalnością wywrotową i szpiegostwem. Teren całej Rzeczypospolitej pokryty był siecią wywiadu wojskowego, a jego szlaki prowadziły przez Kraków, Warszawę, Poznań, Gdańsk lub Królewiec do Berlina. W opracowaniach polskiego wywiadu przyznawano, że: „Nasze zagadnienie obronności kraju, nasz potencjał militarny, wojskowy przemysł wojenny, nawet życie polityczne i gospodarka w ogóle były przedmiotem penetracji czynników obcych przy pomocy wojskowych elementów ukraińskich.

Procesy sądowe o szpiegostwo i nasz wywiad wojskowy dostarczały coraz to nowych wiadomości o rozmiarach prowadzonej na Ziemiach Polskich akcji. Olga Besarabowa, Włodzimiera Pipczyńska, pułkownik Andrzej Melnyk, kapitan Osyp Dumin, kpt. Ryszard Jary i wielu innych, wśród których nie brakło i przedstawicieli UNR (petlurowców), jak pułkownik Mikołaj Czebotariw, działało z ramienia lub w ścisłym związku z owymi referatami i  komórkami wojskowymi, wymienionych wyżej organizacji”.  Podkreślano też absolutną ciągłość personalną w strukturach OUN po wybuchu II wojny światowej.

 Czy zachodzi związek pomiędzy tymi wydarzeniami z okresu międzywojennego, a ludobójstwem dokonanym na polskiej ludności Kresów w czasie II wojny światowej?

Pomiędzy wydarzeniami, do których dochodziło w okresie międzywojennym, a ludobójstwem dokonanym na polskiej ludności Kresów w czasie II wojny światowej zachodził bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy. Niewątpliwie ta sama ideologia, która pojawiła się u kolebki ukraińskiego nacjonalizmu nabrała w sprzyjających okolicznościach II wojny światowej ludobójczego wymiaru. Hasło „Ukrainy czystej jak szklanka wody” wprowadzono w życie...

W pismach OUN czytamy, że „OUN nie dopuści by na ziemiach ukraińskich znajdujących się pod okupacją- (to znaczy w Polsce- przyp. aut.) zapanował spokój”. Świadomość swej skrajnie destrukcyjnej roli mieli sami ojcowie ukraińskiego nacjonalizmu. W aktach Senyka znalazł się list w którym Iwan Gabrusewicz (Habrusewycz) pisał do J. Konowalca: „UWO jest rozsadnikiem destrukcji, kolosalnym rozpętaniem instynktów, aby tanim kosztem stać się bohaterem. Z większości jego członków wyrastają bandyci”. Potraktować więc powinniśmy przypadek Polski w dwudziestoleciu międzywojennym, nie jako wyjątek, ale jeden z wielu dramatów, którego przebieg wskazuje na nieuchronność krwawej rozprawy ze strony wywodzących się z mniejszości etnicznych przeciwników państwa (szczególnie gdy znajdzie się ono w trudnej sytuacji międzynarodowej lub ekonomicznej), jeśli mniejszość jest wystarczająco liczna, a na dodatek znajdą się w niej ugrupowania kierujące się skrajnie szowinistyczną ideologią odrzucającą metody określane przez kulturę Zachodu jako „cywilizowane”.

 Dlatego bilans historycznych stosunków polsko-ukraińskich w XX wieku wygląda tak dramatycznie. Prawie żadna z zawieranych przez Ukraińców z Polską umów nie została przez nich dotrzymana.  W sposób okrutny mordowali ludność polską w Galicji i na Wołyniu u schyłku I wojny światowej, terroryzowali  i destabilizowali życie w województwach kresowych  w okresie międzywojennym i współpracowali z wrogami Rzeczpospolitej, w chwili  wybuchu wojny udzielili wszechstronnej pomocy okupantom w dziele eksterminacji Polaków i wreszcie dokonali  ludobójstwa  naszych Rodaków u schyłku  II wojny światowej. To straszne grzechy. Niestety z powodu polskich ustępstw i przemilczania rozmiarów zbrodni przez nasze władze nie doszło do  ukarania i napiętnowania inspiratorów i  sprawców. Dlatego dzisiaj rozpierają się oni na pomnikach  jako bohaterowie Ukrainy, a młodzież wychowywana jest w ich kulcie. Żadnego potępienia, nazwania ich win, żadnej ekspiacji. To z punktu widzenia „poprawnych stosunków polsko- ukraińskich” i wielkich słów o „pojednaniu” sprawa absolutnie anormalna.

 Wszystkie omawiane w artykule  kwestie opisałam szczegółowo w swojej książce pod tytułem : „Działalność terrorystyczna i sabotażowa nacjonalistycznych organizacji ukraińskich w latach w Polsce 1922-1939” , wydanej w Krakowie w roku 2009.

 Rozmawiał Łukasz Karpiel

 Pierwszą część wywiadu czytaj tutaj

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.